poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Capítulo 1 ,,Zapomnieli..."


Prawda jest taka, że niektóre wspomnienia, a właściwie ich większa część zawsze zostanie w naszej pamięci, czy tego chcemy czy też nie.I bywają takie wieczory, że rozmyślasz nad wszystkim, rozmyślasz nad swoimi błędami, których nie cofniesz, nad osobami za którymi tęsknisz i nad tym jak bardzo chciałbyś cofnąć czas żeby choć na chwilę znaleźć się znów tam gdzie byś chciał.” 

♠♠♠

 Każdej nocy, gdy tak siedziała, przypominała sobie wszystko po kolei. 
Krok po kroku. 
Właśnie tamtego dnia, trafiła do szpitala. Trzy lata leżała na łóżku szpitalnym  podłączona do miliony kabli, które nawet nie wiedziała do czego służą. Dookoła niej były tylko rażące białe ściany. Lecz kiedy już się obudziła, nic nie pamiętała. 
Nic a nic. 
Swojej rodziny, przyjaciół, szkoły i... Leona. 
Kiedy ojciec Violetty usłyszał, że się obudziła, niczym torpeda wybiegł z domu i podążył do szpitala. Odwiedzał ją, pokazywał jej zdjęcia, filmiki z dzieciństwa. Dawał jej miłość, której jej tak brakowało. 
Violetta po kolei zaczęła przypominać sobie wszystko od nowa. Jej rodzinę, przyjaciół, szkołę i co najważniejsze... Leona. 
Tak samo jak to, co wydarzyło się przed jej wycieczką do szpitala. Na samo to wspomnienie z oczu Violetty popłynęły łzy. 
Zaczęła się zastanawiać. Zastanawiać się, czy nadal ją pamięta.
Czy może jednak o niej zapomniał? 

♠♠♠

Do ciemnego pokoju wszedł ojciec Violetty.  Wiedział, że jego córka nie potrafi zasnąć, kiedy zaczyna myśleć, więc tu przychodzi. Usiadł koło niej na bordowej sofie i położył rękę na jej kolano. 
Violetta odwróciła głowę, w stronę ojca, a następnie znów spojrzała na niebo pełne migoczących gwiazd. 
- Jak się czułeś, kiedy usłyszałeś, że trafiłam do szpitala?
German westchnął. 
- Jak to jak? Byłem wstrząśnięty. Nie wierzyłem w to. Każdego dnia się modliłem. Modliłem, aby twój stan się nie pogorszył. Kiedy usłyszałem, że jednak tak się stało, wpadłem w panikę. Nie wiedziałem co robić. Płakałem. Nie chciałem Cię stracić. Nie przeżyłbym. Nie wiedziałbym co robić bez Ciebie. Ale jednak. Miałem nadzieję, że twój stan się poprawi i wyzdrowiejesz. I tak się stało. Dziękowałem Bogu, że dał Ci kolejną szansę. 
- A moi przyjaciele? Francesca, Camila i Le... - nie potrafiła wymówić jego imienia. Nie kończąc słowa kontynuowała. - Jak na to zareagowali? Przejęli się? - powiedziała nadal patrząc w niebo. 
- Wiesz... otóż tak. Pierw, nie wiedzieli co się dzieję. Przyszli do mnie i zadawali pytania. Odpowiadałem na każde z nich. Przez pierwsze dwa miesiące przychodzili do szpitala, i mówili, jak bardzo im Cię brakuję. Jak chcieliby, abyś przy nich była. Lecz później... Stracili nadzieję, że wyzdrowiejesz. Przestali Cię odwiedzać w szpitalu. Zapomnieli... 
Violetta odwróciła głowę i spojrzała na ojca. 
Czyli to jednak prawda. Zapomnieli... Nie pamiętają Jej... Myślą, że nie żyje... 
-  A Leon? - przełknęła głośno ślinę. - Co z nim? 
- Nie mam pojęcia. Od twojego wypadku tutaj nie przychodził. Nie pytał o Ciebie. Nie odwiedzał Cię. Tak samo jak oni, tylko że o wiele, wiele szybciej o Tobie zapomniał... Przykro Mi. Wiedziałem, ile On dla Ciebie znaczy. 
- Mi też. Tylko... Co ze Studio? Nadal funkcjonuje? 
- Studio... Tak. Wiedziałem, że kiedyś poruszysz ten temat. Trzy dni temu, od razu po twoim powrocie do domu, dzwoniłem do Antonio. Powiedziałem mu, że z Tobą wszystko w porządku, i że już wyzdrowiałaś. Powiedział, że będziesz mogła przyjść, kiedy będziesz gotowa i że przyjmą Cię z otwartymi ramionami. 
- No nie wiem czy tak z otwartymi, skoro inni mnie nie pamiętają. 
- Na pewno, kiedy Cię zobaczą, to od razu Cię poznają. Zobaczysz... 
- Miejmy nadzieję... 
- Chcesz iść już jutro do Studia? 
- A mogę? 
- No oczywiście. No to lepiej już idź spać. Chyba nie będziesz chciała zasnąć na pierwszej lekcji, co? 
- Masz rację. - Violetta i German równocześnie wstali z kanapy. 
- Dobranoc kochanie. Śpij dobrze. 
- Dobranoc. Karaluchy pod poduchy... - powiedziała i zaśmiała się. 
Violetta weszła po schodach do swojego pokoju, położyła się na miękkim łóżku, przewróciła się na prawy bok i od razu zasnęła...

♠♠♠

Jezu...
Co to ma niby być?! 
Badziewie, i tyle tylko powiem xD 
Dobra... Eh. 
Jak wam się podobało to coś? 
Kolejny rozdział... 
Hm... Pojawi się możliwe że jutro. 
To na tyle ^^ 

Cheryl ♥

3 komentarze:

  1. Koffana Karolinko !
    Świetne powiadam wam,jako wszech mocny władca tego komentarza :*
    Nie wiem co ci się nie podoba w tym oto rozdziale.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, to znowu ja ;o :D
    Tak teraz będę Cię często odwiedzać :)
    Jeszcze raz mi powiesz że nie masz talentu, albo piszesz beznadziejnie to dostaniesz ode mnie młotkiem w głowę :D
    Wiem gdzie mieszkasz więc uważaj!
    Ten rozdział był genialny, boski, superowy, śliczny, idealny...
    Kurde, Leoś bo Ci zaraz wpieprzę (przepraszam za brzydkie słowo)
    Jak ty się tępaku zachowujesz??? A ja Cię tak strasznie kochałam ;C
    (hahaha) Nie no tak na serio, jak mogłeś zapomnieć o miłości swojego życia????
    Dobra miśka się wkurzyła -.- xDD
    Ale tak poważnie ( i teraz wszyscy robią poważne miny :D) rozdział świetny, pisz coraz więcej, rozwijaj się <333


    PS. Nie wiem gdzie mieszkasz, jeszcze :D bój się :333



    LUDZIE KOMENTOWAĆ, PRZECIEŻ TO JEST GENIALNE, RUSZYĆ TYŁKI I KOMENTOWAĆ TO ROZKAZ

    Miśka Verdas <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak słów.
    Cudo, wspaniałe, boskie, kochaaam, :3
    Mój lubiony blog <33333333333

    OdpowiedzUsuń