niedziela, 11 maja 2014

Capítulo 12 part 1 “Ludzi nie można oceniać po okładce”


“Kocham Cię. Mówię Ci, że tak nie jest. Ale gdy bardziej o tym myślę, zdaję sobie sprawę, że kocham Cię coraz bardziej.”

♠♠♠

Udawanie kogoś, kim tak naprawdę się nie jest, jest bardzo trudne. Przybierasz maskę i zmieniasz się w osobę, której samemu jeszcze nie rozgryzłeś. Zmieniasz się, inaczej się ubierasz, inaczej myślisz... Robisz to tylko po to, aby zapomnieć. O nim. O wszystkim. Chcesz, aby dzięki temu zapomnieć, jak bardzo ci na kimś zależało. Lecz zazwyczaj masz już dość tego udawania i chcesz już z nim skończyć. Lecz nie jest to takie proste... Chociaż, że jeszcze nie rozgryzłeś, kim byłeś dokładnie, powoli zacząłeś zmieniać się w tą osobę. Bardziej się do niej upodabniać. Ciężko ci będzie się od niej wydostać. Będzie to trudne. Ale każdy człowiek wie, że jeśli się czegoś bardzo chce, uda mu się zrobić to, czego pragnie. Tak było właśnie w przypadku naszej Violetty Castillo. Przybrała maskę i choć bardzo chciała się uwolnić z jej sideł, nie dała rady. Część osoby, którą udawała w niej została. Jedynie miłość, będzie mogła usunąć ten zły fragment z jej życia. To ona będzie potrafiła stopić bryłę lodu, którą zostało otoczone jej serce. Ktoś będzie musiał dostać się głęboko do jej serca, oby otworzyć wszystkie kłódki i szyfry, które zostały zrobione przez nią, aby mogła się chronić, przed uczuciem, które u niej już nie miało prawa bytu. Ale czy jednak było tak naprawdę?

♠♠♠

“Na zewnątrz udaje szczęśliwą.
Udaje, że się dobrze bawi.
Udaje, że nic ją nie obchodzi.
Udaje, że życie jest piękne. 
Udaje, że wszystko jest okej. 
Udaje, że wszystko, co ją otacza, jest piękne. 
Udaje, że ma na wszystko wyjebane. 
A w myślach cierpi. 
Jest nieszczęśliwa. 
Jest zagubiona.
Przejmuje się wszystkim.
Jest pełna smutku i nienawiści. 
Jest zła i wściekła. 
Jest inna. 
Nie wie, jak to wytłumaczyć, ani co myśleć. 
Sama do końca nie wie kim jest. 
Sama nie wie, co czuje.
Sama nie wie, jak się ona czuje. 
Ale nie są to pozytywne uczucia...”

♠♠♠

W nocy nie mogła zasnąć. Przekręcała się z drugiego boku na drugi. Myślała o Nim. Chłopaku, który zakręcił jej w głowie. Nadał kolorów bezbarwnemu światowi. Nadał słońce, do jej życia, aby mogła iść przed siebie i nigdy się nie poddawać. Czy to jednak jest prawdą, że go już nie kocha? Czy może chce sobie to udowodnić, za pomocą zmianie i ciągle wmawianiu sobie tego? Może tak naprawdę go kocha, tylko nie chce, aby tak było? Jest to dla niej trudne. Kocha go, a zarazem go nienawidzi? Cholernie za nim tęskni. Chce mieć go przy sobie,  i już nigdy nie pozwolić mu odejść. Chce, aby ona była jego. I tylko jego. Aby mógł traktować ją jak swoją jedyną księżniczkę. Aby tylko ją mógł całować, przytulać. Aby tylko ona była jego. Aby była jego własnością, której nigdy by nie oddał. Byłaby jego skarbem, którego musiałby chronić, aby nikt inny jej nie ukradł. Tylko czy to jest takie proste na jakie się wydaję? Od razu się zmienić, zapomnieć co było wcześniej i od razu pójść do niego z przeprosinami? Nie. Tak się nie da. A może jego uczucie do niej już wygasło? Może już jej nie chce? Może nie chce być z kimś takim jak ona? Czy tak naprawdę się da? Zapomnieć o miłości swojego życia z dnia na dzień, tylko dlatego, że mieniła się na gorsze? 


Nie. Jeśli chodzi o miłość, to nie ważne jaką jest się osobą, czy jaką ma się osobowość. Liczy się to, co m się w środku. 
Ludzi nie można oceniać po okładce.


♠♠♠

Dzisiaj nie miała zamiaru iść do szkoły. Nie chce spotkać tam Leona. Nie chce, aby znów przypomniała sobie wczorajszej sytuacji z Leonem. Chciała o niej zapomnieć, ale nie potrafiła. Było to zbyt trudne. Od tak zapomnieć o nim i o wczorajszym pocałunku. Nie dało się. To było zbyt magiczne, żeby tak po prostu udawać, że się tego nie pamięta. Ciągle czuła na sobie jego usta. Były tak miękkie. Chciała w nich już na zawsze zatonąć i nigdy się od nich nie odrywać. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie i nigdy się nie kończyła. Nie wiedziała, jak mogła tak postąpić. Po prostu mu pokazać, że tego chce. Mogła pokręcić przecząco głową lub po prostu go od siebie odepchnąć. Lecz było to trudne. Bardzo. Silniejsze od niej. Chciała tego. Cholernie tego chciała. Chciała znów zasmakować jego ust, chociażby miał to być ich ostatni pocałunek. Przecież... Nienawidziła go. Nie chciała go znać, prawda? I teraz tak od razu zmieniła zdanie po ich pocałunku? Było to w ogóle możliwe? Tyle pytań, a żadnej na nie odpowiedzi...

♠♠♠


Kilka godzin później... 

Dwudziesta czwarta. Godzina, w której na ulicach świecą pustki. Nie ma nikogo. Ciemne niebo niczym węgiel, w niektórych miejscach umiejscowione latarnie i ich świecący jasny blask, który oświetlał kawałek ulicy nadając miłego klimatu. Niektórzy baliby się chodzić o tej porze po Buenos Aires, gdyż było ciemno i nie wiedzieli, co może ich spotkać. Bandyci, gwałciciele... Nigdy nie wiadomo, co o tej porze może się stać. Lecz nie ona. Ona się nie bała. Dokładnie wiedziała, czego chce i gdzie zmierza. Skręciła w ciemną uliczkę. Bez światła. Nie widziała nic. Lecz widziała drzwi, które były wbudowane w ścianę oraz srebrną klamkę. Kładąc rękę na klamce wzięła wdech i nacisnęła na przedmiot. Musiała zdążyć. Musiała być tam na czas. Otworzyła drzwi i weszła do ciemnego korytarza. Było w nim zimno. Niczym w lodówce. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Słyszała jedynie dźwięk swoich szpilek, które odbijały się echem po korytarzu. Ciemność. Jedyne co widziała. Nic innego. Zbliżała się już do punktu wyjścia, gdzie był skręt w prawo i drzwi, przez które miała przejść. Jeszcze chwila, a już będzie u celu. Spróbuje czegoś nowego. Innego. Może dzięki czemu zapomni o Leonie. Skręciła w prawo. Jeszcze parę kroków i napotka drzwi. Trzeci, drugi i ostatni... Już stała przed wielkimi dwudrzwiowymi drzwiami. Położyła jedną rękę na metalowych drzwiach i pchnęła. Nie wiedziała, co tam spotka, ani kogo. Nie miała zielonego pojęcia, co tam może się wyprawiać. Otworzyła wielkie, metalowe drzwi na oścież i spojrzała w górę. Od razu uderzył w nią lekki blask świateł, które znajdowały się w pokoju Zobaczyła trzech chłopaków mniej więcej w jej wieku, oraz blond włosą dziewczynę, która stała przed wielką szafą i coś w niej grzebała. Dwóch z chłopaków siedzieli na kanapie i zacięcie o czymś rozmawiali, a trzeci z nich był oparty o kanapę i spoglądał na drzwi, w których pojawiła się brunetka. Nikt z nich nie wiedział, kto to był. Wiedzieli tylko, że ma przyjść do nich jakaś dziewczyna. Miała do nich dołączyć. Stać się jedną z nich. Chciała tego. Chciała zobaczyć, jak to jest. Gdy ich rozmowy i czynności zagłuszył głośny dźwięk drzwi, które zostały zamknięte, od razu spojrzeli na nową przybyszkę. Chłopak, który był oparty o kanapę, skrzyżował ręce na piersi i przyglądał się badawczo dziewczynie. Nic nie mówił. Nawet nie drgnął. Analizował ją. Twarz, nogi, ręce, figurę, ubiór... Chciał sprawdzić, czy się nadaję. Pasowała do nich idealnie. Lecz gdy bardziej spojrzał na jej twarz, na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Był zaskoczony jak i podniecony tym, że chciała do nich dołączyć. Czy ktoś z was by kiedyś pomyślał, że drobna, kochana, miła i silna Violetta Castillo dojdzie do jakiegokolwiek gangu? Nie? No to już możecie sobie to wyobrazić, gdyż to najjaśniejsza i najprawdziwsza prawda. Rozglądała się po całym pomieszczeniu i analizowała każdy zakamarek, aż w końcu jej wzrok natrafił chłopaka, który siedział na kanapie. Ciemne włosy, czekoladowe oczy, te usta, te oczy, ubiór... Diego. To był on. Tylko co on tu robi? Też należy do gangu? A-ale... J-jak t-to? Następnie spojrzała na dziewczynę. Długie, lśniące i bujne loki koloru blond. Niebieskie oczy, twarz...Ludmiła. Jej ubiór wcale jej nie przypominał. Ubrała się dość wyzywająco. Króciutka mini, top, który pokazywał zbyt wiele, czarna kamizelka oraz kilkucentymetrowe buty na obcasie. Ona też do nich należy? Następnie swój wzrok spupiła na chłopaku, który był oparty na kanapie. Brąz włosy, oliwkowe oczy, usta, w których potrafiła zatonąć, mięśnie... Leon. J-jak to m-możliwe? Nie. Dlaczego? Po co? Też jest z nimi w zmowie? Nie. Patrzył na nią z uśmiechem i pożerał ją wzrokiem. Była taka piękna, a zarazem groźna. Coś pięknego. Dla niego? Idealna. Chciał ją. Cholernie jej pragnął. Chciał być przy niej, całować ją jak najlepiej potrafił i chronić ją, aby czuła się bezpieczna. Lecz nadal nie mógł przyjąć tego do myśli, że może zrobić tak wielki krok do przodu i dołączyć do czegoś tak niebezpiecznego, jak to. Z czarnej kanapy wstał jeden z chłopaków. Nie był to Diego. Szef. Szef ich gangu. Gangu, do którego miała dołączyć. Podszedł do niej. Bała się. Nie wiedziała, co chce zrobić.
- Jestem Gryfin, a ty to Violetta prawda? - powiedział, po czym wysunął rękę w jej stronę.
- Tak - uścisnęła ją i lekko się uśmiechnęła.
- Miło mi i witamy w gangu. To jest Ludmiła, Diego i Leon - palcem zaczął pokazywać każdego z nich.
- Mi również.
- Rozgość się i zaraz wszystko omówimy.
Ludmiła i Diego od razu spojrzeli na dziewczynę. Ludmiła, tak naprawdę ją pamiętała. Od samego początku. Nie mogła jej zapomnieć. Kiedyś, ale to bardzo dawno temu, przyjaźniły się i były ze sobą bardzo zżyte. Lecz potem ich stosunki do siebie się zniszczyły i oddaliły się od siebie. Diego... Nie wiedział kompletnie co powiedzieć. Był zaskoczony tym, co właśnie robi. Dołącza do nich i do ich gangu. Nie wiedział, że mogłaby posunąć się do czegoś takiego. Zabawne, prawda?

Zastanawia może kogoś w was, dlaczego Leon dołączył do gangu?
Już mówię...

♠♠♠

Muahahhahaha xD
Ten mój złowrogi śmiech xDDD
Em... Fajny koniec, c'nie? 
Musiałam... Musiałam podzielić ten rozdział na dwa, bo wyszedł by dłuuuuuuuuuuuuuugi. 
Ale spokojnie... Od razu biorę się do pisania :D 
Jeśli mi się uda, to part 2 dodam jeszcze dzisiaj. 
Trzymajcie kciuki :D 
No to ten... Na tyle :* 
Papa <333

Cheryl ♥

3 komentarze:

  1. Zarąbisty! <3 ty to masz talent!
    Czemu tak mało komentarzy pod tak genialnym rozdziałem co? Ludzie jeśli czytacie to piszcie bo taka wspaniała pisarka nam się zniechęci i dupa blada będzie XDD Dobra nie ważne...
    Dziękuję za uwagę ;) Dobranoc... XD

    OdpowiedzUsuń