czwartek, 29 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce pierwsze

Miejsce te, zajęła osoba, przez którą całe moje życie się zmieniło. Bure kolory zmieniły się w kolorowe, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Właśnie dzięki TEJ osobie. Znamy się dość długo, a stała się cholernie mi bliska. Nie ma dnia, bez którego bez rozmowy z nią na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Za nami jest już parę rozmów na Skypie, a każda jest lepsza od poprzedniej. Rozmawiamy o wszystkim, co leży nam na sercu i śmiejemy się z byle czego. Mamy fazy, mamy beki, mamy odpały, ale właśnie to w sobie kochamy... Jesteśmy zwariowane, ale bardzo kruche. Wystarczy jedno złe słowo, a nasz humor może się zmienić w ciągu sekundy. Dziękuję Bogu każdego dnia, że mogłam ją spotkać. Zwłaszcza jej bloga. Dziewczyna ma wielki talent. Wielki, wielgachny, nieziemski, fantastyczny, niesamowity... Po prostu to co ona pisze... Jest magiczne. Taka młoda, a ma taki talent. Dziękuję Ci, że mi pomagasz, doradzasz, wspierasz... Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. To, jak do mnie napiszesz, sprawia mi tyle radości, że nie wiem... Wiesz co jest dla mnie najlepsze, a co nie... Znasz mnie już na wylot. Wiesz o mnie wszystko... Dziękuję Ci <3 Kocham Cię... ♥ Niektórym, może się wydawać, że zajęła ona pierwsze miejsce, bo jesteśmy przyjaciółkami i ble, ble, ble... Ale tak nie jest. Zajęła pierwsze miejsce, bo pokazała, ile serca włożyła w to, co napisała. Pokazała, że pisanie sprawia jej przyjemność i to kocha. Pokazała swój talent. Po prostu wykazała się jak najlepiej potrafiła... Pokazała w tym OS'ie swoją osobowość, serce... Dziękuję Ci, za tyle emocji, uczuć... To było zaszczytem przeczytać coś takiego... ♥ Dziękuję...

Przedstawiam wam...

Miśkę Verdas
i jej One Shot'a p.t.
,,Miłość, cierpienie, śmierć..."

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Śmierć.
Trudno jest zdefiniować to słowo.
Jest ono koszmarne.
Najpierw jesteśmy smutni, zawiedzeni.
Z czasem popadamy w depresję, nie możemy przestać.
Przyciąga Nas jak narkotyk.
Robimy rzeczy, których nie zrobił by człowiek o zdrowych zmysłach.
Popełniamy błędy.
Może i żałujemy.
Wybaczamy, albo odchodzimy.
Ale jesteśmy tylko ludźmi.
Mamy prawo do pomyłek.
Z czasem zamienia się to w coś okrutnego.
Próbujemy zniknąć.
Czujemy że świat byłby lepszy gdyby Nas nie było.
Próbujemy się zabić.
Na różne sposoby.
Łykamy tabletki, tniemy się, wbijamy nóż prosto w serce...
Samobójstwo.
Wydaje się, że to łatwe tak po prostu chcieć odejść.
Ale jest to najtrudniejsza decyzja w naszym życiu.
Cięższa niż wybór zawodu, męża czy żony.
Zaważa ona na naszym dalszym życiu, lub jego braku.
Człowiek decydujący się na to został zraniony w życiu.
Nie może się pozbierać.
To jest trudniejsze od niego. 
Silniejsze.
Jednak to wszystko sprawdza się tylko do jednego, do drugiej osoby.
Niektórzy niewiedzą co to szacunek.
Że raniąc kogoś, ta osoba nie śmieje się tak jak my.
Wmawia sobie że jest beznadziejna. 
Nic nie warta.
I zabiera najcenniejszą rzecz...
Życie.
Dar, który ofiarował Bóg.
Trudno jest używać go w odpowiedni sposób.
Często coś psujemy.
Czasami świadomie, czasami przez przypadek.
Nie jeden z Was, chociaż raz zadał sobie Co ja tu robię? 
Czy jestem godzien życia? 
Czy tego nie spieprzę?
W tym wszystkim musimy pamiętać jedną rzecz.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Staczając się, uczymy się na błędach.
Trzeba umieć podnieść się po upadku.
*********



Kolejny dzień.
Wydawać by się mogło, że jest taki jak cała reszta.
Idealny.
Nie spodziewała się niczego.
I wystarczyła tylko mała chwila.
Jedna wiadomość, która zniszczyła Jej życie.
Obróciło się ono o sto osiemdziesiąt stopni.
Jej mały świat, nagle rozsypał się na tysiąc kawałków.
I nie miał najmniejszej ochoty aby się naprawić.
Jak co roku wybrała się na badania. Wszystko szło idealnie dopóki lekarz nie wypowiedział słów, które zaważyły nad wszystkim. Nie spodziewała się tego. Piosenkarka, mająca kochającą rodzinę. Wspaniałego męża, prześliczną córkę. Jak w bajce. Ale nie ma bajek, bez potwora, który próbuje za wszelką cenę zniszczyć nam życie. Doprowadzić na do depresji. "Bardzo mi przykro, ale pani serce nie bije tak jak powinno. Będzie konieczny przeszczep." Słowa które w dalszym ciągu nie dają jej spokoju. Cały czas zadaje sobie pytanie dlaczego to ona? Czy nie dość w życiu nacierpiała? Jakie jeszcze los szykuje dla niej niespodzianki? Tak wiele tego, a brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Pustka. Nie miała pojęcia co teraz zrobi. Boi się powiedzieć Leonowi. Nie wie jak zareaguje. No bo jak by odszedł zabiłaby się od razu. Gdyby się załamał, obwiniałaby się. A gdyby został i był przy niej, miałaby poczucie winy, że nie może być wolny i mieć normalnej, zdrowej rodziny. Postanowiła nikomu nic nie mówić. Na razie. Dopóki nie znajdzie jakiegoś rozwiązania. Nie spodziewała się do czego może to doprowadzić... Ale nie może. Nie potrafi. Musi zachować to w tajemnicy. Przynajmniej na razie.


Dwa miesiące później....

Jej stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Staje się słabsza. Ta choroba wyjada z niej wszystkie siły. Wciąż nie ma dawcy. A zostało już mało czasu. Dokładnie 61 dni, odkąd dowiedziała się o swojej "śmierci". Nie powiedziała mu. No bo jak miała to zrobić? Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy i tak po prostu powiedzieć "Leon, jeżeli nie przeszczepią mi serca, umrę." Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę. Za bardzo go kochała, aby powiedzieć mu to prosto w twarz. Jednak on musi to wiedzieć. Jest jej mężem, powinien. Ma do tego prawo. To on pociesza ją gdy jest smutna, cieszy się razem z nią. Wspólnie się wygłupiają. Jest dla niej mężem, bratem, ojcem i przyjacielem w jednej osobie. Czuje, gdy coś złego się dzieje. Gdy coś jest nie tak. Nie może go już dłużej okłamywać. Musi stawić temu czoła. Rozsądnym rozwiązaniem było napisanie listu. To będzie o wiele łatwiejsze. Nie zastanawiając się długo chwyciła za długopis i kartkę.

" Drogi Leonie!
Na pewno dziwi Cię fakt, że piszę do Ciebie list. Możesz pomyśleć, że jestem dziwna, ale po prostu nie umiałam inaczej. Przepraszam. Za to, że nie mówię Ci tego w twarz. Po tym co za chwilę przeczytasz, możesz mnie znienawidzić, zostawić mnie. Ale ja to zrozumiem. Jednak chcę abyś pamiętał, że mimo wszystko kocham Cię nad życie. I zrobiłabym dla Ciebie wszystko. Jesteś moim tlenem. Bez Ciebie moje życie nie miałoby sensu. Może i kłócimy się od czasu do czasu, ale po mimo wszystko potrafimy sobie wybaczyć. Ty jesteś jedynym mężczyznom w moim życiu. To Ty jesteś na całe życie. Jesteś całym moim sercem. Chociaż nie. Bo co to za dowód, który za chwilę może przestać bić. Nie wiem, czy cokolwiek z tego rozumiesz. Ja też się w tym gubię. Ale wolę powiedzieć to teraz, póki nie jest za późno. Leonie, ja.... W każdej chwili mogę umrzeć. Moje serce nie pracuje tak jak powinno. Moje życie się kończy. Ale dla Ciebie zaczyna. Chcę abyś znalazł sobie jakąś dziewczynę, w przyszłości żonę. I żebyście razem wychowywali naszą córkę. Bądź szczęśliwy i zakochany. Zabawne. Te słowa, te zdania brzmią jak pożegnanie. Ale nie martw się. Jeszcze się zobaczymy. Obiecuję.


Na zawsze, Twoja Violetta. "
Nie była do końca przekonana czy aby na pewno dobrze robi. Ale to jedyna szansa. Inaczej mu tego nie przekaże. Schowała list do koperty podpisała jedynie imieniem "Leon" i zeszła na dół trzymając ją w ręce. Jej córka własnie spała, a mąż był w pracy. Mogła jeszcze raz przemyśleć wszystko na spokojnie. Chociaż to chyba niemożliwe. Co jeśli mnie zostawi? Przecież ja go kocham. Nawet się nie obejrzała, a minęły już trzy godziny. Przez cały ten czas siedziała na kanapie i patrzyła w jeden punkt na ścianie. 18.00. Zaraz wróci Leon. Coraz bardziej się denerwowała. Bała się. Strasznie się bała. Wiedziała że musi się uspokoić chociaż trochę, ale to było zbyt trudne. Nagle usłyszała jak drzwi się otwierają, a w nich ujrzała uśmiechniętego Leona. Gdy tylko go ujrzała zerwała się z miejsca. On powoli do niej podszedł i musnął jej policzek.
- Witaj skarbie - powiedział ukazując rządek białych zębów. Ona nic nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego. W Jej oczach ujrzał ból, smutek, cierpienie, strach. Przeraził się. Nie wiedział czym to było spowodowane.
- Vilu czy coś się stało?- zapytał głosem pełnym troski. Nie wyobrażała sobie że już nie długo może go nie usłyszeć. Że nie będzie jej przy nim. Że nie będzie jej pocieszał, tulił na dobranoc. Szeptał jej miłych słówek. Że już nigdy go nie pocałuje, nie przytuli. Że nie będzie mogła mu powiedzieć jak bardzo go kocha i potrzebuje. Że jest Jej całym światem. Mimowolnie po Jej policzku spłynęła jedna parząca łza pełna rozpaczy. On coraz bardziej się martwił. Nie miał pojęcia co się wydarzyło. W Jego głowie rodziły się straszne scenariusze. Ale nie spodziewał się, że to będzie aż takie bolesne.
- Violetta powiedz coś. Martwię się. - znów cisza, która tak strasznie go raniła - Słyszysz?! - tym razem krzyknął. Było to spowodowane wszystkimi emocjami jakie rodziły się u niego w środku. Ona w dalszym ciągu nie odpowiadała. Nie pewnie wyciągnęła rękę z kopertą w Jego stronę. Chłopak zdezorientowany całą sytuacją zabrał ją od dziewczyny. Przeczytał na niej swoje imię i delikatnie otworzył. Gdy miał już zacząć czytać zawartość listu Violetta dotknęła jego ręki.
- Usiądź - powiedziała patrząc w Jego oczy. On zrobił to, o co go prosiła. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie przeczytał. Po Jego policzkach spływały łzy. Tak właśnie. Leon Verdas płakał. Spojrzał na ukochaną.
- Przepraszam - szepnęła niemalże niesłyszalnie. Ale on to usłyszał. Pokręcił przecząco głową, zabrał kawałek papieru i wybiegł z domu. Nie wiedział celu. Biegł przed siebie. Chciał uciec od problemów. Jak najdalej. Nie był w stanie pogodzić się z tym, że Jego całe życie może tak po prostu odejść. Czym zawiniła że los tak okrutnie ją potraktował? Czym on zawinił? Chcieli stworzyć kochającą i szczęśliwą rodzinę. Co im na to nie pozwoliło? Czy zrobili coś złego? Nie! To przypadek. Jeden na sto. Pech.
Nawet nie zauważył gdy dotarł na ławkę. Wydawała się nie różnić od pozostałych. Ale miała w sobie coś niezwykłego. To była ich ławka. To tutaj się poznali. To w tym miejscu pierwszy raz ją pocałował. W tym miejscu dowiedział się że zostanie ojcem. To tutaj zgodziła się zostać Jego żoną.


Tak dużo wspomnień. Ona cała. Jej dotyk, smak. Każdy detal. Nigdy tego nie zapomni. Jest drugą najważniejszą kobietą w Jego życiu. I nic, ani nikt tego nie zmieni. Nawet jakaś głupia choroba.

"Leonie, ja.... W każdej chwili mogę umrzeć. Moje serce nie pracuje tak jak powinno. Moje życie się kończy. Ale dla Ciebie zaczyna. Chcę abyś znalazł sobie jakąś dziewczynę, w przyszłości żonę. I żebyście razem wychowywali naszą córkę. Bądź szczęśliwy i zakochany."


Słowa które bez przerwy chodziły po Jego głowie. Nie rozumiał jak w ogóle mogła napisać żeby znalazł sobie kogoś innego. Przecież doskonale wie że jest jedyna. Miłość. Pierwsza, ponad śmierć. Czyżby zapomniała o najpiękniejszym przykładzie tego wszystkiego? Czy nie pomyślała o ich córce? W końcu to ona jest owocem ich miłości. Nikt inny, Ona.

Musiał z nią porozmawiać. Teraz. Na pewno było jakieś rozwiązanie. Musiało być. Był zdeterminowany. Zrobiłby dla niej wszystko... Zerwał się z miejsca i szybko pobiegł w stronę domu. Dopiero teraz uświadomił sobie że zostawił ją bez żadnego słowa. Musiał to przemyśleć na spokojnie. Ale nic Jej nie powiedział. A jeżeli jest już za późno? Jeśli ona już nie żyje? Jak nie wytrzymała.... Czuł jak Jego oczy zastępują szklanki. Miał ochotę rozpłakać się jak małe dziecko które nie dostało wymarzonej zabawki. Ale musiał być silny. Dla niej, dla nich. Na miejscu był w dziesięć minut. Wpadł do domu i zobaczył ją leżącą na Ziemi. Podbiegł do niej i sprawdził czy oddycha. Żyła. Nie myśląc długo zadzwonił po pogotowie. Zabrali ją niestety Jego nie mogli. Takie były procedury. Zadzwonił po Francesce aby zaopiekowała się Martiną. W między czasie zadzwonił po taksówkę. Nie był w stanie prowadzić. Przez całą drogę pośpieszał kierowcę, wydzierając się na niego. Gdy tylko dojechali wybiegł z auta i skierował się do ogromnego budynku. Zaczepił ordynatora dyżuru.
- Panie doktorze co z Violettą?
- Pan Leon Verdas?- zapytał lekarz.
- Tak- odpowiedział szybko i pewnie.
- Proszę za mną...
Szli przez długi korytarz aż dotarli do małego białego pomieszczenia. Widniała na nim tabliczka "Ordynator szpitala" - Proszę niech pan siądzie.- zaproponował lekarz.
- Nie dziękuje, co z nią?- zapytał lekko poddenerwowany szatyn- Tylko niech pan od razu przejdzie do sedna.
- Dobrze, więc z panią Violettą nie jest za dobrze.- mówił to wolno ze spokojem.
- Ile Jej zostało, w razie gdyby nie pojawił się dawca?- spytał wprost chłopak.
- Trzy dni.
- A czy mogę ją zobaczyć?
- Tak oczywiście proszę za mną.
Zatrzymali się tuż przed salą 365.
Wahał się.
Nie wiedział czy jest na tyle odważny.
Ale przecież Jej nie zostawi.
No dalej rusz się debilu. W końcu to z Twojej winy.
Nacisnął niepewnie klamkę i wszedł to pomieszczenia. Podszedł bliżej.
Leżała cała blada z lekkim uśmiechem, patrząc na sufit.
Usiadł na krzesełku obok łóżka i ujął Jej rękę.
Ona tylko spojrzała na Niego swoimi zapłakanymi, opuchniętymi czekoladowymi oczami.
Czuł jak wielka gula staje mu w gardle nie pozwalając wydusić ani jednego słowa.
Nie odzywali się do siebie jedynie patrzyli.
Byli w amoku jeszcze pięć minut.
Gdy nagle Leon zaczął niepewnie. 
- Vilu... Ja przepraszam. Nie chciałem żebyś pomyślała że Cię zostawiam. Po prostu musiałem to wszystko na spokojnie przemyśleć. Zrozumieć i...- chciał dokończyć ale Ona się wtrąciła
- Pogodzić się z tym- powiedziała bezsilnie.
- Nie prawda!- krzyknął- Nawet tak nie mów, nigdy się z tym nie pogodzę, nigdy. Kocham Cię i nie pozwolę Ci odejść rozumiesz? Będę walczył, my będziemy walczyć- powiedział uciszając swój ton.
Uśmiechnęła się do niego lekko. 
- Ja Ciebie też.- szatyn delikatnie musnął jej miękkie wargi. Czuł jakby cały chłód który obarczał Jej ciało przeszedł na niego. A ona poczuła się zdrowa.Tylko on potrafił to zrobić nikt więcej.
- Leon?...- zapytała
- Tak?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Za ile umrę?- nie spodziewał się że coś takiego powie. Myślał że nie będzie musiał udzielać Jej takiej odpowiedzi. Nie chciał, była dla niego bardzo ważna.
- Nie pozwolę Ci na to, nie pozwolę.- odpowiedział troskliwie.
- Proszę.. Obiecaj mi coś- wyszeptała.
- Wszystko.
- Pamiętaj o mnie, proszę.
- Nigdy nie zapomnę. Obiecuję.- po Jego policzku spływały łzy.
- Wiesz kochanie muszę już iść, przyjdę jutro. Kocham Cię najmocniej na świecie- powiedział.
Ona w odpowiedzi pocałowała go namiętnie. Pocałunek trwał dopóki nie zabrakło im powietrza.
- Ja Ciebie też.- wyszeptała mu to prosto w usta. Przyjemny dreszczyk przeszedł przez całe Jego ciało.
Gdy tylko wyszedł skierował się do domu. Jak już dotarł w progu ujrzał zdenerwowaną Francesce. Martwiła się. W końcu chodziło o Jej przyjaciółkę. Nie zadawała zbędnych pytań gdy zobaczyła jego oczy. Po prostu go przytuliła i poszła.
Załamany udał się do pokoju Martiny. Ujrzał ją śpiącą. Na sam widok lekko się uśmiechnął. Potem poszedł się wykąpać. Chciał pod prysznicem zmyć z siebie wszystko. Cały dzisiejszy pechowy dzień. Aby to się nigdy nie wydarzyło. Po umyciu się, położył się do ich wspólnego łóżka. Nie mógł zasnąć. Wąchał jej poduszkę. Tak ślicznie pachniała, nią. I możliwe że za parę dni już więcej nie poczuje Jej perfum. Nie zobaczy Jej... Dość długo nie mógł zasnąć. Starał się znaleźć jakieś rozsądne rozwiązanie. Chciał coś zrobić. Aby przeżyła. Może znajdzie się dawca? Przecież jest pierwsza na liście. Myślał...

*********

Następnego dnia przyszedł do Niej z samego rana. Śmiali się, wygłupiali. Rozmawiali i całowali. Nikt im nie przeszkadzał. Chcieli być szczęśliwi. Mieć siebie. Nawzajem. Cieszyć się swoją bliskością. Ale w środku oboje się bali. Wciąż nie było dawcy. Po mimo że Ona nie wiedziała kiedy miała odejść czuła to. Nie chciała tego okazywać ale była coraz słabsza. Jednak szatyn za dobrze ją znał. Wiedział kiedy jest smutna, wesoła, zła.. Nie ważne co by się wydarzyło tylko On potrafił ją pocieszyć.
Nawet nie zauważyli gdy zrobiło się późno. 
- Przyjdziesz? Obiecujesz?.. 
- Tak. Na pewno. Ale wieczorem, muszę iść z małą do lekarza na badania.
- Pozdrów ją ode mnie. 
- Dobrze. Żegnaj słońce.
Na pożegnanie namiętnie ją pocałował. Jakby chciał w tym pocałunku przekazać wszystkie swoje uczucia jakimi nią darzył. 
- Kocham Cię Violetto i nigdy nie przestanę. Nic nas nie rozdzieli.- Musną Jej policzek. I już miał odchodzić gdy cofnął się i posłał w Jej stronę najpiękniejszy uśmiech na świecie. 

Dzień później szatynka strasznie się nudziła. Nie mogła się doczekać aż zobaczy swojego ukochanego. Aż posmakuje Jego ust, przytuli się do niego.Nieoczekiwanie do sali wpadł rozpromieniony lekarz.
- Mamy dawcę!- krzyknął na całą salę- Proszę przygotować pacjentkę do operacji- to zdanie skierował do pielęgniarki która właśnie weszła na salę. 
- Dobrze.- odparła. 

~~ Pół godziny później ~~

Słyszysz Leon? Będę z Tobą, już do końca życia. Były to ostatnie słowa które pamiętała. Potem już tylko sen. Głęboki sen. 

- Halo, pani Violetto słyszy mnie pani?- usłyszała dobrze znany Jej głos.
- Tak, tak ale gdzie jest Leon?- spytała osłabiona.
- Pan Verdas on.... Prosił przekazać pani tą kopertę.
Mężczyzna przekazał niebieską kopertę dziewczynie na której widniało Jej imię po czym wyszedł z pomieszczenie.
Niepewnie ją otworzyła i zaczęła czytać jej zawartość.

" Słońce!
Na samym początku chcę abyś wiedziała że strasznie Cię kocham. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Jeżeli czytasz teraz ten list to znaczy że operacja się udała. I żyjesz. Zapewne zauważyłaś że mnie przy Tobie nie ma. Ale część mnie tam jest. Nie chodzi mi tu o duszę. Proszę Cię, zrób coś. Dotknij serca. Słyszysz? Ono bije, tylko dla Ciebie. Tak to moje serce. Musiałem to zrobić. Nie przestanie. W końcu jesteś moim całym życiem. Nie mogłem pozwolić Ci abyś odeszła. Nie przetrwałbym tego. Pamiętaj o mnie. Wiedz że Cię kochałem. I będę tak długo, jak Twoje nowe serce będzie biło. W przyszłości się spotkamy, obiecuję Co to. Po mimo wszystko będę przy Tobie. Zawsze. Nasza miłość była prawdziwa, jedyna. Wciąż kwitnie. Oddając część siebie Tobie chciałem pokazać Ci że jesteś całym moim światem. To że Ciebie spotkałem jest najpiękniejszą rzeczą w moim życiu. A bez Ciebie to nie miałoby sensu.Ta decyzja nie była łatwa. Myślałem nad tym długo. Zrobiłem to co czułem. Nie to co uważałem za słuszne, tylko szedłem za głosem serca. Nigdy nie zapomnę Twojego dotyku, smaku Twoich ust, Twojego ciała, głodu, twarzy. Całej Ciebie. Kocham Cię.... Pożegnałem się już z wszystkimi, i tak jak obiecałem że wrócę to wrócę. Kiedyś się spotkamy. Nasza miłość będzie wieczna. 
Twój i tylko Twój Leon :* "

Zaczęła płakać. Odszedł. Pokazał jak bardzo ją kocha. Ale Ona tak nie chciała. Wolała aby żył. 
-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Krzyczała na całą salę. Do pomieszczenia od razu wbiegła grupa lekarzy.
- Pani Violetto proszę się uspokoić, to niebezpieczne. 
Ona krzyczała jeszcze bardziej.


Miłość która zwyciężyła wszystko.
Miłość prawdziwa.
Pomimo śmierci wygrali.
Teraz, są niezwyciężeni. 
Kochają się.
Są razem. 
Nikt ani nic już nigdy ich nie rozdzieli.
Nigdy. 
" Idę do Ciebie Leon "
Raz, dwa, trzy...



♠♠♠♠

Płakałam, kiedy czytałam to jeszcze raz... Coś niesamowitego. Tyle uczuć... Nieprawdopodobne. U góry już wiecie, co ja o nim myślę, więc nie muszę powtarzać jeszcze raz...
Mam nadzieję, że zgadzacie się ze mną, że ten oto właśnie One Shot powinien zająć pierwsze miejsce. Zasługuje na to w stu procentach. A teraz proszę was o wieeelkie brawa, dla Miśki i jej OS.
Dałaś z siebie wszystko. Pokazałaś, że masz talent. I nigdy, ale to nigdy nie możesz się poddawać. Musisz pisać dalej. Robisz to świetnie, i mam nadzieję, że czujesz w środku, że pisanie jest tym, co kochasz. Kochanie, dziękuję Ci, za udział w konkursie ♥ Nawet nie wiesz, jak ja bardzo czekałam, aby przeczytać twój One Shot. Aha ^^ I jeśli będziesz chciała, będziesz mogła opublikować swojego cudownego One Shota na twoim blogu :* To chyba tyle, w sprawie One Shota i zwyciężczyni ^-^

Konkurs właśnie dobiegł końca. Dziękuję, za wszystkie przesłane mi prace <3 Cudownie się je czytało, a jeszcze trudniej było ustalić, które miejsce on zajmie. Każda praca była wspaniała na swój sposób. Byłam mega zaskoczona, że w ogóle ktoś wziął w nim udział, i że się odbył! <3 To tylko dzięki wam :* Dziękuję... ♥

One Shot part 3.... Pojawi się jutro o 08.00. Wiem, że wcześnie, ale w piątek o 10.00 jadę, i nie będzie mnie trzy dni (weekend + poniedziałek). Dlatego chcę, aby coś się pojawiło, kiedy mnie nie będzie. OS jest już napisany, więc nie muszę się stresować z pisaniem. To chyba na tyle z mojej strony :*

Dziękuję wam jeszcze raz ♥

Cheryl ♥





2 komentarze:

  1. Płacze<3
    Co ja piszę!!!
    Ja wyje!!!!!
    Jak jakieś dziecko.
    Matko mam 15 lat i już od dawna żadne słowa, tak na mnie nie wpłynęły.
    Nie mogę planować łez.
    Oczy mi napuchneły.
    A ręce mi sie trzęsą.
    Nie mogę napisać żadnego sensownego zdania.
    Te emocje...
    Nie mogę napisac ci nic innego oprócz jednego słowa.
    Dziękuję <3
    Za to że zorganizowalas konkurs. I że praca ta praca wygrała.
    Za sekundę wejdę na bloga Miśki i
    skomentuje tego One Shorta na jej blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej!
    Ja wiem , że możesz mnie uznać za wariatkę , bo to stary post , ale ja dopiero natchnęłam sie na tego jakże cudownego bloga.
    Nie mogłam się powstrzynać, i skomentowałam, czytam twój blog od początku...
    Miśka masz talent, wykorzystaj go .
    Po prostu ryczę!!!
    Jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak wzruszającego , a uwież mi czytam wiele blogów, i sama jednego prowadzę.
    Jeszcze nigdy tak nie płakałam
    Zgadzam się z Cheryl.
    Jesteś cudowna, kocham Cię!!!!
    Nigy nie znarnuj talentu bo jest ogromniasty!! <3
    Kocham to opowiadanie!!!
    Jesteś świetna!!
    Pozdrawiam! :*
    PS. Wpadnijcie do mnie http://tiniijorgemystory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń