niedziela, 11 maja 2014

Capítulo 12 part 2 “Ludzi nie można oceniać po okładce”

Przed przeczytaniem chcę wam powiedzieć, 
że możecie szykować już dla mnie grób :D

Miłej lektury <3



"Zawładnęło nim zło, które część z niego w nim pozostanie, i już nigdy się nie uwolni... "

♠♠♠

A zaczęło się to tak... 


"Nie mógł przyjąć sobie tego do myśli. Nie ma jej. Umarła. Już jej nie zobaczy. Nie poczuje jej dotyku. Nie zobaczy jej uśmiechu, który widniał na jej twarzy każdego dnia. Nie spojrzy jej w oczy. Nie przytuli, nie pocałuje. Nie odezwie się do niej i nie usłyszy jej pięknego, melodyjnego i aksamitnego głosu. Pozostała po niej pustka. W sercu jej przyjaciół jak i w jego, zagościł smutek oraz żal. Wiedział, że zrobił źle. Zranił ją. Był stu procentowo pewny, że to przez niego. Zranił ją, samego siebie, oraz jej bliskich... Zadowolony? Było pięknie, do póki do akcji nie wkroczył Verdas. Czemu? Usiadł na ławce i zaczął cicho łkać. Czy naprawdę Leon Verdas był do tego zdolny? Oczywiście... Każdy człowiek popełnia błędy. Ale ja więcej. Żałuje swoich czynów i chce je naprawić. Chce walczyć, aby odzyskać to, co stracił. Violettę. Jego miłość. Nie. Jej już nie ma. Verdas... Jak możesz tak myśleć? Ona była twoją miłością życia. Dziewczyną, przez którą masz inny pogląd na świat? A teraz co? Znów wrócisz do czarnych interesów i się poddasz? Nie! Nie mogę się poddawać. Muszę walczyć. Muszę być silny. Dla niej... "

♠♠♠

"Siedział sam na ławce. Noc. Ciemno. Jedynie z daleka widzi blask latarni. Myśli o niej. Nigdy nie wyszła z jego myśli. Ciągle tam siedziała i ciągle o niej myślał. Nawiedzała jego myśli nawet w nie odpowiednich momentach. Tak samo było dzisiaj. Nie mógł spać. Przez nią. Ciągle przed oczami widział jej twarz, oraz uśmiech, którym był zawsze przez nią obdarowywany. Nagle za sobą usłyszał dźwięk wysokich szpilek, oraz szelest bransoletek. Dziewczyna. Odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Jakby ta osoba zapadła się pod ziemię. Nagle koło niego usiadła tajemnicza osoba. 
- Jest po zmroku, a ty siedzisz tu sam. Musiało się coś stać - usłyszał miły i aksamitny kobiecy głos. Kojarzył mu się z głosem Violetty. Wszystko kojarzyło m się z Violettą. 
- Kim jesteś? 
- Ludmiła Ferro, a ty Leon Verdas, prawda? - w końcu mógł zobaczyć jej twarz w świetle jednej z latarni. Miała piękną cerę, oczy niczym diamenty, pełne jasno różowe usta oraz piękne, lśniące blond włosy. Idealna figura oraz doskonale dobrane ciuchy. 
- Tak. 
- Co się tak dokładnie stało?
- Dziewczyna, na której cholernie mi zależało, zginęła w wypadku. Przeze mnie. To moja wina. Tylko jak byłbym do takiego czegoś zdolny. 
- Violetta Castillo, tak? Znam dziewczynę, tak samo jak ciebie. Przykro mi... - swój wzrok wbiła w chodnik, którego prawie nie było widać. Skąd ona mogła znać go i Violettę? Jak? Znam ją? Kim ona jest? Może jakąś czarodziejką? Nie, to byłoby niedorzeczne. 
- Daj mi sobie pomóc.
- Jak? - nie wiedział co ma na myśli, ani nie wiedział co chce zrobić. Nie znał jej, ale czuł, że może mieć do niej zaufanie. 
- Zobaczysz... - mruknęła tajemniczo i pociągnęła go za rękę. Nie wiedział, czy ma coś mówić, czy lepiej siedzieć cicho. Nie wiedział, dokąd ona go prowadzi. Szedł za nią i podziwiał jej każdy krok. Zdecydowany i pewny siebie. Skręcili w ciemną uliczkę i blondyna otworzyła mu drzwi po czym gestem ręki zaprosiła go do środka. Nie wiedział, co ma robić. Czy uciec z tond, czy jednak wejść. A co, jeśli tej decyzji będzie żałował do końca życia? Co jeżeli tam wejdzie, i wszystko się zmieni? Zacznie inaczej myśleć i już nigdy nie powróci do swojego starego "ja"? Co, jeśli ta decyzja zmieni jego życie nie do poznania? Dawaj Verdas. Może właśnie przez to o niej zapomnisz... Idź tam, i już nigdy o niej nie myśl... "

♠♠♠

"Wrócił tu. To było to samo miejsce. Baza. Ich baza. Jego, Gryfina, Lary oraz Francesci. Nie było tam jednak Francesci czy Lary. Odeszły? Czemu? Po co? Przecież kochały to miejsce i kochały to robić. Odpowiedź była prosta. Nie chciały już tego dłużej ciągnąć. Było tego za wiele. I jeszcze do tego śmierć Violi. Nie mogły tak dłużej. Musiały... Nie dałyby tu rady. Rozumiał je. Też by tak postąpił. 
- Witaj Leon. Jak miło mi cię znów widzieć. Jak tam po stracie koleżanki? - Gryfin. Człowiek, który przybierał miliony masek. Raz mógł być miły,  a raz mógł być wredny i grający na nerwach. Był to człowiek, który nie jeden się go bał. Groził i jeśli ktoś nie zrobił tego, o co poprosił... Tak po prostu zabijał. Był seryjnym mordercą. Lecz można było na nim polegać. Jeżeli byłeś z nim w "pakcie", mógł wyciągnąć się z bagna, lub uratować. Taki właśnie był Gryfin. Przybierający maski morderca.
- Co tu jest grane? Gdzie Fran i Lara? - nie miał ochoty odpowiadać na jego pytanie. 
- Odeszły. Zastępują je Diego i Lu. Właśnie jej kazałem cię znaleźć. Chciałem, abyś znów do nas dołączył. Wiem, że chcesz o niej zapomnieć, a ja mogę ci w tym pomóc. Tylko dołącz do nas. Rozpocznijmy znowu wszystko od nowa. Połączymy nasze siły i powróćmy do tego. Wiem, że tego chcesz. Widzę to po tobie. Nie daj się prosić. Co masz do stracenia? - spojrzał pierw na Ludmiłę, potem na Diego, a na końcu na Gryfina. Dawaj chłopie. Czego się boisz. Chcesz o niej zapomnieć, co nie? Więc zgódź się, no! 
- Dobra, zgadzam się - nie wiedział, czy dobrze robi. To prawda... Chce o niej zapomnieć i już nigdy do niej nie wracać, lecz nadal chce mieś ją w pamięci i pamiętać te wszystkie ich wspaniałe chwile. To było coś pięknego. Mieć ją przy sobie i dbać o nią, niczym skarb. Chociaż nie ważne jak bardzo by chciał, nie wymaże jej z pamięci, choć bardzo by próbował. Studio. One za bardzo kojarzyło mu się z Violettą. Musiał znaleźć sobie jakieś nowe zajęcie. I je znalazł. Bez problemu. Może choć na chwilę, o niej zapomni..."


♠♠♠


"Minęło już pół roku, a on nadal nie potrafił o niej zapomnieć. To było niewykonalne. Tak z dnia na dzień o niej zapomnieć. Ich chwile, wspomnienia, gesty... To jest coś magicznego. Każdego dnia dziękował Bogu, że ją spotkał i mógł mieć przy sobie kogoś tak wspaniałego jak Violettę. Tego nie dało się od tak zapomnieć. Było tego za dużo, aby mógł zakończyć rozdział, w którym we dwoje grali główne role. Każdy dzień, chwila, godzina, minuta, sekunda bez niej, a on może czuć pustkę. Tak właśnie. W jego sercu nie było już nic. A wcześniej, była miłość i wspaniałe uczucie... Teraz nie ma już nic, i nigdy nic nie będzie. Stracił najważniejszą osobę w swoim życiu. Już nigdy jej nie odzyska. Nie będzie miał jej przy sobie i nigdy już nie poczuje jej dotyku. Nie zaśpiewa jej, nie pocałuje w policzek... Było mu trudno o niej zapomnieć. Każdej nocy myślał i nie mógł zasnąć. Dlatego siadał na balkonie i patrzył w gwiazdy. Z setki miliona szukał tej najjaśniejszej, która przypominała mu Violettę. Następnie patrzył się na nią, i przed jego oczami pokazywała się jej twarz, której przyglądał się całą noc. Myślał o niej. Tylko o niej. Co teraz robi i jak jej tam jest. W świecie, którego my nie możemy dostrzec. Czy jest jej tam lepiej, niż na ziemi? Może i tak, lecz nikt nie może tego wiedzieć. Nikt z nas nie wie, co dzieje się z nami, kiedy umieramy. Czy nasza dusza odchodzi od naszego ciała i wędruje tam do góry. Zostawia nasze ciało i spogląda i chroni nas z góry. Czy może jest to zwykłe kłamstwo. Wiemy może tylko jedno. Nasze ciało może zostać na ziemi, ale nasza dusza nas opuści... Ludzie niegdyś myśleli nad tym, po co żyjemy. Dla niektórych może odpowiedź jest prosta.


Żyjemy, aby umierać.

Czy Verdas też ma takie zdanie? Życie. Bez niego na tym świecie by nas nie było. Nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy i nie robilibyśmy tego, czego dotychczas robimy. Ziemia świeciłaby pustkami. A my byśmy nie istnieli. Lecz życie, bez osoby którą kochamy nie ma sensu. Zwykłe słowo "Nie chce cię już. To koniec", od osoby którą kochamy, może sprawić, że chcemy pozbyć się życia. Chcemy umrzeć. Chcemy się zabić. Jest wiele różnych sposobów... Powieszenie się, rzucenie się z mostu, wsadzeniu sobie noża prosto w serce, wykrwawienie się, cięcie się... Lecz my, wybieramy sposób, który nas najbardziej boli, i przez który najbardziej cierpimy. Tak, jak nasze serce. Może być to szybka, lub i nawet powolna śmierć. To ty sam wybierasz, która jest dla ciebie lepsza. Lecz odebranie sobie życia, jest wielkim błędem. Przyjaciele, rodzina... Zawiodą się na tobie. Wyśmieją cię. Każdego dnia się tniesz, a na twoim ciele pojawiają się nowe, krwawe kreski, których z czasem jest coraz więcej. Zastanów się czy tego tak naprawdę chcesz. Czy jest ci to naprawdę tak potrzebne. Zastanów się, czy przeżyjesz to wszystko bez niego. Nie koniecznie musisz się ciąć, lub w byle jaki sposób zabijać. Przecież... To nie jest ci potrzebne. Nie musisz się zabijać. Możesz z podniesioną głową iść przez życie i pokazywać, że dawne rany są zadarte i nic cię już nie obchodzi. Ani on, lub ona. Pogodziłeś lub pogodziłaś się już z tym i to już tylko przeszłość. Nic nie znaczące dla ciebie chwile, które nie mają już u ciebie prawa bytu. Udało się. Rozdział z nią lub z nim jest już skończony... Doszedłeś do celu. Zadowolony z siebie? 

♠♠♠


Głośna muzyka, alkohol, panienki... Każdy facet wymarzyłby sobie taką imprezę. Leon Verdas jednak nie musiał. Już tam był. Lecz żadna nie go nie przyciągała. Czuł się tu nieswojo. Nie wiedział co ma robić. Był oparty o barek z różnymi drinkami i tępo wpatrywał się przed siebie. Jego wzrok skupił się na parze, która stała przytulona i nie zwracała uwagi co dzieje się dookoła nich. Zbliżyli się do siebie i pocałowali. Było to dla niego cios w serce. Wyobraził sobie, że to on i Violetta. Szczęśliwi i zakochani. Nagle przed parą pojawiła się Ludmiła. Wiedziała, że Leon patrzy się akurat na nich. Chciała, aby wybudził się z amoku i zaczął tańczyć. Udało jej się to. Spojrzał na nią i na jej idealny strój, pasujący do dzisiejszego wieczoru. Uśmiechnęła się lekko i niesfornego loka założyła za ucho. Leon lekko się uśmiechnął i podciągnął się lekko do góry. Tak naprawdę, to jedynie Ludmiła go pociągała. To ona była najlepsza z tych wszystkich panienek na imprezie. Była idealna. Żeby być teraz szczerą... Ludmiłę też pociągał Leon. Prawie od samego początku. Chciała go wypróbować i zobaczyć, jak sprawdza się w łóżko. Tak. Źle myślę, ale co na to poradzę? Nie mogę tego pohamować. Prawda. Wypiła może parę drinków, ale jako tako myślała jeszcze trzeźwo. On też nie grzeszył. Wcale... Pięć drinków. Już powoli odpływał i nie myślał racjonalnie. Podeszła do niego i ich spojrzenia się spotkały. Zobaczył w jej oczach pożądanie. Chciała tego i można powiedzieć, że on też. Czekał aż blondyna kiwnie głową. Czekał na znak, aby mógł zrobić pierwszy krok. Gdy taki znak pokazała bez wahania wpił się w jej usta. Chcieli tego, czy może był to tylko nagły napływ alkoholu? Założyła ręce na jego szyję i odpłynęła w pocałunku. 
- Cho-dźmy-na-gó-rę... - mówiła między pocałunkami. Swoje nogi mocno zacisnęła na biodrach Leona i zaczęli iść na górę po schodach. Leon otworzył drzwi do byle jakiego pokoju, i z trzaskiem zamknął je po sobie. Przycisnął Ludmiłę do ściany i zaczął coraz bardziej na nią napierać. Z każdym pocałunkiem napierał na nią coraz mocniej. Całował ją delikatnie, a za razem brutalnie. Spokojnie i mocno. Był cały rozpalony, tak samo jak ona. Gotowało się w nim i myślał, że zaraz wybuchnie z tych emocji. Jego wargi wrzały od ciepła jej ust. Chciał więcej i nigdy nie chciał, aby ta chwila się skończyła. Tak bardzo skupił się na Ludmile, że zapomniał o Violettcie. Jak możesz Verdas? Blondynka zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Nie mogła się powstrzymać. Tak bardzo pragnęła zobaczyć jego nagą pierś. Tak bardzo chciała się do niej przytulić, że nie wiedziała, co dokładnie robi. On z emocji zaczął ściągać jej sukienkę, aż zobaczył ją w koronkowej bieliźnie. Wziął dziewczynę na ręce i położył ostrożnie na łóżku, które było w pokoju. Ona powoli zaczęła ściągnąć jego spodnie. Przybliżył się do dziewczyny, odwrócił ją na brzuch tak, aby mógł ściągnąć jej czarny koronkowy stanik. Górną część jej bielizny rzucił na ziemię i zaczął pieścić jej ciało jego lekkim i cudownym dotykiem, po którym dostawała lekkich ciarek. Każdy zakątek jej ciała został pieszczony przez jej wybranka. Było jej dobrze. Nie chciała, aby kończył. Chciała zostać przy nim na wieki, ale wiedziała, że tak nie będzie. Może Leon czuje coś do Ludmiły, ale nie jest to takie same uczucie, jakie darzy Violettę. Gdy już miał schodzić bardziej w dół, schylił głowę i przypomniał sobie coś... Nie, nie i nie! Co ja narobiłem?! Dałem Lu żmudne nadzieję. Dałem się ponieść temu wszystkiemu. Alkohol, emocje... Mogłem tu nie przychodzić. Wiedziałem, że skończy się to na czymś złym. Violetta... Oszukałem ją i zdradziłem... Teraz już wszystko nie ma sensu. Nigdy mi tego nie wybaczy... Nie zasługuję na nikogo. To moja wina. Wszystko to moja wina. Zraniłem ją i teraz zranię Ludmiłę... Brawo Verdas.  Nikt nie może się dowiedzieć co się wydarzyło, dla mojego jak i jej dobra... Tajemnica, której nikomu nie mogę wyjawić... "


♠♠♠

Teraz już wiecie, co się wydarzyło i dlaczego dołączył do gangu...
Chciał o niej zapomnieć, a ją zranił...
Zdradził ją, a mówił, że ona jest tą jedyną.

Alkohol może zrobić z nami wszystko. Nawet zniszczyć nasze życie...  

Pogorszył sprawy...
Zepsuł wszystko...
On należy do nich...
Zabija, morduje, oszukuje...
Nikt by się po nim tego nie spodziewał... A jednak.
Teraz ona jest z nimi.
Może dowiedzieć się prawdy, zbliżyć się do niego.
Odzyskać go...
On może wszystko między nimi naprawić.
Chce tego...
Nie zniesie już ich rozłąki...
Chce, aby była jego.
Czy Violetta dowie się o tajemnicy tej dwójki?
Czy coś jeszcze się wydarzy?
Życie sprawia nam wiele niespodzianek, a właśnie tutaj. W tym miejscu gdzie są, będzie ich masa...


♠♠♠

Dzisiaj tak na szybko ;///
Bo muszę spadać ;ccccc
Dobrze, jak wam się podobała druga część?
Bić, zabić, powiesić...
Możecie już szykować dla mnie grób :D
Jestem na to przygotowana :*
Kocham <3333
Zostawicie po sobie ślad :*
Dziękuję ♥
Do następnej notki :*

Cheryl ♥

3 komentarze:

  1. Uuu ^^ Lu i Leon <3
    Super te wspomnienia!
    Jak już piałam masz wielki talent!
    Czekam na next! :3

    OdpowiedzUsuń