niedziela, 29 czerwca 2014

Mini OS "Miłość." | Autorka: Miśka Verdas

Jest to piosenka przy której pisałam OS'a, więc jeżeli ktoś nie ma ochoty nie musi jej słuchać.
Dodałam link bo nie byłam pewna czy znajduje się na tym blogu ;)


 Miłość.
Wspaniałe uczucie.
Dwie osoby poznają się, zbliżają do siebie aż w którymś momencie zakochują.
Przebywają ze sobą każdą wolną chwilę.
Wygłupiają, śmieją.
Cieszą się swoim towarzystwem.
Szepczą miłe słówka.
Całują, wyrażając wszystkie uczucia.
Przytulają, dopełniając siebie.
Nie mogą bez siebie wytrzymać.
Wszystko układa się idealnie.
Fałszywie.
Ale...
Przychodzi moment w którym wszystko się sypie.
Uczucie gnije.
Umiera.
Wszystko to co było piękne przepada.
Zamienia się w nienawiść.
Jeden błąd potrafi zniszczyć wszystko..
Powoduje że nasze życie powoli traci sens.
Bez osoby którą tak strasznie kochamy, która nas tak strasznie skrzywdziła.
Tak samo było z nią.
Nie sądziła że odnajdzie miłość.
Myślała że nie zasługuje na szczęście.
Aż pojawił się ON.
Myślałam że jesteś tym jedynym, że mnie nie skrzywdzisz..


Na początku przyjaźnili się.
Ale ich uczucie..
Było zbyt silne.
Nie mogli bez siebie żyć.
I ten moment.
Ten pocałunek.
Pełen miłości, euforii która rodziła się w ich sercach.
On zmienił wszystko.
Od tamtego czasu spotykali się codziennie.
Tęsknili po pięciu minutach.
Obiecywałeś że będziesz już na zawsze.
Że to co jest miedzy nami będzie wieczne.
Aż w którymś momencie wszystko przepadło.
Rozsypało się jak lusterko na tysiąc małych kawałeczków.
I ani się śniło pozbierać.



Pocałunek.
Zdrada.
Dwóch najbliższych osób.
Wybaczalne?
Nie.
Te cholerne kłamstwa.
Oszukiwanie że wszystko jest dobrze.
Że wszystko jest jak być powinno.
Tchórzostwo.
Bał się powiedzieć prawdę.
Nie chciał Jej skrzywdzić.
Ale przez tą cholerną ciszę zranił ją jeszcze bardziej.
Zniszczył zaufanie którym go darzyła.
To śmieszne bo ja kocham Cie nadal, a Ty już odszedłeś.


Próby tłumaczeń.
Przeprosin.
Za późno.
To za bardzo boli.
Wyrządził Jej ogromną krzywdę.
Płakała.
Nie miała ochoty żyć.
Nie rozumiała dlaczego wmawiał Jej że ją kocha.
Czy to tylko puste nic nie znaczące słowa?
Ale mimo wszystko..
Nie może o nim zapomnieć.
Choćby bardzo się starała nie może wyrzucić go z głowy.
Piękne błyszczące oczy, idealnie ułożone włosy.
Delikatny uśmiech doprowadzający do omdlenia.
Każdy najdrobniejszy dotyk wywołujący przyjemny ciepły dreszcz.

Bez Ciebie czuję się pusta.
Bądź blisko mnie, skarbie.


Gubię się..
Nie wiem co robić..

Wybaczyła mu.
Każdy z nas zasługuje na drugą szansę.
Potrzebuje jej.
A my jesteśmy tylko ludźmi.
Popełniamy błędy.



Ale zapomnienie tego bólu, zła jakie Jej wyrządził łączy się z jednym.
Zniknięciem tej wspaniałej relacji.
Zbudowaniem czegoś od nowa.
Jednak jako przyjaciele..
Tylko i wyłącznie przyjaciele.
Nikt więcej.
Tamto już przepadło.


Pierwsza miłość jest wieczna.
Bez względu na wszystko.
Pierwsze zauroczenie pozostaje w naszej pamięci.
Ale w którymś momencie znika.
I trzeba się pogodzić z tym że już nie wróci..
Chyba że będziemy tego strasznie pragnęli.




*******

Witajcie kochani :*
Z tej strony Miśka Verdas..
Tak więc jest to mój mini OS.
Dlaczego jest mój i czemu dodaje go na bloga Cheryl?
Już mówię..
Tak więc jak zapewne wiecie Karola pojechała na wakacje do Polski.
Będzie spędzała dużo czasu na dworze ze znajomymi więc nie będzie miała za bardzo czasu na dodawanie jakiś rzeczy. Oczywiście na pewno gdy znajdzie czas to coś doda.
Więc ja pomyślałam że Jej pomogę i dodam parę mini OS'ów.
Kto wie może wymyślę jakąś dłuższą historię?


Mam nadzieję że się Wam podoba..
Mi tak, to dziwne..
Ale tylko dlatego że opisywałam życie pewnej osoby która jest wam doskonale znana..
Nie nie jestem to ja xd

No to co,
nie przedłużam
Komentujcie, wypowiadajcie się co o nim sądzicie.
Przyjmę nawet krytykę ;)

Buźki,
Miśka Verdas <3




sobota, 28 czerwca 2014

Kilka informacji

Od razu chciałabym wam powiedzieć, że jeżeli chcecie dowiedzieć się, co będzie działo się z tym blogiem przez kilka tygodni, to warto by było, abyście przeczytali tą notkę. Wiem, że może być nudna i w ogóle bezsensowna, ale chciałabym wszystko wytłumaczyć. 
Dziękuję ♥




Przed zaczęciem poważnych rzeczy chciałabym wam powiedzieć, że z moim samopoczuciem nie jest za dobrze... Nie mam ochoty na pisanie, nic mi nie wychodzi i jestem totalnie załamana. Nie wiem, kiedy wezmę się za dalsze pisanie rozdziału, ale będę się starać jak najbardziej mogę. Dla was misie ♥ Jesteście dla mnie siłą, aby mieć ochotę pisać... Ale jak mówiłam, jest mi źle i smutno, więc... Wiem, że możecie myśleć różne rzeczy, ale proszę... Zrozumcie to. Ciężko mi jest się pozbierać, ale się postaram. Dziękuję za zrozumienie ♥

Więc na samym początku chciałabym wam powiedzieć, że dzisiaj w nocy, a dokładniej o drugiej w nocy, wyjeżdżam do Polski. Tak, nie ma mnie w Polsce, mieszkam za granicą. No cóż, ale już wiecie. Dobrze, nie piszę tej notki specjalnie, żeby napisać wam gdzie mieszkam, a gdzie nie. A więc... W Polsce będę miesiąc, nawet troszkę więcej niż miesiąc, co więc wiąże się z tym, że rozdziałów nie będzie. Internet będzie i laptop będzie ze mną, ale chodzi tu o to, że mnie w domu przez całe dnie nie będzie. Tylko rano i wieczorem, ale... Jeżeli będzie słaba pogoda, będę w domu i będę próbowała pisać, ale nie gwarantuję, że coś opublikuję. Myślałam... A raczej moja najwspanialsza Natalia (Miśka Verdas), żeby dodawać jakieś Mini OS'y na tym blogu, podczas mojego wyjazdu. Jak to już zrobimy, nie musicie się o to martwić. Już wiemy jak i tak też postanowiłyśmy. Więc od czasu do czasu będą tutaj OS'y, zamiast rozdziałów. Mam nadzieję, że chociaż podoba wam się ten pomysł i w ten sposób wam to wynagrodzę w ramach mojej nieobecności. Dziękuję wam Misie za wysłuchanie ♥

Jak może sami już zauważyliście... Jest nowy szablon. Wiem, wiem... Sama nie mogę się zdecydować, ale już mi coś nie pasował i nie chciałam go już. Nie wiem, może wam się nie podobać, lub wydawać, że nie pasuje, ale mi jak najbardziej tak. Mam zamiar zmienić też muzykę, ale to już nie teraz. Może w Polsce, kiedy będę miała czas, lub jak już wrócę. To chyba było by na tyle w tej części notki, teraz kolejna sprawa...
Chodzi tutaj mianowicie o jedną osobę. Miśkę Verdas. Jest mi cholernie przykro, że ma dopiero dwie prace, a zostało dwanaście dni (termin jest do 10. lipca) więc bardzo i to bardzo was proszę... Pomóżcie jej. Spróbujcie swoich mocy w jej konkursie i wyślijcie jedną pracę. Może to być Mini One Shot, długi... Co tylko chcecie. Tematyka? Możecie pisać o wszystkim. Jest to jej pierwszy konkurs. Nie chcę, aby była zawiedziona. Chcę jej bardzo pomóc i liczę na waszą pomoc. Notkę o konkursie macie tutaj ---> KLIK
Bardzo was proszę... Pomóżcie jej ♥ Jest naprawdę wspaniałą osobą i nie chcę, żeby było jej smutno... Dziękuję ♥

Dobrze, to by było chyba na tyle, z czym chciałam się z wami podzielić. Już spakowana, wszystko jest w porządku i za osiem godzin w drogę! Już nie mogę się doczekać! ^^ Ale najgorsze jest to, że osiem - dziewięć godzin będę siedziała w aucie i bóg wie co robiła, więc no... Będzie super! -,- (dla nie ogarniających... To był sarkazm xD)
Dziękuję wam, jeżeli przeczytaliście wszystko i dotarliście do tego o to tu momentu <3
Będę wam wdzięczna, jeżeli mnie zrozumiecie...
Dziękuję ♥

Pozdrawiam i życzę miłych wakacji ♥

Wasza Cheryl ♥

wtorek, 17 czerwca 2014

Capítulo 15 part 1 “Na zawsze...”

 Dla niektórych z was, mogłoby się wydawać, że już będzie koniec tej historii. Violetta i Leon się pogodzili, są przyjaciółmi, ale nie. To nie jest koniec. Jest to początek, który zmieni wszystko, a ich życie wywróci się do góry nogami.


Czasami życie szykuje nam pełno niespodzianek, a naszym zadaniem jest stawić im czoła i obejść się bez żadnej rany, lub zadrapania. Niektórzy wybierają skróty, aby być z siebie zadowolonym, ale mimo tego, że myślą iż im się udało, ta niespodzianka "wraca" z powrotem i trzeba postawić jej czoła jeszcze raz. Ale na tym świecie jest jeszcze jedna grupa ludzi, która wybiera tą dobrą drogę i pokonuje przeszkodę, która zatarasowała im drogę do dalszego szczęścia. Muszę odrzucić wszystkie problemy na bok i zabrać się za sprawę, która zniszczyła lub ma zamiar zniszczyć im życie. Niektórzy używają na to parę miesięcy, tygodni, dni... Męczą się z tym i wiedzą, że im się nie uda. Ale życie, to próba. Trzeba próbować wszystkich metod, aby być szczęśliwym, aby nie utonąć w rzeczywistości. Ludzie od zawsze przejmowali się, co wydarzy się w ich przyszłości, ale my przecież nie jesteśmy wszech widzący przyszłość, aby dyktować, co dalej potoczy się w naszym życiu. Jesteśmy ludźmi. My mamy pełne prawo dyktować sobie, co chcemy robić i co sprawia nam przyjemność. Jesteśmy istotami ludzkimi, które żyją na ziemi tak samo, jak inni. Niektórzy chcą się zmieniać po to, aby być tak jak inni, aby być lepszą wersją siebie. Ale właśnie przez to człowiek się niszczy i gubi siebie w tych wszystkich grach. Chcemy się zmieniać, aby inni nas polubili. Ale czy kiedykolwiek ktoś zadał sobie pytanie "Po co?". Przecież nikt nie musi się zmieniać tylko po to, aby dana osoba nas polubiła. Musimy być sobą, nie zmieniać się dla innej osoby. Dzięki temu jesteśmy prawdziwi, mamy uczucia i zasługujemy na kogoś takiego, kto zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Przecież to głupota. Zmieniać się dla naszego kolegi lub koleżanki tylko dlatego, że nie podoba im się to, co mamy w środku. Chcą, abyśmy byli inni, abyśmy byli przez nich wykorzystywani i żebyśmy nie doznali własnego szczęścia, tylko ich. Aby im było lepiej, a nam nie... Jaka jest tu sprawiedliwość? Musimy być sobą, walczyć o to co kochamy i cieszyć się życiem, doznawać szczęścia i być szczęśliwym z tego, jakimi się urodziliśmy. Musimy być po prostu samym sobą...

~♦~

Piekło i szczypało... Nawet po tym, kiedy Leon przetarł wszystkie rany, ale czy musi aż tak cholernie szczypać? Kiedy schował wodę utlenioną do środka apteczki i ją zamkną, a następnie wyrzucił waciki do kosza, podszedł do Violetty, podniósł ją lekko, aby nie zadać jej bólu i usadowił ją sobie na kolanach. Swoimi dłońmi, wziął jej ręce i jedną z nich przyłożył sobie do serca, które biło w rytm imienia brunetki. 
- Słyszysz jak bije? - spojrzał jej w oczy. Brunetka spojrzała na klatkę piersiową brunetka i na swoją rękę, która została tam położona przez bruneta. Od razu, kiedy poczuła, jak jej ręka unosi się lekko w górę i w dół, uśmiechnęła się sama do siebie i wyobraziła sobie ją i bruneta, tulących się do siebie parę miesięcy temu. Jeszcze przed wypadkiem, wypowiadającego "jestem w całości twój i nikt nie ma prawa tobie mnie zabrać". 
- Tak - odpowiedziała z radością, gdyż spojrzała z powrotem na oczy bruneta i dostrzegła w nich szmaragdowe iskierki, które wesoło tańczyły w jego zielonych tęczówkach, w których nie raz odpłynęła do innego wymiaru. 
- Me serce bije tylko dla ciebie. Nikogo innego... Rozumiesz? - serce Violetty zaczęło bić szybszy rytm, a jej policzki nabrały ciemnego różu. Nie mogła nic wymówić, nie wiedziała co, odebrało jej mowę. Nie była w stanie nic wymówić. W ramach odpowiedzi zabrała rękę, z jego klatki piersiowej i założyła ją za jego szyję, a tak samo postąpiła z drugą, mocno go tuląc. 
- Proszę cię... Obiecaj mi, że już nigdy się od siebie nie oddalimy, dobrze? - zapytał nadal tuląc brunetkę. Czuł, że już jej nie straci, że już na zawsze będzie koło niego i będzie zupełnie tak, jak dawniej. Że będą szczęśliwi w swoim towarzystwie i będą sobie pomagali. 
- Obiecuję - Violetta mocniej ścisnęła chłopaka, ale nie odbyło się bez żadnej niespodzianki. Leon odchylił się lekko do tyłu i razem przytuleni polecieli do tyłu, nadal się tuląc. Gdy razem wylądowali na miękkim łóżkowym materacu zaczęli się śmiać nadal przytuleni.
Po krótkiej chwili, kiedy się trochę uspokoili, Violetta zniżyła się, aby położyć głowę, na lewej piersi Leona. Zawsze tak robiła, kiedy pragnęła jego bliskości. Zawsze wtulała się w niego i nie myślała o bożym świecie. Myślała tylko o nim i na tym, jak bardzo jej na nim zależy, jak bardzo chce mieć go przy sobie i jak bardzo pragnie, aby został u jej boku na wieki. 
- Kocham cię - powiedział Leon, kiedy Violetta mocno wtuliła się w jego umięśniony tors. 
- Ja ciebie też - lekko się podniosła, a Leon zdziwiony tym, co Violetta chce zrobić, zrobił to samo co ona. Jej ręka powędrowała w stronę i lekko unosiła się w górę. Następnie dotknęła swoją bladą ręką rozgrzanego policzka bruneta. Lekko się uśmiechnęła i przybliżyła się, aby pocałować go w policzek, ale Leon znów odchylił się do tyłu. 
- Ty mnie co? - zaśmiał się cicho, a brunetka zrobiła to samo.
- Kocham - powiedziała i chciała zbliżyć się znów do bruneta, ale ten znów się odchylił, aby podokuczać Violettcie.
- W całym zdaniu - na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ja ciebie też kocham, Leon - powiedziała i teraz w końcu mogła złożyć tak bardzo przez nią pragnący pocałunek na policzku. Usiadł na nim okrakiem i gdy już się zbliżała, Leon postanowił zainterweniować i dla zabawy odchylił się do tyłu, a brunetka poleciała prosto na klatkę Leona, a twarz znalazła się bardzo blisko jego. Objęła jego twarz w swoje ręce, spojrzała w oczy i gdy tylko zobaczyła, jak ciało Leona staje się gorące, bez zastanowienie wtopiła się w jego usta.
Namiętny, brutalny, ale za razem szczery i lekki. Całe ciało Violetty zaczęło wrzeć od dotyku bruneta. Leon zaczął dotykać jej ciała, masować, głaskać, a ona cicho pojękiwała. Widać było, że Leonowi tylko jedno krążyło w głowie, aby tylko zapoznać się bliżej z jej ciałem. Zaczęli głośno dyszeć, z emocji, które się w nich kryły, ale nie oderwali się od siebie. Nie mieli takiego zamiaru. Leon zacząć ściągać pokrwawioną koszulkę Violetty między pocałunkami. Dziewczyna była zaszokowana tym, co Verdas ma na myśli. Chciała być blisko niego, owszem... Ale nie była jeszcze gotowa na tak duży krok z jego strony. Chciała powiedzieć głośno "stop", ale nie mogła... Nie miała odwagi. Było jej bardzo dobrze u boku Verdasa. Nie chciała, aby się obraził. Widziała, jak bardzo tego pragną... Ale nie chce, aby sprawiło to jakieś problemy między nimi.
Kiedy się ocknęła, zauważyła, że jej stanik leży już w koncie jego pokoju. Castillo zamyśliła się, ale Leon to zauważył i przestał.
- Co się stało, Violu? - zapytał zmartwionym głosem. Wiedział, że może i ten pomysł nie spodobał się brunetce. Dobrze to rozumiał. Był to dla niej za duży krok. Jeżeli nie chce, przestanie... Nie chce, aby między nimi coś się zepsuło. Nie chce kolejnej kłótni, nie zniesie tego...
- Nie, nic...
- Przecież widzę, nie jesteś gotowa, prawda? Nie musisz kłamać. Znam cię na tyle, że rozumiem, o co i chodzi. Ja to uszanuję i ja to zaakceptuję, jeżeli teraz nie chcesz - powiedział, a policzki Violetty zaczęły nabierać jasnego koloru różu.
- Znasz mnie jak nikt inny - powiedziała rozmarzonym tonem głosu i pocałowała Leona w policzek.
- Wybacz mi, Leon... - powiedziała i przytuliła się do chłopaka.
- Nie mam ci za co wybaczać, rozumiem i szanuję twoją decyzję - odpowiedział i przytulił się do brunetki. Po chwili wypuścił ją z objęć i dał jej szansę, aby się ubrała.
- Śmigaj się ubrać - zaśmiał się. Violetta była wdzięczna Meksykaninowi za to, że ją zrozumiał. Prawda, chciała, aby to się wydarzyło, ale jeszcze nie teraz. Za parę miesięcy, kiedy osiągnie pełnoletność i będzie wolna.
Gdy już założyła swój koronkowy stanik, o koloru czerni i bluzkę, osiadła okrakiem na brunecie i swoje ręce przyłożyła tak, aby jej i Leona razem się stykały, a następnie złożyła zgięła swoje palce, a on postąpił tak samo.
- Razem? - zapytała, a Leon uśmiechnął się radośnie do Violetty.
- Na zawsze...
♠♠♠

Obojgu wydawało się, że wszystko jest już dobrze, że nie ma żadnych problemów, że nie ma się już czego obawiać, ale nic jak na razie nie uchodziło po ich myśli. Violetta i Leon sami nawet jeszcze nie wiedzą, kim dla siebie są. Violetta nie wie, na jakiej pozycji znajduje się u bruneta. Są dalej wrogami, przyjaciółmi, lub może parą? Zresztą... Po tym, co wydarzyło się parę godzin temu, nie ma co wątpić, że nic ich nie łączy. Przecież był to pocałunek przepełniony wszystkimi uczuciami, jakimi siebie darzyli. I teraz trzeba od tak stwierdzić, że nic dla siebie nie znaczą i są tylko zwykłymi przyjaciółmi? Nie, wykluczone. Musza o siebie walczyć, tak samo o ich szczęście, aby było im ze sobą jak najlepiej. Violetta spojrzała na leżącego obok niej Leona i zobaczyła, że nie ma go tutaj, razem z nią. Jest gdzie indziej, pogrążony w swoich własnym myślach i swoim własnym, prywatnym świecie. 
- Leon... Coś się stało? - zapytała natychmiast z przerażoną miną, kiedy Leon nagle podniósł się do pozycji siedzącej i spuścił głowę w dół. 
- L-Leon... Powiedz mi, proszę. Boję się... - w jej oczach pojawiły się szkliste łzy, które po krótkiej chwili spłynęły mokrym ciurkiem po policzku Violetty. Widać było, że Leon chwile zastanawiał się nad odpowiedzią, ale po dość krótkiej chwili jego myślenia, odezwał się. 
- Nie możemy być razem, Violu...

~ ♦ ~ 
Em... Tak... No... Ym... Teraz nie wiem co powiedzieć... Mam taki "Bad End" xD Ja wiem, jestem na to przygotowana, że chcecie mnie pogrzebać żywcem. Rozumiem was, bo ten, no... Sami wiecie o co mi chodzi xD (Em... Chyba xDDD ;D) Bardzo was za to przepraszam, no ale ten... Musiałam O.o (Wcale nic nie musiałam, no ale chciałam i ciii ;x) Em.. To tak xD Tą sprawę mamy wyjaśnioną ^^ (Chyba... O.o) 
Przepraszam was też za to, że znów dzielę, ale po prostu baaardzo chciałam dziś dodać, no i ten... Macie ;D
Pewnie się tego nie spodziewaliście, ale już przynajmniej wiecie, że po mnie można się wszystkiego spodziewać ;> 
Jest pięknie, jest super, a tu nagle buuum, bomba spada na rozdział i wszystko wywraca się do góry nogami i ten... Wszystko się psuje ;D Ja tak lubię... Taka jest właśnie Cheryl i już wiecie, że mnie można się czasami bać ;> Dobra, koniec tego tematu... 
Ja chyba kończę, bo coś mi się wydaje, że jesteście na mnie źli i ten... 
Pa ♥

P.S. Też was kocham, wiecie? ;*

Cheryl ♥

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Capítulo 14 “Nie znoszę, kiedy płaczesz... ”

Napisane z myślą o Natalce, Ninie oraz Kasi :* 
Dziękuję wam dziewczyny, że jesteście przy mnie <3 
Bez was, już dawno by mnie tu nie było ♥
To wszystko zawdzięczam wam misie <3
Kocham was... ♥





“Jeśli czujesz ból to znaczy, że żyjesz. Jeśli czujesz ból innych to świadczy o tym, że jesteś człowiekiem.”

“Jeśli kogoś kochasz, to znajdziesz usprawiedliwienie na jego każde zachowanie, nawet jeśli to co zrobił, rozerwało Ci serce”

♠♠♠

Położył ją delikatnie na łóżku. Musiał o nią w tej chwili dbać. Był za nią odpowiedzialny. Wiedział, że każdy nieprzemyślany przez niego ruch, może sprawić jej ból. Każdy gest, każde słowo, każdy ruch... Mógł sprawić, by cierpiała. Przez niego. Jedno nieumyślne posunięcie, a może wszystko zepsuć. Nie może na to pozwolić. Musi być delikatny. Musi o nią dbać. Jest jak diament. Upuścisz go? Rozsypie się na tysiące małych kawałeczków, których już nigdy nie uda się pozbierać w całość. Możliwe też, że niektórych się nie odnajdzie, i w niektórych miejscach zostanie pustka. Ona właśnie jest takim diamentem, który w każdej chwili może się rozsypać. Musi być wobec niej delikatny. Musi o nią dbać i pokazać, że może mu zaufać. Że znów może go pokochać. Nie ważne jak. Przyjaciela, brata, czy może jak kogoś innego... Może dla niego ważniejszego? Jak chłopaka. Jej partnera, chłopaka... Idealnego. Dla niej. Któremu będzie mogła zaufać, zwierzyć się... Być dla niej jak prawdziwy doradca, który pomoże jej w każdym problemie, z którym będzie się zmagać.
Usiadł na krańcu łóżka i przyglądał się twarzy Violetty. Jest taka bezbronna i niewinna... Nie obchodziło go to, że całe jego łóżko będzie we krwi. Ważniejsza dla niego była ona. Chciał, aby przy nim miała jak najlepiej. Jak księżniczka. Jego księżniczka. Wyciągnął swoją rękę i dotknął głębokiej i nadal krwawiącej rany dziewczyny.
- Jak on mógł ci coś takiego zrobić... - powiedział, po czym po jego twarzy spłynęła łza, której nie miał zamiaru ocierać.
Przejechał kciukiem po ranie dziewczyny. Poczuł w środku, jak bardzo musiało ją to boleć. Jak krzyczała, jak leżała i mogła umrzeć... Spojrzał na jej każdy zakątek ciała, na którym znajdowała się głęboka rana. Nie miał pojęcia, jak ona mogła do przeżyć. Tyle wgłębień, cięć... Coś wspaniałego i magicznego, że jeszcze żyje.
- Żyję dla ciebie, Leon... Musiałam walczyć. Dla ciebie... - powiedziała osłabionym głosem z zamkniętymi oczami. Ledwo co mogła wydusić każde słowo. Była w ciężkim stanie. Jeszcze jedno zagłębienie... Jej mogło już nie być. Wylała masę krwi, przez co jest osłabiona. Żałuje wszystkiego, co dotychczas powiedziała. Teraz zdała sobie sprawę, jak Leon się czuł, kiedy mówiła mu te wstrętne rzeczy. Byłam głupia... Lekko otworzyła oczy, aby mogła ujrzeć twarz Leona.
- Przepraszam cię za wszystko Leon... Wszystko to moja wina - mówiła resztkami jej sił. Mówienie sprawiało jej ból. Wszystko ją bolało. Każda część jej ciała. 
- Ćśśś... Spokojnie. Nie przepraszaj... Idź teraz spać. Potrzebny jest ci sen. Musisz się wyspać... - powiedział, po czym pocałował ją w jej zranioną rękę. 
- Będzie dobrze... - powiedział szeptem do brunetki, a na jej twarzy ujawnił się słaby uśmiech. 
- Śpij... - przybliżył się do brunetki, a następnie pocałował ją lekko w jej rozgrzane i zakrwawione czoło. 
- Ja też cię kocham... - powiedział prawie niesłyszalnie. Usłyszała to. Na jej sercu od razu zrobiło się ciepło. Mogła teraz walczyć. Dla niego. To on się teraz liczył...
Wstał z miękkiego łóżka, i już miał wychodzić, kiedy usłyszał cichy szept brunetki. 
- Zostań... Proszę... Tylko przy tobie dam radę zasnąć... - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Bez wahania położył się obok Violetty. Oparła swoją głowę o jego pierś... I teraz ma być tak zawsze... Pomyślała i od razu zapadła w sen...

♠♠♠ 

Prawie całą noc dręczył ją koszmar z wczoraj. Noc, mężczyzna, krew, nóż, jej rany, śmierć... Takie przebłyski znajdowały się w jej pamięci. O niczym innym nie myślała, niż tylko o Leonie, który zdołał ją uratować. Była mu za to ogromnie wdzięczna. Uratował mnie... Poczuła ciepło, które ogarnia jej ciało, kiedy wybudziła się ze snu. Męskie ciepło. Jej głowa unosiła się w górę i w dół. Czuła bicie czyjegoś serca. Jest przy nim. W jego objęciach. Jej serce przeszyło lekkie ukłucie. Poczucie winy. Teraz żałuje swojego zachowania, słów, wypowiedzianych w stronę bruneta. Dlaczego byłam taka głupia? Czemu pozwoliłam sobie, żeby coś takiego mówić. Został przeze mnie zraniony... 


Jedno słowo, zdanie, gest... Może zniszczyć wszystko...


Nigdy sobie tego nie wybaczy. To ona zawiniła. To ona zasługuje na wstrętną karę, które szykuje dla niej życie. Nie on. Ja. Zdecydowanie ja... Zatrzepotała lekko rzęsami, i lekko otworzyła zaspane oczy. Pierwsze co zobaczyła, były szmaragdowe oczy bruneta, wpatrzone w jej zaspaną twarz.
- Wstałaś - powiedział, a na jego smutnej twarzy pojawił się uśmiech. W końcu mógł z nią porozmawiać, usłyszeć jej głos. Nie przejmowała się, w jakiej leżą teraz pozycji. Najbardziej przejmowała się tym, że jest jej przy nim dobrze. Nawet bardzo. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Mogła zostać w tej pozycji wieczność, i w ogóle się nie ruszać.
 - Przepraszam Cię, Leon. Za wszystko. Moją zmianę, złe słowa, które do ciebie skierowałam. Zdałam sobie sprawę, że przez nie cierpiałeś. Robi mi się źle, gdy o tym myślę. Nie mogę przyjąć do siebie tego, że zmieniłam się w takiego potwora. Zraniłam cię... Nigdy sobie tego nie wybaczę. Kiedyś przyrzekliśmy sobie, że będziemy przy sobie zawsze, i nigdy się nie zranimy. I co się z tym stało? Zrobiłam to. W najgorszy sposób jaki mogłam. Przepraszam... - na jej twarzy od razu pojawił się smutek. Wsłuchiwał się dokładnie w każde słowo, które zostało wypowiedziane przez brunetkę. Analizował każde dokładnie, i myślał nad odpowiedzią.
- Violu... - zaczął powoli i zaczął lekko głaskać ją po włosach. Zupełnie tak, jak dawniej.
- Nie masz za co mnie przepraszać... Zraniło mnie to, owszem. A-ale... Po części cię rozumiałem. Trzymałaś w sobie ból, smutek, złość... To wszystko było spowodowane tymi uczuciami. Miałaś prawo być na mnie zła. Ja zawiniłem, ja cię zraniłem. Mnie nie masz prawa przepraszać, jasne? To ja powinienem cię przeprosić... - po jej policzku spłynęła jedna, samotna łza. Chłopak przyłożył kciuk, do miejsca, w którym leciała łza i powoli ją starł. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki uśmiech. Od razu do jego serca napłynęło gorące ciepło, które ożywiło bardziej uczucie do brunetki.
- Nie masz mnie za co przepraszać, naprawdę... - odrzekła i spojrzała brunetowi oczy. Zobaczyła w nich wszystko, czego dotychczas nie mogła zobaczyć. Kocha mnie... 
- Wiesz... Kiedyś się zastanawiałem, co by się stało, kiedy bym cię  nie poznał... - natychmiastowo spojrzał w sufit. Zaczął nagle myśleć, o tym, jakby jego życie się potoczyło bez brunetki u jego boku. Nie wytrzymałbym... Bez niej, nie byłoby też mnie... Nie wstawałby, a pierwszej jego myśli przez którą się budził, nie byłoby ponowne spotkanie i uśmiech na twarzy brunetki. Już dawno nie byłoby go w Studio. To ona go ratowała, kiedy był w poważnych opałach. To ona dawała mu nadzieje, że jeśli czegoś chce, to coś osiągnie. Taka myśl była potrzebna w tej szkole. Trzeba było wierzyć, że da się coś osiągnąć. Właśnie przez tą myśl, osiągną wiele. Wywiad, sesja zdjęciowa, płyta... Coś magicznego, że taka osoba jak Violetta, ma w sobie tyle wiary, optymistycznego nastawienia do życia, potrafi odwrócić swój świat do góry nogami, kiedy jest w kompletniej dziurze i nie może z niej wyjść. Ona zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, zawsze... Nie podda się bez walki. Będzie walczyła do upadłego. Ale czasami w życiu są upadki, aby z powrotem się podnieść i osiągnąć szczyt. Los szykuje dla nas wiele niespodzianek. Czasami bolesnych. Każe cierpieć. Nasze życie jest w zamknięciu. Cała historia się powtarza. Nie dostrzegamy szczegółów. Mamy ochotę zatrzymać się chociaż na chwilę. Doznać tego pięknego uczucia jakim jest szczęście. Pozwolić mu się ponieść. Latać. Uciec od szarej rzeczywistości, od całego otaczającego nas świata. Udać się do nieznanej nam krainy, w której będziemy w stanie się zatracić i nigdy nie będziemy chcieli jej opuścić. Ale w końcu nie da długo bujać się w obłokach, gdyż w teraźniejszości mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby nadal żyć. Aby nadal mieć chęć egzystować na świecie. Wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia. Wszystko, aby doznać też tego szczęścia. Przyjaciele, rodzina... Ludzie, których kochamy ponad wszystko. Nie ważne co nam zrobili, nie ważne jak postąpili przeciwko nam, ważne, że zawsze jesteśmy w stanie im przebaczyć, bo znaczą dla nas wiele i gdyby była taka potrzeba, jesteśmy nawet w stanie oddać za nich życie. Czasami w naszym naszym życiu pojawiają się różne osoby. Każdy z osobna wnosi coś do naszego życia. Cząstkę siebie. Pomimo upływającego czasu zapamiętujemy tą osobę. Każdą rozmowę, przypadkowy dotyk. Daje nam ona szczęście. Uczucie roznoszące się powoli przez całe ciało trafiające później prosto do naszej podświadomości. Cieszymy się najdrobniejszymi szczegółami. Ale w pewnym momencie coś się zmienia. Cała więź pęka. Osoba która wydawała nam się tak bliska staje się daleka. Zmienia się. Czasami na gorsze, czasami na lepsze. Powoli odsuwa się od nas aż w końcu odchodzi. Wydawać by się mogło że na zawsze. Że wraz ze sobą zabiera całe nasze szczęście. I gdy udaje nam się zapomnieć, powraca. Nieświadomie. Powodując ukłucie w sercu. Wywołujące w nas tak wiele wspomnień. Jesteśmy w stanie wybaczyć wszystko aby tylko przy nas została, nigdy już nie odeszła. Nawet jeżeli wywołała tak dużo łez, tak wiele nieprzespanych nocy. Pomimo całego bólu wybaczamy. Wszystkie złe chwile znikają w jeden sekundzie. Cieszymy się powrotem. Mając nadzieje na lepszą przyszłość. Z tą osobą... 
- Dziękuję Ci, Leon... - odparła natychmiast brunetka i po chwili spojrzała w oczy bruneta. Chciała się lekko podnieś. Lekko mruknęła z bólu, i opadła do tej samej pozycji, co wcześniej. Leżąc obok bruneta, i patrząc mu się w oczy, układała słowa w zdania, które za niedługo miały wyjść niczym potok z jej ust. 
- Mi? Za co? - zapytał zaskoczony. Nie spodziewał się tego słowa, a zwłaszcza teraz. 
-Za wszystko, co zmieniło moje życie... Na lepsze. To właśnie ty nauczyłeś mnie kochać. To właśnie ty, byłeś przy mnie, kiedy nie było przy mnie bliskich. Właśnie ty podarowałeś mi ciepło, którego tak potrzebowałam. Ty pokazałeś mi te optymistyczne strony tego świata. Uratowałeś mnie, gdy byłam w tarapatach. Kiedy miałam głupie pomysły, mówiłeś mi, żebym dała sobie z tym spokój... Zawsze miałeś rację. Zawsze wiedziałeś, co mi jest. Zawsze pomagałeś... Dziękuję Ci, Leon. 
- Ale ty robiłaś to samo. Więc tak jakby... Odwdzięczam ci się za wszystko, co ty zrobiłaś dla mnie. Nie masz mi za co dziękować mała, jasne? To właśnie ja, powinienem dziękować tobie, Violu... - przyciągnął ją bliżej siebie i lekko pocałował w czoło, a na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech. 
- Leż tu, a ja przyjdę po apteczkę, dobrze? - brunetka lekko odsunęła się od bruneta. 
- Nie musisz.
- Muszę... Zobacz na twoje nogi i ręce. Nie mogę pozwolić, aby do twojego organizmu wdało się jakieś zakażenie. Leż... Ja zaraz wrócę - wstał z łóżka, przeszedł przez próg drzwi i zniknął, schodząc schodami w dół. Brunetka chwyciła kraniec białej kołdry, którą była przykryta i zarzuciła ją na bok, aby odkryć swoje ciało. To co zobaczyła, sprawiło ją o łzy, które natychmiast zaczęły lecieć po jej bladym policzku. Krew była wszędzie. Na jej ciele było pełno czerwonych plam, ran i cięć. Nadal z niektórych cięć, spływała ciurkiem strużka krwi, która po chwili robiła plamę czerwonej krwi na białej pościeli. 
- Jaka ja byłam głupia... - powiedziała ściszonym głosem, a z jej oczu wylało się więcej mokrych łez. 
- Wcale nie byłaś głupia - usłyszała głos Leona, który znienacka pojawił się w drzwiach, a w ręce trzymał czerwoną apteczkę. Violetta spojrzała na chłopaka z twarzą świecącą od łez. Spojrzała na niego smutnym wzrokiem, a następnie swoją głowę spuściła w dół. Znów spojrzała na swoje pokaleczone ciało, które mieniło się od czerwonych plam. Lekko wyciągnęła rękę i dotknęła głębokiej rany na udzie. Zamknęła oczy i syknęła z bólu. 
- Piecze... - po policzku Violetty spłynęła samotna łza. Chłopak od razu podszedł do prawej strony łóżka, po której stronie leżała Castillo i położył apteczkę koło ściany. Następnie klęknął, schylił się i otarł łzę, która smętnie spływała po twarzy dziewczyny. 
- Nie płacz... Proszę Cię. Nie znoszę, kiedy płaczesz... Spokojnie. Wszystko już jest dobrze. Opatrzymy rany i po sprawie - wstał, schylił się i lekko podniósł Violettę, aby opierała się o ramę łóżka. Chwycił biało poduszkę, która leżała koło niej i podłożył ją szatynce pod plecy, aby było jej wygodnie. Schylił się w stronę apteczki, otworzył czerwoną rzecz i zaczął szukać w niej potrzebnej rzeczy, aby opatrzyć ranę Violetty. Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną, gazik i bandaż. Violetta z przerażeniem wpatrywała się w rzeczy, które Leon wyciągał z apteczki. Zawsze nie znosiła bólu, kiedy ktoś przecierał jej ranę wodą utlenioną. Ten ból, kiedy ktoś przykładał wacik z wodą do jej części ciała, która została skaleczona. I to jak strasznie piekło... Nienawidziła tego uczucia. Leon do prawej ręki wziął białą buteleczkę, a do lewej biały puszysty gazik. Po chwili przechylił buteleczkę z zawartością, aby płyn wylał się na gazik. Gdy odpowiednia ilość płynu wylała się na gazik, przysuną się do Violetty. Violetta lekko się odchyliła ze strachem w oczach. 
- Spokojnie Violu... To tak bardzo nie boli. Wiem, jak bardzo się tego boisz. Będę robił to lekko i ostrożnie, dobrze? - powiedział spokojnie Leon. W jego głosie czuć było troskę, o Violettę. 
- Yhy... - lekko kiwnęła głową, na znak zgody. Leon przyłożył swoją rękę do krańca łóżka, aby móc czegoś się oprzeć. Violetta spojrzała na rękę chłopaka. Zrobić to, czy nie? 
- L-Leon... - zapytała niepewnie brunetka nadal patrząc na rękę chłopaka opartą o łóżko. 
- Tak? - zapytał i od razu spojrzał na Violettę. 
- C-czy m-mogł-ła, b-bym... 
- Oczywiście - brunet od razu zrozumiał, o co chodzi Castillo. Nie musiał za długo myśleć, co takiego chce powiedzieć brunetka, gdyż wiedział, że i tak się go o to zapyta. Zawsze tak robiła, gdy była na badaniach, w których zawsze towarzyszył jej Leon. Violetta od razu chwyciła dłoń Leona i przybliżyła ją bardziej do siebie. Po chwili swoją bladą i trzęsącą ręką mocno ją ścisnęła. 
- Nie bój się... Musimy to zrobić. 
- D-dobrze... - zamknęła mocno oczy i czekała... 
- Jesteś gotowa? - brunet nie mógł tak od razu przyłożyć wacika do ciała dziewczyny, gdyż wiedział, że bardzo się boi takich rzeczy. Chciał pierw ją troszkę uspokoić i sprawić, aby poczuła się spokojniej. 
- T-tak... - odparła szeptem. Była już gotowa na piekący ból. 
- Liczę do trzech... - odparł, a kiedy zobaczył lekkie skinięcie Violetty, zaczął liczyć - Jeden... Dwa... Trzy... - lekko przyłożył gazę do uda dziewczyny. Nie usłyszał żadnej reakcji dziewczyny, więc przycisną troszkę mocniej. Wtedy usłyszał ciche syknięcie ze strony szatynki. 
- Ćśśś... Jeszcze troszkę - powiedział szeptem brunet i przetarł całe miejsce miejsce dookoła rany. Usłyszał jeszcze dwa razy parę cichych syknięć Violetty, ale dawała radę. 
- Widzisz? Nie trzeba było się tak bardzo bać. Już po wszystkim, Violu... Możesz otworzyć oczy - powiedział, a na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Odłożył gazę na bok i spojrzał na Castillo. 
- Już? - zapytała zdziwiona. 
- Tak - zaśmiał się. 
- Mówiłeś prawdę... Nie bolało - zaśmiała się i przyciągnęła do siebie bruneta, a następnie mocno uścisnęła. 
- Za chwilę przemyjemy resztę ran, aby nie było zakażenia, dobrze? - zapytał odsuwając się lekko od Violetty, aby spojrzeć na jej bladą twarz. 
- Jasne - odpowiedziała z uśmiechem wymalowanym na twarzy. 
- Dziękuję, że się o mnie troszczysz - dodała po krótkiej chwili. Przybliżyła się do bruneta i musnęła jego prawy policzek swoimi malinowymi ustami. W tej chwili poczuł się jak dawniej...


♠♠♠

Tekst w kolorze białym, został napisany przez Miśkę Verdas <3
Dziękuję Ci skarbie za pomoc ♥


Witam was misie :* Rozdział 14... O jeżusie, jak ja już daleko doszłam. Masakra... Nie spodziewałam się. Mimo tego, że pod One Shotem nie pojawiło się osiem komentarzy, dodaję... <3 Jestem taka miła, że się nad wami lituję :* Już nie będzie tam żadnych liczb, czy cyfr, które mówią, że za ileś tam komentarzy pojawi się rozdział, bo i tak tej liczby komentarzy, którą ja bym chciała, nie będzie. Pogodziłam się z tym... I mimo tego, że prawie nikt z dwudziestu jeden obserwatorów, postanowiłam, że będę chociażby pisała dla siebie, lub dla kilku osób, które komentują i przede wszystkim... Dla siebie. Nie obchodzą mnie już ilość komentarzy, czy wejść... Liczą się dla mnie osoby, które chcą to czytać i są moimi prawdziwymi obserwatorami. Dziękuję wam misie ♥
Jak widzicie, szablon został zmieniony, gdyż już ciemny kolor na tego bloga nie pasuje. W ogóle teraz jest szczęście w rozdziałach itepe, więc żadnych ciemnych szablonów teraz nie chcę xD
Podoba się? xD Jak nie, to musicie troszkę poczekać, aż będzie tutaj nowy szablon, który zamówiłam u Nath. Nie wiem kiedy skończy, ale za niedługo go dodam. Czekam na opinię i chociaż jeden komentarz <3
Dziękuję i pozdrawiam, 
Cheryl ♥

poniedziałek, 2 czerwca 2014

One Shot part 3 ,,Miłość na wieki i jeszcze dłużej..." | Autor: Cheryl

Ja pierdziele... Tak bardzo was przepraszam. Miałam dodać tą część w piątek, a niektórzy czekają, czekają i nic nie ma. Przepraszam... Kiedy rano wstałam, byłam tak nie ogarnięta, nie wiedziałam co się dzieje, i na dodatek nie było internetu -.- Nie mogłam przez to dodać, za co was już trzeci raz przepraszam. Już wróciłam, internet jest i dlatego publikuję część trzecią ;*

Miłego czytania <3

~*~*~*~

Bardzo chciałabym 
was prosić, o przeczytanie notki na samym dole. 
Dziękuję ♥

♠♠♠

Ludmiła wzięła srebrną żyletkę do ręki i przyłożyła ją do skóry. Przedramię. Jej cel. Wbiła lekko ostre narzędzie w skórę i rozcięła ją. Powstała z tego druga kreska, a za każdym nowym cięciem kolejna i kolejna. Krew z jej rozcięć lała się strumieniami. Już za późno, aby naprawić swój błąd. Rany, a z czasem blizny zostaną na jej ciele już na zawsze. Mogła tego nie robić. Mogła go chociaż wysłuchać. Dać mu pięć minut, aby jej wytłumaczył... Byłam głupia. Na jej ręce znajdowało się ponad dwadzieścia krwawych i głębokich rozcięć, z których ciągle leciała krew. Za późno... Już nic nie da się zrobić. Z drżącą ręką przyłożyła żyletkę na swój nadgarstek. Ostatnia kreska. Przyłożyła metalową rzecz do swojego nadgarstka i głęboko wbiła narzędzie. Auuuuuu! Zawyła z bólu. Z jej nadgarstka zaczęła wylewać się krew strumieniami. Przecięła swoje żyły. Jej prawie najważniejszy narząd, przez który żyła. Właśnie przez żyły krew napływała do jej serca i żyła. Bez krwi, jej serce przestanie bić. Umrze. Wykrwawi się na śmierć. Zakręciło się jej w głowie. Nieprzytomnie rozejrzała się dookoła siebie. Tylko krew.
Była słaba, osłabiona. Już na nic nie miała siły. Straciła za dużo krwi. Przymrużyła swoje oczy. Wszystko co widziała dookoła było rozmazane. Traciła kontakt z światem. Sekunda, minuta... A jej już może tutaj nie być. Ze swojej zakrwawionej ręki wypuściła narzędzie, które z cichym dźwiękiem upadło na ziemię.
- Żegnaj Federico... - szepnęła na resztkach swoich sił, a po jej policzku spłynęła jedna łza, która skapnęła do kałuży krwi. Powoli opadła w kałużę krwi. Już nie znajdzie ratunku...

Ktoś pomoże?

♠♠♠

Stał tuż przed jej domem. Chciał zobaczyć jakiekolwiek światło, w jednym z pokoi. Jest. Z pokoju blondynki bił jasny blask światła. Podszedł do głównych drzwi wejściowych. Pukał. Krzyczał. Nikt nie odpowiadał. Klucze. Od dawna wiedział, że za lampką, obok drzwi był haczyk, a na nim był powieszony klucz. Sięgną ręką do miejsca i poczuł cichy grzechot obijających się o siebie kluczy. Chwycił rzecz do ręki i wybrał ten właściwy. To musi być ten. Jego ręka znalazła się na tym samym poziomie, co zamek. Włożył srebrny klucz do środka i przekręcił w prawą stronę. Usłyszał dźwięk otwieranego zamka i bez zastanowienia wszedł do środka. Wbiegł po schodach. Muszę ją znaleźć. Nie wiem co zrobię, kiedy nie zdążę... Znalazł się u góry. Musi przejść koło dwóch drewnianych drzwi i już będzie u progu jej pokoju. Na drzwiach pokoju widniał napis, który sama napisała "Lu". Chwycił klamkę i wparował do środka. Od razu jego uwagę przykuło coś u jego stóp. Coś mokrego i czerwonego. Lało się ciurkiem od jakiejś części pokoju. Spojrzał nieco w górę. Zamurowało go. Na ziemi leżała blond włosa dziewczyna.

Skarbie, coś ty zrobiła... 

Po jego twarzy zaczęły lecieć gorzkie łzy rozpaczy.
- Jak mogłaś... - powiedział szeptem. W środku wierzył, że jeszcze oddycha. Że jest dla niej jeszcze szansa. Musi przeżyć. Nie może umrzeć... Pochylił się nad dziewczyną. Po co? Nie mógł przestać płakać. Nie ukrywał swoich łez. Ma uczucia. Nie jest ze stali. Nie wierzę... Sprawdził jej puls. Słaby, ale jest. Spojrzał na jej rany, które sama sobie wyrządziła. Nie...
 Pochylił się nad Ludmiłą i przytulił ją do siebie. Chociaż to był ostatni raz. Odgarnął jej lśniące blond włosy z twarzy i założył je do tyłu. Cała we krwi. 
- Jak mogłaś mi to zrobić, słyszysz?! Po co?! Kocham Cię... - powiedział, a po jego policzku poleciało kilka słonych łez. Nie ma jej? To nie ma i też jego...



Jesteś zadowolona?
Straciłaś wszystko...
Po co ci to było?

♠♠♠


Szansa.
Szansa na śmierć,
której nie wykorzystała.
Mogło jej już nie być. 
Straciła ją. 
Mogła teraz być szczęśliwsza. 
Bzdura... 
Samotna, załamana, smutna...
Taka by była. 
Pech, czy szczęście? 
Uratował ją. 
Po co? 
Aby dać jej kolejną szansę na zabicie się? 
Żałowanie wszystkiego? 
Męczenie się z życiem?
Ból, który nią władał?
Po co mi kolejna szansa?
Godzina. 
Minuta.
Sekunda. 
Może jej już nie być. 
W każdej chwili może umrzeć. 
Jeden ruch, a może zniszczyć wszystko. 
Federico...
Mogła go stracić. 
Najgorszy błąd, jaki popełniła. 
Czyżby?
Chce mieć nadal z nim do czynienia? 
Chce nadal mieć z nim kontakt? 
Nigdy... Po co mnie ratował? Mogłam zrobić jeszcze jedno cięcie... Mogłam umrzeć... Byłoby po wszystkim. Nie byłoby mnie. Byłoby lepiej. Dla mnie, dla niego... Ja stwarzam same problemy. To moja wina. 


Jedna żyletka. Jedna żyła. Jedno cięcie. Jedna chwila. 
A mogło być tak pięknie...

♠♠♠

Tną się. Żyletka, nóż, nieważne, ważne że coś ostrego. Celowo tworzą rany na swoim ciele kilkoma cięciami. Zazwyczaj stosują wystarczająco dużo siły, aby przebić się przez skórę do krwi. Nie zdają sobie sprawy do czego prowadzi podjęcie takich działań - uzależnienie. Brak wystarczającej siły psychicznej, by poradzić sobie z otaczającym światem, cierpienie, ból wewnętrzny. Chęć utożsamienia bólu wewnętrznego z bólem zewnętrznym. Nikt nie robi tego bez powodu. Tłumią w sobie emocje, uważają że nikt ich nie zrozumie. Problemy miłosne, szkolne, rodzinne, chęć spróbowania, zwrócenia na siebie uwagi, brak akceptacji, samotność. Powodów sporo. Po czasie nawet to już nie wystarcza. Teraz nie zrozumie człowiek błędu, ale jak dojrzeje to będzie żałował. nie dość, że nie pomyśli, to później wstydzi się blizn i stara się je ukryć, jakby to miało odratować sytuację. Tną się, ponieważ potrzebują poczuć, że żyją, a do samego bólu zaczynają się przyzwyczajać. Myślą tylko o śmierci. Chcą zginąć. Pozbyć się problemy. Każdy normalny stawia im czoła i próbuje je pokonać. Każdy pozbywa się problemów na swój własny sposób. My nic z tym nie zrobimy.

Czy to jest normalne?

♠♠♠


Trzy miesiące. 
12 tygodni
90 dni...
2160 godzin.
129600 minut.
Wieczność... 
Sen... 
Ich sen... 


" Siedziała wśród kolorowych kwiatów, z których wydobywał się piękny zapach. Wyciągnęła rękę i zerwała jednego z nich, którego po chwili wsadziła w swoje lśniące blond loki. Wyglądała jak anioł. Bez żadnych białych skrzydeł, ani bez aureoli. Nie potrzebowała tych dwóch rzeczy. I tak nim była. Biła blaskiem, i nikt nie mógł jej przeszkodzić, aby robiła to, co kocha. Nikt nie miał zamiaru stawać jej na drodze do jej szczęścia. Była idealna. Piękna. Jak księżniczka. Może bez korony, ale jednak... Cała jego. I tylko jego. Po chwili usłyszała melodię. Te Creo. Ich piosenka. Wspólna. Napisana przez nich. Usłyszała jego głos, przy którym mogła się uspokoić, wyciszyć... Tylko on tak na nią działał. Mógł ją uspokoić. Nie ważne w jakim była stanie, on zawsze znał na to lekarstwo. Dołączyła do niego. Do ich piosenki. Razem byli całością. Razem na wzajem się uzupełniali. Byli jednością. Jak jing i jang. Czerń i biel. Woda i ogień. Deszcz i słońce. Można powiedzieć, że zupełnie inne charaktery, ale coś wyjątkowego ich połączyło... Miłość. Czy to możliwe? Oczywiście. Nie ważne kim się jest, czy jaki ma się charakter. Zupełnie jak oni. Odmienni, ale miłość nimi zawładnęła. Nie ważne jaki ma się charakter, ważne jest to, co kryje się w środku...
- Powiedziałbyś całemu światu, że mnie kochasz? - powiedziała, leżąc obok niego i podziwiając niebo, bez ani jednej chmurki. Nic zwyczajnego, ekscytującego... A jednak. Uwielbiała patrzyć na każdą rzecz w naturze. Przyglądać się jej, badać ją... Kochała to. 
- Oczywiście... - w tej chwili zbliżył się do ucha blondyny i szepnął. 
- Kocham Cię... - następnie lekko musnął jej usta. 
- Dlaczego mówisz to szeptem? 
- Bo to właśnie ty jesteś całym moim światem... 
Może i nic nadzwyczajnego, ale dla nich znaczył ten gest wiele. Zwykłe dwa słowa na dziewięć liter, a tyle może sprawić radości. Humor od razu może się zmienić. Dzięki zwykłemu ,,Kocham Cię''. Jest to coś cudownego, że takie piękne uczucie, połączyło tą dwójkę w jedność... To jest przeznaczenie... " 

"Stali koło siebie, stykając się czołami. O niczym innym nie myśleli, niż o tym, że są razem. Mogą być ze sobą i cieszyć się swoją obecnością. Nic nie mówili. Słowa dla nich były zbędne. Nie potrzebowali ich. Doskonale się bez nich rozumieli. Ich miłość do siebie, mówiła za nich... Miłość niezwykła, magiczna... O której nie jeden mógłby sobie pomarzyć. Jest jak w bajce. Jeden ruch... Posunięcie, a wszystko może się zepsuć. Pstryk, i może się obudzić. Leżeć w swoim łóżku i zastanawiać się, co właśnie się stało. Pozwalać, aby po jej policzkach płynęły łzy, zdając sobie sprawę, że nigdy go nie poznała. Że to był tylko sen. Realistyczny... Bardzo. Nie. Tak nie może być. To nie jest sen. To jest teraźniejszość. Jest tu. Na łące. Razem. Stoją. Słyszą bicie i oddech drugiej osoby. Chwytają się za ręce. 
- Kocham Cię...
- A ja Ciebie... 
W tej chwili poczuła, jak traci grunt pod nogami. Zapada się pod ziemię, i spada... Głęboko w dół. W ciemną otchłań. Poczuła, jak ktoś ją łapie. Spogląda w górę, a jej oczom ukazuje się twarz bruneta. Trzyma ją. Musi. Nie może jej puścić. Nie może jej stracić. Jej ręka zaczyna się wyślizgiwać z jego uścisku. Traci ją... Jeszcze chwila, a jej nie będzie. 
- Nie odchodź... - mówi brunet przez łzy. 
- Żegnaj... 
Ręka wyślizgnęła się z ręki bruneta, a blondynka spadła. Głęboko w czarną dziurę, z której nie było wyjścia. Spada... Coraz głębiej. Zamyka oczy. Nie krzyczy. Wie, że na nic to się nie zda. Widzi jasne światełko. Jeszcze chwilę, a uderzy w ziemię. Zabije się. Jeszcze parę metrów. Pięć metrów... cztery... trzy... dwa... Jeden... Pięćdziesiąt centymetrów... dziesięć... "

♠♠♠ 

- Nieeeee! - podniosła się nagle z łóżka. Co się stało? Czy to mogło coś znaczyć? 
- To było takie realistyczne... - szepnęła sama do siebie nadal z zamkniętymi oczami. Nie mogła uwierzyć, że taki sen, mógł być tak realistyczny. A jeśli to coś naprawdę znaczy? Nic z tego nie rozumiała. Kompletnie nic. Zatrzepotała lekko rzęsami i powoli jej powieki powędrowały w górę. Jasne światło uderzyło ją tak nagle, że od razu zamknęła oczy. Wszędzie biel. Nic innego. Gdzie jestem? Po chwili zdała sobie sprawę, że znajduje się w szpitalu. Rozejrzała się dookoła, ale nigdzie nie było żywej duszy. Spodziewała się, że koło niej zjawi się chociaż mama, tata... Federico? Tak. Chciała, aby tu był. Nie było go. Nie ma, i nie będzie... Czemu? Przekonacie się sami...

Do sali wszedł mężczyzna w białym kitlu. Trzymał coś białego i prostokątnego w swoich rękach. List? Dla mnie? Od kogo? Wpatrywała się w białą rzecz. Na nic innego nie zwracała uwagi.
- Witamy panią ponownie.
- Co się stało? Dlaczego tu jestem? Gdzie inni? - zadawała tysiące pytań na raz. Nie mogła uwierzyć, co się dzieje. Gdzie Federico? Gdzie rodzice? 
- Miała pani mały wypadek. Straciła pani bardzo dużo krwi, przez co serce zaczęło inaczej funkcjonować.
- Jak?
- Wszystko na samym początku było dobrze, kiedy dowiedzieliśmy się, że pani serce przestanie bić. Szukaliśmy dawcy, ale nikt się nie zgłosił. W ostatniej chwili, kiedy był to pani ostatni dzień, dawca się znalazł. Mówił, że dużo nad tym myślał, ale dla pani zrobi wszystko... - powiedział lekarz. Słowa, które mówił, do niej nie docierały. Moje serce powinno przestać bić. Mnie już powinno tu nie być. Nie mogła w to uwierzyć, że ktoś poświęcił swoje życie dla niej... Nadal spokojnie analizowała każde słowo, które powiedział do niej lekarz.
- Kto to był?
- Nie zdradził swojego imienia, ale kazał wręczyć pani tą kopertę - lekarz podszedł do łóżka, na którym leżała blondynka i wręczył jej ową rzecz.
- I powiedział, aby nie robiła pani nic głupiego - po tym wyszedł z pokoju i zostawił dziewczynę samą, ze swoimi myślami, oraz kopertą, której bała się otworzyć. A co jeśli to Federico? Co jeśli to on był dawcą? Po jej policzkach zaczęły płynąć gorzkie łzy smutku. Drżącymi dłońmi rozerwała kopertę i ze środka wyciągnęła białą kartkę. Rozłożyła ją, a po chwili, kiedy rozkładała kartkę, coś wypadło. Zdjęcia. Trzy zdjęcia dla nich najważniejsze.




Cała jej twarz była mokra od łez. To jednak on. Drżącą dłonią odłożyła zdjęcia obok siebie i chwyciła drugą kartkę, na której znajdowało się pełno liter, słów i zdań napisanych przez Włocha. Dalej Ludmiła... 

"Wiem, że jest już za późno, aby ci to powiedzieć, ale przepraszam Cię... Ja nie miałem nic wspólnego z Francescą. To co mówiła, było kłamstwem. To Ona wysłała Ci tą wiadomość. Ja... Nie wiedziałem, że właśnie o to może ci chodzić. Przepraszam Cię... To moja wina... Wszystko to moja wina. Mogłem nie stać jak słup soli, kiedy Cię odepchnęła i Ci pomóc... Mogłem. Nie zrobiłem tego. Zabrałbym Cię od Niej, a nie musiałabyś słuchać jej kłamstw. Teraz nadal byłabyś przy mnie. Cieszylibyśmy się chwilą, jak to robilśmy. Byłabyś moją księżniczką, którą nadal jesteś. I gdyby pomyśleć, że takie osoby jak my, mogło coś połączyć. Zaskakujące, prawda? Niebywała... Nasza miłość była magiczna... Niepowtarzalna... Myśleliśmy, że nikt nie da rady jej zniszczyć. A jednak... Ja to zrobiłem. Zniszczyłem wszystko. Zniszczyłem nas. Uczycie, które do siebie darzyliśmy. Zniszczyłem Ciebie. Pozwoliłem, abyś zrobiła sobie krzywdę. Cierpiała... Przeze mnie. Nie zasługujesz na mnie, a ja na Ciebie. Taka jest prawda. Wszystko ja zepsułem. Nie obwiniaj się o wszystko, bo ja to zepsułem... Moja wina. Nie twoja. Zapamiętaj, dobrze? Przepraszam Cię, za wszystkie krzywdy, które Ci wyrządziłem. Nie chciałem tego. Nie chciałem, abyś była smutna... Wybacz mi. To ja zawiniłem. To ja pozwoliłem Ci, abyś mi zaufała. Mogliśmy być szczęśliwi, a ja sprawiłem, że ta nadzieja zniknęła. Byliśmy ze sobą już prawie dwa lata, a ja to zepsułem. Pozwoliłem, aby na twoim ciele pojawiły się rany, przez które cierpiałaś. Przepraszam Cię. Za wszystko. Byłaś dla mnie kimś więcej, niż tylko zwykłą partnerką. Byłaś moim słońcem, które pozwalało mi żyć dalej. Byłaś dla mnie jak księżniczka, którą miałem zamiar chronić. Co z tego wyszło? Nic. Tak tego żałuję. Chciałbym to wszystko cofnąć. Zrobiłbym wszystko, aby wskazówki zegara cofnęły się o parę dni, godzin, sekund... Abym tylko mógł wszystko naprawić. Ale każdy dobrze wie, że czasu nie da się cofnąć. Wiesz... Czasami w życiu dzieją się rzeczy, które nas zaskakują, i które nie chcielibyśmy, aby się przytrafiły. Ale takie jest życie. Niesprawiedliwe. Dziękuję Ci za te wszystkie chwile, spędzone razem z Tobą. To było coś pięknego, mieć Cię przy sobie. Chciałbym, abyś wiedziała, że te chwile już nie nastąpią. Nigdy. Teraz zastanawiasz się gdzie jestem, skoro mnie przy Ciebie nie ma. Właśnie dlatego piszę ten list. Chcę ci powiedzieć, że mnie tutaj już nie ma. W ogóle. To ja oddałem Tobie moje serce. Musiałem. Nie wytrzymałbym, kiedy usłyszałbym, że umarłaś. To byłby za duży cios. Za dużo bólu, cierpienia... Musiałem. Nie mogłem na to pozwolić. To jest dowód na to, że zawsze Cię kochałem, kocham i będę kochać. Nie masz pojęcia, jak ja bardzo Cię kocham... Była to dla mnie ciężka decyzja, ale dla Ciebie mogę zrobić wszystko. Oddać wszystko. Życie. Dziękuję Ci za wszystko. Za to, że wprowadziłaś miłość, oraz słońce do mojego życia. Że mnie zmieniłaś. Dziękuję Ci za wszystkie wspaniałe chwile i wspomnienia spędzone z Tobą. Mieć taki skarb koło siebie, było naprawdę czymś wspaniałym. Nie łatwo piszę mi się ten list, gdyż wiem, że teraz płaczesz. Po moich policzkach też płynął łzy. Wiadomość o tym, że mnie już koło Ciebie nigdy nie będzie, boli. Cholernie. Ale musiałem to zrobić. Dla Ciebie... Teraz jestem u góry, w śród aniołów i obiecuję, że będę nad Tobą czuwał. Sprawię, że nic złego już nigdy Ci się nie stanie krzywda, ani nic złego. Już nigdy w życiu. Nie przeze mnie. Chcę Ci powiedzieć, abyś poznała kogoś nowego. Lepszego. Z którym będziecie mogli stworzyć wspaniałą i kochającą rodzinę. Musisz... Obiecasz mi to, dobrze? Nie pozwolę, abyś była nieszczęśliwa przez moją osobę. W końcu o mnie zapomnisz i wszystko w twoim życiu się ułoży. Dopilnuję do tego. Chcę Ci powiedzieć jeszcze jedno. Teraz to ty masz moje serce, które już na zawsze będzie należeć do Ciebie. Będziesz nosiła cząstkę mnie w sobie. Będziesz pamiętała o naszej miłości, która miała trwać na wieki. Cóż... Nie udało się. Może tak miało być? Nigdy się nie dowiemy. Ale wierzę... Że kiedyś się jeszcze spotkamy. Czuję to. Kocham Cię Ludmiło. Żegnaj już na zawsze...


Twój Federico <3 "


Do oczu blondynki napływało coraz więcej łez. Jak on mógł mi to zrobić? Było to nie do opisania, co czuła teraz w środku. Nie wiedziała co ma robić. Lecz wie, że jakiekolwiek dalsze życie bez niego, będzie niczym. Nie będzie czuła tych samych motylków w brzuchu przy innym, niż Federico. To on był tym jedynym i to on miał być przy niej, aż jej życie dojdzie końca. Co mam teraz zrobić? Opadła na swoje łóżko, a z jej ręki wypadł list, który spadł na białe kafelki. Miała cichą nadzieję, że za chwilę się obudzi z tego "snu" i okaże się, że będzie to zwykły głupi żart. Nie chce żyć bez Włocha u swojego boku. Nie uda jej się to. Nie ważne jak bardzo by próbowała. To będzie niemożliwe. Nie będzie sensu. Nie da rady. On dla niej znaczył o wiele, wiele więcej, niż myślała. Nie chce żyć ani sekundy dłużej bez niego. Mieli być przy sobie do końca. Ale nie wiedziała, że ten koniec tak szybko nadejdzie. Zaczęła myśleć. A jeśli umrę? Przecież i tak nikt nie będzie mnie opłakiwał, a ja nie chce żyć bez niego. Zrobię to... 
Zdała sobie sprawę, że nie da rady bez niego żyć. Nie chce, nie ma ochoty... Chce odejść z tego świata i go spotkać. W niebie. Chce być przy nim już na zawsze. Nie myślała długo nad tą decyzją, bo dla niej nie ma o czym myśleć. Włoch znaczył i znaczyć będzie dla niej wszystko. Więc nad tą decyzją nie ma co myśleć. Musi to zrobić. Chce znaleźć się obok jej miłości życia. Teraz...
Chwyciła za kable, które były poprzyczepiane do jej ciała. Za nic w świecie nie wiedziała, do czego one mają służyć. Tylko to, że trzymały ją przy życiu. Szarpnęła je. Wszystkie odczepiły się od jej ciała, a maszyny które zostały przy łóżku, zaczęły głośno piszczeć i hałasować. Będzie już częścią mnie. Na zawsze... 


Jej ciało zostało na ziemi, lecz jej dusza już na zawsze odeszła...

Zaczynało kręcić jej się w głowie. Powoli jej powieki zaczęły stawać się ciężkie i jej powieki zaczynały same opadać. Żegnajcie... Jej serce przestało bić. Zasnęła już na wieki. Teraz może spotkać się z Federico. Mogą być razem ze sobą w niebie. Już nie będą na ziemi, tak jak dawniej, ale będą w miejscu, w którym będzie im o wiele lepiej. Bez żadnych przeszkód, aby ich miłość mogła się zepsuć. Teraz mogą być szczęśliwi. Razem... 

Ich miłość będzie trwała na wieki i jeszcze dłużej... 

Kiedy tracimy kogoś ważnego, kto grał ważną rolę w naszym życiu, zdajemy sobie sprawę, że ta osoba znaczyła dla nas więcej, niż myśleliśmy...

♠♠♠

Nie wiem czemu, ale sama płakałam przez to beznadzieje, podczas pisania.
Naprawdę...
Jak widzicie, jest to już trzecie część i ostatnia :D
Hm... Co by tu jeszcze? Aha ;ccc
Jest jedna sprawa. Komentarze. Wcześniej było ich po 8-15, a teraz? Teraz jest po 3-5. Nie wiem... Nie podoba wam się to co pisze? Nie chcecie już tego czytać? Znudziło to was? Nie mam pojęcia...
Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę musiała zrobić to na moim blogu, ale muszę... Nie mam innego wyboru. Jeśli pod tym postem, nie pojawi się 8 komentarzy, od 8 różnych osób, rozdział się nie pojawi... Przepraszam Was, ale najwyraźniej muszę tak zrobić, bo wiadomość o tym, że prawie nikt nie komentuje, już nie sprawia mi przyjemności ani ochoty, do pisania. Już nie mam tego "powera", co wcześniej. A nowe pomysły się rodzą, ale po co, skoro nie mogę ich wykorzystać, kiedy nikt nie komentuje?A zwłaszcza nie wiem dla kogo mam to pisać, skoro nikt nie czyta. Bardzo mi smutno z tego powodu, ale chyba muszę zacząć tak robić...Wybaczcie mi, tak chyba będzie najlepiej...
Jeszcze długo myślałam nad tą sprawą, ale... Jeżeli dalej tak pójdzie, to nie mam innego wyboru niż nie zawiesić bloga, aż wszystko przemyślę. Nie wiem, ile to mi zajmie. Może miesiąc, dwa... Bo naprawdę... Powrót dla trzech-pięciu osób naprawdę nie ma sensu. Przemyślę to, i się odezwę...


Dziękuję z waszej strony i czekam na jakikolwiek komentarz <3
Cheryl ♥