czwartek, 22 maja 2014

Konkurs ~ Wyróżnienia

Jest piątek - 23. maja. Właśnie dzisiaj, ukaże się tutaj jedna z prac. Co dwa dni, między 16-17 będę publikowała One Shot zwyciężczyni. Dostałam pięć prac, z czego jestem mega zaskoczona. Nie miałam pojęcia, że tyle osób będzie chciało wziąć udział w moim pierwszym konkursie. A tu taka miła niespodzianka. Dziękuję wam bardzo za udział dziewczyny. Każda praca była wspaniała na swój sposób. Dzisiaj przychodzę do was z wyróżnieniami. Będą dwa. Dziewczyny pokazały, że dużo włożyły w pisanie i nie chciałam, aby zostały bez nagrody. Zasłużyły na nią w stu procentach. Te dwie prace były wspaniałe, dlatego bardzo ciężko było mi wybrać, która z nich jest lepsza, więc postanowiłam, że obie powinny dostać wyróżnienie. Przedstawiam wam... 

KATHY VERDAS
i jej One Shot
,,Nie wszystko w życiu dzieje się bez powodu"

~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~♠~ 



„Miłość nie wybiera. Śmierć nie planuje. Życie nie ucieka i często nam szwankuje”


„Nic nie dzieje się bez powodu. Wszystko ma swój koniec i początek”

***

  Życie - najcenniejszy dar jaki posiadamy, mimo to, tniemy się, zabijamy, nie znamy jego wartości.
W jednej chwili los potrafi odwrócić nasze karty w jednej sekundzie.
Taki los spotkał szatynkę. Jednego dnia, w ciągu jednej godziny straciła wszystko. Rodziców, przyjaciółki, i chłopaka na własne życzenie.
- Sama tego chciałaś - szepnęła sama do siebie.
Szatynkę spotkał najgorszy z możliwych scenariuszy. W jednej chwili straciła wszystko. Rodziców, przyjaciółki, a później chłopaka. Za śmierć rodziców obwinia siebie.
- Po co chciałaś iść do szkoły? Po co ci to było? Mogłaś nie prosić! - krzyczała sama na siebie.
Dziewczyna czuje się sama, a jeszcze parę dni temu miała z kim porozmawiać. Do kogo się przytulić.

***

Szatyna zbiegła ze schodów, poszła do salonu.
- Mamo, co myślisz? - zapytała.
Obróciła się w kółko.
- Wyglądasz pięknie. Leon na pewno będzie zachwycony.
- Mamo skąd wiedziałaś? - zapytała nastolatka.
- Odkąd jesteście razem, jesteś wesoła. Kiedy masz się z nim spotkać promieniejesz, słoneczko - powiedziała Maria
- Tak sądzisz?
- Słońce, to po tobie widać.
- Słyszałam od dziewczyn, że Leon szykuje dla mnie niespodziankę. Już nie mogę się doczekać.
- Ucieszysz się z niej, mam takie przeczucie.
- Mamo, masz coś na myśli?
- Kiedy byłam w Twoim wieku, Twój tata mi się oświadczył. Wszystko było pięknie. A u Ciebie zaczyna się dokładnie tak samo. Przyjaciółki wiedzą, że on coś szykuje.
- Chciałabym, żeby to zrobił - powiedziała rozmarzona szatynka.
- Leon to dobry chłopak. Zobaczysz, będziesz jego wybranką. 

Szatynka nadal nie może się uspokoić, że zepsuła im całą randkę. Nadal wspomina słowa matki  „Zobaczysz, będziesz jego wybranką” Piękne spotkanie przy świecach.  Jest pewna, że coś miało się wydarzyć.

***

Brunet leży na łóżku przewracając w dłoni małe czerwone pudełko. 
- Leon, proszę wyjdź z pokoju -  poprosiła Anela - jego mama.
- Ona nie chce mnie znać, a ja nie mam po co wychodzić.
Chłopak nadal nie może uwierzyć, że jego plan nie wypalił.
Otworzył pudełko, chwycił do ręki pierścionek.
- Nawet nie zdążyłem... - szepnął sam do siebie.

***

- Mamo, ja nie dam rady - powiedział brunet.
Nagle zaczął nerwowo chodzić po 
- Synu spokojnie. Uda ci się.
Chłopak przystanął.
- Jestem pewien, że coś się stanie. Coś co zepsuje moje plany.
- Nawet tak nie myśl. Wszystko będzie dobrze- powiedziała jego matka.
- A jak coś się stanie?
- Już tyle nie myśl, idź się przebrać.

***

Wiedział. Miał przeczucie, że coś się stanie. I właśnie tego się bał.
 Nawet nie sprawdzisz, jak Ona się czuje - powiedziała jego siostra która weszła do pokoju 
- Pójdź do niej.
- Sama mnie odepchnęła.
- Nie chciała, żebyś widział jak cierpi.
- To źle działała.
- Pomyśl, co ty byś zrobił?- zapytała Megan.
- Zabiłbym się- odpowiedział chłopak.
- To idź sprawdzić, czy Ona tego nie zrobiła.
W oczach chłopaka zaczęły pojawiać się łzy.  Nie ukrywał ich. Dawał im swobodnie wypłynąć. Dotarło do niego dopiero teraz, co jego miłość może zrobić.
- Ona może… - zaczął podłamanym głosem.
- Idź do Niej. Na co czekasz?
Szatyn wyszedł z pokoju. Poszedł do drzwi, założył kurtkę.
- Weź to- powiedziała blondynka i rzuciła mu małe czerwone pudełeczko.
- Powiedz jej to dziś. Nie czekaj dłużej.
- Dzięki, ratujesz mi życie siostra- powiedział brunet.
- Ktoś musi. A teraz leć. Ona Cię potrzebuje.
Verdas schował pudełeczko do kieszeni, a następnie wyszedł. Chłopak pobiegł do domu Castillo. Kiedy był na miejscu zaczął dobijać się do drzwi. Po paru sekundach otworzyła je blada jak ściana i chuda jak patyk szatynka. Brunet przytulił ją do siebie. Dziewczyna nie chciała go przytulać, jednak po chwili zmiękła i także go objęła.
- Czemu nic nie jesz?- zapytał zmartwiony szatyn.
- Nie mam po co, ani dla kogo.
Po policzkach szatynki zaczęły spływać łzy. Chłopak starł je szybko koniuszkiem palca.
- Proszę nie płacz - Verdas chwycił dziewczynę za rękę, zamknął drzwi  i poszedł z nią do salonu. Posadził ją sobie na kolanach, mocno przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Ja nie potrafię już żyć- powiedziała szatynka.
- Proszę, musisz żyć dla mnie. 
- Ale ja Cię skrzywdziłam.
- Nie mów tak, ja to zrobiłem. Opuściłem Cię. Mogłem nie słuchać Twoich próśb - brunet  puścił dziewczynę i spuścił głowę w dół.
- Martwię się o Ciebie - dodał chłopak.
- A ty myślisz, że ja o Ciebie nie? - zapytała smutna szatynka - Wszystko jest nie tak jak powinno.
- Przez ten cały czas myślałem o Tobie, ale bałem się.
- Czego?- zapytała.
- Tego, że jak przyjdę to sobie coś zrobisz. Albo, że mnie bardziej znienawidzisz.
- Ja muszę Ci coś powiedzieć - chłopak podniósł głowę. Spojrzał w oczy szatynki.
- J-ja… - zaczęła- c-ch-hciałam… - zaczęła się jąkać. Po jej policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Chłopak przysunął się do niej i przytulił mocno do siebie.
- Spokojnie. Jestem tutaj, przy Tobie - dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Chciałam się zagłodzić- wyszeptała. Leon zaczął płakać. Jego policzki zaczęły zalewać łzy. Violetta odsunęła się od niego.
- Przepraszam. Jestem głupia.
- Nie. Ja jestem. Miałem być przy Tobie, a sobie poszedłem. Gdyby nie Megan, nie przyszedłbym tu. Martwiłbym się leżąc na łóżku. Kocham Cię, ale zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mnie już znać - powiedział. Pocałował dziewczynę w policzek, puścił ją ze swoich objęć. Wstał. Dziewczyna chwyciła jego nadgarstek. Poczuła na jego ręce blizny.
- Ciąłeś się? - zapytała. Brunet odwrócił się do niej.
- Tak.
- Dlaczego?
- Za bardzo mi Ciebie brakowało. Nie mogłem się z tym pogodzić, i stało się.
- Tylko po co?
- Nie wiesz? - zapytał - Jesteś wyjątkowa. Tylko przy Tobie mogę być sobą.
- Jestem zwykłą, brzydką dziewczyną.
- Nawet tak nie mów. Jesteś moją Julią. Za Tobą mogę pójść w ogień. Jeden dzień, jedna godzina, jedna minuta, a nawet sekunda bez Ciebie to dla mnie wieczność.
- Przepraszam, nie powinnam Cię od siebie odpychać.
- Spokojnie rozumiem. Nie chciałaś cierpieć.
- Chciałam być sama. A przez to, że Cię od siebie odsunęłam cierpiałam jeszcze bardziej. Teraz gdy Cię widzę, mam ochotę się zabić.
- Ale dlaczego?
- Bo Cię zraniłam. Chciałeś się zabić - dziewczyna zaczęła się smucić.
- Ale to nie przez Ciebie?
- Jak inaczej wytłumaczysz blizny na nadgarstkach?
-  Są tylko na jednym. A to wszystko moja wina. Myślałem… - chłopak zamilkł.
- Co myślałeś? - zapytała szatynka.
- Myślałem, że coś sobie zrobisz, a kiedy się ciąłem zapominałem o wszystkim.
-  Przepraszam. Przez to, że zjawiłam się w Twoim życiu,  masz teraz rany - powiedziała dziewczyna.
- Nie przepraszaj, ja ci za to dziękuję - powiedział chłopak. Dziewczyna podniosła głowę, spojrzała w oczy bruneta. Słabo się uśmiechnęła.
- Obiecaj, że nigdy nie będziesz smutna - powiedział Verdas.
- Ale to niemożliwe - powiedziała Castillo.
- Chociaż spróbuj.
- A czy tylko przy Tobie mam nie być smutna?
- Tak.
- To zgadzam się - powiedziała i uśmiechnęła się - Zawsze potrafisz mnie rozweselić- dodała po chwili.
- W końcu po to jestem - chłopak usiadł koło szatynki. Przysunął się do niej. Po chwili zaczął ją łaskotać.
- Leon, przestań! - powiedziała dziewczyna.
- Nie.
Brunet cieszył się widząc uśmiech swej towarzyszki. Od miesiąca widzi go po raz pierwszy. Jej uśmiech to jedyne co potrzebne mu do szczęścia. Jej obecność jest dla niego jak wyjątkowy dar. Marzy o jednym. Powiedzieć to co miał zrobić już dawno. Oświadczyć się jej. Przestał ją łaskotać. Odsunął się.
- Czy coś się stało? - zapytała szatynka.
- Nie, wszystko jest dobrze - dziewczyna przytuliła się do swojego towarzysza.
- Może jesteś głodna? - zapytał brunet. Castillo przytaknęła.
- Kolacja?
- Z miłą chęcią - odpowiedziała.
- Idź się przebrać, a ja wszystko przygotuję.
Dziewczyna poszła na górę, wybrała najlepszą i najpiękniejszą sukienkę. Dobrała do tego śliczne czarne szpilki, a następnie poszła do łazienki się przygotować.

Chłopak poszedł do kuchni. Zaczął gotować makaron. Z szafki wyciągnął biały obrus i świeczki. Poszedł do jadalni. Nakrył stół pięknym obrusem. Rozstawił świeczki. Wrócił po talerze, widelce i kieliszki, a następnie także je poustawiał. Wrócił do kuchni, skończył potrawę, a następnie włożył ją do wielkiej miski. W lodówce znalazł czerwone wino. Chwycił je, zaniósł na stół. To samo zrobił z potrawą. Kiedy wszystko już zostało przygotowane zapalił świeczki, a następnie zgasił światło. Podszedł do wieży i włączył wolną muzykę.  Stanął w salonie i czekał na szatynkę.
Dziewczyna zeszła po schodach. Spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się widząc, że on też to uczynił. Podeszła do niego.
- Pięknie wyglądasz - powiedział i pocałował ją w policzek.
- Dziękuję - odpowiedziała, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- A także pięknie się rumienisz - wyszeptał jej na ucho - Czy mogę panią prosić na kolację? - zapytał.
Dziewczyna zaśmiała się i przytaknęła głową. Poszli do jadalni.
- Jest tak jak wtedy- wyszeptała. Chłopak odsunął jej krzesło. Usiadła. Verdas zajął miejsce obok 
- Może wina? - zapytał.
- Z miłą chęcią - odpowiedziała. Brunet otworzył butelkę. Nalał napoju do kieliszka dziewczyny, a następnie powtórzył czynność i wlał sobie. Podnieśli kieliszki do góry.
- Za nas - powiedziała dziewczyna.
- Za nas - powtórzył chłopak. Stuknęli się kieliszkami, a następnie wypili ich zawartość. Odstawili kieliszki i zaczęli jeść przygotowaną przez chłopaka potrawę.
- Smakuje? - zapytał.
- Tak. Ty zawsze wiesz co ugotować - powiedziała szatynka.

Chłopak wstał. Podszedł do szatynki.
- Czy mogę panią prosić do tańca? - zapytał i wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Zawsze - odpowiedziała. Brunet chwycił jej rękę, poszedł z nią do salonu. Stanęli na środku pomieszczenia. W tle leciała wolna muzyka. Przysunęli się do siebie, a po chwili poruszali się w rytm muzyki.
- Wiesz… - zaczął chłopak.
- Nie wiem - powiedziała dziewczyna i oboje zaczęli się śmiać.
- Teraz proszę, nie przerywaj mi - powiedział.
- Dobrze.
- Od kiedy ujrzałem Cię po raz pierwszy, moje życie zmieniło się całkowicie. Ty mnie zmieniłaś. Bez Ciebie nie wyobrażam sobie życia.
- Do czego dążysz? - zapytała szatynka.
- Prosiłem, żebyś mi nie przerywała.
- Przepraszam, kontynuuj
- Kocham Cię tak mocno, że gdy Cię przy mnie nie ma, mam ochotę się zabić - brunet puścił szatynkę. Klęknął, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej małe czerwone pudełeczko. Spojrzał w oczy szatynki.
- Ja wiem, możesz nie chcieć, ale ja muszę. Drugiej takiej okazji nie będzie -  chłopak otworzył pudełeczko.
- Violetto Castillo, powiedziałaś dziś, że przy mnie będziesz zawsze szczęśliwa. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - w oczach szatynki zaczęły pojawiać się łzy. Nie smutku, tylko szczęścia. Jej mama miała rację. Uśmiechnęła się.
- Tak - wypowiedziała. Chłopak wstał założył na palec szatynki pierścionek.
- Jest piękny - powiedziała i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku.
- Jesteś na mnie skazana.
- I z tego się cieszę - powiedział brunet.
Resztę nocy para przetańczyła w swoich objęciach...

***

Nie zawsze mamy wszystko. Los potrafi być dla nas bezlitosny. Jednak czasem warto wierzyć. Warto trwać. Warto mieć nadzieję. Nigdy nie wiadomo co nas spotka.  Zawsze znajdzie się ktoś, kto nas uratuje. Uratuje nasze życie. Naszą przyszłość...

***

 „Miejcie nadzieję nie tę lichą marną.

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera.

Lecz tę niezłomną która tkwi jak ziarno przyszłych poświęceń duszy bohatera.”

♠♠♠

Ten One Shot był wspaniały kochana! ♥ Dziękuję Ci bardzo, że miałaś chęci i ochotę napisać ten piękny One Shot. Dziękuję Ci bardzo, za wzięcie udziału w konkursie. Jestem Ci bardzo za to wdzięczna. Pisz dalej. Widzę, że kochasz to robić. Pisz i nie poddawaj się. Dziękuję ♥

Dobrze... Teraz nadszedł czas, na wyróżnienie drugiej z prac.
Serdecznie przedstawiam wam... 

JAGODĘ TAVELLI
i jej miniaturkę: 

♠♠♠ 

Powoli rozsunęła firankę wpuszczając do pomieszczenia światło. Przymrużyła oczy, a słońce zaczęło ją razić. Spojrzała na miasto. Nam miasto w którym mieszka, na miasto w którym cierpi... 

Powoli zeszła po schodach. Z nadzieją popatrzyła czy rodzice nie wrócili. Nadal ich nie było.
Rodzice ani odrobinę się Nią nie interesowali, jedyne o co się martwili, to była praca, a raczej pieniądze dzięki niej zarobione. Violetta już nie pamięta kiedy ostatni raz mogła ich zobaczyć. Nawet nie wie gdzie pracują. Jedyną osobą z jaką mieszkała była jej ciocia - Esmeralda.
Kiedy znalazła się w kuchni, Esme podała jej śniadanie. Zjadła je powoli. Wzięła torebkę i udała się do szkoły. 

* W szkole * 

Dzień jak każdy inny. Wszyscy ją wyśmiewają... Nie ma żadnych przyjaciół... Wszyscy mówią że jest sierotą... Nie dziwne... Przecież rodzice się nią nie interesują... 

* Na lekcji * 

- Mam ważną wiadomość... - powiedziała nauczycielka starając się przekrzyczeć całą klasę - Do naszej
szkoły doszedł nowy uczeń.Ma na imię Federico Adamo. Federico usiądź z Violettą -rzekła nauczycielka.
Chłopak poszedł do swojej ławki, Viola na chwilę podniosła wzrok znad książki i popatrzyła się na niego, poczuła coś czego nigdy nie poczuła, jakieś dziwne uczucie które sprawiło że nagle znieruchomiała. W jej oczach zabłyszczało znikome światełko, znikoma nadzieja na szczęście... 
- Violetta Castillo! - krzyknęła nauczycielka - O czym mówiłam.? 

* Przerwa *

Szła korytarzem. Myślała o tym dziwnym uczuciu. O tym, o czym czuła kiedy zobaczyła GO... Wydawał się w porządku... Do czasu. 
Fede rozmawiał ze swoimi nowo poznanymi przyjaciółmi. 
- O, idzie - powiedział jeden - Jak tam twoi rodzice? o, przepraszam ty nie masz rodziców /
- Podstaw jej nogę - powiedział inny do Federico'a
- Chciałbym zobaczyć jak się podnosi, o ile się podniesie... 
Fede nie wiele myśląc wystawił nogę. Vilu nadal myślała o tym wszystkim, o czym czuła... Nagle potknęła się i upadła... Zauważyła że to Adamo podstawił jej nogę. Popatrzyła mu w oczy, można w nich było dostrzec ból i cierpienie. 
Wstała. Udało jej się na chwilę oderwać wzrok od jego oczu, wszyscy się z niej śmiali, ale to nie sprawiało jej takiego bólu jak to, że to właśnie On podstawił jej nogę. Pobiegła...
Nagle "Feduś" coś sobie uświadomił... Teraz to z Niego mogli się śmiać, ale to go nie obchodziło. Pobiegł za nią.  Nie wiedział po co. Co miał jej powiedzieć? Nie wiedział. Po prostu musiał za nią pójść. Jakieś dziwne uczucie go do tego zmusiło...

***

Wreszcie ją dogonił. W oczach miała łzy. Były jak resztki nadziei na szczęście które już zniknęło...
- Proszę zaczekaj! - krzyknął - Zrozum nie chciałem... 
- Jak można zrobić coś, mimo iż nie chciało się tego robić?
- Nawet nie wiem jak masz na imię... 
- Po co Ci to wiedzieć?! Nienawidzę Cię!! 
- Wiem co czujesz... 
- Co ty możesz o tym wiedzieć?
- Myślisz, że czemu jestem w nowej szkole? 
- Nie rozumiem... 
- Czujesz że jesteś inna niż wszyscy... Gorsza... Czujesz że NIGDY nie znajdziesz tej bratniej duszy, prawda? - ta tylko mruknęła coś podobnego do tak.
-Jak to możliwe? Ty mnie nie znasz, a wiesz co czuję. Ludzie którzy mnie znają, widzą we mnie tylko sierotę... A raczej wydaje im się, że mnie znają.
- Może nie widzą Ciebie tak jak... 
- Tak jak? 
- Tak jak ja Cię widzę...
Wtedy to uczucie stało się silniejsze. Violetta popatrzyła mu prosto w oczy. Nagle zobaczyła coś, czego chyba nie chciała zobaczyć. Popatrzyła w drugą stronę. Może zobaczyła w nich szczęście, a przyzwyczaiła się do smutku?



* Wieczorem *

Kiedy szła spać popatrzyła na zdjęcie swojej babci. To ona jako jedyna obdarowywała ją miłością. Do czasu kiedy zmarła. Nikt jej nie kochał. Teraz to on mógł obdarować ją tym uczuciem. Ale czy tego oboje chcieli? Czy teraz wszystko może się ułożyć?

* Następnego dnia w szkole *

Kiedy go zobaczyła udawała, że jest zajęta czymś innym. Podszedł do niej.
- Możemy porozmawiać?
- Lepiej nie... Nooo, ok. Co chcesz mi powiedzieć?
- Sam nie wiem... Gubię się. Kiedy coś chcę powiedzieć, mam już wszystko w głowie ale zapominam kiedy Cię widzę...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Chyba raczej zrobić - wtedy pocałował ją.
Nie musiała już żyć bez miłości i sensu życia. On nim był.

♠♠♠

Śliczny One Shot, Jagodo *-* Naprawdę... Podbił moje serce. Bardzo Ci dziękuję za wzięcie udziału, w konkursie ♥ Że zechciałaś coś napisać i podzielić się z nami twoim talentem. Pisz dalej, nie poddawaj się, a osiągniesz sukces. Wiem o tym... :*

Prawda, że obie z dziewczyn świetnie się spisały?
Należy im się chyba gromki aplaus, prawda?
Wielkie brawa dziewczyny!
To, że dostałyście tylko wyróżnienie, nie znaczy, że macie się poddawać. Nawet nie macie tak myśleć, jasne? Macie wielki talent. Obie. Pamiętajcie to, dobrze? Piszcie. Czerpcie z tego jak najwięcej. Wy już i tak zwyciężyłyście. Jesteście wspaniałe. Każda z was... Dziękuję wam jeszcze raz ♥

♠♠♠

To więc chyba na tyle z wyróżnień. Bardzo się cieszę, że dziewczyny wzięły udział. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Naprawdę... Nie spodziewałam się, że ktokolwiek weźmie udział w tym konkursie, a tu takie zaskoczenie...
W niedzielę pojawi się miejsce trzecie, i kolejna zwyciężczyni konkursu... *-*
Czekajcie... :**

Cheryl ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz