środa, 21 maja 2014

Capítulo 13 “ Nie puszczaj... ”

Misiu... Ten rozdział dedykuję tobie. 
Specjalnie dla Ciebie mam niespodziankę :*
Ty chyba wiesz jaką ;> 
Za bardzo się nie rozpisuję, bo to będzie dłuższe niż rozdział O.o xD
Ale dobrze... Ty już wiesz, ile ty dla mnie znaczysz i jak bardzo cię kocham, więc nie będę tego chyba ciągle powtarzać xD
Albo okej... 
Kocham cię, wiesz? <333
Dziękuję Ci też bardzo za pomoc z pewną sprawą w moim życiu. 
Pomogłaś mi i to bardzo, za co Ci bardzo dziękuję. 
Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła ♥
Dziękuję Ci za wszystko pysiu :*

A teraz życzę wam miłej lektury ^-^



“ Potrzeba czasu, by rany się zagoiły.
Często jednak pozostają blizny, które przypominają nam o wszystkim. ”

♠♠♠

“Mam taki charakter, który łatwo skrzywdzić, choć nie widać ran, pozostają blizny.” 

♠♠♠

Zdradził ją. Mówił, że ją kocha i że ona jest tą jedyną. Że nigdy jej nie zrani. Że nigdy nie wyrządzi jej jakiejkolwiek krzywdy. Zrobił to. W najgorszy sposób jaki mógł. Prawda, coś czuł do tej blond włosej piękności, ale nie było to takie same uczucie, jakie darzył Violettę. Kochał każdą z nich na swój własny sposób. Ale Violettę bardziej. Prawda, blondynka go pociągała, ale... To z tęsknoty za Violettą. Chciał znowu poczuć smak miłości. Wiecie jak to jest, kiedy tarci się ukochaną osobę? Która znaczyła dla nas więcej, niż myśleliśmy? Jest to chyba najdziwniejszym uczuciem, jakiego możesz doświadczyć. Z jednej strony chcesz umrzeć, bo jest tak silna, że już nie masz siły, aby dalej żyć. Aby normalnie funkcjonować. To jest tak, jak tracić oddech, za każdym razem, kiedy przypominasz sobie o tej osobie. Kiedy sobie o niej przypominasz, wspominasz wszystkie dobre chwile, w których przez ten czas byłeś szczęśliwy choć na chwilę. A z drugiej strony, uświadamiasz sobie jak bardzo ci tej osoby brakuje. Stracił ją i chciał, aby to tak nie bolało. Chciał się rozerwać. Ale mogłem zrobić to w inny sposób, a nie od razu lecieć do pierwszej lepszej laski. Popełnił błąd, dobrze o tym wie, ale czasu nie da się cofnąć. Stało się. Już nic z tym nie zrobi. Kiedy Violetta odeszła, było dla niego trudne, przyjąć to do myśli. Chciał tak bardzo ją przeprosić. Przecież to przez niego. Widział Violettę, kiedy im się przyglądała. Chciał do niej iść, ale Lara też ją zauważyła, i nie chciała, by podchodził do Violetty. Widziała, ile Ona dla niego znaczy. Ten pocałunek... Lara go do niego zmusiła. Chciała zranić tym Violettę. Od samego początku wiedziała, że ona tam jest. Chciała, aby czuła się tak samo jak ona kiedyś. Lecz nie wiedziała, że mogła kogoś tym zranić... A nawet zabić.


To właśnie po stracie bliskiej osoby zdajemy sobie sprawę, że znaczyła dla nas więcej niż myśleliśmy...

♠♠♠

Stała w lekko oświetlonym pomieszczeniu i tępo wpatrywała się raz na Leona, raz na Diego, a raz na blondynkę. Jej ciało jakby zdrętwiało, a pod nogami jakby straciła grunt, na którym stała. Spojrzała ostatni raz tępo na Leona. Ich spojrzenia się spotkali. Jego ciało od razu przeszedł ciepły dreszczy i coś w nim wybuchło - ekstaza. Była tu. Razem z nim. Ona we własnej osobie. Jego ciało jakby się rozgrzało, za pomocą jej wzroku i jej obecności przy nim. Chciał do niej podejść, objąć ją w talii, i wpić się w jej usta.  Zasmakować ich... Poczuć smak malinowego błyszczyka, którego zawsze używała. Nie. Stój. Nie mogę sobie na to pozwolić. Za pomocą jego wzroku ulżyło jej. W jego szmaragdowych oczach mogła zobaczyć wszystko... Cierpiał i żałował. Przeze mnie. Mogła z nich wyczytać wszystko. Dosłownie wszystko. Od A do Z. Kiedy cierpiał, kiedy coś go dręczyło, kiedy był smutny... Wystarczy, że spojrzała w otchłań w formie szmaragdowych ogników, a już wiedziała, co go trapi. Mogła mu pomóc, porozmawiać, wybaczyć... Aby tylko znów zobaczyła ten perlisty i wspaniały uśmiech, przy którym pokazywał swoje słodkie dołeczki, które tak bardzo kochała. Coś w niej pękło. Jakby... Jej nienawiść do niego minęła. Już mogła mu wybaczyć. Nawet w tej chwili. Nie. Chce mnie odzyskać? To musi trochę powalczyć...

♠♠♠ 

Była to ciężka noc, w której omawiali następny "atak". Nie obyło się też bez kłótni Leona i Violetty. Nie, to nie była kłótnia. Bardziej mała sprzeczka. Godzina trzecia w nocy. Spędziła tam aż trzy godziny. Czy teraz o tej porze ktoś normalny chodziłby po ciemnym i mrocznym Buenos Aires. Tak. Jedna brunetka, która wracała do domu, z jej nowej bazy. Trzeciego "domu"? Była już na swojej uliczce. Jeszcze tylko jeden skręt w prawo i będzie u celu. W swojej wielkiej białej willi, którą inni mogli podziwiać z daleka. Już widziała lekkie światło od małych lamp, które były postawione w malutkim ogrodzie przed domem, które prześwitywały przez liściasty, wysoki płot. Gdy nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Przeraziła się. Zaczęła panikować, przy czym wydała z siebie cichy okrzyk i odskoczyła. Wytężyła wzrok, a jej oczom ukazał się jakiś chłopak. Szare dresy, tego samego koloru bluza z kapturem, którą założył sobie na głowę i czarne adidasy. To oznaczało tylko jedno. Kłopoty. Zaczęła się wyrywać i krzyczeć. Ktoś pomoże? Nie dawała rady. Przecież ten chłopak jest dwa razy silniejszy niż ona. Nie mam szans. Zaczęła się bardziej wyrywać, aż upadła na zimny chodnik.
- Spokojnie kochanie. Jeszcze jeden ruch, a będzie źle - przybliżył się do brunetki i dotknął swoją szorstką ręką jej delikatnego policzka.
- Zostaw mnie! A ty zrobisz jeszcze jeden taki odzyw, to nie wiem co się z tobą stanie, jasne?! - krzyknęła i chciała się na niego rzucić, ale przytrzymał jej ramiona, przy czym od razu opadła na chodnik.
- Zadziorna... Lubie takie - na jego twarzy ujawnił się uśmiech. Już wiedziała, co się szykuje. Z dużej kieszeni w bluzie wyciągnął dwa sznurki długości czterdziestu centymetrów i czarną opaskę na oczy. Każdą z nóg położył wzdłuż jej ciała, które leżało bezwładnie na ziemi. Obserwował dokładnie każdy jego ruch. Co on kombinuje? Dwadzieścia centymetrów od jej twarzy znajdował się jego czuły punkt. Wiem. Podniosła lekko nogę, tak aby nie usłyszał. Nic nie widział. Mogła śmiało go uderzyć. Był tak bardzo skoncentrowany na wiązaniu jej rąk sznurkiem, że nie zauważył jej nogi mknącej w stronę jego czułego punktu. Jeszcze kilka centymetrów, a chłopak poczuje ból. Udało się! Jej noga znalazła się centralnie na jego kroczu. Od razu zatoczył się i upadł na chodnik, po czym złapał się za miejsce, w którym czół ból, i zawył z bólu.
- Szmata - podniósł się lekko i znów zawył z bólu. Ha! Nie wiedziałam, że mam takiego mocnego kopa. Natychmiast wstała z chodnika i odbiegła od miejsca zdarzenia. Już myślała, że stanie się najgorsze. Że ją pobije, zabija lub najgorsze... Zgwałci. Już wiedziała, że o tej porze Buenos Aires jest niebezpieczne. Zamiast biec w stronę domu, pobiegła w przeciwną stronę. Zaplątała się przez tą całą sytuację. Pech prześladuje mnie od samego rana. Zaczęła powoli gubić się w ciemności miasta. Nie wiedziała co się wokół niej dzieje, ani gdzie jest. Zgubiłam się... 


♠♠♠

To nie był koniec kłopotów. Słyszała, że coś za nią się porusza. Człowiek. Odwróciła się. Nikogo nie było. Zaczęła szybciej iść. Mimo tego, że nikogo nie widziała, czuła jego obecność. Wiedziała, że to jakiś chłopak.  Śledzi mnie. Planuje coś. Nagle poczuła uścisk czyiś rąk na kostce. Zachwiała się i upadła na kolana. Poczuła ból. Auć! Piecze. Krew zaczęła się z kolana brunetki. Nie obchodziło ją kto to był. Nie miała siły, aby się obrócić. Za bardzo boli. Poczuła mokry płyn spływający po jej ręce. Spojrzała na nią. Tutaj też?! Cicho przeklnęła swój pech. W jej oczach pojawiły się słone łzy, które po chwili spłynęły po jej zakrwawionym policzku. Dotknęła swojego czoła. Mokre. Spojrzała na swoją rękę. Krew. Krew z jej kolana, łokcia i czoła płynęła małym strumyczkiem po chodniku. Mokry płyn spływał na wszystkie strony, a potem powstawał z niego mały strumyczek, który ciągnął się po chodniku. Cholera! Cała we krwi. Prawie każdą część jej ubrań zalała krew. Próbowała wstać. Auć! Na marne. Upadła na chodnik. Nie miała siły. Rana w kolanie była głęboka. Próbowała zgiąć swoją nogę. Nie dała rady. Za bardzo ją bolało. Przewróciła się na plecy. W końcu mogła zobaczyć kto stoi, za jej upadkiem. Jej wzrok powędrował w górę i zobaczyła mężczyznę ze skrzyżowanymi rękami na swojej klatce. Wpatrywał się w nią uważnie. Obserwował jej każdy ruch. Szykują się kłopoty. Widziała to w jego oczach. 
- Trzeba było być grzeczną dziewczynką, a uszła byś z życiem - jego głos był ciemny i przerażający. Biło od niego chłodem. Nie odważyła wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Bała się. Przewidziała, jaki będzie jego następny ruch. Rzuci się na nią. Udusi. Wsadzi do worka. Nie jednak nie. Nie przewidziała. Zrobił coś zupełnie innego. Jego ręka powędrowała do tylnej kieszeni jego spodni. Był ubrany w ciemne dżinsy, ciemną koszulę i vansy. To nie był ten sam człowiek. Nikt nie pomyślałby, że ktoś taki zabija i morduje. A po chwili wyciągnął z niej srebrny nóż, z bardzo ostrym zakończeniem. Zabić. Jedyne o czym myślał. Tylko w jaki sposób? Szybka, czy powolna śmierć. Pomyślał parę sekund. Powolna... Trochę się pobawimy... Podszedł do dziewczyny i schylił się nad jej ciałem. Wiedziała, co chce zrobić. Zabić mnie. Przyłożył srebrne narzędzie do jej przedramienia i lekko wbił nóż jadąc nim w dół rozcinając jej skórę, z której lał się ciemno czerwony płyn.
- Auuuuu! - od razu po jej policzkach spłynęły dziesiątki mokrych łez. Skręciła się z bólu i jeszcze głośniej zawyła z bólu. Przeszywał jej całe ciało. Boli. Cholernie. Zaśmiał się złowieszczo. Srebrny nóż wbił głębiej. Zawyła jeszcze mocniej, a z jej oczu płynęły łzy. Jej ręka zdrętwiała. Zaczęła płakać. Łzy mieszane z krwią spływały po jej skórze. Lały się wszędzie. Dookoła niej znajdowała się tylko kałuża krwi. Krople krwi kapały na chodnik, robiąc dużą czerwoną plamę. Łzy ciągle napływały do oczu, a potem skapywały po jej twarzy gdzie popadnie. Nie obchodziło ją to, najbardziej przejęła się tym, że zabójca przykłada swój nóż do innego miejsca. Pierw rozciął jej spodnie, gdzie chciał robić kolejną, głęboką, krwawą ranę. Udo. To jego kolejny cel. Przyłożył nóż do jej skóry i brutalnie wbił nóż głęboko do środka jej uda. Zawyła głośno z bólu. Gdyby mogła, obudziłaby całe miasto.
- Auuuuuuu! - krzyknęła i chciała się wyrywać, ale to nie pomogło, bo nóż został w środku jej uda i zrobił jeszcze większą ranę. Jeszcze szerszą. Krew. Tylko to widziała.
- POMOOCYYY!!! - krzyczała płacząc. Nikt nie pomoże. Zabije ją lub zostawi, a ta się wykrwawi na śmierć. Powoli zaczęło kręcić jej się w głowie. Traciła krew. Jeszcze parę wbić, a umrze. Już naprawdę. Nie będzie już jej tu. Usłyszała, że ktoś czaił się za krzakami. Spojrzała w tamtą stronę. Zobaczyła jakiegoś chłopaka. Pomoże mi? Zamknęła oczy. Nie chciała na to patrzyć. Za dużo krwi i głębokich ran. Obrzydzało ją to. Nadal czuła przeszywający ją ból. Ciągle cicho krzyczała. Nie mogła się uspokoić. To tak boli i piecze. Już nie czuła noża, który rozcinał jej rany w swoim ciele. Co jest? Gdzie on jest? Nie spodziewała się kolejnego rozcięcia. Tym razem to jej szyja została zaatakowana.
- Auuuuuuuuuuuuuuuuuuu! - już nie wytrzymywała. Ból był tak silny, że już chciała, aby całkowicie umarła. Torturował ją. Chce już umrzeć. Nie chce tak cierpieć. Zaczęła coraz bardziej płakać.
- Zostaw mnie... Proszę...
- Po co? Dlaczego miałbym zrezygnować z zabicia takiej pięknej laleczki, co?
- Ja ci nic nie zrobiłam! - czekała na jego odpowiedź, lecz jej nie dostała. Na resztkach sił podniosła się na łokcie. Zauważyła go leżącego na ziemi z wbitym nożem w serce. Nie zauważyła nikogo, kto by za tym stał.
- Chodź. Wstawaj - usłyszała za sobą znajomy głos. Leon. Jeszcze chyba nigdy nie ucieszyła się na jego widok tak, jak teraz. Chciała wstać, przytulić się to niego, ale nie mogła. Moja noga... - z jej oczu natychmiast wylało się kilka łez, które po chwili zmieszały się z krwią na jej twarzy.
Wyobraźcie sobie, że to jest Leon i Vilu xD
- Leon... - wydobyła z siebie cichy dźwięk, który na pewno usłyszał. Schylił się nad brunetką i podniósł ją tak, żeby nie poczuła jakiegokolwiek bólu. Postawił ją na nogi. Nie minęły trzy sekundy, a ona już lekko się zachwiała. Od razu podtrzymał ją za ramię.
- Nie puszczaj... - powiedziała przez płacz i rzuciła się w jego umięśnione ramiona. Już czuła się bezpieczna. Wiedziała, że przy nim nic jej się nie stanie.
- Nawet nie mam takiego zamiaru - powiedział i pogłaskał ją po głowie.
- Już nic ci się nie stanie. Obiecuję... - Violetta zaczęła coraz bardziej płakać w jego ramię. Jej ciało nadal przeszywał okropny ból, przez głęboko rozcięte rany.
- To tak cholernie boli... - powiedziała prawie niesłyszalnie, lecz on był w stanie to usłyszeć.
- Wiem o tym. Spokojnie. Uspokój się... Idziemy do mnie - po chwili brunetka poczuła, że traci grunt pod nogami i znajduje się w ramionach Leona.
- N-nie m-mam j-już s-siły... - powiedziała, a jej powieki lekko opadły na dół, a potem ciężko je otworzyła.
- Spokojnie Violu... Będzie dobrze. Patrz ciągle na mnie. Postaraj się nie zamykać oczu, dobrze? - w ramach odpowiedzi lekko kiwnęła głową. Powiedział do niej Viola... Jak dawno tak do mnie nie mówił. Patrzyła się ciągle na jego szmaragdowe tęczówki. Myślała, że już nikt jej nie uratuje. Że zginie na miejscu, wykrwawi się... Lecz zjawił się jej wybawiciel. Rycerz na białym rumaku, który uwolnił ją z opałów. Coś w niej doszczętnie pękło. Już tak dłużej nie dam rady. 


'' Każda sekunda, godzina, dzień bez niego, to dzień stracony i dzień pełen łez z tęsknoty za nim"

Właśnie w tej chwili. W jego ramionach, zdała sobie sprawę, że kłamała. Sobie samej, jemu, innym, że go nie kocha. Kłamstwo. Kocham go tak, że szaleję od tej miłości. Chciała o nim zapomnieć. Nie udało mi się. Miłość zawsze zwycięży, nie wiadomo jak bardzo ktoś by sobie to wmawiał, lu jak bardzo byłaby ukryta. Wtedy nie chciała sobie nawet dopuścić do myśli, że go kocha. Nie mogła nawet o nim myśleć. 

"Bo przecież pomiędzy miłością, a nienawiścią znajduje się cienka i niewidzialna linia, którą od razu możemy zniszczyć"

A teraz? Teraz zdała sobie sprawę, że nie może bez niego żyć. Nic wtedy jej się nie udaje. Żałowała, że tak wtedy zareagowała. Była wściekła. Nie hamowała swoich emocji. To było silniejsze od niej. Żałuje tego do teraz. Ale teraz wierzy, że wszystko między nimi może się naprawić. Wiedziała to. Czuję to. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Była tak w niego wpatrzona, że zrobiła by z szaleństwa do niego. Był jej powietrzem, dzięki któremu żyła, i miała siły żyć. To on był jej tlenem. Ona była małym kwiatkiem. On wodą oraz słońcem, dzięki którym rozkwitała i stawała się piękniejsza. Przy nim. Dla niego. 

"Czy da się żyć bez powietrza? Bez niego" 
Nie. 
Już znała na to odpowiedź. On był wszystkim, czego potrzebowała... 
Powoli jej powieki się zamykały. Z braku siły, zmęczenia... Sen to najodpowiedniejsza rzecz, jaką musi teraz wykonać. Spojrzała ostatni raz na Leona z uśmiechem, zamknęła swoje powieki, które stawały się coraz cięższe.
- Kocham Cię, Leon... 

♠♠♠
Przychodzę do was z nowym rozdziałem. 
Już 13? O.o Ojeju, jak to zleciało c'nie? xD Nawet szybko, z czego się bardzo cieszę, bo bardzo fajnie i miło piszę mi się tą historię. Ten rozdział postanowiłam zadedykować mojej żonie, bo chciała scenkę z Leonettą i jest :D 
Zadowolona, skarbie? Tak jak obiecywałam... 
Aha! Są dwie rzeczy, które chciałabym powiedzieć xD
Pierwsza: Jak pewnie zauważyliście, jest nowy szablon. Może dla niektórych z was nie pasuje on do TEGO bloga, ale chcę, żebyście wiedzieli, że mnie to nie obchodzi, co o nim sądzicie. MÓJ BLOG, MOJE OPOWIADANIE, JA SAMA DECYDUJĘ JAKI MA BYĆ SZABLON. Ale chciałabym wiedzieć, w waszych komentarzach, co o nim sądzicie. Mnie się bardzo podoba, i to jest chyba najważniejsze, prawda? xD
Druga sprawa: Konkurs się odbędzie! Przyszły  cztery prace! Wszystkie są genialnie i niesamowite na swój własny sposób. Będą trudności z wyborem, ale chyba jakoś sobie poradzę. Zostały jeszcze dwa dni, abyście mogli wziąć udział w konkursie. Dziękuję wszystkim, za wysłane pracę ♥ 
Jestem zaskoczona, że w ogóle ktoś chciał wziąć udział w tym konkursie O.o xD
Dziękuję wam bardzo ♥ 
Nie wiecie, jak bardzo jestem szczęśliwa, że mój pierwszy konkurs się odbędzie. Nie wierzę w to *-*
Jeszcze raz dziękuję, i żegnam ♥ 
Do następnej notki :* 

Cheryl ♥

4 komentarze:

  1. Zajmuję <3 Ale tym razem skomentuję ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Więc...
      Zacznijmy od początku.

      Przeprosiny.
      Wiem, kochana. Jestem okropna, żałosna nie można na mnie polegać i wgl. Wracam tu dopiero po 4 dniach. Wstyd Pati, wstyd. Powinni mnie zabić. Bardzo Cię przepraszam. Nawet szkoła i brak czasu mnie nie usprawiedliwia. Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.

      Rozdział.
      Ja pierdziele. Weź mi powiedz, jak można tak ślicznie pisać! No jak Ty mnie to możesz robić, co? Rozdział jest boski, śliczny, wspaniały, fenomenalny, najlepszy, piękny, wzruszający, idealny i bla, bla, bla. Nie będę Ci już więcej mówić, bo Ty doskonale wiesz, jak ślicznie potrafisz pisać. Tak, ja to wiem i Ty to wiesz! Ha, ukryta prawda xD Dobra, coś mi odwala xD Weź, nie czytaj tego komentarza, bo szkoda Twojego cennego czasu, który mogłabyś poświęcić na rozdział <33 Chodzi mi o to, że jesteś jedyna w swoim rodzaju. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką bloggerką, a uwierz mi znam ich baaaaardzo dużo :D Masz cudowny styl pisania, który wprost uwielbiam i ubóstwiam. Jesteś jedną z najkreatywniejszych osób, jakie spotkałam w swoim życiu. W każdy rozdział wkładasz tyle pasji i serca. To niesamowite. Okey, ja już chyba więcej nie napiszę, bo zabrałaś mi wszystkie słowa :*

      Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam. Za ten spóźniony komentarz i za jego głupią treść.

      Czekam na nn, kochana! :3

      Pati Brooks ♥

      Usuń
  3. Suuuuuuuper!!!
    Ja koocham tego bloga
    Czekam na next
    V.V

    OdpowiedzUsuń