piątek, 25 kwietnia 2014

Capítulo 10 “Wiem co czujesz”

Ten rozdział dedykuję Rose, mojej nowej kochanej obserwatorce ♥
Dziękuję Ci misiu :* 
Nie możesz się poddawać. Nigdy. Musisz próbować i próbować, aż Ci się uda, a zyskasz wiele ♥ 
Ja to wiem ♥ 
Nigdy się nie poddawaj, pamiętaj... :* 



“Prawdziwy przyjaciel znajdzie w tobie smutek. Nie ważne jak głęboko byłby schowany.”
♠♠♠


To już dziś. 
Właśnie dzisiaj wraca do domu. 
Do Buenos Aires. 
Musiał wyjechać, zostawić wszystko... 
Szkołę, rodzinę, przyjaciół. 
Było mu z tym ciężko, ale dał radę. 
Pogodził się z tym. 
Teraz może tryskać radością. 
Dotarł na miejsce.
Już tu jest. 
W śród innych. 
W śród swoich przyjaciół. 
Teraz będzie mógł cieszyć się z innymi swoją obecnością tutaj. 
Od razu niczym torpeda wybiegł z dużego, czarnego auta, które zaparkowano przed szkołą. 
Jak mi tego miejsca brakowało... 
Z uśmiechem na twarzy spojrzał na budynek, a następnie swój wzrok przeniósł na dziewczynę, która wchodziła do środka. 
Była ubrana na ciemno, a jej włosy skądś mu się kojarzyły. 
Nie, to nie może być ona. Ona przecież nie żyje. 
Postanowił to sprawdzić. 
Wszedł do środka. 
Muzyka, śmiechy, głosy, tańce, radość, emocje... 
Nic się tutaj nie zmieniło.
Zauważył właśnie tą brunetkę, którą zobaczył przed szkołą. 
Wchodziła do klasy Angie, nauczycielki śpiewu. 
Nie wahając się od razu podbiegł do sali. 
Wziął wdech i wszedł do środka. 
Zauważył ją siedzącą na oknie.
Wahał się.
Nie wiedział czy podejść.
W końcu tak długo się nie widzieli.
A może to tylko jego wyobraźnia.
Może to jakaś zwykła dziewczyna, która ją po prostu przypomina.
Nie, to Ona.
W końcu się odważył.
No dalej. Przecież jest smutna. Potrzebuję mnie.
Powolnym krokiem podszedł do miejsca, w którym siedziała dziewczyna. 
- H-h-ej, c-coś się stało?- zapytał nie pewnie, jąkając się. 
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
 Teraz był pewny że to Ona. 
Te oczy, usta, włosy, rysy twarzy, figura. 
Nie można było jej pomylić z nikim innym. 
- A co, nie masz własnego życia? Ja Ci się w Twoje nie wpieprzam, więc ty też tego nie rób - wysyczała przez zęby. 
Była taka sama, a zarazem inna. 
Jej styl ubierania zmienił się. 
To samo z charakterem. 
Zastanawiał się, co takiego się wydarzyło. 
Gdzie podziała się ta krucha i niewinna osóbka, którą pamiętał.*
- Violetta... - podszedł bliżej okna, na którym siedziała.
Lecz nie reagowała.
Nie obchodziło ją, czy ją woła, czy nie.
Czy na przykład, skąd ją zna.
Myślała, że to Maxi, lub Leon.
Nie chciała się tym przejmować, więc wyłączyła się z tego świata i zaczęła myśleć o innych rzeczach.
- Zejdź, proszę... Chcę z tobą normalnie porozmawiać - dobiegł ją dźwięk jego głosu.
- Człowieku! Nie docierają do Ciebie słowa odwal się?! Przeliterować Ci to może, co?
Nie spodziewał się po niej tego.
Był zaskoczony jej odpowiedzią.
Nie wiedział co powiedzieć.
Widać, że charakterek jej się zmienił...
- Violka, proszę. Zejdź.
Ignorowała go.
Nie miała ochoty z nikim rozmawiać.
Nie teraz, nie w tej chwili.
Chce być sama.
Mieć chwilę spokoju.
Tylko ona i swoje myśli.
Nikt inny.
- Możesz się ode mnie odpierdo... - zaczęła krzyczeć, obracając głowę, ale nagle przerwała.
Zobaczyła go.
Wrócił.
Po tylu latach.
Znów może zobaczyć jego piękne piwne oczy.
Znów może zobaczyć ten delikatny uśmiech, który potrafił ją uspokoić.
Nie wiedziała co powiedzieć.
W tym momencie nie potrafiła wydobyć z siebie dźwięku.
On tu był.

Razem z nią. 
Wrócił.
To niemożliwe.
Po chwili otrząsnęła się.
- Federico... - wyszeptała cicho.*

Na twarzy chłopaka pojawił się lekki uśmiech.
Piękny uśmiech, który tak kochała.
Nie wiedziała co powiedzieć.
Była zaszokowana.
On tu stał.
Był przy niej.
Natychmiastowo zeszła z okna.
Podeszła do Federica i już chciała się na niego rzucić, uściskać, poczuć jego perfumy.
Robiła malutki krok do przodu, ale zrezygnowała.
Nie może pokazać, że się poddaje.
Nie może i już.
To nie miałoby sensu.
Nie dla niej.
- Nic nie powiesz?
- A co mam powiedzieć? Cześć, jak ja za Tobą tęskniłam i rzucić Ci się na szyję? Nie. Taka była poprzednia Violetta, teraz jestem nowa, lepsza. - rzuciła i wyszła z klasy zostawiając zdziwionego chłopaka.


♠♠♠

Nie wiedziała jak reagować. 
Jej najlepszy przyjaciel wrócił.
Znali się od małego. 
Mieszkali koło siebie, bawili się razem, spędzali razem noc na zmianę, pomagali sobie, gdy dorastali, byli przy sobie i byli ze sobą zżyci, ale gdy w życiu Violetty pojawił się Leon, zapomniała o nim. 
Nie miała już dla niego tyle czasu co wcześniej, bo bardziej zaprzyjaźniła się z Leonem i to właśnie mu poświęcała więcej swojego czasu, a o Federico zapomniała. 
Zostawiła go, a on wyjechał. 
Nie chciał już tu dłużej być. 
Chciał powiedzieć Violettcie prawdzie. 
Chciał jej powiedzieć, że czuje do niej coś więcej.  
Coś więcej niż przyjaźń... Miłość. 
Ale ona się tym nie przejęła i zostawiła go samego. 
On chciał o niej zapomnieć, więc wyjechał... 
Daleko od tego miejsca. 
Do Włoch. 
Jego rodzinnego miasta, w którym przyszedł na świat. 
Chciał o niej zapomnieć, wyrzucić ją z głowy.
Udało mu się, ale gdy tu przyjechał, wszystko powróciło...
Ona, miłość do niej. 
Tylko teraz najbardziej go  zastanawiało, co się stało.
I jak to się stało, że ona żyje?
Co się z nią stało?
Z jego kruszynką. 
Dlaczego jest taka wredna i nie uprzejma. 
Co mogło takiego się wydarzyć.
Czuł, że to nie będzie łatwe dowiedzieć się prawdy. 
Będzie to wymagało dużo czasu. 
Najlepiej musiałbym dowiedzieć się prawdy od Violi... Ale jak?
Będzie to trudne. 
Będzie to wymagało dużo cierpliwości, oraz sił... 
Uda mu się? 
Czas pokaże...

♠♠♠

Nie wiedziała co ma o tym myśleć i jak o tym myśleć.
Wie jedno...
Nie może się poddać.
Nie może zdjąć maski.
A może to już nie jest maska...
Może jej się udało dopiąć swego i stała się taką, jaką chciała zostać.
Wredną, szorstką, irytującą, złą i nie uprzejmą zdzirą...
Widać to już po jej zachowaniu.
Nie zachowuje się tak, jak dawniej.
Jest inna.
Zmieniła się.
Strasznie się zmieniła.
Nie może poznać samej siebie.
W lustrze już nie widzi tej miłej, zabawnej, kochającej i wspanialej dziewczyny, tylko wredną, seksowną, bardziej pewną siebie i odważną dziewczynę.
Może to i lepiej?
Może zmieniła się jednak na lepsze?

♠♠♠

Pamiętała ich chwile spędzone razem.
Jak razem pluskali się w baseniku, jak razem skakali na trampolinie, jak razem bawili się w piaskownicy, jak kochali swoje towarzystwo.
Jak zawsze ona przychodziła do niego ze swoimi problemami, a on nie zważając która była pora, był w stanie jej pomóc.
Kochał jej pomagać, a ona kochała pomagać jemu.
On jej wysłuchiwał i ona robiła to samo.
Razem spędzali mnóstwo czasu.
Nie żałowali tamtych chwil.
Każda chwila z nim była niezapomniana.
Nie dało się tego zapomnieć.
Śmiechu, rozmów, zabaw...
Nie dało się.
To było niemożliwe.

♠♠♠

Czuła się z tym źle. 
Bardzo źle.
To, w jaki sposób się do niego odezwała...
Nigdy by tego nie zrobiła.
Aż za bardzo go kochała, aby odezwać się do niego w taki sposób.
Lecz teraz jej się to udało.
Zmieniła się.
Tylko tak może się tłumaczyć.
To było nieumyślne posunięcie.
Z jednej strony chce przy nim być, przytulić go, opowiedzieć mu wszystko, a z drugiej nie chce.
Chce zostać taka jaka była, przed jego przyjazdem.
Wredna, oschła i szorstka.
Zostać dziewczyną, której nic nie obchodzi i która ma wszystko w dupie.
Lecz boli ją to.
Wrócił, wrócił dla niej.
Chce być dla niej miły.
Porozmawiać na spokojnie.
A ona?
Zachowuje się jak szmata i egoistka.
Nic, ani nikt ją nie obchodzi.
Ma wielkie poczucie winy, za to, jak się do niego odezwała.
Chciałaby to cofnąć, ale nie da się.
Czasu nie da się cofnąć.
Było minęło.
Teraz pozostało jej tylko żałować...
Nie! Nie możesz się poddawać. Nie teraz... Nie możesz pokazać, że jesteś słaba. Musisz dać radę. Uda Ci się. 
Sama nie wierzyła w swoje myśli, ale postanowiła ich wysłuchać.
Może jej się uda?

♠♠♠



Wybiegła ze Studia.
Chciała spokojnie pomyśleć.
Poukładać sobie w głowie wszystko na spokojnie.
Szła parkiem.
Na nic nie zwracała uwagi.
Nic ją w tym momencie nie obchodziło.
Liczyła się ona i jej myśli, których miała wiele.
Poczuła, jak mocno odbija się od czyjegoś umięśnionego ciała.
Już zamykała oczy, gdyż wiedziała, że zaraz będzie miała bliskie spotkanie z ziemią.
Lecz gdy taka chwila się nie stała, od razu otworzyła oczy.
Ujrzała Leona, który trzymał ją w swoich umięśnionych ramionach.
Był tak samo zaszokowany jak ona.
- To już nasze trzecie spotkanie.
- I ostatnie - odpowiedziała szorstko i wyrwała się z mocnych objęć chłopaka.
- Może trochę grzeczności nie zaszkodzi, co?
- Dla ciebie? Dla ciebie jej już nie będzie - powiedziała ironicznie i skrzyżowała ręce.
Uśmiechnęła się do chłopaka.
Spojrzał jej w oczy, w których parę dni temu tańczyły iskierki.
Zamiast nich dostrzegł w nich satysfakcję i wygraną.
Wiedział już, że jej sprawia to cholerną przyjemność.
- Co się stało z tobą i dawną Violettą?
- Ze mną? Ze mną nic się nie stało. Może jestem wredniejsza, ale to ja. Ulepszona ja. Lepsza. A dawnej Violetty już nie ma. Zniknęła razem z moimi uczuciami do ciebie.
Nagle jego ciało stało się zimne.
Serce zaczęło szybciej bić.
Nie wiedział jak na to odpowiedzieć.
Nie był gotowy na taką odpowiedź, ale już wiedział...
Po niej niczego nie da się spodziewać.
Jest zdolna do wszystkiego i może zrobić wszystko.
- Violetta... Dobrze wiesz, że nie musisz taka być. Wiem co czujesz. Co tam w środku się dzieje. Pozwól, że ci w tym pomogę.
- Skąd wiesz, co czuję? Nie znasz mnie! Nie znasz tej nowej Violetty. Nie masz o niej bladego pojęcia. Co się tam w środku dzieje? Akurat się dzieje to, że mnie powoli irytujesz i jak zaraz wybuchnę. Odpierdol się ode mnie, okej?! Ja mam swoje życie i ty masz swoje! Nie wpierdalam ci się do życia z butami, więc ty nie wpierdalaj się do mojego. Mam już dość! Ciebie i twoich ziomeczków. Od początku mnie nie znaliście! Nic o mnie nie wiedzieliście! Dzięki, ale to już się skończyło. Miejsce starej Violetty, zajmuje nowa. O wiele lepsza, więc się ode mnie odpierdol, okej?! Zostaw mnie w świętym spokoju. Nie mam już ochoty z tobą rozmawiać, więc zejdź mi z drogi.
Słuchał każdego jej słowa.
Analizował wszystko co powiedziała, aż w końcu to do niego dotarło.
Lecz on nie mógł się poddać.
Musiał próbować dalej.
Nie mógł się poddawać.
Musiał dopiąć swego.
- A od kąt ty masz taki cięty język i taka nie miła jesteś, co kochanie? - na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
- Bo wyczerpał mi się pakiet dobrego wychowania, więc spierdalaj i mnie więcej nie wkurwiaj - ominęła Verdasa i odeszła.
Nie mógł nic zrobić.
Tak mu się wydawało.
Nie wiedział jak do niej dotrzeć.
Jej serce stało się bryłą lodu, którą będzie bardzo trudno stopić.
Jedynie stopić ją może miłość.
Pierwsza i najważniejsza dla niej miłość.
Lecz to jeszcze połowa sukcesu.
Zanim dotrze się do jej serca, trzeba będzie odkodować szyfry i kody, którymi się uzbroiła.
Będzie to trudne, a nawet bardzo trudne.
Ale Verdas da radę.
Może znajdzie kogoś, kto chciałby mu pomóc.
Tylko kogo?
Jeszcze długo wpatrywał się w punkt, w którym zniknęła dziewczyna.
Wziął jeden głęboki wdech i wydech.
To nie mieściło mu się w głowie.
Jak ona mogła się tak szybko zmienić? - to pytanie krążyło ciągle bo jego głowie i za nic nie chciało wyjść.
Chciał się tego dowiedzieć.
Jak najszybciej.
Chciał dostać się do jej serca.
Chciał ją odzyskać.
Ale sam już do końca nie ma pewności, że mu się to uda...

♠♠♠

* - Tekst w takim o kolorze, był pisany przez Miśkę ♥
* - Tekst w takim oto kolorze, był pisany przez Kate Verdas ♥ 
Dziękuje wam dziewczyny z całego serca za pomoc ♥
To właśnie wy, dzięki temu tekstowi dałyście mi wenę, na dalsze pisanie rozdziału ^-^
Dziękuję wam dziewczyny z całego serca ♥ 

♠♠♠

Więc tak ;3 
Jak się podobała dziewiąteczka? 
Karolinie się w nocy nudzi i dodaje rozdział o pierwszej w nocy ;> 
Karolina ninja xD
Rozdział postanowiłam dodać w czwartek wieczorem (teraz jest piątek, ale ciii... xD), ponieważ nie będzie mnie cały weekend i piątek ;/ 
Dlaczego? 
Ponieważ jadę na turniej piłki ręcznej ;/ 
Dlatego chciałam napisać dłuższy rozdział i dodać go w czwartek ^-^
Chyba dość długi wyszedł, co? 
Okej, a teraz kolejna rzecz :P 
Jest już ponad 10600 wejść, moi kochani!
Dziękuję wam z całego serca ♥ 
Jesteście wspaniali <333
Kolejna rzecz, którą chciałabym poruszyć :* 
Konkurs na One Shota lub Miniaturkę. 
Prace możecie już pisać i wysyłać na e-maila. 
darkmelody@op.pl

Postanowiłam, że zmienię regulamin :p

- Opowiadanie może toczyć się gdziekolwiek chcesz. 
- Można uśmiercić tylko jedną osobę. 
- Opowiadanie może być o nienawiści, miłości, nieodwzajemnionej miłości, smutku, cierpieniu (...), wszystko zależy od was! 

Hm... No to to by było chyba na tyle z mojej strony :* 
Dziękuję za przeczytanie rozdziału :* 
Dziękuję wam jeszcze raz za tyle wejść ♥ 
Jesteście wspaniali ♥♥♥

Jak na razie się żegnam i wracam już za cztery dni! <3
Trzymajcie się tam kochani ♥ 

Wasza Cheryl ♥

sobota, 19 kwietnia 2014

Konkurs + życzonka!

No i jak wiecie już po tytule posta, Cheryl organizuje pierwszy w jej życiu konkurs! 
A na co? 
Na OS'a lub miniaturkę! ^-^
Weźmie ktoś udział? 
No oby xD
Okej, przejdźmy do konkretów :* 
Nagrody! 


Pierwsze miejsce: 
Możliwość przeczytania dwóch rozdziałów przed opublikowaniem, opublikowanie napisanej pracy, kolaż z wybranymi postaciami i reklama bloga przez 3 tygodnie. 
Drugie miejsce:
Możliwość przeczytania jednego rozdziału przed opublikowaniem, opublikowanie napisanej pracy, kolaż z wybranymi postaciami i reklama bloga przez 2 tygodnie.
Trzecie miejsce:
Opublikowanie napisanej pracy, kolaż z wybranymi postaciami i reklama bloga przez tydzień. 

Hm... Nagrody wydają mi się nawet okej, więc oby wam się spodobały. 
Jak nie, to mówcie, a ja wymyślę coś innego. 

Okej, ym... Co by tu jeszcze...? 
O, mam! xD

Prace wysyłajcie do 23. MAJA, DO GODZINY 20.00
Na e-mail - darkmelody@op.pl
Każda praca będzie pojawiała się każdego dnia. 
Nie wykluczone, że pojawią się też wynagrodzenia. 

Regulamin:
  • Praca musi być napisana przez Ciebie.
  • Praca, którą mi wyślesz nie może być opublikowana na innym blogu.
Pary:
Leonetta/Fedemiła/Marcesca/Semi/Naxi/Fedeletta/Marletta

UWAGA:
JEŚLI NIE POJAWIĄ SIĘ TRZY PRACE, KONKURS TRACI WAŻNOŚĆ!


Bardzo wam dziękuję, jeśli macie zamiar wziąć udział w konkursie ♥

A  teraz coś innego :* 
Każdy na swoich blogach dodaje życzenia na święta, więc czemu ja też nie? 
Co mi szkodzi? xD
Na internetach (xD) znalazłam fajne i śmieszne życzonka dla was, którymi się z wami podzielę :* 
(Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli za to, że samodzielnie ich nie napiszę, ale nie umiem pisać takich rzeczy, ani w ogóle życzeń nie umiem pisać xD Po prostu mi nie wychodzą :p)
A teraz łapcie ^-^


W te piękne Święta, gdy Pan Zmartwychwstanie.
Życzę smacznych jajek na śniadanie,
żółtego kurczaczka, białego zając,
oby te święta trwały bez końca
Tęczowych pisanek, na stole pyszności,
mokrego Dyngusa i wspaniałych gości,
niech to będzie czas uroczy
Życzę miłej Wielkiej Nocy!!!

♠♠♠

Święta, święty czas już tuż
wcinaj jajka ale już.
Kiedy zając Cię zaś wzruszy,
daj mu marchew, podrap uszy.
A gdy jajko będzie puste,
daj mu kopa wprost w kapustę.
Niech nie myśli, że jest cwany,
za to Ty miej rok udany.

♠♠♠

Moc prezentów od zajączka
Co koszyczek trzyma w rączkach
Wielu wrażeń, mokrej głowy
W poniedziałek dyngusowy.
Życzę jaja święconego
i wszystkiego najlepszego!

♠♠♠

A tego wszystkiego życzy wam kto?
Wasza Karolcia! ♥
Wesołych świąt Wielkanocnych, moi kochani! ♥♥

Hłeh xD
Podobały się wierszyki? 
Rozbawiły, jeżeli ktoś miał zły humor? 
No oby :* 

Dziękuję wam kochani za wyświetlenia, komentarze, po prostu za wszystko!
Gdyby was nie było, nie byłoby też mnie ♥ 
Dziękuję wam bardzo bardzo mocno z całego mojego serduszka ♥ 
Kocham :* 

Cheryl ♥ 

Capítulo 9 “Wytłumacz mi coś”





♠♠♠


Była z siebie dumna. 
Bardzo dumna. 
Powiedzieć coś takiego do swoich "przyjaciół", było lada wyzwaniem. 
Przecież ich kochała. 
Kochała jak rodzinę
Pff... Przecież byli jej rodziną.
Ale po tym, co zrobili, stracili już to miano. 
Już się dla niej nie liczyli. 
Byli śmieciami. 
Nic nie wartymi śmieciami. 
Byli jej wrogami. 
Największymi wrogami, jakich mogła mieć. 
Czy kiedykolwiek im wybaczy? 
Nie. Nie ma nawet takiej opcji...

♠♠♠

Szła przez park z głową do góry, dumnym krokiem i z szyderczym uśmiechem na twarzy.
Sytuacja, która wydarzyła się w Studiu, bardzo ją śmieszyła. 
Byli tacy zaskoczeni, tacy przybici do muru, nie wiedzieli co powiedzieć... 
No no, nieźle Castillo. Dałaś im w kość. Teraz wiedzą, że nie można z Tobą zadzierać...
Uśmiechnęła się. 
Było jej z tym dobrze. 
Cholernie dobrze. 
Już wiedziała, że swojej nowego "Ja", tak szybko się nie pozbędzie. 
Podobało jej się swoje drugie oblicze. 
Mogła, a nawet może zostać w nim nawet na zawsze...

♠♠♠

Niedaleko od niej, na dużym i grubym pieniu od drzewa, siedział chłopak. 
Przystojny, czekoladowe oczy, kasztanowe włosy ułożone idealnie na żel, umięśnione ciało, wszystko do siebie pasowało. 
Był ubrany na ciemno. 
Biały T-shirt z czarnym nadrukiem, czarna skórzana kurtka, czarne spodnie i tego samego koloru glany. 
Ciekawe...
Może ma taki sam charakterek co Castillo? 
Czasami pozory mylą. 
W swoich objęciach trzymał gitarę, i lekko muskał struny. 
A po chwili, wydobył się idealny głos. 
Przekonajmy się. 
Podeszła bliżej chłopka i uśmiechnęła się. 
Chłopak gdy otworzył oczy, spojrzał w prost. 
Zobaczył długie, idealne opalone nogi. 
Spojrzał w górę i ujrzał piękną dziewczynę. 
Włosy, usta, oczy, nosek, ramiona, ciało... 
Wszystko idealnie się ze sobą komponowało. 
Uśmiechnął się do dziewczyny. 
- Hej, jestem Violetta. - podeszła jeszcze bliżej chłopaka i podała mu rękę. 
Chłopak od razu wstał i uścisnął jej drobną dłoń. 
- Diego. Bardzo miło mi Cię poznać. - nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. 
Miała coś w sobie takiego, że nie mógł oderwać wzroku. 
Była niczym magnes, który od razu przyciąga uwagę. 
- Nawzajem. A co takiego grałeś? - powiedziała przesłodzonym głosem. 
Nie chciała pokazać swojego nowego oblicza. 
Może by jej nie zaakceptował, taką jaka jest. 
A ona nie chciała, aby jej plan się nie udał. 
Już ma dokładnie go opracowanego. 
Nie chce, aby coś poszło nie tak. 
Zobaczymy, czy się uda...
- Moją nową piosenkę. Chcesz posłuchać? - zapytał i wziął gitarę do ręki, po czym usiał.
- Z chęcią. - odpowiedziała i usiadła obok niego. 
Ułożył jedną rękę na strunach i powoli zaczął wgrywać pierwsze dźwięki piosenki. 


Escucha y siente
Sube el volumen vas a
Enloquecer...

Entiende y siente
De corazónes rotos
Soy el rei, yo soy el rei, soy el rei, oh...

Y esque yo soy así
Mi vida es alocada
Siento que voy a mil 
Contigo todo canvia...

Y es que yo soy así
Con solo una mirada
Vas a quedar de mi
Por siempre enamorada... 


♠♠♠


 Była w niebo wzięta.
Śpiewał tak pięknie, z lekkością.
Kochał to.
To było po nim widać.
W jego oczach, i w jaki sposób śpiewał.
On będzie idealny. Czuję to...
Musi się do niego zbliżyć.
Na tym polega jej plan.
Musi kogoś mieć.
Kogoś takiego samego jak ona.
A on idealnie się do tego nadaję.

♠♠♠

Spojrzał jej w oczy. 
Zobaczył w nich ból, cierpienie, radość i euforię. 
Ból i radość? 
Nie pasowało to do siebie. 
Lecz nie wiedział, co przeżyła ta dziewczyna.
A przeżyła bardzo wiele... 
Nie mógł oderwać oczu od pięknych, piwnych tęczówek dziewczyny. 
Zaczął się powoli do niej zbliżać...
Dopiero znają się parę minut, ale nie mógł wytrzymać 
Rozpierało go od środka.
Musiał to zrobić. 
Musiał po prostu skosztować jej ust. 
Nie mógł się powstrzymać. 
To było silniejsze od niego... 
Dzieliła ich niebezpieczna odległość. 
Czuli swoje oddechy. 
Oboje tego pragnęli. 
Ich serca zaczęły szybciej bić. 
Aż w końcu przerwali odległość między sobą, i złączyli usta w namiętnym pocałunku. 
Wpił jej się w usta. 
Podciągnął ją do góry, aby wstała. 
Następnie ręce umieścił na jej biodrach.
Ich usta wspaniale ze sobą współgrały. 
Swoje ręce położyła na jego torsie. 
Przez koszulkę czuła idealnie wyrzeźbione mięśnie. 
Pocałunek był namiętny, czuły, brutalny, pożądliwy, delikatny i spokojny... 
Oboje chcieli, aby ta chwila trwała wiecznie, lecz po chwili zabrakło im tchu i musieli się od siebie oderwać. 
Żałowali tego. 
Chcieli, aby ten pocałunek był dłuższy. 
Było to pocałunek jedyny w swoim rodzaju. 
Magiczny. 
Przepełniony uczuciami. 
Jedno było pewne. 
Obojgu się to podobało...

♠♠♠

Pech chciał, że Leon wszystko widział. 
Jak się z tym czuł? 
Tego nie da opisać słowami. 
Czuł się okropnie. 
Bardziej niż okropnie. 
Jego serce pękło na miliony kawałków, a kawałki porozrzucały się po całym świecie. 
Był pewny, że nigdy ich nie odnajdzie i nigdy nie poskłada do kupy. 
Był nią rozczarowany, zawiedziony...
Dowiedział się od swoich przyjaciół, co im powiedziała. 
Był tym zaskoczony. 
Nigdy nie przepuszczał, że kiedykolwiek się do tego posunie. 
Nigdy by nie pomyślał, że ma tyle odwagi. 
Że aż tak się zmieni. 
Tak z dnia na dzień. 
Nie miał nawet pewności, że tak się da. 
Zmienić się z dnia na dzień, kiedy było się kochanym, miłym, uczuciowym... Na gorszego, wredniejszego, było dość trudne.
A jednak... 
Udało jej się. 
Zmieniła się diametralnie. 
Tylko... Dlaczego akurat na gorze?...

♠♠♠

Patrzyli sobie w oczy, przy czym głośno oddychali.
Nie wierzyli w to, co przed chwilą się wydarzyło. 
To było nie do pojęcia. 
Znali się dopiero parę minut, a czuli, jakby znali się od małego. 
Ich dusze były takie same. 
Mieli identyczny tok myślenia, robili identycznie to samo, czuli identycznie to samo. 
Ból, rozczarowanie... 
Zawieli się na bliskich im osobach. 
Zranili ich. 
Cierpieli, a inni meli to w głębokim poważaniu. 
Dlatego się zmienili. 
Zmienili, aby zapomnieć. 
Kochali te same rzeczy. 
Muzykę, sport... 
To była ich pasja. 
Kochali to robić. 
Właśnie to sprawiało im przyjemność.
Chyba nic dziwnego, że mają tyle wspólnego i takie same uczucia, jak i emocje i duszę. 
Właśnie to ich połączyło...

♠♠♠

- Ten pocałunek... Był magiczny. Nie uważasz? - zapytał.
Objął Violettę w pasie, aby się do niego przybliżyła.
Jej ciało przeszedł dreszcz.
- Zgadzam się. To było coś cudownego.
Diego lekko się uśmiechnął i dotknął policzka Violetty.
- Wiem, że może to wydać Ci się dziwne, ale... Kocham Cię. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale czuję to wgłębi serca.
- Też tak myślę, Diego.
Wpiła się w jego usta.
Pocałunek był krótszy, niż poprzedni, ale był wypełniony miłością, namiętnością...
Po chwili oderwali się od siebie i uśmiechnęli.
- Wybacz, ale muszę już iść. Widzimy się tu jutro?
- Oczywiście. - powiedziała, a chłopak się uśmiechnął.
Gitarę zarzucił na ramię i pocałował ją w policzek, po czym odszedł.
Jej policzki przybrały różowy kolor.
Uśmiechnęła się sama do siebie.
Udało się.


♠♠♠

Szła chodnikiem zadowolona z siebie. 
Udało jej się. 
Dała rady. 
Już wszystko pójdzie jak z płatka. 
Była z siebie zadowolona. 
Tak szybko, znalazła sobie nowego. 
Tak szybko go omotała. 
Jej kobiecy "urok" chyba zaczął działać i jej dopisuje. 

♠♠♠

Od początku miała wrażenie, że ktoś za nią idzie.
Lecz nie przejmowała się tym. 
Nie obchodziło ją to. 
Aż nagle usłyszała, że ktoś ją woła. 
- Violetta! Zaczekaj! Stój! - odwróciła się. 
Kojarzyła ten głos. 
Głos, który tak kochała. 
A teraz? 
Teraz go nienawidziła. 
Nie przejęła się tym, tylko z powrotem się odwróciła i szła dalej przed siebie. 
Daj mi spokój człowieku. 
Była zirytowana. 
Nie podobało jej się to. 
- Violetta! 
- Czego ty ode mnie człowieku chcesz?! - wysyczała i odwróciła się w stronę biegnącego do niej Leona. 
- Wytłumacz mi coś. - był już koło niej. 
- Za późno, cześć! - powiedziała dość głośno i odwróciła się, aby dalej iść przed siebie. 
Ale Leon się nie poddał. 
Próbował dalej.
Każdy wie, że on zrobi wszystko, aby odzyskać osobę, którą kocha. 
Podbiegł do niej, i chwycił za nadgarstek, przyciągając do siebie. 
Stykali się ciałami. 
Czuli bicie serca drugiej osoby. 
- Leon... Puść mnie! 
- Nie, dopóki mi nie powiedz, co ty z siebie zrobiłaś. 
Wyrwała się z objęć Leona i stanęła na wprost niego, krzyżując ręce na piersi. 
- Pustą laleczkę. Przecież ty takie lubisz, prawda? -zaśmiała się, a z jej głosu można było wyczuć ironię. 
- Violetta proszę Cię. Przestań. Nie rozumiesz, że mnie tym ranisz?! 
- Ja Cię ranię? A ty nie lepszy! Poleciałeś do pierwszej lepszej suki, a mnie miałeś w dupie! Ładnie do tak, co nie? Nie pomyślałeś, jak ja się z tym czułam?! 
Nie wiedział co powiedzieć. 
Był zaskoczony. 
Nie wiedział, że z Violetty, zrobił się taki potwór. 
Bezuczuciowy potwór. 
- I co, nic nie powiesz? Zajebiście... Wiesz co? Chyba pominęłam jeden fakt. Powiedzieć Ci go? - pokiwał twierdząco głową. - To przez Ciebie trafiłam do szpitala, wiesz?! Twoja wina... Przez Ciebie! Spieprzyłeś mi życie! Tylko ty był byś do tego zdolny. 
Zamurowało go. 
Kompletnie nie wiedział co powiedzieć. 
Jak to prze ze mnie? Jak do tego doszło?
- P-prze ze m-mnie? - zapytał zaskoczony. 
- No a kuźwa przez kogo?! - dała upust złości. 
Nie mogła już wytrzymać. 
Grał takiego niewinnego. 
Nic nie wiedzącego. 
Wnerwiało ją już jego zachowanie. 
- Violetta, cokolwiek zrobiłem źle, było to zrobione nieumyślnie zrobione. Przepraszam Cię. 
- I teraz na przeprosiny mu się zachciało - powiedziała to pod nosem. 
Była już całkowicie poirytowana. 
- Przepraszam, co? 
- Nic, co mogło by Cię obchodzić! Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęła i już chciała iść, ale Leon był szybszy i odwrócił ją w swoją stronę. 
Chyba nigdy nie odpuści. 
- Zależy mi na tobie. Cholernie zależy. 
- A mi zależało. Spieprzyłeś to. Cześć! - głośno krzyknęła, po czym odwróciła się i zaczęła iść. 
Leon się poddał. 
Już za nią nie szedł. 
Nie miał już siły. 
Zmieniła się. 
Nie wiedział, że aż tak. 
Ale to nie znaczy, że nie będzie dalej próbował...
Dał sobie spokój dzisiaj, ale jutro nie odpuści. 
Będzie ciężko, ale da rady. 
Wierzy w to. 
Leon był człowiekiem, który mimo wszystko, dopnie swego. 
Musi. 
Nie ma takiej opcji, żeby się poddał na zawsze. 
Za bardzo ją kocha...

♠♠♠

Hm... Ja coś przypuszczam, że was rozpieszczam z tymi rozdziałami xD Każdego dnia nowy rozdział :* 
Dziękujcie mi xD Bo ja was tak kocham, że nie mogę was zawieść ♥ 
Dobra, teraz coś ważniejszego? Nie wiem, okaże się xD 
Dobra, do konkretów! 
Kochani! Uwaga uwaga!  Wybiło mi 10 tysięcy wejść! ♥  Nigdy nie przepuszczałam, że mi się to uda! 
Jejku, byłam strasznie zaskoczona.  Dziękuję wam bardzo *-*
I jeszcze do tego jest 17 obserwatorów ^-^
Jezu... Jak ja wam niezmiernie dziękuję <33 Jesteście wspaniali! ♥ 
Zanudziłam? Chyba tak, ale dobra. Dajcie radę jeszcze troszkę :*
Jest jeszcze jedna sprawa, którą poruszę, ale to w nowym poście, który zaraz zostanie opublikowany. 
Czekajcie :* 

Cheryl ♥

piątek, 18 kwietnia 2014

Capítulo 8 “Ale niespodzianka, prawda?”

Ten rozdział dedykuję dla mojego słoneczka, Katheriny Verdas ♥ 
Kocham Cię bardzo mocno, kochanie :* 
Mimo tego, że znamy się już długo, 
to nasza przyjaźń rozkwitła parę dni temu, 
za co bardzo Ci dziękuję ♥ 
Dziękuję Ci za wszystko, skarbie ♥♥
Kocham Cię bardzo mocno ♥♥♥

A teraz, życzę wam miłej lektury :* 



“Za każdym razem, gdy się z kimś rozstajesz, zostawiasz u tego kogoś kawałek swojej duszy. A ten ból… to jest brak tego kawałka. Boli, bo jest u kogoś innego. Ten kawałek kiedyś wróci, ale to trwa długo” 

♠♠♠

Miłość, która miała szansę między nimi zakwitnąć jak kwiat, zniknęła...
Już nie ma żadnej szansy. 
Nie ma już nic. 
Wszystko przepadło. 
Mogło być tak pięknie. 
Ich historia mogła zakończyć się happy end'em. 
Ich miłość mogła rozkwitnąć, niczym piękny kwiat. 
Lecz teraz był to zamknięty pąk. 
Jak jej serce, które już straciło wszystkie uczucia. 
Które stało się bryłą lodu, której nikt nie da rady stopić. 
Nikt nie ma dostępu do jej serca. 
Nikt a nikt. 
Jeśli chce, musi się postarać, i znaleźć klucz. 
A to wymaga ciężkiej pracy. 
Wymaga to chęci drugiej osoby. 
Jej serce przypieczętowałam z napisem "niedostępne", i zamknęła je na kłódkę, aby nikt nie mógł się do niego dostać. 
Nie chce już dłużej cierpieć. 
Nie ma na to siły. 
Leon, to już skończony rozdział w jej życiu. 
Teraz otwiera nowy, i brnie dalej przez życie, jakby nic się nie wydarzyło. 
Teraz będzie to już inna Violetta Castillo. 
Doszczętnie zmieniona, Violetta Castillo... 

♠♠♠
Jak się teraz czuł? 
Okropnie. 
Nie mógł uwierzyć, że ją dopiero odzyskał, a szybciej niż ją odzyskał, odeszła...
 Odeszła już na zawsze. 
Żałował swoich słów.
Cholernie ich żałował. 
"A tak na marginesie, to Lara jest o wiele lepsza od Ciebie."
Ciągle te słowa chodziły mu po głowie, i za nic nie mogły wyjść. 
Jak on mógł powiedzieć coś takiego? 
I to do Violetty. 
Tej kruchej dziewczyny...
Przecież to nie była prawda. 
Śmierdzące kłamstwo, którego będzie żałował do końca swojego życia. 
Ukuło go serce. 
Tak mocno, że aż skulił się na łóżku. 
Co to było? 
Poczucie winy. 
To przez niego. 
To jego wina. 
To własnie On, zawinił. 
Wspaniały i przystojny Leon Verdas. 
Żałował swojego czynu. 
Nie życzył by nikomu, nawet swojemu wrogowi, takiego uczucia, jakie teraz czuł. 
Wypełniała go pustka. 
Już nic się dla niego nie liczyło. 
Wszystko przepadło za machnięciem czarodziejskiej różdżki. 
Dla niego już wszystko straciło sens. 
Odeszła. 
Najprawdopodobniej na zawsze. 
Brawo Verdas. Ty to potrafisz wyjaśniać... 


♠♠♠

Leżała na łóżku i cichutko szlochała. 
Jak on mógł ją tak zranić? 
I to jeszcze powiedzieć takie coś? 
Było to niewiarygodne. 
Jej ciało, przeszywał dreszcz z dzisiejszego wydarzenia. 
Nie chciała o tym myśleć. 
Nie potrafiła. 
Jej serce go znienawidziło. 
Już do niego nie należało. 
Nie miało prawa być jego. 
Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. 
Nie miała ochoty widzieć go na oczy. 
Nie wytrzymałaby na jego widok. 
Nie trawiłaby go. 
Nie chciała z nim rozmawiać. 
Już chyba zresztą za dużo porozmawiali. 
Aż chyba za dużo...
A pomyśleć, że jedno głupie spotkanie-randka, może wszystko zepsuć...

♠♠♠

Po długim i ciężkim namyśle postanowiła, że nie będzie się niczym przejmować. 
Będzie udawać, że nic się nie stało. 
Że się zmieni. 
Że już nie będzie tą miłą i kochaną Violettką. 
Tylko będzie inna... 
Wredniejsza. 
To jej pomoże zapomnieć. 
Choć na chwilę. 
Może niekoniecznie jej się to uda, ale zawsze warto spróbować, prawda? 
Nic nie jej nie zaszkodzi spróbować. 
Przecież i tak jej nikt nie pamięta. 
To było dla niej najlepszym rozwiązaniem. 
Tak jej się wydawało. 
Czy to jej się uda? 
Czy wszystko pójdzie zgodnie z jej planem?
Tego się przekonamy...

♠♠♠

Następny dzień...

Rano następnego dnia, do pokoju Violetty wdarły promienie słońca, które bezczelnie ją obudziły. 
Pierwsze co zrobiła, było przetarcie zaspanych oczu, a następnie spojrzenie na zegarek w swoim telefonie.
Była godzina dziesiąta trzydzieści trzy. 
Zaspała?!
Zaspała! 
Jeszcze raz spojrzała, aby się upewnić. 
Była sobota. 
Od razu spadł jej z kamień z serca. 
Odetchnęła z ulgą. 
Wstała z łóżka, na stopy założyła przytulne kapcie i podążyła do łazienki wziąć poranny prysznic, który dobrze jej zrobi.

Stała przed szafą i zastanawiała się w co się dzisiaj ubierze. 
Zmiana ciuchów, to pierwszy krok do jej zmiany. 
Szukała między wieszakami, ciuchami, aż w końcu znalazła idealny strój, który będzie do niej pasował. 
Rockowo, na ciemno i zadziornie. 
Ubrała na siebie to, co przygotowała. 
Jej strój na dzień dzisiejszy prezentował się tak.
Była bardzo z siebie zadowolona. 
Nie wiedziała, że aż tak da rady się zmienić.
Była zupełnie nie do poznania. 
Zupełnie nie ta sama Violetta Castillo co wczoraj. 
Do jej stroju doszedł jeszcze ciemny cień do powiek, rzęsy pomalowane maskarą, czarnego koloru kredka do oczu i czerwona szminka. 
Włosy rozczesała i zostawiła opuszczone. 
Po skończeniu spojrzała na siebie w lustrze.
Nie poznała siebie samej.
To była diametralna zmiana.
Ten ktoś, kto stał w lustrze, był jej zupełnie obcy, ale będzie odkrywać powoli "jego" wnętrze.
Charakter, który się tam kryje.
Uczucia.
I czy ma jakieś serce.
Czy może jest bezdusznym potworem, bez uczuć.
Tego Violetta sama się przekona, i zobaczymy...
Stanie się tym potworem bez uczuć?
Stanie się wredna?
Tego już się przekonamy...

♠♠♠

Szła chodnikiem z wysoko uniesioną głową. 
Była z Siebie bardzo dumna. 
Bardzo dobrze czuła się w swoim nowym "Ja"
Mogła odkryć coś nowego. 
Nową przygodę. 
Swoje nowe oblicze. 
Swój nowy charakter. 
Swoje nowe uczucia. 
Wszystko mogła odkryć od nowa. 
Bardzo podobała jej się nowa Violetta Castillo. 
Było jej o wiele lepiej po tej przeminie. 
Zaczęła zupełnie inaczej myśleć. 
Inaczej spoglądać na świat. 
Wszystko wraz z nią się zmieniło... 
Już na zawsze...
A może i nie?...

♠♠♠

Patrzyła wprost przed Siebie. 
Na nic innego nie zwracała uwagi. 
Myślała, co zrobi pierw, aby pokazać innym, że już nie jest tą samą Violettą. 
Pokaże swój charakterek przed innymi? 
A może zrobi jakąś awanturę? 
Lub może wyżyje się na jakiejś osobie? 
I tak dalej, i tak dalej...
Było tyle opcji do wyboru.
Nie wiedziała, którą wybrać. 
Nagle natrafiła na szkołę.
Studio On Beat. 
Już mam. 
Mimo tego, że była sobota, Studio było otwarte i roiło się w nim pełno uczniów.
Na jej twarzy pokazał się lekki i szydercy uśmiech. 
Już miała plan. 
Już wiedziała co zrobi. 
Weszła do środka. 
Korzystając z tego, że w głównym korytarzy było pełno uczniów, stanęła na środku.
Rozejrzała się.
Chciała zobaczyć znajome twarze. 
Zauważyła jej "przyjaciół", którzy stali w grupce niedaleko niej, i rozmawiali. 
Podeszła do nich. 
Zaczęła swój monolog.
Nikt ani nic jej nie powstrzyma.  
Chciała im to wszystko wygarnąć. 
Wyrzucić z siebie i mieć już to z głowy. 
- No witam witam moich ulubionych przyjaciół. - grupka od razu przerwała i odwróciła się w stronę brunetki. Widać było, że byli zaskoczeni. Nie wiedzieli kto to jest, a mówi na nich "przyjaciele". Nie zwróciła uwagi na ich miny i kontynuowała. - Jak tam wiodło się wasze życie przez ostatnie lata, hm? Nie tęskniliście za czymś? A może... za kimś, co? Fajnie wam było, bez waszej przyjaciółeczki, co? Nie przejęliście tym, tylko mieliście wszystko w dupie. Mieliście w głębokim poważaniu to co jej się przydarzyło, i to, że trafiła do szpitala, co? Nie obchodziło was to, co się z nią działo, prawda? Nie odwiedzaliście jej, co nie? Bo po co, prawda?! Najlepiej mieć wszystko w dupie, i się tym nie przejmować! A myślałam, że byliście inni! Zupełnie inni! A jednak... Myliłam się do was! Dzięki za wszystko, ale to już nie ta sama ja. Fajnie było, ale ja wam podziękuję. A szczególnie takiej przyjaźni! - skończyła, po czym zaśmiała się ironicznie. 
Było już po wszystkim. 
Powiedziała to, co już od dawna miała ochotę powiedzieć. 
Ulżyło jej. 
Czuła się teraz lepiej. 
O wiele lepiej. 
Spojrzała na ich miny. 
Byli zaskoczeni i przerażeni. 
Zaśmiała się. 
- Co? Nie pamiętacie mnie? Zapomnieliście, co? Myśleliście, że zginęłam. A tu taka miła niespodzianka, nieprawdaż? - skrzyżowała ręce i umieściła je na piersiach. 
Zrobili przerażone miny. 
Usta im się otworzyły. 
- Violetta...? - powiedzieli równocześnie. 
- Ale niespodzianka, prawda? Zaskoczeni, co? Żegnam panie i panów, bye bye. - wysłała im buziaka w powietrzu i odwróciła się. 
Zostawiła ich zaszokowanych. 
Odeszła dumnym krokiem. 
Była z siebie dumna. 
Powiedziała to. 
Zaśmiała się ironicznie. 
A więc taki jest teraz charakterek Castillo? No, nieźle się zapowiada. 
Przypomniała sobie ich miny. 
Były bezcenne. 
Uśmiechnęła się sama do siebie i wyszła ze Studia. 
Teraz ma już pewność. 
To jest inna Violetta Castillo.
Lepsza Violetta Castillo...

♠♠♠

To jest w ogóle jakaś masakra -.- 
Obleśne i beznadziejne :/ 
Co wy o tym myślicie? 
Bo dla mnie w ogóle blee i fuuj -.- 
Nie podoba mi się. 
Bardzo Cię przepraszam Kasiu, że dedykuję Ci takie coś :/ 
Wybaczysz mi, prawda? 
Ja chyba już zakończę, tą bezsensowną gadkę, bo was przynudzam. 
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem ♥ 
Kocham was miśki wy moje ♥♥
Pozdrawiam i kocham ♥♥♥

Cheryl :*

czwartek, 17 kwietnia 2014

Capítulo 7 “O czym ty mówisz?”

Rozdział ten dedykuję Miśce <333
Znamy się parę dni, a ja już zdążyłam Cię tak mocno pokochać ♥
Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. 
Wiem jedno. 
Na pewno byłoby mi bez Ciebie nudno. 
To nie było by to samo. 
Jeszcze raz bardzo i to bardzo dziękuję Ci, za pomoc w rozdziale ♥
Dzięki Tobie by go w ogóle nie było, i nie wyszedłby taki cudowny, jak ten :* 
Dziękuję ♥♥♥




Jeżeli ktoś nie kocha cię tak, jak­byś te­go chciał, nie oz­nacza to, że nie kocha cię on z całego ser­ca i po­nad siły.”   

♠♠♠
Minęły dwa lata.
Dwa lata, odkąd się nie widzieli.
Nie spotykali.
Nie przytulali.
Nie czuli obecności drugiej osoby.
Tęsknili...
Jak to jest, myśleć, że osoba, którą mimo wszystko kochałeś, zginęła?
Nawet nie wiedząc jak.
Kiedy?
Dlaczego?
Lecz jednak kiedy się dowiadujesz, że to Ona.
Że jest teraz w twoich ramionach.
W jej oczach tańczą iskierki.
Śmieje się promiennie.
A ty czujesz, jakby coś rozsadzało cię od środka.
Nie możesz usiedzieć w miejscu.
Już ta osoba przy Tobie jest, i to Ona teraz dla Ciebie się liczy.
Nikt inny.
Tylko Ona.
Cały świat przestaje istnieć.
Czas zatrzymuje się w miejscu.
Liczy się jedynie Ona, ta chwila.
Chcesz ją przytulić, pocałować, powiedzieć Kocham Cię.
Ale boisz się.
Przecież ona może Cie teraz nienawidzić.
Może ona nie czuje tego co ty.
Strasz się aby ta chwila była idealna.
Wystarczy jeden błąd, aby wszystko zniszczyć.
Błąd przez który możesz stracić najważniejszą osobę w swoim życiu.

♠♠♠

- Tęskniłem...
- A ja jeszcze bardziej. - odpowiedziała i spojrzała jeszcze głębiej w jego oliwkowe tęczówki.
Na twarzy Leona ukazał się złośliwy uśmieszek, po czym wziął Violettę na ręce i okręcił dookoła.
- Leon! Postaw mnie na ziemię! Już, teraz, w tej chwili! - krzyczała śmiejąc się przy tym.
Tak mały gest, a tyle dla obojga znaczył.
Leon się zaśmiał, po czym zakręciło mu się w głowie, i razem upadli na miękką trawę.
Leon upadł pierwszy, a na niego Violetta.
Dzieliło ich parę milimetrów.
Było już tak blisko.
Oboje tego chcieli, pragnęli...
Pragnęli bliskości drugiej osoby.
Lecz nie...
To nie ta chwila.
Nie ten moment.
Nie teraz.
Za wcześnie na pocałunek.
Violetta upadła koło niego na trawie, i zaczęła się śmiać.
Tylko z czego?
Może z tego, że upadli?
Że zapomniała sytuację, która zagościła u nich parę sekund temu, i po prostu zaczęła się śmiać.
Robić to, co by już dawno zrobiła z Leonem.
Po prostu się śmiać.
Byli tylko przyjaciółmi.
Najlepszymi przyjaciółmi.
A przecież, przyjaciele się nie całują, prawda?
To by była pomyłka.
Jedna wielka pomyłka.
Ten pocałunek by wszystko zniszczył.
Ich bezcenną przyjaźń, na której im tak zależało.
Leon tylko spojrzał na Violettę podnosząc jedną brew do góry, i po chwili poszedł w jej ślady.
Śmiali się w niebo głosy.
Tylko... On chciał, aby ten pocałunek zaistniał.
Chciał skosztować jej ust.
Chciał zobaczyć, jak to jest.
Tylko dla niej, ten pocałunek nie miał prawa bytu.
Nie, kiedy byli przyjaciółmi, i to najlepszymi.
A może jednak chciała, tylko nie chciała dać tego po Sobie poznać?

♠♠♠

- Przepraszam... Ja po prostu strasznie się za Tobą stęskniłem. - powiedział lekko speszony Verdas.
- Nie ma sprawy... Ja też tęskniłam. Tylko bardziej. - odpowiedziała Violetta ukazując szereg białych ząbków.
I to nie wiesz jak bardzo.
 Brakowało go jej.
Wydawać by się mogło, że z jego strony wygląda to tak samo.
Ale skoro on czuje do niej to, co ona do niego, to dlaczego ani razu jej nie odwiedził?
 Nie zapytał co się z nią stało?
 Czy jest cała?
A co najważniejsze znalazł sobie inną. Nie jeden raz powtarzał, jak bardzo ją kocha, że na zawsze będą najlepszymi przyjaciółmi.
 Bez względu na to co się stanie.
A wystarczył pechowy wypadek, aby wpadł w ramiona innej.
Widocznie tak chciał los.
Cierpiała, i to bardzo, ale nie chciała tego okazywać.
Musiała pokazać mu, że jest silna.
Jednak to nic nie dało.
On wiedział, że coś jest nie tak.
Gdy była szczęśliwa, on też.
Gdy była smutna, on razem z nią.
Gdy płakała, on też płakał.
Na tym polegała przyjaźń.
A może miłość?...

♠♠♠

- Co się dzieje? -  szatyn jako pierwszy przerwał głuchą ciszę, panującą pomiędzy dwójką.
Jego kojący głos potrafił od razu ją uspokoić.
Wystarczyło żeby na nią spojrzał, a na jej twarzy od razu gościł uśmiech.
Wystarczył dotyk, uścisk z jego strony i ona czuła się bezpieczna.
Jej serce było dopełnione.
Po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi.
Niepewnie przybliżył się do dziewczyny i objął ją silnym ramieniem.
Ona oparła głowę o jego tors.
Właśnie tego potrzebowała.
 Jego całego.

♠♠♠

- To co, powiesz mi co się stało?- ponowił próbę.
- Ja n-nie wiem, c-c-czy dam radę-ę...- zaczęła się jąkać. - Nie chcę Cię urazić.- dodała już pewniej.
- A więc tu chodzi o mnie. Powiedz, przyjmę to na klatę, jak prawdziwy mężczyzna.- mówił, chcąc aby poczuła się pewniej.
- No bo...- zatrzymała się na chwilę. - Skoro tak strasznie za mną tęskniłeś, to dlaczego ani razu nie odwiedziłeś mnie w szpitalu? Nawet nie zapytałeś się czy żyje. - dokończyła a jej oczy zaszkliły się.
Nie wiedział co odpowiedzieć, bał się.
Wiedział, że kiedyś to powróci.
Że ktoś się o to zapyta.
Wziął wdech.
Już chciał zacząć mówić, ale nie potrafił wypowiedzieć ani jednego słowa.
Tak jakby wielka gula stanęła mu w gardle i nie chciała wyjść.
- Co, nic nie powiesz?- mówiła lekko zdenerwowana Violetta.
- Bo... Ja nie potrafiłem. Za bardzo cierpiałem.
Nie wytrzymała.
Jak on mógł powiedzieć coś takiego.
Czy jemu wydaje się, że Ona nie ma uczuć?
Jej też było źle, ale nie poddała się.
A on?
Zawrócił na pierwszym zakręcie.
Nigdy mu tego nie wybaczy.
- Czy ty siebie słyszysz? Ty cierpiałeś? A ja co mam powiedzieć. Leżałam przez tyle czasu w szpitalu, mając nadzieje że przyjdziesz. Że doczekam się twojej wizyty. Że będziesz mnie wpierał, a ty tymczasem traktowałeś mnie jak śmiecia. - krzyczała już na całą polanę.
Chociaż nie było na niej nikogo.
Tylko Oni.
Poczuła... ulgę?
Tak, chyba ulgę.
Ulżyło jej, że mogła wszystkie emocje z Siebie wyrzucić.
Ale chłopak się nie poddawał, i ciągnął dalej.
- Violetta to nie tak... - bronił się chłopak.
- A jak? Prawda jest taka, że gdy tylko nadarzyła się okazja, poleciałeś do pierwszej lepszej lafiryndy porzucając mnie. Nigdy Ci tego nie wybaczę.- serce biło jej zawzięcie.
W końcu mogła powiedzieć co czuje.
Wyrzucić z Siebie wszystko, co tak dawno w Sobie ukrywała.
- O czym ty mówisz? O Larze? Ona jest tylko moją przyjaciółką. - tym razem to on podniósł głos.
- Czyli że z każdą przyjaciółką obściskujesz się i całujesz. W takim razie gratuluję.- kontynuowała cała w nerwach.
- Ale przynajmniej dowiedziałam się, co o mnie myślisz.- chwyciła torebkę i wstała z trawy, na której oboje razem siedzieli.
Już kierowała się w stronę domu, kiedy ktoś złapał ją na nadgarstek i przybliżył do siebie.
Nie był to kto inny jak Leon.
Dzieliła ich znów niebezpieczna odległość.
Po tych dwóch latach znowu poczuła woń jego perfum.
Były takie idealne.
- Co myślę? - zapytał patrząc prosto w czekoladowe oczy szatynki.
- Że jestem dla Ciebie nikim, cieszysz się, że miałam ten wypadek i co najważniejsze, że mnie nie kochasz.- powiedziała.
To ostatnie zabolało go najbardziej.
Dlaczego powiedziała coś takiego?
Przecież doskonale wie, że jest dla niego kimś więcej, niż przyjaciółką.
Kimś wyjątkowym.
To przy niej może poczuć się sobą.
Dzięki niej zaznał smak prawdziwej miłości.
- Ale to nie prawda... - chciał coś powiedzieć, ale Violetta mu przerwała.
- I wiesz co? Nienawidzę Cię i byłam głupia, że Cie kochałam. Ale to koniec. Od dzisiaj jesteś moim największym wrogiem. - na koniec dostał od Castillo w twarz.
Okazała tym ból, jaki czuła w środku.
Ona też ma uczucia, i on musiał to zobaczyć.
Zauważyła, że po twarzy Verdasa spływa jedna łza.
Jednak nie wiedział,a czy to przez siłę uderzenia, czy przez przykrą prawdę którą mu wyznała.
Starł ją.
Uświadomił sobie, że stracił ją na zawsze.
I nigdy nie odzyska.
- Sama tego chciałaś. - warknął i odszedł.
- A tak na marginesie, Lara jest o wiele lepsza od Ciebie. - powiedział oburzony.
Sam nie mógł w to uwierzyć.
Przecież on tak w cale nie uważał.
Teraz to już przesadził.
Aż za bardzo.
Teraz jest pewna, że już nigdy mu tego nie wybaczy.
Nie ma szans.
Nie po tym, co jej powiedział...
Przegiął.
Przegiął po całej linii.
Tego nie da się wybaczyć.
To za bardzo boli.
Nie ma szans, aby mu wybaczyła.
Zranił ją.
Już doszczętnie.
Tak absurdalnie ją zranił, że to nie mieściło się w głowie.
Violetta nie mogła wytrzymać.
Poczuła, jakby się zapadała pod ziemię.
Jakby jej serce pękło na miliony kawałków, których już nigdy nie da rady poskładać.
Nie po tym co się wydarzyło...
- Jak mogłeś?- zalała się łzami i uciekła.
Nie obchodziło ją już nic.
Jej życie w tej chwili straciło sens.
Jej serce stało się zimną bryłą lodu.
Nikt nie da rady tego stopić.
Już nie miała uczuć.
Wszystko przepadło...
Już na zawsze...
Leon natomiast bezsilnie opadł na koc.
Schował twarz w dłoniach.
 Verdas ty debilu. Zraniłeś ją...
Zaczął przeklinać sam Siebie w myślach.
 Wstał i odszedł.
Zostawiając wszystko, co dla Niej przygotował.
Wszystko już straciło sens...

♠♠♠

Witajcie :* 
Ten oto rozdział, jest napisany przez moją wspaniałą, cudowną i kochaną Miśkę <33 Jest prawie cały napisany przez nią. Ja tam tylko dodałam parę zdań ^^
Jak wam się podobało cudowne wykonanie Miśki?
Wspaniałe, prawda?
To wszystko dzięki Niej. Gdyby nie Ona, tego rozdziału by nie było. Bo własnie Ona zgodziła się mi pomóc, gdyż ja nie mogłam nic napisać. Sama nie wiem czemu :/ Ale okej... :D
To chyba by było na tyle z mojej strony :*
Aha...
Przypomniało mi się coś ^-^ Zapraszam was bardzo serdecznie na bloga Miśki!
{KLIK}
Blog jest wspaniały, cudowny, piękny, boski... Po prostu brak słów <33 Właśnie dzięki niemu, poznałam tą wspaniałą osóbkę, którą jest Miśka <33
Dziękuję Ci tak bardzo Kochanie ty moje za wszystko ♥♥
Nawet nie wiesz, jak ja bardzo Cię kocham Skarbie ♥♥♥

Wszystko?
Wszystko.
No to na tyle.
Dziękuję, za przeczytanie rozdziału i pozdrawiam :*

Cheryl ♥ 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Capítulo 6 “Czasu nie da się cofnąć... ”

Ten oto rozdział dedykuję mojej kochanej, 
cudownej i przemiłej Ninie Verdas ♥ 
Dziękuję Ci kochana za wszystko, 
mimo tego, że znamy się dopiero trzy dni ♥ 
Kocham Cię mocno mocno <33


“Nie wszystko można naprawić, ale wszystko można zacząć od nowa.” 

♠♠♠

 Została zupełnie zbita z tropu.
Gdy zaśpiewa, brunet od razu ją rozpozna. 
Dowie się kim tak naprawdę jest. 
A tego nie chciała.
Ale moment... Dzisiaj rano jeszcze chciała.
Chciała, aby ją rozpoznał. 
Dowiedział się, że żyje. 
Że jest w śród nich. 
A co się teraz z tym stało? 
Już tego nie chce? 
Chce udawać, że Ona, to tak naprawdę ktoś inny? 
Nie. 
To zupełnie przereklamowane. 
Tak się nie da. 
Nie może. 
Nie ma szans. 
On musi się dowiedzieć. 
Czym prędzej, tym lepiej, prawda? 

♠♠♠

- Przepraszam, coś nie tak? - Violetta od razu ocknęła się z amoku, w którym się znajdowała i spojrzała na Leona.
- Mógłbyś powtórzyć? - uśmiechnęła się życzliwie do chłopaka. 
- Zaśpiewasz mi?
- Z wielką przyjemnością. Tylko co takiego? 
- Co powiesz na... "Podemos"? - Leon wziął w swoje objęcia gitarę i zaczął sobie przypominać melodię, grając. 
Nie grał jej dwa lata. 
Od kiedy dowiedział się, że Violetta trafiła do szpitala. 
Nie było sensu. 
Nie było sensu jej grać, bez niej. 
Gdyż ta piosenka była ich. 
Ich, i tylko ich. 
Nikogo innego. 
- Jasne. - odpowiedziała niepewnie. 
Odłożyła swoją torebkę na bok i usiadła w wygodniej pozycji. 
Usłyszała pierwsze akordy. 
Były przez niego wgrywane z taką lekkością. 
Jakby ją ciągle ćwiczył. 
Jakby ją ciągle śpiewał. 
Ale tego nie robił. 
Miał wprawę. 
Pamiętał, jak on i Violetta siedzieli właśnie w tym miejscu i grali własnie tą samą piosenkę. 
Zamknęła oczy. 
Z jej ust wydobył się pierwszy dźwięk. 
Pewny siebie, czysty i anielski. 
Ten, którego tak mu brakowało. 
Wystarczyło, że zaśpiewała pierwsze zdanie piosenki, a już wiedział, że to Ona. 
Violetta. 
Jego Violetta...

♠♠♠

Podemos pintar, colores al alma.
Podemos gritar, iee ee...
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Podemospintar, colores al alma...
Podemos gritar, iee ee...
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Y tallarme en tu voz...



Koniec piosenki już dobiegł. 
Końcówkę zaśpiewali razem. 
Oboje poczuli, jakby nic się nie wydarzyło. 
Jakby żaden wypadek się nie wydarzył i jakby Leon nie poznał Lary. 
Właśnie Lara... 
To właśnie ją Violetta zauważyła razem z Leonem. 
To właśnie Ona Go pocałowała. 
Jak On mógł? 
Jak On mógł zranić w tak perfidny sposób Violettę? 
Jak On mógł pocałować Larę, kiedy kochał Violettę?
Tak nie można. 
Nie ma takiej opcji. 
To nie mieści się w myślach. 
Lecz jest już za późno, i czasu nie da się cofnąć...

♠♠♠


Z zamkniętymi oczami odetchnęła. 
Już po wszystkim. 
Zaśpiewała. 
Domyślił się, czy może jednak nie?
Otworzyła oczy.
Pierwsze co zauważyła, był Leon, który pożerał ją wzrokiem, z otwartą buzią. 
Zaniepokoiła się. 
Serce zaczęło wbijać szybszy rytm, a ręce zaczęły się trząść. 
Odłożył gitarę za Siebie. 
Spojrzał na Violettę, która nie wiedziała, jaki będzie jego kolejny ruch. 
Przybliżył się bliżej brunetki. 
Spojrzał w jej czekoladowe oczy. 
Zobaczył w nich wszystko, czego tak dawno mu brakowało. 
Zobaczył ją. 
Violettę. 
Następnie jego wzrok skupił się na jej różowych ustach. 
Chciał się w nie wpić. 
Zatopić się w nich. 
Chciał ich skosztować. 
Chciał po prostu dotknąć jej ciepłych warg, które wyglądały tak pociągająco. 
Następnie jego wzrok znów powędrował na piwne tęczówki dziewczyny. 
- Violetta... - jej imię wypowiedział czule, pełen troski, radości, miłości... 
- To ty... - dodał po chwili. Po czym rzucił się na Violettę i uścisnął najmocniej jak mógł. 
- Leon... - powiedziała, kiedy trzymał ją z całych sił w jego mocnych objęciach. 
- Tak? - zapytał nadal się do niej tuląc. 
- Udusisz mnie... - powiedziała, a Leon wręcz natychmiast wypuścił ją ze swoich objęć i pociągnął ją do góry, aby wstała razem z nim. 
Uśmiechną się do niej, a w jego oczach zatańczyły iskierki szczęścia. 
W końcu przy niej był. 
Tęsknił. 
Cholernie tęsknił. 
Brakowało mu jej. 
Teraz przy nim była, i to się liczyło... 

♠♠♠

Przedstawiam Wam szósteczkę :* 
Jak się podobało? 
Może być? 
Nadaje się? 
Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim rozdziałem :* 
Jesteście wspaniali <33 
Kocham i pozdrawiam *.*

Cheryl ♥