niedziela, 25 października 2015

Capítulo 18 “Tam gdzie on, tam i ona.”


Nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale jest ona dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje nam się ją schwycić i przytrzymać tak długo, by wygnała z nas piekło... 
- Jonathan Caroll

♠♠♠

Jej wnętrze wypełniała pustka, którą pozostawił po sobie Leon. Wszystko, co kiedyś wydawało jej się wspaniałe, teraz już nie znaczyło nic. Jej życie znów nabrało smętne kolory, pozostawiając po sobie jedynie ostro zamazany ślad.

Gdy kogoś tracimy, uświadamiamy sobie, jak bardzo kochaliśmy tą osobę. 

Wszystko dla niej straciło jakikolwiek sens w życiu. Już nie patrzyła w ten sam sposób na rzeczy, które niegdyś kochała. Teraz wszystko było dla niej niczym. Straciła wszystko co dobre w życiu. Marzenia, nadzieje, chęci, szczęście... Wszystko przeminęło za pomocą jednego pstryknięcia palcem. To wszystko działo się tak szybko, że nawet nie spostrzegła, kiedy przeminęło. Szczęście w jej życiu zawitało chwilę, a potem tak szybko jak się pojawiło, zniknęło. Pozostawiło w niej jedynie pustkę, której nie ma ochoty wypełnić. Już nic dla niej nie znaczy tyle samo, co wcześniej. Wszystko straciło jakikolwiek sens. 

Bez niego jej życie jest niczym. 

Łzy spływały wzdłuż po jej bladej od zimna twarzy. Nie mogła sobie wyobrazić, że to tak wszystko się skończyło. Nie mogła uwierzyć, że Leon mógł tak postąpić. Może i Violetta jest w stanie go znienawidzić, ale sama dobrze wie, że to jest nie możliwe. Choćby długo się starała, nie może. On zmienił tak wiele w jej życiu. Zapomnienie o nim, jest niemożliwe. Choć nawet chciałaby wymazać niektóre wspaniałe chwile z nim, aby nie czuć tego strasznego i okropnego bólu, który on po sobie pozostawił.
Spojrzała w górę na błękitne niebo.

Czy poddanie się będzie właściwym wyborem?

Chce się poddać, chce o wszystkim zapomnieć. Zamknąć się w sobie i udawać, że wszystko jest w porządku, choć tak naprawdę nic nie jest. Sprawiać, aby na jej twarzy witał fałszywy uśmiech. Sprawiać, aby nie czuła tego okropnego bólu, który jest w stanie ją zniszczyć od środka.
Może Violetta jest osobą silną i na zewnątrz pokazuje, że jest silna oraz twarda, ale w środku.... W środku jest tak naprawdę w stanie się rozsypać na miliony malusieńkich kawałeczków.
Lecz ona jest osobą wierzącą.
Nadzieja, marzenia, szczęście, rodzina, przyjaciele i miłość. 
Dla niej tylko to się liczy. Nic innego. Gdyby mogła, spędziła by resztę życia, aby wszystkie te rzeczy osiągnąć.
Dlatego będzie walczyć. Walczyć, o swoją miłość. Nawet gdyby to kosztowało ją cholernie dużo, to i tak się nie podda, póki nie zdobędzie tego, czego chce. 
Tak postanowiła i już nie ma zamiaru zmienić swojego zdania.

♠♠♠

Nigdy nie jest za późno. 

Nigdy nie jest za późno, aby naprawić swoje błędy, prawda?
Będzie silna, będzie twarda. Będzie nawet wredna, gdy będzie musiała. Wszystko po to, aby odzyskać wszystko, co straciła. Przyjaciół i jej miłość życia. Tylko to jej wystarczy, aby być całkowicie szczęśliwą. Do tego potrzebne jej jest ich przebaczenie, co może być trudne, by osiągnąć. Będzie próbować. Wszystkiego. A co jeśli jej nie wybaczą?
Violetta pokręciła tylko głową. Nie mogła nawet znieść tej myśli, więc zaczęła myśleć pozytywnie.

♠♠♠

Biegła przed siebie a po jej twarzy spływały miliony łez, które z trudem ocierała. Oczy Violetty były zaszklone, co uniemożliwiało jej bieg.
Nie wiedziała gdzie biegnie, ani gdzie w tej chwili chce się znaleźć. Lecz jedno słowo huczało w jej głowie.
Samotność. 
Pragnęła być teraz sama, jak niczego innego. Chciałaby spokojnie usiąść, pomyśleć. Nad wszystkim, co przez ostatnie czasy się wydarzyło. Przemyśleć na spokojnie wszystko i dojść do jakiegoś wniosku, pomysłu lub czegoś podobnego, co sprawi, że będzie wiedziała co robić dalej nad swym życiem. Gdyby tak teraz racjonalnie pomyśleć... Nie ma nikogo. Wszyscy ją opuścili, zostawiając ją samą na pastwę losu. Samą jak palec. Przyjaciele... Nie będą w stanie jej przebaczyć. Leon, on... To już zupełnie inna sprawa. On nawet wcale nie będzie chciał na spojrzeć. Czy nią gardzi? Tego nie jestem w stanie stwierdzić, ale ma do niej uraz. Uraz mimo to, że tego nie zrobiła. Lecz... On nic o tym nie wie. Nawet nie dał jej się wypowiedzieć na ten temat, a już osądza. Chociaż... Nie ma mu się co dziwić, prawda? Zabolało go to. To było po nim widać, ale... Gdyby dał jej szansę... Wszystko byłoby wspaniale. Ich życie byłoby kolorowe z kolorową tęczą i różowymi jednorożcami. Byłoby jak w bajce. Lecz każdy z nas wie, że życie to nie bajka. Znajdujemy się w niesprawiedliwej rzeczywistości, która prawie każdego człowieka na świecie choć raz pozbawiła szczęścia.


Nagle poczuła, jak czyjeś ciało uderza w jej.
A może odwrotnie?
Uderzenie spowodowało, że straciła równowagę i upadła plecami na chodnik. Przy upadku towarzyszył nie miły odgłos, co wcale nie spodobało się dwójce nastolatków.
Chłopak zupełnie nie wiedział co się dzieję, więc szybko podbiegł do dziewczyny kucając obok niej.
- Boże, tak mi przykro! Wybacz, dzisiaj jestem totalnie w chmurach.
I ten zniewalający uśmiech. 
Skupiała się tylko na jego piwnych tęczówkach, od których nie mogła oderwać oczu, jakby... Zatonęła pośród nich. Nagle niektóre obrazy z jej życia zaczęły przeskakiwać jej przed oczami. A każdy pokazywał ją i jakiegoś chłopaka. Raz zobaczyła jak siedzą na ławce i nawzajem z szerokimi uśmiechami na twarzy nawzajem karmią się watą cukrową śmiejąc się przy tym, lub jak idą razem parkiem i układają słowa do ich wspólnej piosenki, albo jak siedzą na czerwonej kanapie przytuleni do siebie i przykryci kocem i oby dwoje toczą walkę, aby ich powieki nie opadły i nie zagłębili się w sen. Trzymali się za ręce i szeptali sobie po cichu słodkie słówka, a gdzieś w tle było słychać głosy bohaterów jakiegoś romantycznego filmu w telewizji.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
Chris. 
To był on.
To naprawdę on! 
Myślała, że zaraz zwariuje z zaskoczenia i radości, na widok jej dawnego przyjaciela.
Wpatrywała się w niego z wielkimi oczyma, nadal nie dowierzając.
- Ch-chris?! - zawołała na całą ulicę, przez co parę zdziwionych oczu odwróciło się w ich stronę.
Chłopak spoglądał w ciemne oczy Violetty. Chciał wyczytać z nich coś znajomego, ale... Nie mógł.
Czy on też zapomniał i mnie nie poznaje? 
W końcu po kilku minutach przyglądania się nastolatce, spostrzegł coś znajomego.
- V-violetta?! T-to naprawdę ty? - pierw podniósł się jego lewy kącik ust do góry, a za chwilę po nim drugi. Nie mógł uwierzyć, że ją tu spotkał. W Buenos Aires. Tak wielkim mieście.
Od razu rzuciła mu się w ramiona i mocno do siebie przytuliła. Znów poczuła jego perfumy, które tak uwielbiała. Była nadal zdziwiona, że ich nie zmienił. Lecz to znaczyło, że o niej pamiętał, że o niej myślał...
Będąc w jego objęciach przymknęła lekko powieki, a po chwili z jej prawego oka spłynęła łza szczęścia. Od tak dawna na jej twarzy nie pojawiły się łzy, przez które była szczęśliwa. Jej serce biło coraz szybciej i szybciej.
Cóż, nie ma co ukrywać. Violetta i Chris kiedyś się w sobie zadurzyli i byli w sobie zakochani po uszy. Ale zaraz, zaraz... Kiedyś? To wcale nie było tak dawno. Dobrze, może trochę było, gdyż jeden i pół roku temu, byli parą. Byli jak magnes. Tam gdzie on, tam i ona. To była wielka miłość, gdzie nie jeden mógł im pozazdrościć. Kochali się niezmiernie, ale nadszedł ten czas, gdzie wszystko prysło. Violetta musiała wyjechać i zostawić Chrisa. To nie była znów ta głupia historia, gdzie jedna osoba cierpi, bo została zraniona. Nie. To było tylko dlatego, żeby nie zranić obojga, gdyż będą dzieliły ich tysiące kilometrów. Violetta wiedziała, że tam gdzie się poznali, czyli w Las Vegas, było pełno ładnych dziewczyn, które Chrisowi by się na pewno spodobały, lecz... Ufała mu na tyle, iż wiedziała, że Chris kocha tylko ją i nie jest w stanie jej zdradzić. Zawsze powtarzał kiedy byli razem, że to ona jest tą jedyną i nigdy z niej nie zrezygnuje. Więc czemu się rozstali? Odpowiedź jest prosta. Tu chodziło o kilometry, tęsknienie za drugą osobą, usłyszenie jej głosu, zobaczenie jej na żywo, komunikację... Dlatego kiedy Violetta wyjeżdżała, wcale nie powiedzieli sobie "żegnaj", tylko "do widzenia", gdyż wiedzieli i mieli nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczą.

Zawsze trzeba mieć nadzieję.

♠♠♠

Jezu witajcie po tak długim czasie. Ile minęło? Rok? Matko, tak wiele się tutaj pozmieniało. Otóż kilka dni temu z ciekawości weszłam na bloggera, aby sprawdzić jak te rzeczy się tutaj mają. I aż smutno na sercu mi się zrobiło jak zobaczyłam że więcej niż połowa osób skończyła z pisaniem. Nawet nie wiem co mam powiedzieć, serio. 

Dobrze, co do tego postu. Po prostu musiałam go dodać. Jest to ostatni rozdział, który pojawi się na tym blogu. To jest już ostateczne pożegnanie z TYM blogiem. (Czujecie tu podtekst? Taa, ahaha. Bo tak jest xd) Już mówię… Więc no. Ten blog jest już zakończony. Już nie czuję tej całej Violetty.
Wiem, że pewnie tu już nikogo nie ma. Ale gdyby się chociaż ktoś znalazł… Niech da znać. Napisze pod tym postem komentarz, że jest. Bardzo byłoby miło. 
Jest też inna sprawa… 
Na blogach http://ludmila-ferro-story.blogspot.com i http://dont-play-with-my-feelings.blogspot.com będzie jakaś aktywność, ale prawie że minimalna. Będę coś pisać, ale dla siebie. Żeby po prostu wypisać moje myśli. Może coś raz dodam, może nie. Jeszcze sama nie wiem co zrobię. Zobaczy się. 

To by było na tyle. Dziękuję osobą, które nadal tu są. Bardzo wiele to dla mnie znaczy. 
Dziękuję wam bardzo. Jesteście wielcy. 
Wasza Cheryl♥︎






sobota, 18 października 2014

Capítulo 17 “Obiecywał”


W sa­mot­ności każdy szmer niesie nadzieję, że być może tym ra­zem ktoś za­puka do naszych drzwi. 


Samotność to uczucie, przez które stajemy się inni. Bardziej wrażliwi, oraz ostrożniejsi. Kiedy ktoś zrani jakąś osobę, ta osoba czuje się samotna, opuszczona... Przez co bardziej uważa na ludzi i rozważa, komu powinna zaufać, a komu nie. Zaczyna powoli się bać osób, które chcą pomóc, lecz ta osoba sądzi, że są wstanie zranić. Po raz kolejny. Ta osoba trzyma się na dystans od ludzi, aby znów nie poczuć tego samego bólu w sercu, kiedy przywiązała się do kogoś, a potem odszedł... Zostawiając tą osobę samą. 

Bez ratunku?

Takie osoby potrzebują pomocy, lecz nie mają odwagi jej przyjąć. Jak najbardziej ją od siebie odpychając, aż potem żałują swojego czynu. Sami chcą próbować wydostać się z tego stanu, lecz nie mogą... Potrzebują kogoś, aby im pomógł. Ktoś bliski, ktoś komu można zaufać, ktoś kto jeszcze nie zranił. 
Na świecie jest teraz trudno odnaleźć osoby, którym można zaufać. Takich osób jest już coraz mniej, a więcej jest tych fałszywych, tych złych... Nie mających uczuć. Być może przez miłość, która ich zawiodła? A może z innego powodu? Ten, kto nie poznał takich ludzi, nie wiedzą, co w ich życiu się zdarzyło iż tacy są. 
Potrzeba czasu, aby rany bo zranionym sercu się zagoiły. Może trwać to miesiąc, pół roku, rok...

Wieczność?

Niektórzy mówią i też twierdzą, że miłość potrafi zabić, zawieść... To prawda. Zostajesz z tym wszystkim sam, nie zdając sobie sprawy z tego, co robisz. Robisz wszystko, bez żadnego znaczenia, co będzie działo się dalej. Już nic dla ciebie znaczy i nie masz sensu życia. Zostałeś zraniony, pozbawiony wszystkich uczuć... Jest to okropne uczucie, którego nikt nikomu by nie życzył. 
Gdy nie ma w pobliżu osoby, która skradła twoje serce, zaczynasz błądzić, cierpieć... Chcesz zginąć, odebrać sobie życie, gdyż wiesz, że życie bez tej jedynej osoby znaczącej dla ciebie bardzo wiele, jest niemożliwe. Nie funkcjonujesz już tak samo, jak wtedy, kiedy byłeś szczęśliwy, zakochany... 
Robisz bardzo wiele rzeczy, przez które - być może - będziesz żałował, lub życie zniszczy cię tak bardzo, że nawet nic już nie będzie cię obchodziło. Już nic nie będziesz czuł, żałował, cierpiał... 
Będziesz próbować popełnić samobójstwo, ciąć się, palić, bawić się prochami... Aby po prostu w jakiś sposób stracić życie. 
Jest parę lekarstw, które mogą pozbierać do kupy złamane na tysiące małych kawałeczków serce, które zostało doszczętne zranione. Zapomnieć... Choć każdy wie, że zapomnienie o tej najważniejszej osobie jest trudne, to jest to do spełnienia. Da się zapomnieć, owszem... Ale jest to trudne to wykonania, gdyż wspólne chwile, pocałunki, gesty, uczucia do tamtej osoby były kiedyś dla ciebie ważne. Nie chcesz zapomnieć o tym wszystkim, lecz wiesz, że i tak będzie dla ciebie lepiej. 
Do wybrania jest też walka. Walka, dzięki której mógłbyś odzyskać swoją miłość życia, oraz jej uczucie, udowadniając, że to nie prawda, lub też z innych przyczyn. Lecz gdy nie uda ci się tego zrobić, popadasz depresje ze świadomością, że to już koniec. Zamykasz się w sobie, cicho szlochasz w kącie myśląc o tym wszystkim co wydarzyło się w twym życiu takiego złego, że Bóg musiał ukarać cię w taki sposób. 
Już nie jesteś tą samą osobą co dawniej. Bardziej przygnębioną tym, że to przez ciebie, że to wszystko twoja wina... Zdesperowana, że tak to wszystko się skończyło. Samotna, gdyż wszyscy cię opuścili, gdy dowiedzieli się, że nie ma już dla ciebie ratunku. 

Nieżywa? 

 Próbujesz w jakiś sposób z tym walczyć, próbować... Krok po kroku próbujesz się podnieść, aby znów być silnym i nadal wierzącym że nadal może być lepiej, szczęśliwym człowiekiem, którego wcale nie interesuje to, co zdarzyło się w przeszłości. Czy ci się uda? Lub może zawiedziesz? To już jest twoja decyzja, oraz szansa na dalsze szczęście...

♠♠♠ 

Wybiegła z posiadłości Verdasów jak najprędzej tylko mogła. Biegła tak szybko, dopóki kondycja (która wcale nie była taka zła) jej na to pozwalała. 
Biegnąc przed siebie w nieznanym jej kierunku, po dwudziestu minutach zatrzymała się, łapiąc w miejsce, gdzie pojawiła się kująca kolka, która po chwili dawała się we znaki. Brunetka lekko skuliła się z bólu, a następnie po upływie kilku sekund podniosła i spojrzała przed siebie. Jednak wszystko było zamazane, gdyż łzy napływały coraz częściej do jej oczu, spływając wąskimi stróżkami po policzku. Poczuła się jak zwykły śmieć, którego należało wyrzucić do śmieci. Została teraz z tym sama, bez nikogo do pomocy. Dosłownie wszyscy ją opuścili, zostawiając ją bez nikogo, kto mógłby pomóc jej się podnieść. 

Osamotniona, zagubiona, pełna żalu, urazy.

A to tylko przez jedną osobę. Osobę, na której znów się zawiodła. Której już nie będzie w stanie zaufać, by nie popełnić tego samego błędu i znów nie zostać zranioną.  Jak ja mogłam mu tak łatwo uwierzyć? zapytała samą siebie, nie wierząc w to wszystko. Czyli to wszystko było zwykłym kłamstwem, tak?! - na te zdanie po jej policzku automatycznie zaczęło płynąć więcej łez, których nie mogła powstrzymać.
Otarła łzy, aby spojrzeć w jakim miejscu się znajduje. Dostrzegła jakiś park, a koło niego białą ławkę. Podeszła szybko do miejsca, aby móc usiąść, odpocząć i racjonalnie pomyśleć.

Czyli to wszystko było na  nic?

Jej serce zakuło, przypominając sobie sytuacje, kiedy stała się tą złą. Laską bez żadnych uczuć i nie zważającą jaki ból sprawiała osobą, które kochała. Przypomniała sobie sytuację, kiedy Leon próbował ją odzyskać, walczyć o nią... A ona go spławiała, raniąc. Widać było, że to go bolało, ale się nie poddawał. Nadal walczył, aby osiągnąć swój cel. Udało mu się. Lecz znów ją stracił. Zupełnie tak, jak kilka lat temu. Obiecywał mi pełno rzeczy, powiedział, że mnie już nie opuści, że nie uwierzy w żadne kłamstwo o mnie. Zrobił to. Zamiast jej, uwierzył Diego. Chłopakowi, który miał zamiar rozbić ich związek. Chłopakowi, który naopowiadał Gryfinowi same kłamstwa o Leonie.
Czyli teraz ona się dla niego już nie liczy, bo uwierzył w jakieś głupie kłamstwo od Diego?

Tak to ma teraz wyglądać? 

Leon po prostu się jej wyparł wierząc w perfidne kłamstwa Diego'a. Obiecywał jej, że jej już nie porzuci samej, zostawi... Obiecywał, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie tak jak dawniej, że będzie lepiej... Kłamał - na to słowo, które pojawiło się w myślach Violetty wybuchnęła histerycznym płaczem.

Obiecywał nie dotrzymując słowa. 

Złamał jej serce na miliony małych kawałeczków, które odnaleźć będzie lada wyzwaniem. Będzie to trwało bardzo długo, aby mogła je odbudować i ponownie kogoś pokochać, lub komuś zaufać.


Aby bez­gra­nicznie ko­muś zaufać pot­rze­ba zarówno od­wa­gi, jak i siły. Po­win­no się bo­wiem zakładać i taką ewen­tual­ność, że za­miast wzle­cieć upad­nie się, i to bar­dzo nisko.


♠♠♠

Siedząc przez te kilka godzin, które już upłynęły, ani o milimetr się nie poruszyła, a żadne słowo z jej ust nie padło. Bez żadnych uczuć, pusto patrząc przed siebie na jedną z witryn kawiarenek, które znajdywały się po drugiej stronie, uświadomiła sobie okrutną prawdę. 
- On już nie wróci. Nigdy - wypowiedziała szeptem, a na ostatnie słowo po jej policzku spłynęła samotna łza. A po niej kolejna i kolejna. Nie walczyła z nimi. Nie miała po co. Już wszystko dosłownie straciło dla niej sens życia. Już nikt jej nie został. A tych których chciała mieć przy swoim boku... Już dawno od siebie odepchnęła. Żałowała i wspominała. Wszystko, co było dla niej niegdyś najważniejsze w życiu. Teraz już nic z tego nie zostało, nie pozostawiając po sobie jakiegokolwiek znaku. Wszystko zniknęło, zostawiając w niej pustkę, którą będzie trudno wypełnić. Nikt nie będzie w stanie pomóc jej się podnieść. Nikt, kogo darzyła nadal uczuciem, sympatią. Z tych grona ludzi już nikt jej nie został. Wszyscy od niej odeszli, pozostawiając ją samą. 

Bezbronną, niewinną i samotną...

Jej wzrok nadal był utkwiony w to samo miejsce i choć ani na chwilę nie spojrzała gdzieś indziej. Nie zważała uwagi na śmiechy oraz krzyczące dzieci, które nieopodal biegały po jednym z przepięknych parków w Buenos Aires i które chlapały się wodą z fontanny, która była umiejscowiona na środku ogromnego i pełnego uroków natury parku. Nie zważała też na różne dźwięki różnorakich ptaków, które wesoło ćwierkały ukryte gdzieś w koronach drzew. Jedyne co słyszała był jej słaby oddech, ciche bicie serca oraz jej myśli, które ciągle kłębiły się w jej głowie i które za nic nie chciały wyjść. 
Niedaleko miejsca, w które patrzyła pojawiła się para zakochanych. Swój wzrok przeniosła w ich stronę, wpatrując się w nich z bólem serca.
W pewnej chwili dziewczyna stanęła na wprost swojego chłopaka i głęboko spojrzała mu w oczy. Patrzyli w swoje tęczówki, aż nagle dziewczyna przybliżyła się do niego, jego twarz wzięła w swoje delikatne dłonie i namiętnie pocałowała. Po policzku Violetty znów spłynęła gorzka łza, która ciurkiem spłynęła po długości policzka. Wyobraziła sobie Leona, oraz siebie samą. Osoby, które darzyły siebie ogromną miłością.

Lecz czy to mogło tak szybko przeminąć? 

Nie... Violetta nadal pamiętała o brunecie, za którym jej serce szalało. Chłopakowi, który zawrócił jej w głowie, a jej życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale czy on darzy ją teraz tym samym uczuciem, które ona nadal do niego żywi? Tego nie wiedziała, ale miała nadzieję, że mimo tego co się wydarzyło, nadal ma ją w sercu.

Nadzieja jest w końcu matką głupich. 

Wszystkie jej myśli które teraz kłębiły się w jej głowie stłumił głośny dźwięk, który niespodziewanie dotarł do jej myśli budząc ją z amoku, w którym kilka chwil temu się znajdywała. Coś ją kusiło, aby udała się w to miejsce skąd dobiegał hałas.
Pierw swoją głowę odwróciła do tyłu, aby spojrzeć na to co znajdywało się za nią. Dostrzegła małe dzieci biegające po całym parku i śmiejące się w niebo głosy. Kątem oka zauważyła coś wyrytego na ławce. Swój wzrok przeniosła w to miejsca, aby móc bliżej się temu przyjrzeć. Dostrzegła napis, który został wyryty przez Leona jeszcze przed jej wypadkiem.
- Violetta plus Leon - wypowiedziała szeptem, lekko przecierając napis palcami. Po jej policzku spłynęło kilka słonych łez, a jej serce mocno zakuło.
Leon... Chłopak był teraz jedyną osobą, z którą chciała rozmawiać, lub mieć do czynienia. Przypominając sobie o awanturze, która zaszła w jego domu i o jego ostatnich słowach, od razu wstała i zaczęła iść w głąb parku, skąd przybył głośny hałas, który zakłócił myśli Violetty.
Idąc przed siebie nadal myślała o tym wszystkim. O tym, czy będzie mogła mu zaufać, znów mieć jakiś kontakt... Lecz było to trudniejsze, niż jej się wydawało. Zaufanie osobie, która nas zraniła, nie jest tak łatwo, prawda?
Idąc przez park, dotarła na tor motocrossowy, gdzie wcześniej jeździł Leon, zanim wypadek zmienił jej życie. Pamiętała, jak przychodziła tu, aby popatrzeć jak Leon się ściga i jak bardzo to kocha.
" - Ta adrenalina, emocje, wiatr we włosach... To jest to, co kocham." - przypomniała sobie słowa Leona, kiedy stali razem objęci właśnie w tym miejscu i patrzyli przed siebie jak inni mogli nacieszyć się wszystkimi emocjami.
Przypomniała sobie ich wspólny piknik, który został przez Leona zorganizowany koło jeziorka, nieopodal toru oraz parku, w którym aktualnie się znajdowała. Spojrzała w prawo, oraz podążyła wzdłuż toru, a następnie skręciła w lewo, do małego lasku, za którym znajdowało się małe jeziorko, które sami odkryli raz spacerując po parku trzymając się za ręce, śmiejąc się... - znów kolejna łza spłynęła po policzku dziewczyny.
Mimo tego, że nie chcemy, to wspomnienia i tak do nas powracają. Nawet w tych niewłaściwych chwilach, w których nie chcemy, aby tkwiły w naszej głowie. Ale tak już jest... Wspomnienia są wszędzie. Znajdują się na każdym kroku i gdy tylko brakuje nam pewnej osoby, te wspomnienia z tą osobą przychodzą do nas, przez co bardziej cierpimy i bardziej tęsknimy. 
Przeszła przez wydeptaną drużkę w lesie i znalazła się w miejscu, które oboje uwielbiali. Spoglądając w miejsce, gdzie znajdywał się gładki teren który porastała trawa, wyobraziła sobie koc, oraz dwoje nastolatków którzy nawzajem karmili się różnymi smakołykami leżącymi na dość dużym kocu.
Violetta prawą ręką lekko opiera się o drzewo, a głowę opiera o gruby pień drzewa i przypomina sobie, kiedy Leon zaśpiewał jej pierwszy raz swoją piosenkę o miłości do muzyce, oraz miłości do jazdy na motocyklu.

Między dwoma światami
Dzisiaj bije mi serce,
Jeden bezpieczny, 
Inny bez kontroli jak adrenalina.
To jakby mieć dwa życia albo więcej
Jedno daje mi wodę, inne powietrze
Chcę pomieszać, dlaczego nie połączyć?
Moje dwie pasje w jednym miejscu.

O! O! O! O! O! O! O! O!

Wsłuchaj się w mój głos
Między dwoma światami podążam

Bije mi serce, kiedy słyszę hałas motorów
I moja gitara wypełnia je duszą za pomocą tej piosenki. 
To jakby mieć dwa życia albo więcej,
Jedno daje mi wodę, inne powietrze.
Chcę pomieszać, dlaczego nie połączyć?
Moje dwie pasje w tylko jednym miejscu

O! O! O! O! O! O! O! O!

Wsłuchaj się w mój głos
Między dwoma światłami podążam

Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech radości, a następnie na to wspomnienie cichutko się zaśmiała. Wiedziała, ile motocross znaczy dla Leona i jak bardzo to kocha. Mimo tego, że nie chciała aby jeździł na tych maszynach, to popierała jego decyzję jak i samego Leona w rzeczach, które kocha. Nie mogła zabraniać mu robić rzeczy, które go zadowalają i które tak bardzo kocha. Sama dobrze to wiedziała, więc nie chciała robić czegoś, co Leonowi by się nie spodobało. Gdy widziała, jak bardzo Leon cieszył się kiedy wygrał jeden z wielu wyścigów, miała przyjemne uczucie na sercu widząc go szczęśliwego.
Dopiero po kilku chwilach które upłynęły spostrzegła, że nie jest sama. Dostrzegła jakiegoś chłopaka siedzącego przy brzegu jeziorka, który pusto patrzył w wodę. Wiedziała, że coś musiało się stać. Miała zamiar już iść w jego stronę, dosiąść się do chłopaka i zapytać, czy wszystko jest w porządku, gdy nagle znikąd pojawiła się jakaś dziewczyna i usiadła po jego prawej stronie. Violetta uważniej przyjrzała się dziewczynie. Miała na sobie t-shirt z jakimś nadrukiem, krótkie, dżinsowe spodenki, które w niektórych miejscach były brudne i porozrywane, wokół tali była zawiązana koszula w kratkę, a na nogach miała czarne trampki. Jej dość długie włosy były związane w kucyka na głowie, a dookoła miała zawiązaną czerwoną bandanę, która na górze miała małą kokardkę. Violetta czuła, że kojarzy dziewczynę, która ubierała się jak ta, która siedziała koło chłopaka.
Gdy usłyszała, jak nastolatek wypowiada imię dziewczyny, jej mina zrzedła.
Lara, pomyślała.
Chciała w jakiś sposób obejść ich i zobaczyć twarz chłopaka, ale nie mogła... Wiedziała, że jeżeli zrobi jakikolwiek ruch, oni usłyszą dźwięk liści i natychmiast odkryją, że ktoś ich śledzi. A tego nie chciała. Więc czekała, aż usłyszy jego głos lub jego imię.
Nagle chłopak odwraca się w stronę dziewczyny. Violetta natychmiast przyglądnęła się jego twarzy, aż zdała sobie sprawę, że jest to...
Leon.
Po jej policzku spłynęła łza. Nie wiedziała już co ma robić. Zawiodła się na nim. I to bardzo, ale... Jak to jest możliwe, że nadal mieli ze sobą kontakt? Mówił, że Lara nic dla niego nie znaczy i że już nigdy nie będzie chciał widzieć jej na oczy. Obiecywał też Violettcie, że już nigdy się z nią nie spotka i nigdy nie wymienią żadnego słowa.

Kolejna obietnica, której nie dotrzymał.

Violetta już chciała do nich podejść, powiedzieć coś. Cokolwiek... Ale tylko żeby dowiedzieć się prawdy. Lecz jej nogi nagle stały się jak z waty i po prostu przysłuchiwała się temu, co mówią.
- Leon, nawet nie wiesz, jak mi przykro... - powiedziała, a następnie nachyliła się do bruneta i lekko przytuliła.
- Mnie też - odpowiedział zupełnie zrezygnowany, ale jej nie odepchnął. Co najlepsze - przytulił ją do siebie jeszcze bardziej. Zobaczyła, jak po jego policzku spływa łza. Jej serce zaczęło szybciej bić.
- Nawet nie wiesz jak ci dziękuję, że teraz przy mnie jesteś - powiedział i spojrzał w oczy Lary.
- Nie ma za co - powiedziała, a następnie pocałowała policzek.
Ostatnie co zobaczyła, było to, że Leon lekko się uśmiechnął. Potem ze łzami w oczach uciekła od ich wspólnego miejsca, które tak bardzo lubili. Lecz teraz, to już nie było ich miejsce. Już do nich wcale nie należało...
Zaczęła biec jak najszybciej potrafiła. Łzy napływały jej do oczu, a następnie spływały po policzku. Czuła, jak jej serce znów rozbiło się na miliony kawałków. Lecz to teraz bardziej bolało. Nawet nie miała pojęcia, że czegoś takiego będzie mogła spodziewać się po Leonie. Nie wiedziała, że będzie zdolny do takiego czegoś.... Znów się co do niego pomyliła.
Wybiegła z lasku, a następnie trafiła do parku, gdzie zaczęła szukać wolnej ławki. Gdy takową znalazła szybko do niej  podbiegła i usiadła. Skuliła się lekko, a oczy zakryła dłońmi i zaczęła kolejny raz cicho łkać tego dnia.
On już dla niej nie istniał. Nie znajdował się w jej życiu. Wyrzuciła go ze swojego prywatnego świata i pogodziła się z tym, że on już nigdy w nim się nie znajdzie.
Niestety - nie mogła. To, co mogło wydawać się dla niej takie proste - wcale takie nie jest. On zmienił tyle rzeczy w jej życiu. Zmienił je na lepsze, dosłownie... Pokazał jej, że świat jest lepszy. Nadał kolorową barwę jej światu. To on zawsze przy niej był, kiedy kogoś potrzebowała. Lecz teraz... Już nie ma nikogo takiego. Została sama. Zagubiona w rzeczywistości, która już ją przerastała. Już nie miała chęci, aby nadal stawiać czoła życiu.

A ciągle sobie obiecywała, że nigdy się nie podda... 


Cza­sem zdra­da coś kończy…Roz­pa­da się jed­ność jak opuszczo­ne szkło. Nie da się poskładać do ku­py zdradzo­nego szczęścia. Nig­dy już nie będzie tak sa­mo. Żal po­zos­ta­nie na zaw­sze, jak wbi­ty w ser­ce nóż, a wspom­nienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dla­tego trze­ba wy­baczyć i odejść… Na zawsze. 

sobota, 4 października 2014

The End?


Już pewnie każdy z was się domyśla o co chodzi, prawda? 
Każdy z was wie, że chyba kiedyś musiało to nastąpić. Szczerze... Teraz mam pustkę w głowie. Kiedy wyobrażałam sobie co w tym poście napiszę, miałam pełno myśli. A teraz? Pustka. Nic. 

Może zacznę od wyjaśnień, dobrze? 

Na bloggerze nie było mnie już dawno. Może z jakiś miesiąc. Bardzo mnie to boli. Przez ten czas nic nie napisałam. Nawet nie pofatygowałam się wejść i spróbować. Dopiero tydzień temu weszłam na bloggera i zerknęłam na ostatnie co napisałam i zostawiłam to niedokończone. 
Lecz jest jeszcze coś, co bardziej zakuło mnie w serce. 
Od tamtej pory nie pojawił się ani jeden nowy komentarz, a wyświetleń doszła mała liczba. 
Bardzo bolesny cios w serce. 
Myślała, że ze mną jesteście. Że lubicie to, jak piszę. Może się myliłam? Nie wiem. 
Lecz tu nie chodzi o to, że zrezygnuję bo jest mało komentarzy i wyświetleń. Tu nie o to chodzi. 
Ja już nie mam ochoty, ani siły. Nie wiem... Może już pisanie mi się znudziło, może już z tego "wyrosłam"? Nie mam pojęcia. Po prostu... Wypaliłam się? Tak. To chyba dobre słowo. Kiedy wczoraj chciałam napisać rozdział, nie mogłam. Siedziałam parę minut z rękami na klawiaturze i nie wiedziałam co napisać. 
Bardzo zabawne, prawda? 
Mówiłam wam, że nigdy nie zrezygnuję z pisania. A tu co? Nie dotrzymałam obietnicy. Zawiodłam was. A co najgorsze... Zawiodłam samą siebie. 
Wierzę, że są tu jeszcze osoby, które mnie czytają i nigdy mnie nie zostawią, za co ogromnie im dziękuję. 
Wybaczcie mi moją decyzję, ale ja już nie mogę... Nie mam już na to siły. To jak dla mnie za dużo. Przepraszam.... 
A więc... Kończę z bloggerem. Teraz. Może wrócę, może nie. Życie pokaże. Przyjdzie pomysł, wejdę i coś może dopiszę. Trochu po trochu, ale nic poza tym. 
Bardzo boli mnie to, że tak muszę postąpić, ale to w tej chwili wydaje mi się najlepsze. Zwłaszcza na tę chwilę. 
Dziękuję wszystkim, którzy chociaż raz weszli na tego bloga i pozostawili po sobie komentarz. To dzięki wam zaszłam aż tak daleko. Rozdział szesnasty. Wow, nie sądziłam, że zajdzie to aż tak daleko. Jesteście wspaniali. To właśnie dzięki wam tyle osiągnęłam. Jestem wam niezmiernie wdzięczna, naprawdę. Kocham was wszystkich. Dziękuję.... ♥ 
Teraz po moich policzkach płyną łzy. 
Czemu? Bo przypomniałam sobie, co przez ten czas w moim życiu się wydarzyło. Gdyby nie blogger... Nie poznałabym tak wielu i wspaniałych osób. Można powiedzieć, że... Blogger odmienił moje życie na lepsze. To dzięki niemu poznałam nową pasję, hobby. To dzięki niemu mam marzenie. Marzenie, które mam nadzieję, że się spełni. 
Napisanie książki. 

Jezu, jak ciężko mi się to pisze. 

Wiem, że teraz bez bloggera będzie... Inaczej. Zupełnie. To będzie coś innego. Nowy początek czegoś nowego? Zobaczymy... 

Nie, ja już dłużej nie mogę tego pisać... 

Teraz wspomniałabym o kilku osobach, ale po prostu nie chcę i nie mogę... Czuję, że te osoby zawiodłam. Nie mogę. Wybaczcie mi, ale... Nie mogę. Tak po prostu. 

Pamiętajcie, że bardzo was kocham, dobrze? ♥ 

Wasza na zawsze, Cheryl/Karolina ♥ 

P.S. Spełniajcie swoje marzenia i róbcie to, co kochacie, dobrze? ♥ 

Żegnam.... 

piątek, 22 sierpnia 2014

Capítulo 16 “Łza strachu”

Rozdział jest dedykowany Kate Verdas ;*
Dziękuję ci ciołku, za te wsparcie, którego teraz tak bardzo potrzebuję ♥


“Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą.” 
                                                                      ~ Jan Twardowski

♠♠♠

Czemu zawsze tak jest, że gdy już wszystko się ułożyło, to ktoś lub coś musi wszystko zepsuć? Wejść z butami do cudzego życia i zniszczyć wszystko, co zajęło długo do budowania lub odbudowania? 

Dlaczego? 

Życie jest niesprawiedliwe. Okrutne. Zawsze szykuje nam niespodzianki, które wszystko niszczą. Życie czasami kopie nas w tyłek i pokazuje nam magię życia. Zazwyczaj tą złą. Ale czym byłoby życie bez żadnych niespodzianek, czy przeciwności losu? To nie było by to samo życie. Było by inne. 

Nudniejsze?

Każdy z nas chce doznać szczęścia w życiu. Choć nie ważne na ile na nie zapracowali, osiągnął je. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo ile one potrwa. Może dzień, dwa? Miesiąc? Nie ważne... Ale ważniejsza jest satysfakcja, że udało nam się osiągnąć ten etap w życiu. Szczęście. 
"Życie jest okrutne" - chyba każdy z nas zna to zdanie, powiedzenie. Każdemu, kto żyje na tej kuli ziemskiej, kiedyś coś się przytrafiło, że nie chce o tym pamiętać, prawda? Właśnie wtedy używa tego określenia. Inni sądzą inaczej, gdyż taka sytuacja nie zagościła im w życiu. Powiedzą tylko zwykłe dwa słowa "Przykro mi". Ale kto może wiedzieć, czy to było zwykłe "Przykro mi", czy tylko takie o, rzucone na wiatr. 
Zwykle ludzie mówią, że współczują, lecz nie sądzą tego naprawdę. Są tylko zajęci sobą i myślą co dzieje się dookoła nich. Nic innego ich nie obchodzi, niż oni sami i ich osoba. Ta grupa ludzi nie zwraca uwagi na innych. Chce mieć jak najwięcej przyjaciół, aby być popularnym, czy znanym. Lecz przez to ma tylko fałszywych przyjaciół, którzy nic nie znaczą. Czy to tak ma naprawdę wyglądać? Nie. Wykorzystują innych, ciesząc się tylko swoim szczęściem, które myślą, że jest prawdziwe. Ale czy tak jest naprawdę?  Egoizm. Tak to się nazywa. W tych czasach, których teraz aktualnie żyjemy, ludzie odróżniają prawdziwe "przepraszam", od zwykłego "sorry". Fałszywa miłość, fałszywa przyjaźń, fałszywe uczucia, słowa, gesty... Tak teraz jest w dwudziestym pierwszym wieku. Lecz na świecie znajdują się jeszcze osoby, które potrafią prawdziwie kochać, być prawdziwymi przyjaciółmi, mówić prawdę, wyrażać swoje prawdziwe uczucia... Powinniśmy spojrzeć na tych ludzi i spróbować być tak jak oni. Choć w kilku procentach.

Identycznie postąpił Gryfin. Zepsuł możliwości na ich wspólne szczęście. Chciał się na nich zemścić. Sprawić, aby czuli się tak samo jak on. Gryfin był osobą dość specyficzną. Miewał czasami humorki, przez które nie wiadomo było, na co go stać oraz co może postąpić. Przy nim nigdy nie można było być pewnym, czy aby nie popełni jakiegoś głupstwa, czy nie zaatakuje. Potem zazwyczaj żałował swoich czynów i bym przejęty tym, dlaczego to zrobił. Jeśli go coś mocno wkurzyło, nie dawał za wygraną i musiał się zemścić.

Ale czemu akurat na nich?

Diego. To był jedyny powód. Diego specjalnie wygadał Gryfinowi, że Leon chciał wpędzić ich w zasadzkę. Powiedział mu, że Leon chciał ich wydać i powierzyć ich policji, aby zamknęli ich w więzieniu. Sami wiedzieli, że to co robią, jest karalne na dożywocie. W końcu handlowanie nikotyną oraz różnego rodzaju prochami nie jest w porządku, prawda? Diego i Gryfin byli już przegrani. Sens ich życia zaginął gdzieś po ich drodze, przez co robili same głupie rzeczy i bawili się na całego, aby potem nie żałować swoich czynów. Byli okropni, to prawda, ale... Każdy człowiek, choć zgubił po drodze swoje "dobre ja", to... Nadal ta dobra część ich jest ukryta bardzo głęboko. Lecz tacy ludzie jak oni nie chcą tej części odnaleźć...

Tylko dlaczego Diego postąpił w ten sposób? 

Violetta. To była jedyna odpowiedź. Ich spotkanie, pocałunek... Zakochał się w niej.

A może jest to tylko zwykłe zauroczenie i za niedługo odpuści? 

Było go nawet stać, aby ich rozdzielić. Chciał ją mieć dla siebie samego. Ale czy tylko podstępem i okrucieństwem?

Bo jeśli kogoś kochasz, to zrobisz wszystko, aby był szczęśliwy.

Jak widać, Diego nie należał to tych osób. Mógł zrobić dosłownie wszystko, aby Violetta była jego. Brnął by w nieskończoną, aby tylko do niej dotrzeć. On sam twierdził, że nie zasługiwała na Verdasa, tylko własnie na niego. Mówił, że tylko on jest wstanie dać jej wszystko, czego potrzebuje. Bezpieczeństwa, miłości... 

Spojrzał na Violettę stojącą za Leonem i z przerażającym wzrokiem patrzącym w stronę Gryfina. On tylko widząc wystraszoną dziewczynę, uśmiechnął się drwiąco. 
- Rozważałem opcję, aby dać wam spokój, ale zawiodłem się na was, kiedy zostawiliście mnie i Diego w tym samym. A więc zmieniłem zdanie... Myślałem, że naprawdę chciałaś do nas dołączyć i być taka jak my, ale widzę, że Verdas usunął ta myśl z twojej głowy. Hm... A zwłaszcza nie spodziewałem się tego po tobie, Verdas. Że od tak nas zostawić i się nas wyprzesz, było lada wyzwaniem. Myślałem, że nigdy się na to nie odważysz. Jednak myliłem się co do ciebie - po policzku Violetty spłynęła przezroczysta łza. Bała się go, cholernie. Nie wiedziała, na co go stać, ani jaki może być jego kolejny ruch. 
- Oj, nie płacz kochanie. Nic ci nie grozi... Albo wiesz co? Nie mogę ci tego obiecać - zaśmiał się cicho, co wywołało dreszcze na skórze dziewczyny. 
Postanowiła być twarda i nie pokazywać mu, że wymięka. Nie jemu. Nie osobie, przez której jej szczęście może się zrujnować. 
- Po pierwsze, nie żadne kochanie, okej? - wysyczała patrząc wrogim spojrzeniem w brązowe tęczówki mężczyzny, który stał na przeciwko nich. Podniósł brwi do góry i ręce podniósł na wznak obrony, przy czym cicho się zaśmiał i z powrotem spojrzał na dziewczynę. 
- Nie wiedziałem, że możesz być taka agresywna. Już spokojnie. Przyszedłem tylko, aby was ostrzec - spojrzał w lewo, gdzie nieopodal stał Diego. Ręce miał skrzyżowane, a jedną nogę miał zgiętą w kolanie i opierał się nią o mały domek, na posiadłości Verdasów. Na jego twarzy gościł szyderczy uśmiech, którego można było się obawiać. 
Wtem Gryfin znów spojrzał na lekko przerażoną dwójkę nastolatków, którzy wpatrywali się w niego, bez ani jednego mrugnięcia okiem. 
- Od pewnej osoby, której imienia nie mogę wam zdradzić, dowiedziałem się, że właśnie ty - wbił swój wzrok w twarz bruneta - chciałeś zakablować o nas policji. Myślałem, że można ci naprawdę ufać. Myliłem się. Gryfin widział, jak Leon już otwierał usta, aby wyrazić swoje zdanie. Jednak szatyn go wyprzedził i kontynuował. 
- Wiesz... Nie mam ochoty słuchać twoich tłumaczeń, w które i tak nie uwierzę. Przegiąłeś Verdas. Aż za bardzo - Violetta wiedziała, że to nie była prawda. Nawet gdyby chciała, nie uwierzyła by w to. A zwłaszcza w coś, co powiedział ten mężczyzna, którego nie chciała już więcej znać. Wiedziała też to, że Leon nie chciał mieć z nimi nawet jakiegokolwiek do czynienia. Ufała Leonowi w stu procentach. 

W końcu miłość opiera się na zaufaniu.

Leon patrzył z szeroko otwartymi oczyma na Gryfina. Nie wierzył, że mógł coś takiego powiedzieć. To prawda... Były kiedyś czasy, kiedy on, Gryfin i Diego razem się zabawiali, ale to już minęło. To nie jego bajka, aby pakować się w kolejne kłopoty, które były spowodowane przez nich. Już nie chciał się w to wplątywać. Już nigdy nie miał takiego zamiaru. Jednak handlowanie nikotyną i prochami to nie jego bajka. Żałował, że tak wtedy postąpił. Najbardziej żałował tego, że się z nimi zaprzyjaźnił. Tego czynu będzie żałował do końca życia. 
Po policzku dziewczyny zaczynały spływać kolejne łzy. Bała się, że ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi. Obawiała się, co może Gryfin uczynić. Szatyn lubił straszyć ludzi, aby się go bali. Zawsze uwielbiał patrzeć na strach w ich oczach wywołany jego osobą. Każdy kto go znał, w jakimś sensie się go bał. Był on nieprzewidywalny. Nikt nie wiedział, o czym on myśli, ani jakie ma zamiary.
Widząc mokrą twarz od łez brunetki, zrobił skruszoną minę, a po chwili się zaśmiał. Spojrzał na nią i nadal kontynuował konwersację między nimi, która - jak sądziła Violetta - trwa wiecznie i nawet mogłaby trwać w w nieskończoność. 
- Spokojnie. Nic wam jak na razie nie zrobię - Violetta na słowo "jak na razie" wzdrygnęła się lekko, przez co bardziej przysunęła się do bruneta. 
Leon odczuwał jej strach. Sam bał się Gryfina, ale nie mógł tego pokazać. Zwłaszcza nie mógł pokazać, że boi się właśnie jego. 
Gryfin spojrzał na Violettę. Oglądał jej twarz ze skupieniem. Po chwili wzrokiem zaczął wodzić po nie nagannej figurze dziewczyny. Podniósł swoje brwi do góry i uśmiechnął się. 
- Tamtej nocy mogłem jednak kazać tamtemu facetowi, żeby wstrzyknął ci ten zastrzyk i żebyś straciła przytomność i cię wywiózł gdzieś daleko stąd. Byłaby wtedy niezła zabawa - na jego twarzy znów pojawił się ten obrzydliwy, szyderczy uśmiech, którego tak cholernie się bała.

Kolejna łza strachu spłynęła po jej policzku. 

Już nie mógł wytrzymać. Musiał coś zrobić, w jakiś sposób postąpić. Zaczął cały się trząść, a prawą dłoń zgiął w pięść. 

Jeżeli chodzi o Violettę, to on jest w stanie zrobić wszystko. 

Odsunął lekko od siebie Violettę. Głaszcząc ją po włosach. Wiedział, że będzie tego żałował, ale musiał. Już nie mógł wytrzymać. To było silniejsze od niego. Musiał... Nie mógł pozwolić, aby Violetta przez to wszystko cierpiała.

Przez niego?

Zrobił krok w stronę Gryfina. Był gotowy zadać cios. Podniósł dłoń w górę spojrzawszy na szatyna, aby nic nie podejrzewał. Ręka śmignęła z niebywałą prędkością w prost na Gryfina, trafiając jego lewy policzek. 
Jedyne co zrobił, było spojrzenie przepełnione nienawiścią oraz wściekłości na bruneta. Leon ciężko i głośno oddychał, dając znaki, że stać było go na więcej. Gryfin cały buzował od złości, a jego twarz stała się czerwona od furii, która w nim szalała. Był gotowy skoczyć na bruneta i udusić go gołymi rękami. Był do tego zdolny, owszem... Ale nie chciał popsuć sobie całej zabawy. 
Gryfin tylko lekko się uśmiechnął, a następnie zamachnął się i jego pięść trafiła w nos Leona. Violetta wydała z siebie głośny okrzyk, a następnie podbiegła do Leona. Brunet złapał się za bolące miejsce, z którego po chwili zaczęła płynąć strużka krwi. Poczuł ogromy ból i zesunął się na kolana. Ból był nie do wytrzymania. Cholernie bolało. Gdy poczuł jej maleńką dłoń na swoim ramieniu, odetchnął z ulgą w duszy. Czuł ją przy sobie, co dawało mu energii, aby stanąć na nogi i pokazać Gryfinowi, że się wcale nie poddaje. 
Violetta szybko zainterweniowała. Tak, jakby myślała w myślach Leona. Zarzuciła jego lewą dłoń na kark i podniosła go, aby stanął na nogi o własnych siłach. Leon już powoli zginął swoje palce, aby powstała z nich pięść, lecz Violetta szybko go uprzedziła, kładąc swoją dłoń na klatce piersiowej Leona i spojrzawszy mu w oczy, przekonując go, że nie jest tego wart. Verdas jak najbardziej posłuchał Violetty, gdyż czuł, że i tak już dużo narobił. 
- Dobrze - rzekł i uśmiechnął się lekko do Castillo, która odwzajemniła jego uśmiech w ramach odpowiedzi. 
- Oh, ależ to słodkie - oboje usłyszeli znany im głos. Diego, pomyślała i od razu przypomniała sobie o ich wspólnym spotkaniu, kiedy była tą "złą". Doszło też do pocałunku między nimi... Lecz nie był to szczery pocałunek z jej strony. Chciała tylko zapomnieć o Leonie i choć trochę poczuć się lepiej. Oczywiście nie obyło się bez kłopotów, przez własną osobę. Teraz żałowała swoich czynów. Swojej zmiany, przystąpienia do ich "paczki", zmienienia się w strasznego potwora. Był to czyn, którego będzie żałowała. 
- Dziewczyna która podpowiada swojemu chłopakowi, aby nie robił głupstw, bo sam nie może o siebie zadbać... - podszedł do drzwi i oparł się o framugę drzwi, patrząc na dwójkę zakochanych w sobie nastolatków. Violetta wydała z siebie tylko jedynie zduszony okrzyk na widok chłopaka. Castillo wrogim spojrzeniem patrzyła w oczy Diego'a.
- Diego... - jego imię wypowiedziała z odrazą oraz nienawiścią w głosie. 
- Violetta... - odpowiedział z chytrym uśmiechem na twarzy parząc na twarz brunetki. Już nic więcej nie powiedzieli, tylko wpatrywali się w swoje oczy przepełnione złością oraz nienawiścią. Gdyby wzrok mógł zabijać, to Diego byłby już martwy. Między wszystkimi nastała cisza i nikt nie miał zamiaru się odzywać.
Gryfin wzdychnął cicho, a następnie podszedł bliżej Leona i wypowiedział swoje - jak na razie - ostatnie zdanie.
- Jeszcze jedna akcja, a pożałujesz - jego głos był teraz mroczny i przerażający. Gryfin odwracił się plecami do nastolatków, oraz odszedł do swojego czarnego Lamborghini, który stał  na parkingu, tuż za posiadłością Verdasów.
Leon i Violetta patrzyli przerażonym wzrokiem na Gryfina, aż nie znika im z pola widzenia, a następnie patrzą w stronę Diego'a, który nie ruszył się ani o krok. W głowie miał już przygotowane coś, co powinno zadziałać. Coś, co powinno rozbić ich związek. Szatyn podniósł na nich wzrok, a następnie się uśmiechnął.
- Następnym razem uważałbym, - w tym momencie spojrzał na Violettę, która kompletnie nie wiedziała o co mu chodzi. Uśmiechnął się w jej stronę i kontynuował  - kiedy sypia się z pierwszym lepszym facetem, gdzie ktoś może przypadkowo zobaczyć ich miziających się na tyłach klubu nocnego - Diego zaśmiał się ironicznie i spojrzał na zaszokowanego Leona, który nie mógł uwierzyć w to, co powiedział szatyn. Verdas spojrzał na Violettę z nadzieją, że to nie prawda.
- Tak Verdas, chodzi mi tu o twoją dziewczynę - zaśmiał się, a następnie poczekał chwilę, aby zobaczyć, co dalej się wydarzy.
- Leon... -  jego imię ledwo wypowiedziała szeptem, gdyż za każdą kolejną łzą spływającą ciurkiem po jej policzku, pojawiała się kolejna i kolejna, nie dając jej spokoju.
- Powodzenia w dalszym życiu, adiós! - Diego już dalej nie mogąc patrzeć na tą scenę, odszedł. Zostawiając ich samych.
- To nie tak, Leon... - chciała do niego podejść. Spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że Diego kłamie. Lecz to, na jaki ruch odważył się Leon, sprawiło... Że zaczęła jeszcze bardziej płakać. Znów poczuła ból, ukłucie w sercu. Lekko ją od siebie odsunął. Wyparł się jej?

Historia lubi się powtarzać. Wcześniej on, teraz ona. 

- A niby jak, Violu? - spojrzał gdzieś w dół. Jedyne co słyszał, był płacz brunetki, która nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Po dość długiej ciszy spojrzał na Violettę. Gdy widział ją w takim stanie, od razu jego serce zaczynało boleć, kłuć. Chciał wyrzuć z siebie wszystkie emocje, pozbyć się ich.
Po krótkiej chwili spojrzał na jej twarz. Mimowolnie w jego oczach pojawiły się łzy, kiedy zobaczył Violettę w takim stanie.
- Nic już nie mów. Wszystko rozumiem - zgiął swoją dłoń w pięść, patrząc gdzieś na podłogę. Serce zaczęło mu bić coraz mocniej.
- To już koniec, Violu. Żegnaj... - nie wierzył, że to powiedział.

Czy on zdał sobie sprawę z tego, że złamał jej serce na miliony kawałków?

Violetta za nic nie mogła pohamować łez, które teraz spływały coraz szybciej po jej twarzy. Nie wiedziała, że mógł coś takiego powiedzieć.
- Leon... Proszę, nie... - chciała się do niego zbliżyć, powiedzieć całą prawdę. Lecz on z bólem serca sprytnie ją wyminął i podszedł do drzwi.
- Nie Violu... Wyjdź - powiedział patrząc z bólem na Violettę. Brunetka założyła ręce na piersi i spojrzała w dół, powoli kierując się do drzwi. Kiedy przeszła przez framugę wejściowych drzwi, odwróciła się i ostatni raz spojrzała na jej miłość życia.
- Tak będzie najlepiej... - wypowiedział ostanie zdanie i najnormalniej na świecie, zamknął jej drzwi przed nosem.

Co z tymi wszystkimi obietnicami, słowami, gestami  i uczuciami? 

♠♠♠

Nie ma to jak komplikować xD Zdaję sobie sprawę z tego, że już możecie szykować dla mnie grób ;D
Spokojnie, jestem przygotowana xD 
A więc... Nie bijcie mnie za to! Ja chce dobrze dla tego bloga xD *Taaa, ciekawe jak, skoro rozwaliła nam znowu Leonette!* - wyobrażam sobie to, co możecie już myśleć, ale spokojnie... Właśnie przez to, co się wydarzyło, mam plan, aż do samego epilogu ;) Spokojnie... Aż tak szybko go nie będzie ;* 
A więc... Podobał się rozdział? ;> xD Hhahaha, nie ma to jak zmieniać temat ;) 
Dobrze, jak widzicie, zmieniłam też szablon ^^ 
Jak się wam podoba? Bo mi baardzoo *-* Więc tak szybko go nie zmienię xD Hm... Takie jeszcze pytanie. 
Czy chcecie, abym zmieniła muzykę? ;// Jak tak, to piszcie w komentarzach, a ja coś pokombinuję ;3 
Więc to by było na tyle. 

Pozdrawiam i życzę miłych wakacji, 

Cheryl ♥

czwartek, 7 sierpnia 2014

Cheryl ma nowego bloga, tralalalala

Zapraszam was serdecznie na mojego nowego bloga! <3 
Mam nadzieję, że wam się spodoba ;* 
Jaka tematyka? Wątki? 
Dowiecie się, kiedy klikniecie na link, który znajduje się na dole ^^ 

Znasz moje imię, nie moją historię...


Pozdrawiam, 
Cheryl ♥


wtorek, 5 sierpnia 2014

One Shot "Wszystko widać w oczach" |Autorka:Cheryl

Koloru ciemnej czerwieni, są myśli dziewczyny.
A koloru czarnego, chłopaka.

~ ♦ ~


“Żaden dzień się nie powtórzy, 
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch  tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy...”

~♦~ 

Każdego słonecznego dnia, przez żaluzje do naszego pokoju wdzierają się jasne promienie słońca, które sprawiają, że się budzimy.

A co, jeśli byłoby inaczej?

Jak?

Że już nigdy się nie obudzimy. Już nigdy nie otworzymy naszych oczu i już nigdy nasze serce nie zabije w rytm imienia osoby, która jest dla nas ważna? 

Nie, stop.

Przecieramy nasze zaspane oczy, wstajemy z wygodnego łóżka, zakładamy na nasze gołe stopy przytulne kapcie i idziemy do łazienki. Bierzemy poranną kąpiel, odprężamy się, myślimy... Odpływamy. Zupełnie w inny wymiar, gdzie jesteśmy sami. Tylko  my, i nasze myśli. W naszej krainie. Której nikt nie może zniszczyć, bo jest to nasze królestwo. My tam rządzimy i my sami piszemy scenariusz, jaki mamy grać. Wyobrażamy sobie, że tamto życie, jest jak bajka.

A tak nie jest?

Bajka? Nie bądź śmieszny.

A to na ziemi nie jest bajką? 

Nie gadaj głupstw. To jest podła rzeczywistość, która sprawia, że z każdym dniem masz już dość. 

Czemu tak sądzisz? 

Życie mnie zmieniło. 

Na gorsze, czy lepsze? 

Lepsze. Gorsze.

Wierzysz w miłość? 

Tak. Nie. 

Nauczę Cię kochać.

Nie dasz rady. Nie znasz mnie. 

Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz.

~ Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczuciem... Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. 
Vincent van Gogh

Miłość... Słowo, dwie sylaby, sześć liter. Słowo to sprawia, że nasze serce zaczyna bić w rytm imienia osoby, przez które zostało wypowiedziane. Ten wyraz nie niesie w sobie nic nadzwyczajnego, ani ciekawego. Jest to zwykłe słowo, które dla niektórych ludzi niesie szczęście, a niektórych ból. 

Ból? 

Miłość mnie zraniła. 


~ Nie można zbyt wysoko stawiać swoich oczekiwań, ponieważ każde przywitanie, kończy się pożegnaniem...

Każdy z nas cieszy się, kiedy od bliskiej osoby usłyszy zwykłe "Kocham Cię". Słowo nie wnosi, wnosi wiele do naszego życia. Te dwa słowa sprawiają, że rozpiera nas szczęście. Czujemy, jak ciepło napływa do naszego wnętrza. Jak gdy tylko jesteś w złym humorze, lub jest ci smutno, a otrzymasz wiadomość od osoby, na której ci zależy, od razu na twojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Słyszysz to słowo od rodziców, potem od przyjaciół, a z czasem od chłopaka, który zawrócił nam w głowie. Zakochujesz się, chcesz spędzić z nim resztę swojego życia. Cieszysz się, na sam jego widok. Chcesz pozostać przy nim już na zawsze...

A co jeśli ja już tak nie ma i nic nie czuję?

~ Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego siebie. Za­myka się w sobie.
 Jan Twardowski

Każdy dzień tygodnia spędzamy tak samo. Budzimy się, idziemy do szkoły, uczymy się, uśmiechamy się, wracamy do domu, odrabiamy lekcję, włączamy telewizor, oglądamy, kładziemy się spać, zasypiamy... Ale co, jeśli żadna z tych czynności nie ma dla jednej osoby najmniejszego sensu?

Kochałam, zawiodłam się, nie chcę już zasmakować miłości...

On znaczył dla niej zbyt wiele, aby tak po prostu zapomnieć. Każdy mówił jej "Będzie dobrze", ale nic do tej pory nie było dobrze. Każdego dnia o nim myślała. Dzień i noc. Nie ma chwili, bez której w jej myśli nie pojawił się brunet. Nadal pamiętała pierwsze spotkanie ich oczu. Co wtedy czuła, jak w środku krzyczała, jak w środku szalała na jego widok. Ciarki, które były spowodowane jego dotykiem  na jej ciele. Rumieńce, kiedy mówił jej "Ślicznie wyglądasz". Jego uśmiech, ich pieszczoty, które sprawiały, że miłość do niego rosła. Szeptanie sobie do ucha, pocałunki w policzek, usta... Motylki, które wesoło tańczyły w jej brzuchu. Trzymanie się za ręce, w czasie spaceru po plaży. Wspólne karmienie się truskawkami w czekoladzie, randki. Przytulanie się, wspólne wygłupy, nocowanie, dzielenie nawzajem łóżka, tajemniczo skradzione pocałunki, rozmowy przez telefon, esemesowanie do drugiej w nocy, mówienie sobie słodkich słówek, żegnanie się na dobranoc, mówienie sobie "Kocham Cię"...

Było, minęło. Czasu nie cofnę.

Mieli tyle rzeczy razem zaplanowanych. Chociażby nadchodzące wakacje, które mieli spędzić we dwójkę. Tylko on i ona. Sami. Pinezki, przyczepiane na mapie do miejsc, które chcieli wspólnie zwiedzić. Nacieszyć się sobą, być przy sobie. Na zawsze... Zamieszkanie razem w jednym domu, stworzyć kochającą się rodzinę, z gromadką dzieci. Bycie razem, na wieki... 

Nie uszło po naszej myśli tak, jak myśleliśmy. Trudno...

Usiadła na parapecie w swoim pokoju. Podciągnęła swoje długie nogi w górę i objęła je dookoła rękami. Spojrzała na ciemne niebo, na którym widniały miliony jasnych gwiazd. 

 " - Znajdź najjaśniejszą gwiazdę na niebie.
Dziewczyna spojrzała w górę i zaczęła przeszukiwać niebo w znalezieniu tej najjaśniejszej. 
- Znalazłaś? 
- Tak - odpowiedziała z uśmiechem wymalowanym na twarzy nadal patrząc się w jasny punkt. 
- To właśnie ty jesteś tą gwiazdą. To właśnie ty świecisz najjaśniej na świecie. Ty wnosisz do mojego życia blask, dzięki któremu żyję. 

Po policzku dziewczyny spłynęła samotna łza, która skapnęła na białą bluzkę dziewczyny. Tak jak tamtego wieczoru, uczyniła to samo. Chciała znaleźć najjaśniejszą gwiazdę. Przeszukała każdy zakątek nieba, ale jej nie znalazła.

Bo ta gwiazda już wygasła. Już nie świeci tak jasno, jak wcześniej. Nie ma już dla kogo świecić. Straciła swój blask. Na zawsze...

- Przepraszam za to, że byłam. Za to, że się w tobie zakochałam. Za to, że musiałeś ze mną wytrzymywać. Za wszystko, co zrobiłam źle. Za moje nastroje, moje błędy. Za to, że musiałeś się o mnie ciągle martwić. Za to, że wszystko popsułam, jak zwykle zresztą. Już więcej nie będę przeszkadzać - swoją głowę spuściła w dół. Dała upust emocjom. Po jej policzku spływały łzy, płakała... Tyle razy sobie wmawiała, że za nim nie tęskni, że jej go nie brakuje, że da radę o nim zapomnieć, że wszystko będzie dobrze. 

Oszukiwałam samą siebie. Każdy mnie oszukiwał.

~ Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć.
Jonathan Carroll,  Poza ciszą 

Ciągle grała twardą i była w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, ale kiedy przyszło co do czego, zaczęła żałować, że tak postąpiła. Znaczył dla niej wszystko. To on sprawiał, że chciała dalej żyć. To on wnosił do jej życia światło, to on dawaj jej wszystko, czego potrzebowała. To on był dla niej nadzieją. To on ją pocieszał, kiedy było jej źle. Nigdy jej nie zranił.

Nigdy... 

Pomagał jej w każdy możliwy sposób, aby jej humor się poprawił. Zawsze wiedział, co może ją trapić i zawsze znał na to lekarstwo, dzięki któremu czuła się o wiele lepiej. Piosenka... Piosenka, którą ona napisała dla niego i podarowała mu ją w prezencie za wszystko, co dla niej zrobił. Szczególnie robiło jej się ciepło na sercu, gdy pamiętał ją na pamięć i grał ją na swojej gitarze, którą dostał od Argentynki. Dzięki niej wiedziała, że będzie ją zawsze pamiętał, że będzie ją miał w sercu. Już na zawsze... 


To jest odrobinę zabawne, to uczucie w środku
Nie jestem jedną z tych, którzy łatwo mogą coś ukryć
Nie mam dużo pieniędzy, ale chłopcze gdybym miała
To kupiłabym duży dom, gdzie oboje moglibyśmy mieszkać

Więc wybacz mi zapominanie, ale to coś co robię
Widzisz, zapomniałam czy one są zielone czy niebieskie
W każdym razie, to co naprawdę mam na myśli...
Twoje oczy są najsłodszymi jakie kiedykolwiek widziałam

I możesz powiedzieć wszystkim, to jest twoja piosenka
Może jest całkiem prosta, ale teraz kiedy jest ukończona..
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zapisałam to w słowach
Jak cudowne jest życie podczas, gdy jesteś na świecie

Gdybym była rzeźbiarzem, ale wtedy znowu, nie
Lub dziewczyną, która robi mikstury w wędrownym przedstawieniu
Wiem, że to niewiele, ale to najlepsze co potrafię zrobić
Mój prezent to moja piosenka i ta jest dla Ciebie

I możesz powiedzieć wszystkim, to jest twoja piosenka
Może jest całkiem prosta, ale teraz kiedy jest ukończona..
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zapisałam to w słowach
Jak cudowne jest życie podczas, gdy jesteś na świecie...

Uśmiechnęła się na samo to wspomnienie. Tyle włożyła serca w tą piosenkę. Dla niego... Chciała, aby była idealna, przekazywała uczucia, które nosi w sobie dla niego, aby wszystko razem pasowało. Nadal pamięta, kiedy pierwszy raz zaśpiewała ją dla bruneta, jego reakcję, jej łzy, kiedy ją śpiewała.

On był dla mnie wszystkim, co miałam... A ja pozwoliłam mu tak łatwo odejść.

Ten wieczór... Gdy go straciła. Nadal nie może zapomnieć o tym dniu. Ciągle o tym myśli. Że to jej wina, że to przez nią. Osądziła go o coś, czego nie zrobił...


"Spotkała się z nim w parku. W ich miejscu, które, do czasunależało tylko do nich. Widziała sylwetkę Meksykanina, która zmierzała w jej stronę. Jest to pierwszy raz od tygodnia, kiedy go widzi. Nie chciała mieć z nim bliskiego kontaktu. 

Nie po tym, co mi zrobił.

Unikała go. Nie chciała widzieć go na oczy, dopóki wszystkiego nie przemyśli. Nie chciała słuchać, jak się usprawiedliwia.

A mogłam...

Ciągle powtarzał, że mnie kocha, a ja w to wierzyłam.

Zamknęła  lekko oczy i głośno wzdychnęła. Jeszcze parę kroków i będzie z nią w bliskim kontakcie. Podszedł bliżej. Stanęli twarzą w twarz. Czuła jego obecność, słyszała mocne i szybkie bicie jego serca. 


Tak samo było z moim.

Otworzyła swoje powieki. Na widok jego zdezorientowanej, smutnej twarzy, w jej oczach pojawiły się lśniące łzy, które po chwili zaczęły spływać po policzku dziewczyny. Nastolatkowie długo wpatrywali się w oczy osoby, która stała na przeciwko. 



~ Wszystko widać w oczach.

Nie prawda. W moich już nic nie ma.

Brunet patrzył się w czekoladowe tęczówki Argentynki, ale nic z nich nie mógł wyczytać. Jakby nic w nich teraz nie było. Jakby wszystko wyparowało, za jednym pstryknięciem.
- Zdradziłeś mnie... - w końcu przemówiła, po długiej i niezręcznej ciszy. Słowo, którego nigdy nie chciała, ani nigdy nie miała zamiaru wymawiać. Słowo to ja bolało. Okropnie... 

- Proszę cię... Nie mów tak. Nie mógłbym tobie tego zrobić, rozumiesz? Za wiele dla mnie znaczysz, żeby od tak cię zdradzić. Nigdy bym się nie odważył.
- Tak? A jak wytłumaczysz to, że widziałam Cię, jak śpiewałeś dla innej naszą piosenkę? - po jej policzku spłynęło parę nowych mokrych kropel. 


~ Same słowa nic nie znaczą, jeśli nie wypełni się ich treścią.
Stephen King Joyland

Śpiewał naszą piosenkę dla innej.

Ta rzecz ją najbardziej bolała. Ich piosenka, a śpiewał dla innej dziewczyny. LepszejŁadniejszej? Widać było, że od razu, kiedy brunet to usłyszał, zaczął się lekko denerwować, a jego twarz przybrała kolor jasnego różu. Dziewczyna widząc reakcję chłopaka, z niedowierzaniem pokręciła głową. 

Myślałam, że był inny...

- Dobrze... Wiesz co? Udajmy, że Cię nie kocham, że nie potrzebuję, że nie tęsknie i że nie płaczę. Bo tak będzie lepiej. Uzależnienia są złe, a Ty mnie uzależniasz - rzekła, a po jej policzkach zaczęło lecieć coraz więcej łez, które niewinnie skapywały na chodnik.
- Skoro tak wolisz…- spuścił głowę w dół. Nie wierzył, że tak łatwo się poddał. Bez żadnej walki. Nawet nie próbował. 

Koniec...

W tym momencie pękło jej serce. Tak bardzo chciała, aby zaprzeczył... "

~♦~

"Postanowił wyjechać. Oddalić się od niej, aby miała lepsze życie, bez niego. To miasto przypomina mu tylko o niej. Chodząc uliczkami miasta, na każdym kroku, kiedy odwróci swoją głowę w bok, wyobraża sobie ich postacie, całujących się, przytulających, śmiejących się... Chce, aby ułożyła sobie życie z kimś innym, lepszym od niego. Z kim będzie szczęśliwa, założy wspaniałą i kochającą się rodzinę. Chce, aby zapomniała...

Ja pragnę tylko i wyłącznie ciebie, nikogo innego. Bez ciebie nie będę szczęśliwa. 

Chciał się z nią spotkać, aby poinformować ją, o jego wyjeździe. 

Dobrze robię? 

Siedział na białej ławce. Dla innych ludzi ta ławka wydawałaby się zwykłą, ale nie dla tej dwójki. Była to ich ławka. Właśnie na niej po raz pierwszy złożyli na ustach drugiej osoby swój pierwszy pocałunek. Siedział ze spuszczoną głową w dół i przypomniał mu się ten raz, kiedy powiedziała mu, że ją zdradził. Ciągle myśli o tym dniu, kiedy to po raz ostatni się widzieli. Teraz mijają dwa miesiące, od kiedy razem nie rozmawiali. Wszystko między nimi tak po prostu prysnęło. 

Jak zwykła bańka mydlana... 


~ Ludzie uważają, że pierwsza miłość jest piękna i nigdy nie piękniejsza niż w momencie, kiedy ta pierwsza więź się zrywa. (…) A jednak to pierwsze złamane serce zawsze boli najbardziej, goi się najwolniej i pozostawia najbardziej widoczną bliznę. 
Co w tym pięknego?

Stephen King Joyland


Myślał o tym, jak tak szybko mógł się poddać. Bez jakiejkolwiek walki. Pokazał, że mu na niej nie zależy, że go nie obchodzi, że jej nie kocha... Kochał i kochać ją będzie nad życie. Nigdy miłość z jego strony do kogoś nie była tak bardzo silniejsza jak do brunetki. Właśnie ona pokazała mu jak to jest być kochanym. Nawzajem się dopełniali i tworzyli jedność...
Usłyszał cichy stukot koturn, które zazwyczaj nosiła dziewczyna. Podniósł głowę i spojrzał w stronę, z której nadchodził ten dźwięk, a serce zaczęło mu szybciej bić. 

To ona. 

Szła wolnym krokiem i wpatrywała się w bruneta. Mimo tego, że popełnił błąd, ona nadal go kochała. Każdej nocy, odkąd się rozdzielili, płakała... Gdy zasypiała, przypominała jej się każda spędzona chwila razem z nim, a na policzkach ciekły słone łzy. Zawsze co noc chwytała ich wspólny album, i przeglądała zdjęcia z najlepszych i najwspanialszych chwil razem z nim, słuchając jego ulubionej piosenki. Zdarzało się też, że czytała ich esemesy. Lecz nie było żadnej nocy, w której na policzkach brunetki nie pojawiły się łzy. Każdej nocy, każdego dnia, każdego tygodnia, każdego miesiąca, odkąd zerwali. Sprawiało jej to ogromy ból w sercu, a każde o nim wspomnienie, wywoływało samotną łzę na jej policzku. 

Ludzie odchodzą, ale wspomnienia po nich pozostają w naszym sercu. Nie ważne jak bardzo byśmy się starali... I tak nie wymażemy ich z naszego serca.

Brunet od razu wstał, chwycił białą różę, która leżała bezwładnie koło niego i schował ją za swoimi plecami. Stanęli naprzeciwko siebie. Brunet nie słyszał nic innego niż tylko mocne i szybkie bicie jego serca.

Zupełnie tak, jak tamtego wieczoru...

Wpatrywali się w swoje oczy. Brunet wyczytał z oczu brunetki wiele uczuć, których nigdy u niej nie chciał wywołać. Nie chciał widzieć jej takiej, jaka była teraz. Przygnębiona i cholernie zawiedziona na brunecie. Chciała go nienawidzić, ale nie potrafiła. Jej serce należało w całości do niego. 

Skradł je już na zawsze. 

Nienawidził tej głuchej ciszy między nimi. Już otwierał usta, ale się powstrzymał. Spojrzał, na jej twarz. Był tak zapatrzony w czekoladowe tęczówki dziewczyny i nie zauważył, że chciała ukryć przed nim czerwone i podkrążone oczy, nakładając bardzo dużo pudru, na jej bladą twarz. Był na siebie zły, że wywołał u niej taki okropny ból, jak i uczucie. 
- Płakałaś - stwierdził i w końcu przerwał tę dręczącą między nimi ciszę.  
- Nie prawda - odpowiedziała natychmiast. Chciała ukryć przed nim prawdę, ale i tak wiedziała, że nie da się nabrać. 
- Nie musisz mnie oszukiwać, wiem to. I wiem też to, że łzy były spowodowane moją osobą - po tym co powiedział, kompletnie nie wiedziała, co ma powiedzieć. Nie ruszyła się ani o milimetr. Stała i wpatrywała się w oczy Meksykanina. Znów między nimi pojawiła się niezręczna cisza. W swojej głowie układał słowa, które chciałby powiedzieć brunetce. Lecz kiedy znów chciał otworzyć usta i powiedzieć to, czego tak bardzo nie chciał, sama otworzyła usta. 
- Odejdę, ale najpierw muszę to od ciebie usłyszeć. Powiedz mi, że nigdy, choć przez chwile , nie byłam dla ciebie ważna. Że nigdy nic dla ciebie nie znaczyłam. Że te wszystkie obiecanki, były nic nie warte. Że te wszystkie spojrzenia, wymienione słowa, najpiękniejsze chwile były dla ciebie niczym. Powiedz, że każdą chwile ze mną zaliczasz do tych najgorszych, zmarnowanych. Wykrzycz, jak bardzo nienawidziłeś moich uczuć do ciebie, i tego, że byłam nawet wtedy, gdy raniłeś najmocniej. Że w sercu śmiałeś się, gdy opowiadałam ci najsmutniejsze sytuacje z mojego życia. Że nie obchodziły cie moje sprawy. Że wszystkie słowa , które miały dla mnie ogromne znaczenie, były zwykłymi myślami rzuconymi na wiatr. Obiecuję, że zostawię cię raz na zawsze, gdy prosto w oczy powiesz mi, że nigdy nie raniły cie moje łzy. Że nigdy tak naprawdę mnie nie kochałeś. Jednak zanim się odezwiesz, przypomnij sobie, ze martwię się o ciebie bardziej, niż o siebie samą i to, jak bardzo cię kocham... - z tępym wzrokiem wpatrywał się w czerwoną różę, która lekko bujała się na wietrze. Analizował dokładnie każde słowo, które zostało przez nią wypowiedziane, ale nie chciał tego słuchać. Wszystko, co powiedziała, było okropnym kłamstwem, więc od razu, kiedy skończyła mówić, odwrócił głowę w jej stronę i powiedział coś, na co nie była gotowa. 
- Wyjeżdżam - gdy zauważył łzy i twarz dziewczyny, poczuł okropny ból w sercu. Nie chce jej zostawiać, chce się z nią pogodzić, chce być choć jej przyjacielem. Chce po prostu przy niej być. Pomagać, ocierać łzy smutku, szczęścia... Śmiać się, żartować. Zupełnie tak, jak dawniej. 
Z twarzą mokrą od łez, przeszła obok bruneta i opadła na białą ławkę. Swoją zapłakaną twarz zakryła dłońmi i zaczęła głośniej szlochać. Brunet nie miał ochoty patrzeć, jak Violetta płacze. Przez jego osobę. Sprawiało mu to wielki ból. Nie chciał doprowadzać w taki stan brunetki. 

Ale to zrobił.

Ciągle patrzył się na brunetkę i obserwował jej każdy ruch. Po kilku chwilach podniosła głowę, otarła łzy i czarny tusz do rzęs, który spływał niewinnie po jej policzku, a następnie tępo wpatrywała się w czarny asfalt, na którym od czasu do czasu przejeżdżało auto. Usiadł koło niej. 
- N-na ilee? Cz-czemu? P-po c-co? - zapytała, a po jej policzkach znów spłynęły łzy. Już nie miała zamiaru ich ocierać, nie ma sensu, gdyż wiedziała, że i tak będą pojawiać się nowe i nowe... Nie chciał odpowiadać na to pytanie. Nie chciał sprawić jej jeszcze większego bólu, kiedy się dowie. Przyciągnął ją bliżej siebie i otarł łzy spływające po jej policzku, a następnie mocno przytulił. 
- N-nie zostawiaj m-mnie. P-prooszę... B-bez c-ciebie s-sobie n-nie p-poradzę... - wtuliła się w bruneta. Nie chce go puścić, nie chce, aby zostawiał ją samą. Bez niego w tym mieście nie wytrzyma. To on był dla niej wszystkim co miała.
- Nie płacz, ćśśś... - przyłożył swoją rękę do jej włosów i lekko zaczął głaskać ją, po jej brązowych niczym czekolada włosach. 
Cztery godziny przesiedzieli na ławce i rozmawiali. Zupełnie tak, jak dawniej. Śmiali się, opowiadali, cieszyli się sobą i swoją obecnością. Nie brakowało im tematów do rozmów, dzięki czemu się nie nudzili. Ale kiedy chłopak oznajmił, iż musi iść, automatycznie po policzku dziewczyny spłynęła łza. 
- Muszę już iść, wybacz mi... 
- Nie wyjeżdżaj... - powiedziała i rzuciła się na bruneta, aby znów go przytulić. Tuląc go, przycisnęła go mocno do siebie i zamknęła oczy, a otwierając je, uroniła samotną łzę. 
- Proszę... - szepnęła prawie bez głośnie, lecz on zdołał ją usłyszeć. 
- Violu, chcę abyś pamiętała, że kocham cię nad życie. Przepraszam za wszystko, co zrobiłem źle, za wszystkie moje błędy, przez które cierpiałaś. Nie chciałem cię skrzywdzić, ale nikt nie jest idealny. Wybacz mi tą decyzję, ale... Muszę. Podjąłem ją i jej nie zmienię. Bądź szczęśliwa, ciesz się życiem, znajdź kogoś, załóż kochającą rodzinę, zapomnij o mnie...
- Ale Leon... - nie usłyszał jej cichego głosu, gdyż odsunął się na sam koniec ławki i z ziemi podniósł białą jak kreda różę. Następnie znów przybliżył się do Violetty i wręczył jej kwiat. 
- Wrócę, gdy ta róża zwiędnie, a jej płatki wypadną... - nachylił się i lekko musnął jej usta, a następnie odszedł. Dziewczyna tego nie zauważyła, tylko nachyliła się w stronę białego kwiatka, aby go powąchać. Nie poczuła żadnego, lekkiego zapachu kwiatu. Gdy dotknęła jednego z płatków, zdała sobie sprawę, że kwiat był sztuczny. Natychmiastowo zalała się łzami, a z jej rąk wyleciała biała róża, która spadła na ziemię. Wstała z ławki i rozejrzała się. Odszedł... Nie pozostawiając po sobie śladu..."


Zeszła z dużego parapetu w swoim pokoju, podeszła do półki, na której znajdowała się róża, którą podarował jej Meksykanin i wzięła ją ze sobą na dół. Zeszła do salonu i podeszła do dużego, otwartego kominka Nachyliła się w stronę koszyka z drewnem i papierem. Wybrała jego duży kawałek, następnie włożyła do środka. Obok koszyka, na półeczce leżało małe pudełeczko zapałek, które wzięła w następnej chwili do ręki i otworzyła. Wyciągnęła cienki patyczek i otarła go o chropowatą stronę papierowego pudełka, a następnie z zakończenia unosił się lekki płomyczek ognia. Zapałkę, trzymającą w ręku przyłożyła do papieru, który znajdował się w kominku od dawna. Podpaliła papier z różnych stron, a potem zapałkę położyła na sam środek drewna. Chwyciła białą różę, która bezwładnie leżała koło niej i wrzóciła ją do wielkiego kominka. Patrzyła się, jak róża płonie, a po jej policzku spłynęła łza.
- Żegnaj... 



~ Potrzeba czasu by rany zagoiły się.
Często jednak pozostają blizny, które przypominają nam o wszystkim.

Wszystko co było razem z nim związane, już nie istnieje. 

To co było między nami, już nigdy nie powróci. 

U mnie w środku już nic nie ma... 

Człowiek może obejść się bez wielu rzeczy, ale nie może się obejść bez drugiego człowieka
Ludwig Börne

Straciłam go przez mój głupi błąd.

Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiła bym to od razu. 

Dla mnie to już koniec, bez niego, nie ma i mnie...

~ Prawda jest taka, że niektóre wspomnienia, a właściwie ich większa część zawsze zostanie w naszej pamięci, czy tego chcemy czy też nie. I bywają takie wieczory, że rozmyślasz nad wszystkim, rozmyślasz nad swoimi błędami, których nie cofniesz, nad osobami za którymi tęsknisz i nad tym jak bardzo chciałbyś cofnąć czas żeby choć na chwilę znaleźć się znów tam gdzie byś chciał.

Zniszczyła sobie życie,
już nigdy nie dozna szczęścia.
Nikt jej w tym nie pomoże,
tylko on był to tego zdolny. 
Nie ma go,
już nigdy go nie będzie...


♠♠♠

Tak jak mówiłam, pojawił się One Shot mojej twórczości. 
Jest to One Shot, który wysłałam na konkurs do Miśki Verdas. 
Zajął on pierwsze miejsce, za co bardzo jej dziękuję. 
Wiele znaczy dla mnie to, że wygrałam. Nie wierzyłam, że mogłam zająć 1. miejsce, a zwłaszcza u Miśki, gdzie pojawiły się takie wspaniałe prace. Muszę tylko powiedzieć, że na to nie zasługuję. Na prawdę... Lecz niezmiernie się z tego cieszę. 
Właśnie przez ten konkurs mi coś pokazała... Że jestem zdolna dać z siebie wszystko, wykorzystać moje siły, na tyle, żeby mi coś uświadomić... Pisanie stało się teraz dla mnie ważniejsze, niż kiedykolwiek. 
Pisanie jest czymś, co kocham.
Mimo tego, że będzie dużo upadków, ja powstanę i będę jeszcze silniejsza. Bo postanowiłam, że będę robić to, co kocham i nikt mi tego nie zabroni. Bo marzenia i pasję trzeba spełniać, prawda? A własnie ja się w tym spełniam, w pisaniu... Może nie piszę zawodowo, ani tak jak inne bloggerki, ale to kocham i chcę to robić. 
Dlatego... Dziękuję Ci, skarbie ♥ 
Za to, że coś mi uświadomiłaś. 
Jeszcze raz ci dziękuję, Natalio ♥ 

To jak na razie tyle ode mnie,
Cheryl ♥

poniedziałek, 21 lipca 2014

Capítulo 15 part 2 “Nie zasługuję na Ciebie”


“Szczęśliwi są Ci, którzy widzą piękno w miejscach zwykłych i dla innych nic nie ważnych. Tam, gdzie inni niczego nadzwyczajnego nie mogą dostrzec. Wszystko tak naprawdę jest piękne. Wystarczy tylko dobrze spojrzeć.”

♠♠♠

Miało być tak pięknie. Mieli żyć razem i szczęśliwie... Jak w bajce. Lecz każdy z nas wie, że życie to nie bajka. Życie, to podła rzeczywistość i nie sprawiedliwość. Ona była księżniczką uwięzioną w wysokiej wierzy i w końcu przyjechał królewicz na białym koniu i wyrwał ją z sideł samej siebie, gorszej. Pokazał jej, że może zwalczyć samą siebie i być lepszą dla świata. Mieć uczucia, być kochaną i mieć dla kogo żyć. Miała nadzieje, że tak pozostanie, że już będzie tak na zawsze. Aż do śmierci. Myliła się. Powróciła do rzeczywistości, podłej i złej... W której już nie chce żyć. Nie ma po co. Rzeczywistość tylko sprawia, że bardziej cierpi. Cierpiała, była wredna, samotna... Zjawił się Leon, uratował ją, pokazał jej wiele rzeczy, nauczył ją kochać. Teraz znów cierpi, kolejny raz przez... Nie, to nie przez Niego. Nie mogę tak myśleć. Choć tak bardzo chce myśleć, że to nie przez niego, na jej myśli nasuwa się tylko jego imię, jako winowajcę. Leon. Musiała. Chciała wierzyć, że to nie przez niego, ale sama ukrywała prawdę przed samą sobą, że to jednak on. To prawda... M O G Ł A być szczęśliwa. Miała takie myśli, szanse, nadzieje... Wszystko przepadło. W jej życiu już pojawiało się jasne światło. Mały płomyczek, który miał odmienić wszystko w jej życiu. Świat miał się stawać lepszy, weselszy; ubarwiony... Lecz teraz wszystko się zepsuło. Pojawiła się mgła, która zasłoniła słońce. Pojawiła się ciemność. Wszystko prysnęło niczym bańka mydlana. Jej krótkie jak dotąd szczęście, znikło... I pojawił się smutek i zaniepokojenie, które pojawiło się na jej twarzy. Nie mogła uwierzyć, że Leon to wypowiedział. Tak po prostu... Przemyślał to? Chyba nie. Dla Violetty to zdanie było niedorzeczne i nie pasowało do sytuacji. Bezsensowne. Przez chwilę nasunęło jej się na myśl, że on tylko żartuje, ale gdy na niego spojrzała, zdała sobie sprawę... Że jednak nie. Jest całkowicie poważny i stuprocentowo mów prawdę. Chciała coś powiedzieć, ale bała się... Bała się, że ją znów zostawi. Samotną, bez nikogo. To on był dla niej teraz jedynym człowiekiem, który teraz przy niej był. Przyjaciele nie chcą jej znać. Jest tylko on. Jedyny. To on jest dla niej wsparciem i kimś, dla kogo ma chęć dalej żyć. Ciągle patrzyła się na bruneta. W jej uszach nic nie słyszała oprócz tłumiącego ją dźwięku błogiej ciszy. Za długie wpatrywanie się w bruneta i cisza, która ją przerastała sprawiła, że już nie mogła dłużej siedzieć bez słowa. Musiała coś zrobić, wyżyć się, powiedzieć coś; cokolwiek. Wypowiedzieć swoje zdanie.
- C-czemu tak s-sądzisz? - nie mogła powstrzymać się od łez. Jej głos drżał, a jej serce szybciej biło. Przybliżyła się do chłopaka i odwróciła jego głowę tak, aby na nią patrzył. Miał już otwierać usta i coś powiedzieć, ale Violetta go wyprzedziła.
- Chciałabym cię teraz prosić, abyś mi nie przeszkadzał, dobrze? - czekała na odpowiedź od strony chłopaka. Kiedy kiwną lekko głową, kontynuowała. - Nie możesz tak mówić, rozumiesz? W końcu nam się udało. Jesteśmy razem. Nawet nie wiesz, co u mnie w środku się teraz dzieje. Cała się trzęsę i czuję, że zaraz wybuchnę. Na reszcie połączyliśmy nasze osobne drogi w wspólną drogę. Nie pozwolę ci od tak teraz odejść, nie po tym, co się wydarzyło. Za bardzo mi na tobie zależy, aby na to pozwolić, rozumiesz? Nauczyłeś mnie kochać, pokazałeś co to znaczy przyjaźń, tak samo jak miłość. Pokazałeś mi, że można kochać. Walczyłeś o mnie, chciałeś odzyskać to, co było dawniej. Udało ci się. Pokochałam cię... Jesteś kimś, przez kogo nauczyłam się kochać życie. Jesteś jedną z ważnych dla mnie osób w życiu. I to właśnie ty, skradłeś moje serce, które bije już dla ciebie. Nie nie pozwolę ci od tak ode mnie odejść i mnie zostawić. - Leon po kolei dokładnie analizował każde słowo wypowiedziane przez brunetkę, gdyż mówiła to tak szybko, że prawie by się udusiła. Ale udało mu się rozumieć wszystko, co wypowiedziała. Między nimi znów pojawiła się głucha cisza, która dobijała Violettę. W końcu się odezwał, ale to co powiedział... Nie ucieszyło brunetki.
- Nie zasługuję na Ciebie, a ty na mnie. Nie chcę Cię znów zranić. Wiem, że jestem do tego zdolny, a nie chcę, abyś znów przeze mnie cierpiała. Drugi raz wylewała przeze mnie tysiące łez, których ja nawet nie dam rady otrzeć. Nie chcę tego... - Violetta wpatrywała się w jego oliwkowe oczy. Dostrzegła w nich szkliste łzy, które po krótkiej chwili zniknęły. Wiedziała, że Leon nie lubi pokazywać, kiedy wymięka. Za bardzo go to bolało, żeby pokazał to Violi.
- Leon, głuptasie... Wystraszyłeś mnie. Myślałam, że to coś gorszego, a ty z takim czymś... A teraz, gdybym nie była sobą, nie byłoby kazania, ale cóż... Przez to, co teraz powiedziałeś, jestem gotowa cię zabić. Słuchaj mnie bardzo uważnie, dobrze? Nie masz prawda tak mówić! I nigdy, ale to przenigdy tak już nie mów, dobrze? Nie zasługujesz na mnie? Nie jestem tego taka pewna... Więc po co to wszystko robiłeś? Po co o mnie walczyłeś, skoro na mnie nie "zasługujesz"? - podniosła prawą i lewą dłoń do góry i teatralnie zrobiła palcem wskazującym i środkowym w dwóch dłoniach nawias. - Wiem, że mnie kochasz... Gdybyś tego nie robił, już dawno bym nie żyła. Już dawno by mnie tu nie było. Ale jednak tu jestem. Z tobą. Osobą, którą kocham nad życie. Nie zranisz mnie, rozumiesz? Kocham cię tak cholernie mocno, że nawet jeśli popełnisz błąd, wybaczę ci. Nie dam ci się teraz ode mnie odsunąć, odejść... Za dużo przeszliśmy, aby to był koniec. Nie mów już tak więcej, dobrze? - powiedziała i mocno wtuliła się w chłopaka, który skradł jej serce.
- Dobrze Violu... Obiecuję, że już więcej tak nie powiem - Verdas bardziej ścisnął swoją ukochaną, będącą w jego objęciach. Czuła jego ciepło. Jego rozgrzane jak dotąd ciało. Pragnęła jego całego. Pragnęła jago ciepła. Chciała z nim zamieszkać, aby już nigdy nie musieli się rozstawać. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło. Mało brakowało, a jej mogło już nie być. Lecz zjawił się jej wybawiciel i ją uratował. Jest mu tak bardzo wdzięczna za to, co dla niej zrobił, że jest pewna, że nigdy mu tego nie wynagrodzi i ile mu zawdzięcza.
Będąc w jego objęciach przypomniała jej się jej zmiana. Jej odzywki, które było skierowane do Leona. Wyobraziła sobie, jak bardzo mogło go to boleć. Jak bardzo był na niej zawiedziony... Jak mimo tego, co do niego mówiła i jak postępowała, on nadal walczył. Walczył o ich miłość. Ich wielką do siebie miłość. Miłość, która ma trwać już wiecznie. Na wieki i jeszcze dłużej.
- Nie chcę się już z tobą rozstawać. Już nigdy... Chcę ciągle przy tobie być i czuć twoją obecność i ciepło. Bez ciebie... W moim wnętrzu jest pusto. Brakuje jakieś cząstki, którą jesteś ty - nagle w pustym, od ciszy pokoju rozległ się głos brunetki. Leon słuchał jej uważnie i wsłuchiwał się w jej aksamitny, kojący, uwielbiany przez niego głos, który tak kochał słuchać.
- Obiecuję ci, że już do tego nie nastąpi. Zamieszkamy razem, znajdziemy mały, przestronny domek idealny dla nas i zamieszkamy razem i już nigdy nie poczujesz się samotna. Będziesz ciągle przy mnie i będziesz bezpieczna.
- Dziękuję... - powiedziała prawie nie słyszalnie, ale tak, aby Leon usłyszał. Uśmiechnął się lekko. Właśnie ten uśmiech tak Violetta kochała. Sprawiał, że nogi Violetty stawały się jak z waty. Kochała jego całego. Każdą jego cząstkę, która wywołuje u niej dreszcze.
- Kocham cię, skarbie - nie wiedział, czy dobrze postąpił mówiąc "skarbie". Lecz są razem i uwielbiał się tak do niej zwracać. Wiedział, że właśnie to słowo wywoływało u niej ten cudowny uśmiech. Nie mylił się. Lekko się zarumieniła, a na jej twarzy ujawnił się lekki uśmiech. Skrępowana Viola spojrzała w dół i jeszcze bardziej się uśmiechnęła. Po chwili podniosła głowę i odpowiedziała:
- Ale ja ciebie bardziej - uśmiechnęła się lekko i sprawiła, aby oboje przewrócili się na miękki łóżkowy materac oraz na miękką kołdrę. Oboje patrzyli w swoje tęczówki, w które tak kochali spoglądać. Zbliżyli się do siebie i zatopili w upragnionym przez nich pocałunku. Pierw pocałunek był spokojny, lekki, ale pożądliwy. Potem był coraz bardziej kojący i brutalny. Pocałunek miał w sobie masę emocji. Pożądanie, miłość, radość... Wszystko, co do siebie czuli. Przez ciało Violetty przeszedł lekki dreszcz. Leon to poczuł i przestał muskać jej usta.
- Nie, proszę... Nie przestawaj - cicho jęknęła. Nie chciała, aby przestawał. To był tylko chwilowy z jej strony impuls. Leon, widząc smutek na twarzy Violetty przybliżył się do niej. Umięśnione ręce bruneta powędrowały na kark dziewczyny, a ręce Violetty objęły Leona w talii.


Już nigdy nie wypuszczaj mnie ze swych objęć. 

Będąc nadal do siebie przytuleni, usłyszeli dzwonek. Leon i Violetta w tym samym czasie cicho westchnęli i przeklnęli tego, kto przeszkodził im tę wspaniałą chwilę, w której mogli nacieszyć się sobą. Leon lekko odsunął się od brunetki. Spojrzał na jej dłoń, a następnie przyłożył swoją dłoń do dłoni Violetty i razem zapletli swoje palce. Leon uśmiechnął się lekko w stronę Violetty i razem po schodach ruszyli na dół. Pokonując dokładnie jedenaście schodów myśleli, kto to może być. Podeszli do dość dużych drewnianych drzwi. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo i Leon lekko wysunął się w przód. Jego prawa dłoń spoczęła na zimnej, metalowej klamce, nadal drugą rękę trzymając Castillo. Spojrzał na Violettę. Czuł, że to, co będzie się kryło za drzwiami... Nie wywróży nic dobrego. Czuł nie bezpieczeństwo. Brunetka też miała takie samo zdanie jak jej ukochany. Lekko kiwnęła głową, na znak tego, że jest gotowa. Kiedy tylko dostał od dziewczyny znak, nacisnął lekko klamkę i przechylił je w prawą stronę, aby razem mogli zobaczyć, kto znajdywał się za drzwiami.
Głowę miał skierowaną w prawą stronę i przyglądał się małemu ogródkowi przed domem Leona. Lecz gdy drzwi się otworzyły, spojrzał na nich z uśmiechem ujrzeli twarz mężczyzny, którego oboje nie chcieli widzieć na oczy. Violetta wydała z siebie zduszony okrzyk. Lekko odskoczyła do tyłu. Przestraszyła się osoby stojącej naprzeciw nich. Na twarzy obcego mężczyzny krył się uśmiech. Lecz nie był to zwykły, życzliwy uśmiech. Był to złowrogi, drwiący uśmiech, który przyprawiał o dreszcze. Leon szybko odsuną Violettę za siebie. Przestraszona spoglądała na mężczyznę za drzwiami.
- Witajcie moi kochani - przez ciało brunetki przeszedł zimny dreszcz jego ciemnego i straszliwego głosu. Głos mężczyzny kojarzył jej się ze strasznego horroru. Szybko zamknęła oczy i przycisnęła się mocniej do Leona. Brunet złowrogo spojrzał na dość przystojnego bruneta, który wpatrywał się w dwójkę nastolatków. 
- Witaj, Gryfin... 

♠♠♠

Ta ta... Taki drastyczny koniec, który pisałam w nocy xD Wiem, że dość długo czekaliście na jakikolwiek znak z mojej strony, ale wiecie... Są wakacje i jest FUN! xD Ale dobrze... Dodaję z tego względu, że dostałam w swoje rączki lapka i miałam szansę coś dopisać. Pierwszą część rozdziału miałam już trzy, dwa (?) tygodnie temu napisaną i dzisiaj dopisałam resztę. Lecz mój rozdział nie oznacza tego, że będą częściej rozdziały. Otóż znowu na moje miejsce pobytu, które jest za granicą, wracam za 11 dni. Co znaczy, że do tego czasu nie będzie już nic. Jak wrócę, pojawi się dopiero rozdział 16. Dobrze... Mam nadzieję, że to tyle i nic nie zapomniałam dodać..... *teraz myśli* Aha! Jeszcze na tym blogu coś się pojawi. A mianowicie One Shot, który wysłałam na konkurs u Miśki Verdas. Kiedy? Tego nie wiem... Może za 4-5 dni? Okaże się potem. Okej xD Teraz jestem pewna, że niczego nie zapomniałam xD No to do kolejnej notki w takim razie ;* Pozdrawiam i miłych wakacji, które nadal trwają ;3 
Kocham, 

Cheryl ♥