czwartek, 29 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce pierwsze

Miejsce te, zajęła osoba, przez którą całe moje życie się zmieniło. Bure kolory zmieniły się w kolorowe, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Właśnie dzięki TEJ osobie. Znamy się dość długo, a stała się cholernie mi bliska. Nie ma dnia, bez którego bez rozmowy z nią na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Za nami jest już parę rozmów na Skypie, a każda jest lepsza od poprzedniej. Rozmawiamy o wszystkim, co leży nam na sercu i śmiejemy się z byle czego. Mamy fazy, mamy beki, mamy odpały, ale właśnie to w sobie kochamy... Jesteśmy zwariowane, ale bardzo kruche. Wystarczy jedno złe słowo, a nasz humor może się zmienić w ciągu sekundy. Dziękuję Bogu każdego dnia, że mogłam ją spotkać. Zwłaszcza jej bloga. Dziewczyna ma wielki talent. Wielki, wielgachny, nieziemski, fantastyczny, niesamowity... Po prostu to co ona pisze... Jest magiczne. Taka młoda, a ma taki talent. Dziękuję Ci, że mi pomagasz, doradzasz, wspierasz... Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. To, jak do mnie napiszesz, sprawia mi tyle radości, że nie wiem... Wiesz co jest dla mnie najlepsze, a co nie... Znasz mnie już na wylot. Wiesz o mnie wszystko... Dziękuję Ci <3 Kocham Cię... ♥ Niektórym, może się wydawać, że zajęła ona pierwsze miejsce, bo jesteśmy przyjaciółkami i ble, ble, ble... Ale tak nie jest. Zajęła pierwsze miejsce, bo pokazała, ile serca włożyła w to, co napisała. Pokazała, że pisanie sprawia jej przyjemność i to kocha. Pokazała swój talent. Po prostu wykazała się jak najlepiej potrafiła... Pokazała w tym OS'ie swoją osobowość, serce... Dziękuję Ci, za tyle emocji, uczuć... To było zaszczytem przeczytać coś takiego... ♥ Dziękuję...

Przedstawiam wam...

Miśkę Verdas
i jej One Shot'a p.t.
,,Miłość, cierpienie, śmierć..."

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Śmierć.
Trudno jest zdefiniować to słowo.
Jest ono koszmarne.
Najpierw jesteśmy smutni, zawiedzeni.
Z czasem popadamy w depresję, nie możemy przestać.
Przyciąga Nas jak narkotyk.
Robimy rzeczy, których nie zrobił by człowiek o zdrowych zmysłach.
Popełniamy błędy.
Może i żałujemy.
Wybaczamy, albo odchodzimy.
Ale jesteśmy tylko ludźmi.
Mamy prawo do pomyłek.
Z czasem zamienia się to w coś okrutnego.
Próbujemy zniknąć.
Czujemy że świat byłby lepszy gdyby Nas nie było.
Próbujemy się zabić.
Na różne sposoby.
Łykamy tabletki, tniemy się, wbijamy nóż prosto w serce...
Samobójstwo.
Wydaje się, że to łatwe tak po prostu chcieć odejść.
Ale jest to najtrudniejsza decyzja w naszym życiu.
Cięższa niż wybór zawodu, męża czy żony.
Zaważa ona na naszym dalszym życiu, lub jego braku.
Człowiek decydujący się na to został zraniony w życiu.
Nie może się pozbierać.
To jest trudniejsze od niego. 
Silniejsze.
Jednak to wszystko sprawdza się tylko do jednego, do drugiej osoby.
Niektórzy niewiedzą co to szacunek.
Że raniąc kogoś, ta osoba nie śmieje się tak jak my.
Wmawia sobie że jest beznadziejna. 
Nic nie warta.
I zabiera najcenniejszą rzecz...
Życie.
Dar, który ofiarował Bóg.
Trudno jest używać go w odpowiedni sposób.
Często coś psujemy.
Czasami świadomie, czasami przez przypadek.
Nie jeden z Was, chociaż raz zadał sobie Co ja tu robię? 
Czy jestem godzien życia? 
Czy tego nie spieprzę?
W tym wszystkim musimy pamiętać jedną rzecz.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Staczając się, uczymy się na błędach.
Trzeba umieć podnieść się po upadku.
*********



Kolejny dzień.
Wydawać by się mogło, że jest taki jak cała reszta.
Idealny.
Nie spodziewała się niczego.
I wystarczyła tylko mała chwila.
Jedna wiadomość, która zniszczyła Jej życie.
Obróciło się ono o sto osiemdziesiąt stopni.
Jej mały świat, nagle rozsypał się na tysiąc kawałków.
I nie miał najmniejszej ochoty aby się naprawić.
Jak co roku wybrała się na badania. Wszystko szło idealnie dopóki lekarz nie wypowiedział słów, które zaważyły nad wszystkim. Nie spodziewała się tego. Piosenkarka, mająca kochającą rodzinę. Wspaniałego męża, prześliczną córkę. Jak w bajce. Ale nie ma bajek, bez potwora, który próbuje za wszelką cenę zniszczyć nam życie. Doprowadzić na do depresji. "Bardzo mi przykro, ale pani serce nie bije tak jak powinno. Będzie konieczny przeszczep." Słowa które w dalszym ciągu nie dają jej spokoju. Cały czas zadaje sobie pytanie dlaczego to ona? Czy nie dość w życiu nacierpiała? Jakie jeszcze los szykuje dla niej niespodzianki? Tak wiele tego, a brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Pustka. Nie miała pojęcia co teraz zrobi. Boi się powiedzieć Leonowi. Nie wie jak zareaguje. No bo jak by odszedł zabiłaby się od razu. Gdyby się załamał, obwiniałaby się. A gdyby został i był przy niej, miałaby poczucie winy, że nie może być wolny i mieć normalnej, zdrowej rodziny. Postanowiła nikomu nic nie mówić. Na razie. Dopóki nie znajdzie jakiegoś rozwiązania. Nie spodziewała się do czego może to doprowadzić... Ale nie może. Nie potrafi. Musi zachować to w tajemnicy. Przynajmniej na razie.


Dwa miesiące później....

Jej stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Staje się słabsza. Ta choroba wyjada z niej wszystkie siły. Wciąż nie ma dawcy. A zostało już mało czasu. Dokładnie 61 dni, odkąd dowiedziała się o swojej "śmierci". Nie powiedziała mu. No bo jak miała to zrobić? Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy i tak po prostu powiedzieć "Leon, jeżeli nie przeszczepią mi serca, umrę." Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę. Za bardzo go kochała, aby powiedzieć mu to prosto w twarz. Jednak on musi to wiedzieć. Jest jej mężem, powinien. Ma do tego prawo. To on pociesza ją gdy jest smutna, cieszy się razem z nią. Wspólnie się wygłupiają. Jest dla niej mężem, bratem, ojcem i przyjacielem w jednej osobie. Czuje, gdy coś złego się dzieje. Gdy coś jest nie tak. Nie może go już dłużej okłamywać. Musi stawić temu czoła. Rozsądnym rozwiązaniem było napisanie listu. To będzie o wiele łatwiejsze. Nie zastanawiając się długo chwyciła za długopis i kartkę.

" Drogi Leonie!
Na pewno dziwi Cię fakt, że piszę do Ciebie list. Możesz pomyśleć, że jestem dziwna, ale po prostu nie umiałam inaczej. Przepraszam. Za to, że nie mówię Ci tego w twarz. Po tym co za chwilę przeczytasz, możesz mnie znienawidzić, zostawić mnie. Ale ja to zrozumiem. Jednak chcę abyś pamiętał, że mimo wszystko kocham Cię nad życie. I zrobiłabym dla Ciebie wszystko. Jesteś moim tlenem. Bez Ciebie moje życie nie miałoby sensu. Może i kłócimy się od czasu do czasu, ale po mimo wszystko potrafimy sobie wybaczyć. Ty jesteś jedynym mężczyznom w moim życiu. To Ty jesteś na całe życie. Jesteś całym moim sercem. Chociaż nie. Bo co to za dowód, który za chwilę może przestać bić. Nie wiem, czy cokolwiek z tego rozumiesz. Ja też się w tym gubię. Ale wolę powiedzieć to teraz, póki nie jest za późno. Leonie, ja.... W każdej chwili mogę umrzeć. Moje serce nie pracuje tak jak powinno. Moje życie się kończy. Ale dla Ciebie zaczyna. Chcę abyś znalazł sobie jakąś dziewczynę, w przyszłości żonę. I żebyście razem wychowywali naszą córkę. Bądź szczęśliwy i zakochany. Zabawne. Te słowa, te zdania brzmią jak pożegnanie. Ale nie martw się. Jeszcze się zobaczymy. Obiecuję.


Na zawsze, Twoja Violetta. "
Nie była do końca przekonana czy aby na pewno dobrze robi. Ale to jedyna szansa. Inaczej mu tego nie przekaże. Schowała list do koperty podpisała jedynie imieniem "Leon" i zeszła na dół trzymając ją w ręce. Jej córka własnie spała, a mąż był w pracy. Mogła jeszcze raz przemyśleć wszystko na spokojnie. Chociaż to chyba niemożliwe. Co jeśli mnie zostawi? Przecież ja go kocham. Nawet się nie obejrzała, a minęły już trzy godziny. Przez cały ten czas siedziała na kanapie i patrzyła w jeden punkt na ścianie. 18.00. Zaraz wróci Leon. Coraz bardziej się denerwowała. Bała się. Strasznie się bała. Wiedziała że musi się uspokoić chociaż trochę, ale to było zbyt trudne. Nagle usłyszała jak drzwi się otwierają, a w nich ujrzała uśmiechniętego Leona. Gdy tylko go ujrzała zerwała się z miejsca. On powoli do niej podszedł i musnął jej policzek.
- Witaj skarbie - powiedział ukazując rządek białych zębów. Ona nic nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego. W Jej oczach ujrzał ból, smutek, cierpienie, strach. Przeraził się. Nie wiedział czym to było spowodowane.
- Vilu czy coś się stało?- zapytał głosem pełnym troski. Nie wyobrażała sobie że już nie długo może go nie usłyszeć. Że nie będzie jej przy nim. Że nie będzie jej pocieszał, tulił na dobranoc. Szeptał jej miłych słówek. Że już nigdy go nie pocałuje, nie przytuli. Że nie będzie mogła mu powiedzieć jak bardzo go kocha i potrzebuje. Że jest Jej całym światem. Mimowolnie po Jej policzku spłynęła jedna parząca łza pełna rozpaczy. On coraz bardziej się martwił. Nie miał pojęcia co się wydarzyło. W Jego głowie rodziły się straszne scenariusze. Ale nie spodziewał się, że to będzie aż takie bolesne.
- Violetta powiedz coś. Martwię się. - znów cisza, która tak strasznie go raniła - Słyszysz?! - tym razem krzyknął. Było to spowodowane wszystkimi emocjami jakie rodziły się u niego w środku. Ona w dalszym ciągu nie odpowiadała. Nie pewnie wyciągnęła rękę z kopertą w Jego stronę. Chłopak zdezorientowany całą sytuacją zabrał ją od dziewczyny. Przeczytał na niej swoje imię i delikatnie otworzył. Gdy miał już zacząć czytać zawartość listu Violetta dotknęła jego ręki.
- Usiądź - powiedziała patrząc w Jego oczy. On zrobił to, o co go prosiła. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie przeczytał. Po Jego policzkach spływały łzy. Tak właśnie. Leon Verdas płakał. Spojrzał na ukochaną.
- Przepraszam - szepnęła niemalże niesłyszalnie. Ale on to usłyszał. Pokręcił przecząco głową, zabrał kawałek papieru i wybiegł z domu. Nie wiedział celu. Biegł przed siebie. Chciał uciec od problemów. Jak najdalej. Nie był w stanie pogodzić się z tym, że Jego całe życie może tak po prostu odejść. Czym zawiniła że los tak okrutnie ją potraktował? Czym on zawinił? Chcieli stworzyć kochającą i szczęśliwą rodzinę. Co im na to nie pozwoliło? Czy zrobili coś złego? Nie! To przypadek. Jeden na sto. Pech.
Nawet nie zauważył gdy dotarł na ławkę. Wydawała się nie różnić od pozostałych. Ale miała w sobie coś niezwykłego. To była ich ławka. To tutaj się poznali. To w tym miejscu pierwszy raz ją pocałował. W tym miejscu dowiedział się że zostanie ojcem. To tutaj zgodziła się zostać Jego żoną.


Tak dużo wspomnień. Ona cała. Jej dotyk, smak. Każdy detal. Nigdy tego nie zapomni. Jest drugą najważniejszą kobietą w Jego życiu. I nic, ani nikt tego nie zmieni. Nawet jakaś głupia choroba.

"Leonie, ja.... W każdej chwili mogę umrzeć. Moje serce nie pracuje tak jak powinno. Moje życie się kończy. Ale dla Ciebie zaczyna. Chcę abyś znalazł sobie jakąś dziewczynę, w przyszłości żonę. I żebyście razem wychowywali naszą córkę. Bądź szczęśliwy i zakochany."


Słowa które bez przerwy chodziły po Jego głowie. Nie rozumiał jak w ogóle mogła napisać żeby znalazł sobie kogoś innego. Przecież doskonale wie że jest jedyna. Miłość. Pierwsza, ponad śmierć. Czyżby zapomniała o najpiękniejszym przykładzie tego wszystkiego? Czy nie pomyślała o ich córce? W końcu to ona jest owocem ich miłości. Nikt inny, Ona.

Musiał z nią porozmawiać. Teraz. Na pewno było jakieś rozwiązanie. Musiało być. Był zdeterminowany. Zrobiłby dla niej wszystko... Zerwał się z miejsca i szybko pobiegł w stronę domu. Dopiero teraz uświadomił sobie że zostawił ją bez żadnego słowa. Musiał to przemyśleć na spokojnie. Ale nic Jej nie powiedział. A jeżeli jest już za późno? Jeśli ona już nie żyje? Jak nie wytrzymała.... Czuł jak Jego oczy zastępują szklanki. Miał ochotę rozpłakać się jak małe dziecko które nie dostało wymarzonej zabawki. Ale musiał być silny. Dla niej, dla nich. Na miejscu był w dziesięć minut. Wpadł do domu i zobaczył ją leżącą na Ziemi. Podbiegł do niej i sprawdził czy oddycha. Żyła. Nie myśląc długo zadzwonił po pogotowie. Zabrali ją niestety Jego nie mogli. Takie były procedury. Zadzwonił po Francesce aby zaopiekowała się Martiną. W między czasie zadzwonił po taksówkę. Nie był w stanie prowadzić. Przez całą drogę pośpieszał kierowcę, wydzierając się na niego. Gdy tylko dojechali wybiegł z auta i skierował się do ogromnego budynku. Zaczepił ordynatora dyżuru.
- Panie doktorze co z Violettą?
- Pan Leon Verdas?- zapytał lekarz.
- Tak- odpowiedział szybko i pewnie.
- Proszę za mną...
Szli przez długi korytarz aż dotarli do małego białego pomieszczenia. Widniała na nim tabliczka "Ordynator szpitala" - Proszę niech pan siądzie.- zaproponował lekarz.
- Nie dziękuje, co z nią?- zapytał lekko poddenerwowany szatyn- Tylko niech pan od razu przejdzie do sedna.
- Dobrze, więc z panią Violettą nie jest za dobrze.- mówił to wolno ze spokojem.
- Ile Jej zostało, w razie gdyby nie pojawił się dawca?- spytał wprost chłopak.
- Trzy dni.
- A czy mogę ją zobaczyć?
- Tak oczywiście proszę za mną.
Zatrzymali się tuż przed salą 365.
Wahał się.
Nie wiedział czy jest na tyle odważny.
Ale przecież Jej nie zostawi.
No dalej rusz się debilu. W końcu to z Twojej winy.
Nacisnął niepewnie klamkę i wszedł to pomieszczenia. Podszedł bliżej.
Leżała cała blada z lekkim uśmiechem, patrząc na sufit.
Usiadł na krzesełku obok łóżka i ujął Jej rękę.
Ona tylko spojrzała na Niego swoimi zapłakanymi, opuchniętymi czekoladowymi oczami.
Czuł jak wielka gula staje mu w gardle nie pozwalając wydusić ani jednego słowa.
Nie odzywali się do siebie jedynie patrzyli.
Byli w amoku jeszcze pięć minut.
Gdy nagle Leon zaczął niepewnie. 
- Vilu... Ja przepraszam. Nie chciałem żebyś pomyślała że Cię zostawiam. Po prostu musiałem to wszystko na spokojnie przemyśleć. Zrozumieć i...- chciał dokończyć ale Ona się wtrąciła
- Pogodzić się z tym- powiedziała bezsilnie.
- Nie prawda!- krzyknął- Nawet tak nie mów, nigdy się z tym nie pogodzę, nigdy. Kocham Cię i nie pozwolę Ci odejść rozumiesz? Będę walczył, my będziemy walczyć- powiedział uciszając swój ton.
Uśmiechnęła się do niego lekko. 
- Ja Ciebie też.- szatyn delikatnie musnął jej miękkie wargi. Czuł jakby cały chłód który obarczał Jej ciało przeszedł na niego. A ona poczuła się zdrowa.Tylko on potrafił to zrobić nikt więcej.
- Leon?...- zapytała
- Tak?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Za ile umrę?- nie spodziewał się że coś takiego powie. Myślał że nie będzie musiał udzielać Jej takiej odpowiedzi. Nie chciał, była dla niego bardzo ważna.
- Nie pozwolę Ci na to, nie pozwolę.- odpowiedział troskliwie.
- Proszę.. Obiecaj mi coś- wyszeptała.
- Wszystko.
- Pamiętaj o mnie, proszę.
- Nigdy nie zapomnę. Obiecuję.- po Jego policzku spływały łzy.
- Wiesz kochanie muszę już iść, przyjdę jutro. Kocham Cię najmocniej na świecie- powiedział.
Ona w odpowiedzi pocałowała go namiętnie. Pocałunek trwał dopóki nie zabrakło im powietrza.
- Ja Ciebie też.- wyszeptała mu to prosto w usta. Przyjemny dreszczyk przeszedł przez całe Jego ciało.
Gdy tylko wyszedł skierował się do domu. Jak już dotarł w progu ujrzał zdenerwowaną Francesce. Martwiła się. W końcu chodziło o Jej przyjaciółkę. Nie zadawała zbędnych pytań gdy zobaczyła jego oczy. Po prostu go przytuliła i poszła.
Załamany udał się do pokoju Martiny. Ujrzał ją śpiącą. Na sam widok lekko się uśmiechnął. Potem poszedł się wykąpać. Chciał pod prysznicem zmyć z siebie wszystko. Cały dzisiejszy pechowy dzień. Aby to się nigdy nie wydarzyło. Po umyciu się, położył się do ich wspólnego łóżka. Nie mógł zasnąć. Wąchał jej poduszkę. Tak ślicznie pachniała, nią. I możliwe że za parę dni już więcej nie poczuje Jej perfum. Nie zobaczy Jej... Dość długo nie mógł zasnąć. Starał się znaleźć jakieś rozsądne rozwiązanie. Chciał coś zrobić. Aby przeżyła. Może znajdzie się dawca? Przecież jest pierwsza na liście. Myślał...

*********

Następnego dnia przyszedł do Niej z samego rana. Śmiali się, wygłupiali. Rozmawiali i całowali. Nikt im nie przeszkadzał. Chcieli być szczęśliwi. Mieć siebie. Nawzajem. Cieszyć się swoją bliskością. Ale w środku oboje się bali. Wciąż nie było dawcy. Po mimo że Ona nie wiedziała kiedy miała odejść czuła to. Nie chciała tego okazywać ale była coraz słabsza. Jednak szatyn za dobrze ją znał. Wiedział kiedy jest smutna, wesoła, zła.. Nie ważne co by się wydarzyło tylko On potrafił ją pocieszyć.
Nawet nie zauważyli gdy zrobiło się późno. 
- Przyjdziesz? Obiecujesz?.. 
- Tak. Na pewno. Ale wieczorem, muszę iść z małą do lekarza na badania.
- Pozdrów ją ode mnie. 
- Dobrze. Żegnaj słońce.
Na pożegnanie namiętnie ją pocałował. Jakby chciał w tym pocałunku przekazać wszystkie swoje uczucia jakimi nią darzył. 
- Kocham Cię Violetto i nigdy nie przestanę. Nic nas nie rozdzieli.- Musną Jej policzek. I już miał odchodzić gdy cofnął się i posłał w Jej stronę najpiękniejszy uśmiech na świecie. 

Dzień później szatynka strasznie się nudziła. Nie mogła się doczekać aż zobaczy swojego ukochanego. Aż posmakuje Jego ust, przytuli się do niego.Nieoczekiwanie do sali wpadł rozpromieniony lekarz.
- Mamy dawcę!- krzyknął na całą salę- Proszę przygotować pacjentkę do operacji- to zdanie skierował do pielęgniarki która właśnie weszła na salę. 
- Dobrze.- odparła. 

~~ Pół godziny później ~~

Słyszysz Leon? Będę z Tobą, już do końca życia. Były to ostatnie słowa które pamiętała. Potem już tylko sen. Głęboki sen. 

- Halo, pani Violetto słyszy mnie pani?- usłyszała dobrze znany Jej głos.
- Tak, tak ale gdzie jest Leon?- spytała osłabiona.
- Pan Verdas on.... Prosił przekazać pani tą kopertę.
Mężczyzna przekazał niebieską kopertę dziewczynie na której widniało Jej imię po czym wyszedł z pomieszczenie.
Niepewnie ją otworzyła i zaczęła czytać jej zawartość.

" Słońce!
Na samym początku chcę abyś wiedziała że strasznie Cię kocham. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Jeżeli czytasz teraz ten list to znaczy że operacja się udała. I żyjesz. Zapewne zauważyłaś że mnie przy Tobie nie ma. Ale część mnie tam jest. Nie chodzi mi tu o duszę. Proszę Cię, zrób coś. Dotknij serca. Słyszysz? Ono bije, tylko dla Ciebie. Tak to moje serce. Musiałem to zrobić. Nie przestanie. W końcu jesteś moim całym życiem. Nie mogłem pozwolić Ci abyś odeszła. Nie przetrwałbym tego. Pamiętaj o mnie. Wiedz że Cię kochałem. I będę tak długo, jak Twoje nowe serce będzie biło. W przyszłości się spotkamy, obiecuję Co to. Po mimo wszystko będę przy Tobie. Zawsze. Nasza miłość była prawdziwa, jedyna. Wciąż kwitnie. Oddając część siebie Tobie chciałem pokazać Ci że jesteś całym moim światem. To że Ciebie spotkałem jest najpiękniejszą rzeczą w moim życiu. A bez Ciebie to nie miałoby sensu.Ta decyzja nie była łatwa. Myślałem nad tym długo. Zrobiłem to co czułem. Nie to co uważałem za słuszne, tylko szedłem za głosem serca. Nigdy nie zapomnę Twojego dotyku, smaku Twoich ust, Twojego ciała, głodu, twarzy. Całej Ciebie. Kocham Cię.... Pożegnałem się już z wszystkimi, i tak jak obiecałem że wrócę to wrócę. Kiedyś się spotkamy. Nasza miłość będzie wieczna. 
Twój i tylko Twój Leon :* "

Zaczęła płakać. Odszedł. Pokazał jak bardzo ją kocha. Ale Ona tak nie chciała. Wolała aby żył. 
-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Krzyczała na całą salę. Do pomieszczenia od razu wbiegła grupa lekarzy.
- Pani Violetto proszę się uspokoić, to niebezpieczne. 
Ona krzyczała jeszcze bardziej.


Miłość która zwyciężyła wszystko.
Miłość prawdziwa.
Pomimo śmierci wygrali.
Teraz, są niezwyciężeni. 
Kochają się.
Są razem. 
Nikt ani nic już nigdy ich nie rozdzieli.
Nigdy. 
" Idę do Ciebie Leon "
Raz, dwa, trzy...



♠♠♠♠

Płakałam, kiedy czytałam to jeszcze raz... Coś niesamowitego. Tyle uczuć... Nieprawdopodobne. U góry już wiecie, co ja o nim myślę, więc nie muszę powtarzać jeszcze raz...
Mam nadzieję, że zgadzacie się ze mną, że ten oto właśnie One Shot powinien zająć pierwsze miejsce. Zasługuje na to w stu procentach. A teraz proszę was o wieeelkie brawa, dla Miśki i jej OS.
Dałaś z siebie wszystko. Pokazałaś, że masz talent. I nigdy, ale to nigdy nie możesz się poddawać. Musisz pisać dalej. Robisz to świetnie, i mam nadzieję, że czujesz w środku, że pisanie jest tym, co kochasz. Kochanie, dziękuję Ci, za udział w konkursie ♥ Nawet nie wiesz, jak ja bardzo czekałam, aby przeczytać twój One Shot. Aha ^^ I jeśli będziesz chciała, będziesz mogła opublikować swojego cudownego One Shota na twoim blogu :* To chyba tyle, w sprawie One Shota i zwyciężczyni ^-^

Konkurs właśnie dobiegł końca. Dziękuję, za wszystkie przesłane mi prace <3 Cudownie się je czytało, a jeszcze trudniej było ustalić, które miejsce on zajmie. Każda praca była wspaniała na swój sposób. Byłam mega zaskoczona, że w ogóle ktoś wziął w nim udział, i że się odbył! <3 To tylko dzięki wam :* Dziękuję... ♥

One Shot part 3.... Pojawi się jutro o 08.00. Wiem, że wcześnie, ale w piątek o 10.00 jadę, i nie będzie mnie trzy dni (weekend + poniedziałek). Dlatego chcę, aby coś się pojawiło, kiedy mnie nie będzie. OS jest już napisany, więc nie muszę się stresować z pisaniem. To chyba na tyle z mojej strony :*

Dziękuję wam jeszcze raz ♥

Cheryl ♥





wtorek, 27 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce drugie

Od razu chciałabym wam powiedzieć, że was bardzo przepraszam... ;ccc
Do domu przyszłam około 18.15 i dopiero o 18.30 włączyłam laptopa. 
Przepraszam... Wybaczycie mi, czo? *-* 
Dobsz, nadszedł czas, aby przedstawić wam miejsce drugie, które zajęła...

Nina Verdas!

Wielkie brawa kochanie :*
W zupełności zasłużyłaś <3333

♠♠♠

Pamiętam ten najlepszy tydzień mojego życia. Połapałam się, że jest ważny dopiero wtedy, kiedy było za późno. Byłam wściekła na siebie, bo byłam głupia. Strasznie głupia. Nie myślałam wtedy, żeten chłopak może być kimś ważnym w moim życiu.Wszystko zaczęło się jednego normalnego szarego poniedziałku. A potem, kiedy niedziela przyszła, mój szczęśliwy tydzień minął. Tydzień. 7 dni, 168 godzin, 10 080 minut oraz 604 800 sekund.
Kiedy to wszystko runęło, czułam jak przestaję oddychać, a moje serce się powoli łamię. Wtedy sobie uświadomiłam jak ważny w moim życiu jest ten Włoch.
Federico.
Za każdym razem jak słyszę to imię, czuję jak po raz tysięczny moje serce płaczę a moje płuca przestają się ruszać. Czasami czuję jak mnie obejmuje w nocy jak śnią mi się koszmary i mówi mi żebym się nie bała. Zasypiam potem bez problemu, chociaż czasami opowiadam mu o moim życiu. On nie ma nic do powiedzenia mi, ale razem czujemy się swobodnie. Kiedy już się budzę, płaczę. Cichutko, tak żeby nikt mnie nie słyszał i pomyślał, że jestem zwariowana. A może już tak myślą?
Czasami widzę go wśród uczniów w naszej szkole. Krzyczę wtedy do niego, ale on mnie nie słyszy. Wszyscy znają Federica Pasquarelliego i wiedzą co się z nim stało. Ale moja szkoła jest pełna idiotek, które siedzą sobie w kącie i chichrają się jakby nie miały nic lepszego do roboty. Mam 17 lat i przyzwyczaiłam się do wrednych dziewczyn, które myślą, że są lepsze od wszystkich.
Już 5 miesięcy minęło od tamtego pięknego tygodnia. 
A co się działo takiego pięknego?
To już inna sprawa.

♠♠♠



Dzień pierwszy - Początek.

Poniedziałek jak poniedziałek. Nic specjalnego, nic nowego. Miałam wtedy trudny okres, bo mój ojciec umarł na raka a mama w ogóle mnie nie rozumiała. Pamiętam te wszystkie wyprawy z moim tatą, jak chodziliśmy do lasu i pływaliśmy w jeziorze. Wycieczki w weekendy kiedy nikt nam nie przeszkadzał. Widziałam potem, że coś jest z moim tatą nie tak. Jednego dnia zemdlał. Moja wina. Czy ja wszystko robię źle? Mogłam powiedzieć mamie, że coś jest nie tak z tatą i wtedy by go zabrała do lekarza, ale nie. Ludmiła zawsze musi coś źle zrobić.
Przychodziłam do niego do szpitala codziennie po szkole, a w weekendy siedziałam przy nim prawie cały dzień. Opowiadał mi różne historie, które przypominały mi czasy kiedy byłam małą dziewczynką i bałam się potwora w szafie. A potem jednego dnia maszyna koło taty zaczęła piszczeć i przybiegli lekarze. Zaczęłam krzyczeć, wyrywać się, lecz na marne. Wyciągnęli mnie z sali. Waliłam w drzwi dopóki nie miałam już siły. Kiedy moja mama przyjechała po mnie, zobaczyła w jakim jestem stanie i pozwoliła mi nie iść do szkoły następnego dnia. Rano zadzwonił do nas lekarz.
- Przepraszamy, ale nie mogliśmy go uratować... - pamiętam dobrze te słowa. Często słyszę je w głowie i w moich snach. Kiedy po raz ostatni zobaczyłam mojego ojca, był blady jak kreda, nie był pełny życia tak jak zawsze. 
Nauczyciele mi współczuli, więc nie obchodziło dyrektorkę to, że patrzyłam bezsensownie na długie brudne ulice za oknem zamiast słuchać jej wypowiedzi. Nie zareagowałam nawet kiedy jakiś nowy uczeń usiadł koło mnie. Teraz tak bardzo tego żałuje.
- Cześć, jestem Federico. - powiedział brunet na przerwie. 
- Aha. - westchnęłam i jadłam dalej moje chrupki.
Nasze pierwsze spotkanie nie było zbyt udane, lecz on nie dawał za przegraną. Kiedy moja książka upadała, on ją podnosił i się do mnie uśmiechał. I tak przez cały dzień. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i po paru godzinach zapomniałam jak ten chłopak się nazywa. 
Jak szłam do domu zaczepiał mnie i chciał pogadać. Kiedy zadawał mi pytania typu "Jak się masz?" lub "Co lubisz robić" ja odpowiadałam zwykłym "Hmmm". Odpuścił sobie dopiero jak doszliśmy do mojego domu. Prawdę mówiąc, przez chwilę myślałam, że będzie czekał pod moim oknem całą noc, ale widziałam jak znika pośród setek innych ludzi.



 Dzień drugi - Wątpliwości.

Kiedy usłyszałam pikanie mojego budzika, zdziwiłam się. Zazwyczaj budził mnie tata i mówił:
- Obudź się kochanie, bo już nowy dzionek wstaje.
Nagle powróciłam do prawdziwego świata, gdzie mojego taty nie było, a cały następny dzień czekał tylko żeby mnie rozwalić. 
W szkole nie mogłam się skupić, bo to był przecież mój pierwszy tydzień w tej dziurze kiedy wiedziałam, że tata nie będzie na mnie czekał w domu.
Tata był bezrobotny, ale utrzymywała nas mama, bo miała jakąś "dobrą" pracę w biurze. Jeśli mam być szczera to muszę powiedzieć, że nigdy się nie interesowałam za bardzo mamą, więc nie wiedziałam czym się zajmuje. To było najbardziej bolesne - nie dość, że mój ojciec umarł, to jeszcze mieszkam sama z jakąś kobietą, którą nie interesuje moje życie, a ja nie interesuję się jej. Czasami jest mi dziwnie, bo mama nie wraca z pracy aż do 17:30 więc muszę sama siedzieć w domu. Nawet jak wraca to powie tylko "Co tak głośno puszczasz tą muzykę?" albo "Ach, ta Ludmiła. Pewnie uciekła z domu, bo w ogóle jej nie słyszę". 
- Ludmiło! Idziemy na przerwę? - chłopak zaczął pstrykać palcami przed moimi oczami. Czy już mówiłam, że nienawidzę jak ktoś mi tak robi? 
Czasami godziny w klasie mi się dłużyły w nieskończoność, a czasami mijały tak szybko, że nie połapywałam się, że już się skończyły. Włoch siedział koło mnie na każdej lekcji, bo nikt nie chciał być koło Ludmiły Ferro, a w klasie nie było innego wolnego miejsca. 
Zastanawiam się jednak, czy Federico siedziałby koło mnie gdyby miał inne wyjście? 
Niemożliwe, a może jednak?




Dzień trzeci - Piosenka.

Na geografii w końcu popatrzyłam na tego chłopaka. Po raz pierwszy widziałam te iskierki entuzjazmu w jego brązowych oczach a jego uśmiech budził we mnie niepokój. To było dziwnie uczucie, bo gdy odwrócił się i popatrzył na mnie, od razu serce zaczęło mi szybciej bić a jak popatrzyłam w jego oczy od razu odwróciłam się i nie wiedziałam co zrobić. 
- Wszystko ok? - jego szept był dziwnie przyjemny, a ja dopiero wtedy zauważyłam jak piękny jest jego głos. Nie wiem dlaczego, ale już w tamtym momencie pomyślałam, że uwielbia muzykę i śpiew. Miałam racje. 
Kiedy przerwa się skończyła, weszliśmy do klasy a nauczycielka zapytała czy ktoś umie grać na jakimś instrumencie. Jego ręka jako pierwsza powędrowała do góry, i to właśnie jego wybrała nasza pani. Kiedy wziął gitarę, która była w kącie popatrzyłam jak ją stroi, a na jego twarzy było widać skupienie i determinację. Zaczął grać pierwsze nuty a po chwili zaczął śpiewać piękną piosenkę. Opowiadała o tym, jak bardzo chciałaby wyznać to co czuje, ale nie wie jak. Patrzył na mnie przez całą piosenkę, ale to mnie obchodziło. Nie czułam niczego gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Wszyscy zaczęli klaskać kiedy skończył grać, a nauczycielka mu pogratulowała. 


Dzień czwarty - Załamanie.

Federico przyszedł do mnie rano i razem poszliśmy do szkoły. Czułam, że coraz bardziej go lubię. Nie do końca go słuchałam, ale dowiedziałam się trochę o nim. Teraz chciałabym wiedzieć o nim więcej, ale i tak rozmawiałam z jego mamą kiedy już się pozbierała. 
W szkole było okropnie, bo przypomniało mi się, że tata opowiadał mi o tym, że pojedziemy kiedyś do Paryża, a właśnie się uczyliśmy o tym mieście. Zaczęłam płakać i zwymiotowałam na moje książki, więc poszłam do domu wcześniej niż zwykle. Wszyscy myśleli, że jestem ohydna i tylko Fede poszedł za mną do toalety. Podał mi szmatkę i wziął mnie za rękę po czym zaprowadził mnie do dyrektorki. Mama odebrała mnie i zaczęła marudzić, że musiała tak długo prosić swojego szefa, żeby jej pozwolił pójść po swoją córkę. Nie słuchałam jej, bo myślałam o tekście piosenki, którą słyszałam poprzedniego dnia. 
"- Kiedy będziesz gotowa, ja będę na ciebie czekać, i nigdy nie zapomnę o tobie."


Dzień piąty - Uśmiech.

Poszłam do szkoły bo nie miałam nic do robienia w domu, a poza tym była rocznica naszej szkoły czy coś takiego i w szkole robiliśmy same "przyjemne" rzeczy. Dyrektorka była taka dumna, a nas to nie obchodziło, że nasza szkoła przeżyła tyle lat. Nie dostaliśmy pracy domowej, co było wielkim plusem, bo nie chciałam nic robić tylko się położyć i zasnąć a potem obudzić się w poniedziałek. Nic nie chciało mi się robić, nawet grać na moim cudownym fortepianie na którym grałam każdego dnia po szkole. Wszyscy się przepychali gdy zadzwonił dzwonek i wszyscy wiedzieliśmy, że już możemy iść do domu. Jako jedyna szłam wolno w stronę wielkich drzwi szkolnych i nie przejmowałam się, że nie zdążę się ubrać na imprezę Emmy, najpopularniejszej dziewczyny w szkole, chociaż ta laska i tak mnie wtedy nie zaprosiła. Emma myśli, że jest o wiele lepsza ode mnie tylko dlatego, że jej rodzice są bogaci. Tak naprawdę ona jest największą idiotką, która jest wart tyle, co jej nowa głupia torebka. Jej chłopacy lecą na nią tylko dla pieniędzy. Taka właśnie jest moja szkoła. Nie ma nikogo kto by się zakochał na poważnie, wszyscy chłopcy skaczą z jednego kwiatka na drugi. Najdłuższy związek trwał 3 tygodnie, co jest trochę przerażające. 
Po długiej rozmowie z Federico doszłam do domu i po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęłam. 


Dzień szósty -  Miłość.

"Wiem, że pewnie śpisz, ale chcę żebyś wiedziała co myślę o tobie. Uśmiechnij się Ludmiło, bo wtedy wyglądasz jeszcze bardziej idealnie. -Federico", przeczytałam o 7:00 rano. Zdecydowałam, że pójdę do niego do domu, bo zdałam sobie sprawę, że ten chłopak robił dla mnie wszystko. Mama spała jak trup więc mogłam po prostu wyjść z domu i pójść gdzie chcę. Czułam się dziwnie kiedy już doszłam do jego domu ale zapukałam i po chwili otworzyła mi bardzo ładna pani. 
- Jest tu Federico? - spytałam.
- Ludmiła? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, 
- Tak.
- Fede cały czas o tobie mówi. Chłopak dobrze wybrał.
A gdy poszliśmy do wesołego miasteczka, widziałam jak on na mnie patrzył, tak... Inaczej. Cały czas się zastanawiałam o co chodziło jego matce, i nie rozumiałam dlaczego Federico cały czas o mnie gadał. Nie wiedziałam co miłość może zrobić z człowiekiem. Spędziliśmy cudowny dzień - a gdy Włoch mnie odprowadził do domu powiedział, że chcę się ze mną spotkać następnego dnia o 20:00. Obiecałam mu, że tam będę. Czułam, że to był najlepszy dzień od czasu gdy mój tata umarł. Teraz wiem, że to był mój ostatni szczęśliwy dzień w moim życiu.


Dzień siódmy - Koniec.

"Zabiorę cię tam, gdzie pójść nie możesz, bo przecież razem możemy więcej". Pisałam piosenkę a słowa same wchodziły mi do głowy. Chciałam ją potem pokazać Fede, bo pomyślałam, że on skomponuje muzykę i razem ułożymy tą nową piosenkę. Chciałam mu zaimponować. Bardzo lubiłam Federico i nie wiedziałam dlaczego nie lubiłam go na początku tygodnia.
Wieczorem strasznie się cieszyłam i w podskokach poszłam do parku. Włocha tam nie było, a po chwili zaczęłam wątpić czy w ogóle przyjdzie. Rozchmurzyłam się gdy zobaczyłam jak idzie w moją stronę. Pobiegłam do niego i objęłam go, po czym zaczęłam się śmiać. On zrobił to samo, i po chwili rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele. 
Jednak po chwili zrobił coś niezwykłego, coś czego nie myślałam, że kiedykolwiek zrobi.
Pocałował mnie.
Nasze ręce się złączyły, a ja ścisnęłam jego dłonie. Wszystko wyjaśniliśmy sobie jednym pocałunkiem. 
A kiedy już nie czułam jego ust na moich, nie otworzyłam oczu, tylko myślałam o tym, co się stało.
To był taki wielki błąd.
Usłyszałam pisk opon, a potem jego krzyk.
Otworzyłam oczy.
Wydałam z siebie najstraszniejszy wrzask, pełen bólu, cierpienia i wściekłości. 
Wszyscy próbowali mnie uspokoić, lecz ja wyrywałam się i nie dałam im zabrać Federico. Nie mogłam jasno myśleć i nie chciałam go zostawić. Kiedy jednak udało im go wsadzić do karetki, położyłam się na ziemi i płakałam.

"The chance you've missed,
the love you lost.
The boy you love,
is gone.."

Ten straszny dźwięk. Ten pisk, który oznajmia, że kolejna dusza została odebrana od człowieka. Słyszałam go już dwa razy, za każdym razem ten dźwięk ranił mnie strasznie. Rozwalał mnie od środka, a ja nie robiłam nic a nic, tylko płakałam. Byłam bezradna. 
I właśnie dlatego nienawidzę samej siebie.

♠♠♠

Może kiedyś przeczytaliście ten One Shot na innym blogu, i wiem, wiem... 
Praca, którą mieliście wysłać, nie mogła być opublikowana na żadnym innym blogu, ale... 
Zawsze musi być to "ale" -.- 
Nina bardzo chciała wziąć udział w konkursie. Mówiła, że ma plan, ale że nie zdąży napisać, na odpowiedni czas, przez co pozwoliłam jej, aby wysłała mi swoją starą pracę. 
Wybaczycie to mi i Ninie? ^-^

Co do parta... 
Jest piękny. Płakałam, kiedy go jeszcze raz czytałam. 
Tyle włożyłaś to wysiłku, emocji, sił, uczuć... Wspaniałe. Jesteś... Kimś, kto ma talent i chcę się wykazać. Umiesz pisać, kochasz to... Nie możesz się poddawać, obiecujesz mi to kochana? <3 Jestem pod wrażeniem, że umiesz tak wspaniale pisać i że masz taki wieeeeeelgaśny talent. Gratuluję zajęcia drugiego miejsce, gdyż zasługujesz na nie w stu procentach! 
Mam rację kochani? 
Moim zdaniem Ninie należą się wielkie brawa, nie uważacie? :* 
Dziękuję Ci, że chciałaś wziąć udział w konkursie i za wysłanie tej cudownej pracy <3

Już w czwartek ukaże się zdobywczyni pierwszego miejsca...
Czekamy? <3

Cheryl ♥


niedziela, 25 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce trzecie

Niedziela. Godzina 15:00. To jest pora, aby przedstawić wam pracę, która zajęła trzecie miejsce na podium. Jest to świetna Miniaturka, pokazująca masę uczuć. W tak krótkim opowiadaniu, może być tyle emocji, uczuć... Dziękuję Ci, za tą piękną miniaturkę ♥ Podbiła ona moje serca. Dziękuję Ci za tyle emocji, i łez... Zobaczycie sami... :*
Przedstawiam wam...

PATRYCJĘ BROOKS
i jej miniaturkę
"Lalka"

♠♠♠

Muzyka

"Każda chwila bez miłości jest chwilą straconą"


Znowu to samo. Kolejny pracowity i wyczerpujący dzień. Nie wytrzymywała oblężenia   przez nachalnych reporterów. Najchętniej całymi dniami siedziałaby w domu, ubrana w wygodne dresy i zajadała się masłem orzechowym, ponieważ tak powinno wyglądać życie dziewczyny w jej wieku. Niestety ona musi mieć inaczej.Ale być modelką, to nie lada wyzwanie.Przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, prawda? Codziennie sesje, wybiegi, wywiady, gale. Panienka Torres nie ma czasu wolnego. Gdzie miejsce na leniuchowanie, oglądanie telewizji, czy wypady do pobliskiej knajpy z przyjaciółmi? No właśnie. Przez swoją prace straciła wszystko co miała. Straciła miłość, miłość jej życia.

Zmęczona, pozwoliła sobie na chwilę relaksu. Weszła do wielkiej wanny, po czym wsypała do wody sól relaksującą. Na inny odpoczynek nie mogła sobie pozwolić. Camila zamknęła oczy, by zrzucić cały ciężar z minionego dnia. Jednak jej uwagę przykuła mała lalka, która siedziała na parapecie. Patrzyła się na nią z hipnotyzującym smutkiem w oczach. Po chwili wszystkie wspomnienia i przeżycia wróciły… 

- Nie zostawisz mnie? – spytał dla pewności.
- Ja cię nigdy nie zostawię. Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. – powiedziała i delikatnie musnęła jego policzek.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.


Wracając myślami do tamtego dnia, uroniła jedną samotną łzę. Niewiarygodne, jak jedna chwila, jeden moment, jeden dzień, jedna osoba i jeden SMS może zmienić nasze życie na zawsze.


- Andres… Będę musiała wyjechać. – oznajmiła, nie patrząc mu w oczy. Wiedziała, że kiedy w nie spojrzy, jej serce rozbije się na milion malutkich kawałeczków. Miała świadomość, że bardzo to go zaboli, że nie będzie chciał z nią rozmawiać, że go mocno zrani.
- Ale… Dla - dlaczego? – wyjąkał. Do oczu napływało już mu pełno łez, łez tęsknoty, smutku i żalu. Przecież obiecywała, że go nie zostawi! A jednak… Nie dotrzymała danej obietnicy. Życie pisze dla nas różne scenariusze. Wiedział już, że będzie mu trudno się z tym pogodzić.
- Wyprowadzam się do Mediolanu – miasta mody. Nie mam innego wyjścia. Tam będzie lepiej rozwijała się moja kariera. Przepraszam… - powiedziała i zacisnęła powieki. Dla niej też to było trudnebardzo trudne, ale nie mogła zrezygnować z modelingu. Nie pozwalała jej na to sytuacja finansowa, w której obecnie się znajdowała.
- Co mi po tym twoim „przepraszam”?! – wiedziała, że tak będzie. Jej ukochany wybuchnął złością. W sumie to się mu nie dziwiła. Nie wiadomo, czy nie zrobiłaby tego samego. – Obiecywałaś mi! Co się z tym stało?! Mówiłaś, że nigdy mnie nie zostawisz! I co?! Okłamałaś mnie!
- Kochanie, ale to nie tak…
- Serio? A jak?! No wytłumacz mi, proszę! – krzyczał, nie powstrzymując przy tym łez. Nagle zastała grobowa cisza. Nie wiedziała jakich słów ma użyć. Nie wiedziała w jaki sposób ma się przed nim usprawiedliwić. – Powiedź prawdę! Twoja kariera jest ode mnie ważniejsza, tak?!
- Nie, nigdy! Kocham Cię!
- Gdyby tak było, nie posunęłabyś się do tego. – powiedział z przyszywającym bólem serca.
- Przecież możesz jechać ze mną. – wyjąkała.
- Mam zostawić rodzinę, pracę, przyjaciół? Mam zostawić Buenos Aires? Niedoczekanie. W przeciwieństwie do ciebie, dla mnie najbliżsi coś znaczą. – oznajmił.
- Nic nie rozumiesz.
- I nie chcę zrozumieć. Z nami koniec. Powodzenia w nowym, lepszym życiu. – powiedział. Do oczu Camili napłynęło tysiące łez. Spojrzała w jego stronę i ujrzała męską sylwetkę, która z sekundy na sekundę oddalała się już coraz bardziej, aż znikła z jej pola widzenia. Spieprzyła wszystko.




Wstała i sięgnęła po mięciutki ręcznik. Owinęła się nim i wyszła z wanny. Najbardziej bolało ją to, że brunet miał racje. Wysuszyła swoje długie, ogniste, rude włosy, rozczesała i nałożyła na nie odżywkę bez spłukiwania. Po całym ciele rozprowadziła pachnący balsam. Wyszła z łazienki i założyła swój jedwabny szlafrok. Na parapecie, obok owej lalki, stało zdjęcie z jej pierwszej sesji, sesji w plenerze. Wiedziała, że to będzie życie, które będzie wymagało wielu poświęceń, ale nie miała bladego pojęcia, że aż tak wielkich.

Usiadła na czerwonej sofie w jej garderobie. Miała 30 minut tylko dla siebie. Właśnie. Tylko ona. Jeszcze przed tygodniem te przerwy w pracy spędzała z jej ukochanym. Teraz… Wszystko się zmieniło. Czy czuła się samotna? Od rana do nocy, przez noc do rana. W skrócie – ciągle. Brakowało jej ciepła jego ust, jego kojącego dotyku oraz jego czułego i pełnego podążania głosu, ale sama dokonała tego wyboru. Wiedziała, że będzie żałować i zapłaci za to wysoką cenę. Zbyt wysoką. Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk jej telefonu. Dostała SMS’a. Sięgnęła po komórkę, by zobaczyć kto przysłał jej wiadomość. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Andresa. Jej serce zaczęło bić szybciej i mocniej, jakby za kilka chwil miało wyskoczyć z piersi. Oddech stał się nierówny, a ręce zaczęły się trząść. Narysowała skomplikowany wzór na ekranie. Otworzyła wiadomość:
Otwórz drzwi.”
Przejęta zerwała się z kanapy i pobiegła wykonać ową czynność. Miała promyczek nadziei, że ujrzy za nimi obiekt jej westchnień, że Andres będzie chciał do niej wrócić. Jednak myliła się. Szeroki uśmiech z jej twarzy momentalnie znikł. Już miała zamykać drzwi, kiedy na wycieraczce coś zobaczyła. To była lalka. Ta sama, która siedzi teraz na jej parapecie. Podniosła ją. Do niej była przywiązana mała karteczka. Zaczęła śledzić oczami następujący napis:
„Kupiłem Ci lalkę. Możesz się nią pobawić, a kiedy Ci się znudzi odłożyć ją w kąt, bo ona przeciwieństwie do mnie nie ma uczuć.”
W tym momencie lalka wraz z liścikiem wylądowały na ziemi. Torres przyłożyła rękę do swoich ust, by nikt nie usłyszał, że płacze. Zsunęła się po ścianie i zaczęła wyrywać sobie włosy z głowy. Nie obchodziło ją, że za kilkanaście minut maponownie wyjść na wybieg. Miała rozmazany makijaż, zniszczoną fryzurę i mokrą bluzkę od łez, a zamiast uśmiechniętej twarzy, gościł na niej smutek i ból. Nic już jej nie obchodziło.


Żeby wróciły te dni, kiedy uśmiech był na twarzy… Żeby spokojnie zasypiała i znowu zaczęła marzyć...


♠♠♠

Dziękuję Ci Patrycjo ♥ Miniaturka... No bo prostu WOW :* Nigdy nie czytałam coś podobnego do tej, a czytałam dużo. Moim zdaniem jest oryginalna, idealnie zaplanowana i ślicznie napisana ♥ Dziękuję Ci za wzięcie udziału :* Nie spodziewałam się, że w ogóle będziesz chciała :D Ale jednak... Dziękuję ♥ 
Twoja praca zdecydowanie zasłużyła na podium :* Prawda, że dziewczyna zasługuje na tą nagrodę? <3 
Wielkie brawa dla Patrycji i jej miniaturki, bo naprawdę... Spisała się ♥ Pokazałaś, że pisanie jest twoją pasją i kochasz pisać. Nie przestawaj, dobrze? ^-^ Dziękuję Ci za tyle emocji i uczuć, w tak krótkiej "historii". Dziękuję....

Już we wtorek pojawi się praca, która zajęła drugie miejsce w konkursie... 
Czekajcie :* 

Cheryl ♥

czwartek, 22 maja 2014

Konkurs ~ Wyróżnienia

Jest piątek - 23. maja. Właśnie dzisiaj, ukaże się tutaj jedna z prac. Co dwa dni, między 16-17 będę publikowała One Shot zwyciężczyni. Dostałam pięć prac, z czego jestem mega zaskoczona. Nie miałam pojęcia, że tyle osób będzie chciało wziąć udział w moim pierwszym konkursie. A tu taka miła niespodzianka. Dziękuję wam bardzo za udział dziewczyny. Każda praca była wspaniała na swój sposób. Dzisiaj przychodzę do was z wyróżnieniami. Będą dwa. Dziewczyny pokazały, że dużo włożyły w pisanie i nie chciałam, aby zostały bez nagrody. Zasłużyły na nią w stu procentach. Te dwie prace były wspaniałe, dlatego bardzo ciężko było mi wybrać, która z nich jest lepsza, więc postanowiłam, że obie powinny dostać wyróżnienie. Przedstawiam wam... 

KATHY VERDAS
i jej One Shot
,,Nie wszystko w życiu dzieje się bez powodu"

~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~ 



„Miłość nie wybiera. Śmierć nie planuje. Życie nie ucieka i często nam szwankuje”


„Nic nie dzieje się bez powodu. Wszystko ma swój koniec i początek”

***

  Życie - najcenniejszy dar jaki posiadamy, mimo to, tniemy się, zabijamy, nie znamy jego wartości.
W jednej chwili los potrafi odwrócić nasze karty w jednej sekundzie.
Taki los spotkał szatynkę. Jednego dnia, w ciągu jednej godziny straciła wszystko. Rodziców, przyjaciółki, i chłopaka na własne życzenie.
- Sama tego chciałaś - szepnęła sama do siebie.
Szatynkę spotkał najgorszy z możliwych scenariuszy. W jednej chwili straciła wszystko. Rodziców, przyjaciółki, a później chłopaka. Za śmierć rodziców obwinia siebie.
- Po co chciałaś iść do szkoły? Po co ci to było? Mogłaś nie prosić! - krzyczała sama na siebie.
Dziewczyna czuje się sama, a jeszcze parę dni temu miała z kim porozmawiać. Do kogo się przytulić.

***

Szatyna zbiegła ze schodów, poszła do salonu.
- Mamo, co myślisz? - zapytała.
Obróciła się w kółko.
- Wyglądasz pięknie. Leon na pewno będzie zachwycony.
- Mamo skąd wiedziałaś? - zapytała nastolatka.
- Odkąd jesteście razem, jesteś wesoła. Kiedy masz się z nim spotkać promieniejesz, słoneczko - powiedziała Maria
- Tak sądzisz?
- Słońce, to po tobie widać.
- Słyszałam od dziewczyn, że Leon szykuje dla mnie niespodziankę. Już nie mogę się doczekać.
- Ucieszysz się z niej, mam takie przeczucie.
- Mamo, masz coś na myśli?
- Kiedy byłam w Twoim wieku, Twój tata mi się oświadczył. Wszystko było pięknie. A u Ciebie zaczyna się dokładnie tak samo. Przyjaciółki wiedzą, że on coś szykuje.
- Chciałabym, żeby to zrobił - powiedziała rozmarzona szatynka.
- Leon to dobry chłopak. Zobaczysz, będziesz jego wybranką. 

Szatynka nadal nie może się uspokoić, że zepsuła im całą randkę. Nadal wspomina słowa matki  „Zobaczysz, będziesz jego wybranką” Piękne spotkanie przy świecach.  Jest pewna, że coś miało się wydarzyć.

***

Brunet leży na łóżku przewracając w dłoni małe czerwone pudełko. 
- Leon, proszę wyjdź z pokoju -  poprosiła Anela - jego mama.
- Ona nie chce mnie znać, a ja nie mam po co wychodzić.
Chłopak nadal nie może uwierzyć, że jego plan nie wypalił.
Otworzył pudełko, chwycił do ręki pierścionek.
- Nawet nie zdążyłem... - szepnął sam do siebie.

***

- Mamo, ja nie dam rady - powiedział brunet.
Nagle zaczął nerwowo chodzić po 
- Synu spokojnie. Uda ci się.
Chłopak przystanął.
- Jestem pewien, że coś się stanie. Coś co zepsuje moje plany.
- Nawet tak nie myśl. Wszystko będzie dobrze- powiedziała jego matka.
- A jak coś się stanie?
- Już tyle nie myśl, idź się przebrać.

***

Wiedział. Miał przeczucie, że coś się stanie. I właśnie tego się bał.
 Nawet nie sprawdzisz, jak Ona się czuje - powiedziała jego siostra która weszła do pokoju 
- Pójdź do niej.
- Sama mnie odepchnęła.
- Nie chciała, żebyś widział jak cierpi.
- To źle działała.
- Pomyśl, co ty byś zrobił?- zapytała Megan.
- Zabiłbym się- odpowiedział chłopak.
- To idź sprawdzić, czy Ona tego nie zrobiła.
W oczach chłopaka zaczęły pojawiać się łzy.  Nie ukrywał ich. Dawał im swobodnie wypłynąć. Dotarło do niego dopiero teraz, co jego miłość może zrobić.
- Ona może… - zaczął podłamanym głosem.
- Idź do Niej. Na co czekasz?
Szatyn wyszedł z pokoju. Poszedł do drzwi, założył kurtkę.
- Weź to- powiedziała blondynka i rzuciła mu małe czerwone pudełeczko.
- Powiedz jej to dziś. Nie czekaj dłużej.
- Dzięki, ratujesz mi życie siostra- powiedział brunet.
- Ktoś musi. A teraz leć. Ona Cię potrzebuje.
Verdas schował pudełeczko do kieszeni, a następnie wyszedł. Chłopak pobiegł do domu Castillo. Kiedy był na miejscu zaczął dobijać się do drzwi. Po paru sekundach otworzyła je blada jak ściana i chuda jak patyk szatynka. Brunet przytulił ją do siebie. Dziewczyna nie chciała go przytulać, jednak po chwili zmiękła i także go objęła.
- Czemu nic nie jesz?- zapytał zmartwiony szatyn.
- Nie mam po co, ani dla kogo.
Po policzkach szatynki zaczęły spływać łzy. Chłopak starł je szybko koniuszkiem palca.
- Proszę nie płacz - Verdas chwycił dziewczynę za rękę, zamknął drzwi  i poszedł z nią do salonu. Posadził ją sobie na kolanach, mocno przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Ja nie potrafię już żyć- powiedziała szatynka.
- Proszę, musisz żyć dla mnie. 
- Ale ja Cię skrzywdziłam.
- Nie mów tak, ja to zrobiłem. Opuściłem Cię. Mogłem nie słuchać Twoich próśb - brunet  puścił dziewczynę i spuścił głowę w dół.
- Martwię się o Ciebie - dodał chłopak.
- A ty myślisz, że ja o Ciebie nie? - zapytała smutna szatynka - Wszystko jest nie tak jak powinno.
- Przez ten cały czas myślałem o Tobie, ale bałem się.
- Czego?- zapytała.
- Tego, że jak przyjdę to sobie coś zrobisz. Albo, że mnie bardziej znienawidzisz.
- Ja muszę Ci coś powiedzieć - chłopak podniósł głowę. Spojrzał w oczy szatynki.
- J-ja… - zaczęła- c-ch-hciałam… - zaczęła się jąkać. Po jej policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Chłopak przysunął się do niej i przytulił mocno do siebie.
- Spokojnie. Jestem tutaj, przy Tobie - dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Chciałam się zagłodzić- wyszeptała. Leon zaczął płakać. Jego policzki zaczęły zalewać łzy. Violetta odsunęła się od niego.
- Przepraszam. Jestem głupia.
- Nie. Ja jestem. Miałem być przy Tobie, a sobie poszedłem. Gdyby nie Megan, nie przyszedłbym tu. Martwiłbym się leżąc na łóżku. Kocham Cię, ale zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mnie już znać - powiedział. Pocałował dziewczynę w policzek, puścił ją ze swoich objęć. Wstał. Dziewczyna chwyciła jego nadgarstek. Poczuła na jego ręce blizny.
- Ciąłeś się? - zapytała. Brunet odwrócił się do niej.
- Tak.
- Dlaczego?
- Za bardzo mi Ciebie brakowało. Nie mogłem się z tym pogodzić, i stało się.
- Tylko po co?
- Nie wiesz? - zapytał - Jesteś wyjątkowa. Tylko przy Tobie mogę być sobą.
- Jestem zwykłą, brzydką dziewczyną.
- Nawet tak nie mów. Jesteś moją Julią. Za Tobą mogę pójść w ogień. Jeden dzień, jedna godzina, jedna minuta, a nawet sekunda bez Ciebie to dla mnie wieczność.
- Przepraszam, nie powinnam Cię od siebie odpychać.
- Spokojnie rozumiem. Nie chciałaś cierpieć.
- Chciałam być sama. A przez to, że Cię od siebie odsunęłam cierpiałam jeszcze bardziej. Teraz gdy Cię widzę, mam ochotę się zabić.
- Ale dlaczego?
- Bo Cię zraniłam. Chciałeś się zabić - dziewczyna zaczęła się smucić.
- Ale to nie przez Ciebie?
- Jak inaczej wytłumaczysz blizny na nadgarstkach?
-  Są tylko na jednym. A to wszystko moja wina. Myślałem… - chłopak zamilkł.
- Co myślałeś? - zapytała szatynka.
- Myślałem, że coś sobie zrobisz, a kiedy się ciąłem zapominałem o wszystkim.
-  Przepraszam. Przez to, że zjawiłam się w Twoim życiu,  masz teraz rany - powiedziała dziewczyna.
- Nie przepraszaj, ja ci za to dziękuję - powiedział chłopak. Dziewczyna podniosła głowę, spojrzała w oczy bruneta. Słabo się uśmiechnęła.
- Obiecaj, że nigdy nie będziesz smutna - powiedział Verdas.
- Ale to niemożliwe - powiedziała Castillo.
- Chociaż spróbuj.
- A czy tylko przy Tobie mam nie być smutna?
- Tak.
- To zgadzam się - powiedziała i uśmiechnęła się - Zawsze potrafisz mnie rozweselić- dodała po chwili.
- W końcu po to jestem - chłopak usiadł koło szatynki. Przysunął się do niej. Po chwili zaczął ją łaskotać.
- Leon, przestań! - powiedziała dziewczyna.
- Nie.
Brunet cieszył się widząc uśmiech swej towarzyszki. Od miesiąca widzi go po raz pierwszy. Jej uśmiech to jedyne co potrzebne mu do szczęścia. Jej obecność jest dla niego jak wyjątkowy dar. Marzy o jednym. Powiedzieć to co miał zrobić już dawno. Oświadczyć się jej. Przestał ją łaskotać. Odsunął się.
- Czy coś się stało? - zapytała szatynka.
- Nie, wszystko jest dobrze - dziewczyna przytuliła się do swojego towarzysza.
- Może jesteś głodna? - zapytał brunet. Castillo przytaknęła.
- Kolacja?
- Z miłą chęcią - odpowiedziała.
- Idź się przebrać, a ja wszystko przygotuję.
Dziewczyna poszła na górę, wybrała najlepszą i najpiękniejszą sukienkę. Dobrała do tego śliczne czarne szpilki, a następnie poszła do łazienki się przygotować.

Chłopak poszedł do kuchni. Zaczął gotować makaron. Z szafki wyciągnął biały obrus i świeczki. Poszedł do jadalni. Nakrył stół pięknym obrusem. Rozstawił świeczki. Wrócił po talerze, widelce i kieliszki, a następnie także je poustawiał. Wrócił do kuchni, skończył potrawę, a następnie włożył ją do wielkiej miski. W lodówce znalazł czerwone wino. Chwycił je, zaniósł na stół. To samo zrobił z potrawą. Kiedy wszystko już zostało przygotowane zapalił świeczki, a następnie zgasił światło. Podszedł do wieży i włączył wolną muzykę.  Stanął w salonie i czekał na szatynkę.
Dziewczyna zeszła po schodach. Spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się widząc, że on też to uczynił. Podeszła do niego.
- Pięknie wyglądasz - powiedział i pocałował ją w policzek.
- Dziękuję - odpowiedziała, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- A także pięknie się rumienisz - wyszeptał jej na ucho - Czy mogę panią prosić na kolację? - zapytał.
Dziewczyna zaśmiała się i przytaknęła głową. Poszli do jadalni.
- Jest tak jak wtedy- wyszeptała. Chłopak odsunął jej krzesło. Usiadła. Verdas zajął miejsce obok 
- Może wina? - zapytał.
- Z miłą chęcią - odpowiedziała. Brunet otworzył butelkę. Nalał napoju do kieliszka dziewczyny, a następnie powtórzył czynność i wlał sobie. Podnieśli kieliszki do góry.
- Za nas - powiedziała dziewczyna.
- Za nas - powtórzył chłopak. Stuknęli się kieliszkami, a następnie wypili ich zawartość. Odstawili kieliszki i zaczęli jeść przygotowaną przez chłopaka potrawę.
- Smakuje? - zapytał.
- Tak. Ty zawsze wiesz co ugotować - powiedziała szatynka.

Chłopak wstał. Podszedł do szatynki.
- Czy mogę panią prosić do tańca? - zapytał i wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Zawsze - odpowiedziała. Brunet chwycił jej rękę, poszedł z nią do salonu. Stanęli na środku pomieszczenia. W tle leciała wolna muzyka. Przysunęli się do siebie, a po chwili poruszali się w rytm muzyki.
- Wiesz… - zaczął chłopak.
- Nie wiem - powiedziała dziewczyna i oboje zaczęli się śmiać.
- Teraz proszę, nie przerywaj mi - powiedział.
- Dobrze.
- Od kiedy ujrzałem Cię po raz pierwszy, moje życie zmieniło się całkowicie. Ty mnie zmieniłaś. Bez Ciebie nie wyobrażam sobie życia.
- Do czego dążysz? - zapytała szatynka.
- Prosiłem, żebyś mi nie przerywała.
- Przepraszam, kontynuuj
- Kocham Cię tak mocno, że gdy Cię przy mnie nie ma, mam ochotę się zabić - brunet puścił szatynkę. Klęknął, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej małe czerwone pudełeczko. Spojrzał w oczy szatynki.
- Ja wiem, możesz nie chcieć, ale ja muszę. Drugiej takiej okazji nie będzie -  chłopak otworzył pudełeczko.
- Violetto Castillo, powiedziałaś dziś, że przy mnie będziesz zawsze szczęśliwa. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - w oczach szatynki zaczęły pojawiać się łzy. Nie smutku, tylko szczęścia. Jej mama miała rację. Uśmiechnęła się.
- Tak - wypowiedziała. Chłopak wstał założył na palec szatynki pierścionek.
- Jest piękny - powiedziała i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku.
- Jesteś na mnie skazana.
- I z tego się cieszę - powiedział brunet.
Resztę nocy para przetańczyła w swoich objęciach...

***

Nie zawsze mamy wszystko. Los potrafi być dla nas bezlitosny. Jednak czasem warto wierzyć. Warto trwać. Warto mieć nadzieję. Nigdy nie wiadomo co nas spotka.  Zawsze znajdzie się ktoś, kto nas uratuje. Uratuje nasze życie. Naszą przyszłość...

***

 „Miejcie nadzieję nie tę lichą marną.

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera.

Lecz tę niezłomną która tkwi jak ziarno przyszłych poświęceń duszy bohatera.”

♠♠♠

Ten One Shot był wspaniały kochana! ♥ Dziękuję Ci bardzo, że miałaś chęci i ochotę napisać ten piękny One Shot. Dziękuję Ci bardzo, za wzięcie udziału w konkursie. Jestem Ci bardzo za to wdzięczna. Pisz dalej. Widzę, że kochasz to robić. Pisz i nie poddawaj się. Dziękuję ♥

Dobrze... Teraz nadszedł czas, na wyróżnienie drugiej z prac.
Serdecznie przedstawiam wam... 

JAGODĘ TAVELLI
i jej miniaturkę: 

♠♠♠ 

Powoli rozsunęła firankę wpuszczając do pomieszczenia światło. Przymrużyła oczy, a słońce zaczęło ją razić. Spojrzała na miasto. Nam miasto w którym mieszka, na miasto w którym cierpi... 

Powoli zeszła po schodach. Z nadzieją popatrzyła czy rodzice nie wrócili. Nadal ich nie było.
Rodzice ani odrobinę się Nią nie interesowali, jedyne o co się martwili, to była praca, a raczej pieniądze dzięki niej zarobione. Violetta już nie pamięta kiedy ostatni raz mogła ich zobaczyć. Nawet nie wie gdzie pracują. Jedyną osobą z jaką mieszkała była jej ciocia - Esmeralda.
Kiedy znalazła się w kuchni, Esme podała jej śniadanie. Zjadła je powoli. Wzięła torebkę i udała się do szkoły. 

* W szkole * 

Dzień jak każdy inny. Wszyscy ją wyśmiewają... Nie ma żadnych przyjaciół... Wszyscy mówią że jest sierotą... Nie dziwne... Przecież rodzice się nią nie interesują... 

* Na lekcji * 

- Mam ważną wiadomość... - powiedziała nauczycielka starając się przekrzyczeć całą klasę - Do naszej
szkoły doszedł nowy uczeń.Ma na imię Federico Adamo. Federico usiądź z Violettą -rzekła nauczycielka.
Chłopak poszedł do swojej ławki, Viola na chwilę podniosła wzrok znad książki i popatrzyła się na niego, poczuła coś czego nigdy nie poczuła, jakieś dziwne uczucie które sprawiło że nagle znieruchomiała. W jej oczach zabłyszczało znikome światełko, znikoma nadzieja na szczęście... 
- Violetta Castillo! - krzyknęła nauczycielka - O czym mówiłam.? 

* Przerwa *

Szła korytarzem. Myślała o tym dziwnym uczuciu. O tym, o czym czuła kiedy zobaczyła GO... Wydawał się w porządku... Do czasu. 
Fede rozmawiał ze swoimi nowo poznanymi przyjaciółmi. 
- O, idzie - powiedział jeden - Jak tam twoi rodzice? o, przepraszam ty nie masz rodziców /
- Podstaw jej nogę - powiedział inny do Federico'a
- Chciałbym zobaczyć jak się podnosi, o ile się podniesie... 
Fede nie wiele myśląc wystawił nogę. Vilu nadal myślała o tym wszystkim, o czym czuła... Nagle potknęła się i upadła... Zauważyła że to Adamo podstawił jej nogę. Popatrzyła mu w oczy, można w nich było dostrzec ból i cierpienie. 
Wstała. Udało jej się na chwilę oderwać wzrok od jego oczu, wszyscy się z niej śmiali, ale to nie sprawiało jej takiego bólu jak to, że to właśnie On podstawił jej nogę. Pobiegła...
Nagle "Feduś" coś sobie uświadomił... Teraz to z Niego mogli się śmiać, ale to go nie obchodziło. Pobiegł za nią.  Nie wiedział po co. Co miał jej powiedzieć? Nie wiedział. Po prostu musiał za nią pójść. Jakieś dziwne uczucie go do tego zmusiło...

***

Wreszcie ją dogonił. W oczach miała łzy. Były jak resztki nadziei na szczęście które już zniknęło...
- Proszę zaczekaj! - krzyknął - Zrozum nie chciałem... 
- Jak można zrobić coś, mimo iż nie chciało się tego robić?
- Nawet nie wiem jak masz na imię... 
- Po co Ci to wiedzieć?! Nienawidzę Cię!! 
- Wiem co czujesz... 
- Co ty możesz o tym wiedzieć?
- Myślisz, że czemu jestem w nowej szkole? 
- Nie rozumiem... 
- Czujesz że jesteś inna niż wszyscy... Gorsza... Czujesz że NIGDY nie znajdziesz tej bratniej duszy, prawda? - ta tylko mruknęła coś podobnego do tak.
-Jak to możliwe? Ty mnie nie znasz, a wiesz co czuję. Ludzie którzy mnie znają, widzą we mnie tylko sierotę... A raczej wydaje im się, że mnie znają.
- Może nie widzą Ciebie tak jak... 
- Tak jak? 
- Tak jak ja Cię widzę...
Wtedy to uczucie stało się silniejsze. Violetta popatrzyła mu prosto w oczy. Nagle zobaczyła coś, czego chyba nie chciała zobaczyć. Popatrzyła w drugą stronę. Może zobaczyła w nich szczęście, a przyzwyczaiła się do smutku?



* Wieczorem *

Kiedy szła spać popatrzyła na zdjęcie swojej babci. To ona jako jedyna obdarowywała ją miłością. Do czasu kiedy zmarła. Nikt jej nie kochał. Teraz to on mógł obdarować ją tym uczuciem. Ale czy tego oboje chcieli? Czy teraz wszystko może się ułożyć?

* Następnego dnia w szkole *

Kiedy go zobaczyła udawała, że jest zajęta czymś innym. Podszedł do niej.
- Możemy porozmawiać?
- Lepiej nie... Nooo, ok. Co chcesz mi powiedzieć?
- Sam nie wiem... Gubię się. Kiedy coś chcę powiedzieć, mam już wszystko w głowie ale zapominam kiedy Cię widzę...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Chyba raczej zrobić - wtedy pocałował ją.
Nie musiała już żyć bez miłości i sensu życia. On nim był.

♠♠♠

Śliczny One Shot, Jagodo *-* Naprawdę... Podbił moje serce. Bardzo Ci dziękuję za wzięcie udziału, w konkursie ♥ Że zechciałaś coś napisać i podzielić się z nami twoim talentem. Pisz dalej, nie poddawaj się, a osiągniesz sukces. Wiem o tym... :*

Prawda, że obie z dziewczyn świetnie się spisały?
Należy im się chyba gromki aplaus, prawda?
Wielkie brawa dziewczyny!
To, że dostałyście tylko wyróżnienie, nie znaczy, że macie się poddawać. Nawet nie macie tak myśleć, jasne? Macie wielki talent. Obie. Pamiętajcie to, dobrze? Piszcie. Czerpcie z tego jak najwięcej. Wy już i tak zwyciężyłyście. Jesteście wspaniałe. Każda z was... Dziękuję wam jeszcze raz ♥

♠♠♠

To więc chyba na tyle z wyróżnień. Bardzo się cieszę, że dziewczyny wzięły udział. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Naprawdę... Nie spodziewałam się, że ktokolwiek weźmie udział w tym konkursie, a tu takie zaskoczenie...
W niedzielę pojawi się miejsce trzecie, i kolejna zwyciężczyni konkursu... *-*
Czekajcie... :**

Cheryl ♥