poniedziałek, 9 czerwca 2014

Capítulo 14 “Nie znoszę, kiedy płaczesz... ”

Napisane z myślą o Natalce, Ninie oraz Kasi :* 
Dziękuję wam dziewczyny, że jesteście przy mnie <3 
Bez was, już dawno by mnie tu nie było ♥
To wszystko zawdzięczam wam misie <3
Kocham was... ♥





“Jeśli czujesz ból to znaczy, że żyjesz. Jeśli czujesz ból innych to świadczy o tym, że jesteś człowiekiem.”

“Jeśli kogoś kochasz, to znajdziesz usprawiedliwienie na jego każde zachowanie, nawet jeśli to co zrobił, rozerwało Ci serce”

♠♠♠

Położył ją delikatnie na łóżku. Musiał o nią w tej chwili dbać. Był za nią odpowiedzialny. Wiedział, że każdy nieprzemyślany przez niego ruch, może sprawić jej ból. Każdy gest, każde słowo, każdy ruch... Mógł sprawić, by cierpiała. Przez niego. Jedno nieumyślne posunięcie, a może wszystko zepsuć. Nie może na to pozwolić. Musi być delikatny. Musi o nią dbać. Jest jak diament. Upuścisz go? Rozsypie się na tysiące małych kawałeczków, których już nigdy nie uda się pozbierać w całość. Możliwe też, że niektórych się nie odnajdzie, i w niektórych miejscach zostanie pustka. Ona właśnie jest takim diamentem, który w każdej chwili może się rozsypać. Musi być wobec niej delikatny. Musi o nią dbać i pokazać, że może mu zaufać. Że znów może go pokochać. Nie ważne jak. Przyjaciela, brata, czy może jak kogoś innego... Może dla niego ważniejszego? Jak chłopaka. Jej partnera, chłopaka... Idealnego. Dla niej. Któremu będzie mogła zaufać, zwierzyć się... Być dla niej jak prawdziwy doradca, który pomoże jej w każdym problemie, z którym będzie się zmagać.
Usiadł na krańcu łóżka i przyglądał się twarzy Violetty. Jest taka bezbronna i niewinna... Nie obchodziło go to, że całe jego łóżko będzie we krwi. Ważniejsza dla niego była ona. Chciał, aby przy nim miała jak najlepiej. Jak księżniczka. Jego księżniczka. Wyciągnął swoją rękę i dotknął głębokiej i nadal krwawiącej rany dziewczyny.
- Jak on mógł ci coś takiego zrobić... - powiedział, po czym po jego twarzy spłynęła łza, której nie miał zamiaru ocierać.
Przejechał kciukiem po ranie dziewczyny. Poczuł w środku, jak bardzo musiało ją to boleć. Jak krzyczała, jak leżała i mogła umrzeć... Spojrzał na jej każdy zakątek ciała, na którym znajdowała się głęboka rana. Nie miał pojęcia, jak ona mogła do przeżyć. Tyle wgłębień, cięć... Coś wspaniałego i magicznego, że jeszcze żyje.
- Żyję dla ciebie, Leon... Musiałam walczyć. Dla ciebie... - powiedziała osłabionym głosem z zamkniętymi oczami. Ledwo co mogła wydusić każde słowo. Była w ciężkim stanie. Jeszcze jedno zagłębienie... Jej mogło już nie być. Wylała masę krwi, przez co jest osłabiona. Żałuje wszystkiego, co dotychczas powiedziała. Teraz zdała sobie sprawę, jak Leon się czuł, kiedy mówiła mu te wstrętne rzeczy. Byłam głupia... Lekko otworzyła oczy, aby mogła ujrzeć twarz Leona.
- Przepraszam cię za wszystko Leon... Wszystko to moja wina - mówiła resztkami jej sił. Mówienie sprawiało jej ból. Wszystko ją bolało. Każda część jej ciała. 
- Ćśśś... Spokojnie. Nie przepraszaj... Idź teraz spać. Potrzebny jest ci sen. Musisz się wyspać... - powiedział, po czym pocałował ją w jej zranioną rękę. 
- Będzie dobrze... - powiedział szeptem do brunetki, a na jej twarzy ujawnił się słaby uśmiech. 
- Śpij... - przybliżył się do brunetki, a następnie pocałował ją lekko w jej rozgrzane i zakrwawione czoło. 
- Ja też cię kocham... - powiedział prawie niesłyszalnie. Usłyszała to. Na jej sercu od razu zrobiło się ciepło. Mogła teraz walczyć. Dla niego. To on się teraz liczył...
Wstał z miękkiego łóżka, i już miał wychodzić, kiedy usłyszał cichy szept brunetki. 
- Zostań... Proszę... Tylko przy tobie dam radę zasnąć... - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Bez wahania położył się obok Violetty. Oparła swoją głowę o jego pierś... I teraz ma być tak zawsze... Pomyślała i od razu zapadła w sen...

♠♠♠ 

Prawie całą noc dręczył ją koszmar z wczoraj. Noc, mężczyzna, krew, nóż, jej rany, śmierć... Takie przebłyski znajdowały się w jej pamięci. O niczym innym nie myślała, niż tylko o Leonie, który zdołał ją uratować. Była mu za to ogromnie wdzięczna. Uratował mnie... Poczuła ciepło, które ogarnia jej ciało, kiedy wybudziła się ze snu. Męskie ciepło. Jej głowa unosiła się w górę i w dół. Czuła bicie czyjegoś serca. Jest przy nim. W jego objęciach. Jej serce przeszyło lekkie ukłucie. Poczucie winy. Teraz żałuje swojego zachowania, słów, wypowiedzianych w stronę bruneta. Dlaczego byłam taka głupia? Czemu pozwoliłam sobie, żeby coś takiego mówić. Został przeze mnie zraniony... 


Jedno słowo, zdanie, gest... Może zniszczyć wszystko...


Nigdy sobie tego nie wybaczy. To ona zawiniła. To ona zasługuje na wstrętną karę, które szykuje dla niej życie. Nie on. Ja. Zdecydowanie ja... Zatrzepotała lekko rzęsami, i lekko otworzyła zaspane oczy. Pierwsze co zobaczyła, były szmaragdowe oczy bruneta, wpatrzone w jej zaspaną twarz.
- Wstałaś - powiedział, a na jego smutnej twarzy pojawił się uśmiech. W końcu mógł z nią porozmawiać, usłyszeć jej głos. Nie przejmowała się, w jakiej leżą teraz pozycji. Najbardziej przejmowała się tym, że jest jej przy nim dobrze. Nawet bardzo. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Mogła zostać w tej pozycji wieczność, i w ogóle się nie ruszać.
 - Przepraszam Cię, Leon. Za wszystko. Moją zmianę, złe słowa, które do ciebie skierowałam. Zdałam sobie sprawę, że przez nie cierpiałeś. Robi mi się źle, gdy o tym myślę. Nie mogę przyjąć do siebie tego, że zmieniłam się w takiego potwora. Zraniłam cię... Nigdy sobie tego nie wybaczę. Kiedyś przyrzekliśmy sobie, że będziemy przy sobie zawsze, i nigdy się nie zranimy. I co się z tym stało? Zrobiłam to. W najgorszy sposób jaki mogłam. Przepraszam... - na jej twarzy od razu pojawił się smutek. Wsłuchiwał się dokładnie w każde słowo, które zostało wypowiedziane przez brunetkę. Analizował każde dokładnie, i myślał nad odpowiedzią.
- Violu... - zaczął powoli i zaczął lekko głaskać ją po włosach. Zupełnie tak, jak dawniej.
- Nie masz za co mnie przepraszać... Zraniło mnie to, owszem. A-ale... Po części cię rozumiałem. Trzymałaś w sobie ból, smutek, złość... To wszystko było spowodowane tymi uczuciami. Miałaś prawo być na mnie zła. Ja zawiniłem, ja cię zraniłem. Mnie nie masz prawa przepraszać, jasne? To ja powinienem cię przeprosić... - po jej policzku spłynęła jedna, samotna łza. Chłopak przyłożył kciuk, do miejsca, w którym leciała łza i powoli ją starł. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki uśmiech. Od razu do jego serca napłynęło gorące ciepło, które ożywiło bardziej uczucie do brunetki.
- Nie masz mnie za co przepraszać, naprawdę... - odrzekła i spojrzała brunetowi oczy. Zobaczyła w nich wszystko, czego dotychczas nie mogła zobaczyć. Kocha mnie... 
- Wiesz... Kiedyś się zastanawiałem, co by się stało, kiedy bym cię  nie poznał... - natychmiastowo spojrzał w sufit. Zaczął nagle myśleć, o tym, jakby jego życie się potoczyło bez brunetki u jego boku. Nie wytrzymałbym... Bez niej, nie byłoby też mnie... Nie wstawałby, a pierwszej jego myśli przez którą się budził, nie byłoby ponowne spotkanie i uśmiech na twarzy brunetki. Już dawno nie byłoby go w Studio. To ona go ratowała, kiedy był w poważnych opałach. To ona dawała mu nadzieje, że jeśli czegoś chce, to coś osiągnie. Taka myśl była potrzebna w tej szkole. Trzeba było wierzyć, że da się coś osiągnąć. Właśnie przez tą myśl, osiągną wiele. Wywiad, sesja zdjęciowa, płyta... Coś magicznego, że taka osoba jak Violetta, ma w sobie tyle wiary, optymistycznego nastawienia do życia, potrafi odwrócić swój świat do góry nogami, kiedy jest w kompletniej dziurze i nie może z niej wyjść. Ona zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, zawsze... Nie podda się bez walki. Będzie walczyła do upadłego. Ale czasami w życiu są upadki, aby z powrotem się podnieść i osiągnąć szczyt. Los szykuje dla nas wiele niespodzianek. Czasami bolesnych. Każe cierpieć. Nasze życie jest w zamknięciu. Cała historia się powtarza. Nie dostrzegamy szczegółów. Mamy ochotę zatrzymać się chociaż na chwilę. Doznać tego pięknego uczucia jakim jest szczęście. Pozwolić mu się ponieść. Latać. Uciec od szarej rzeczywistości, od całego otaczającego nas świata. Udać się do nieznanej nam krainy, w której będziemy w stanie się zatracić i nigdy nie będziemy chcieli jej opuścić. Ale w końcu nie da długo bujać się w obłokach, gdyż w teraźniejszości mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby nadal żyć. Aby nadal mieć chęć egzystować na świecie. Wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia. Wszystko, aby doznać też tego szczęścia. Przyjaciele, rodzina... Ludzie, których kochamy ponad wszystko. Nie ważne co nam zrobili, nie ważne jak postąpili przeciwko nam, ważne, że zawsze jesteśmy w stanie im przebaczyć, bo znaczą dla nas wiele i gdyby była taka potrzeba, jesteśmy nawet w stanie oddać za nich życie. Czasami w naszym naszym życiu pojawiają się różne osoby. Każdy z osobna wnosi coś do naszego życia. Cząstkę siebie. Pomimo upływającego czasu zapamiętujemy tą osobę. Każdą rozmowę, przypadkowy dotyk. Daje nam ona szczęście. Uczucie roznoszące się powoli przez całe ciało trafiające później prosto do naszej podświadomości. Cieszymy się najdrobniejszymi szczegółami. Ale w pewnym momencie coś się zmienia. Cała więź pęka. Osoba która wydawała nam się tak bliska staje się daleka. Zmienia się. Czasami na gorsze, czasami na lepsze. Powoli odsuwa się od nas aż w końcu odchodzi. Wydawać by się mogło że na zawsze. Że wraz ze sobą zabiera całe nasze szczęście. I gdy udaje nam się zapomnieć, powraca. Nieświadomie. Powodując ukłucie w sercu. Wywołujące w nas tak wiele wspomnień. Jesteśmy w stanie wybaczyć wszystko aby tylko przy nas została, nigdy już nie odeszła. Nawet jeżeli wywołała tak dużo łez, tak wiele nieprzespanych nocy. Pomimo całego bólu wybaczamy. Wszystkie złe chwile znikają w jeden sekundzie. Cieszymy się powrotem. Mając nadzieje na lepszą przyszłość. Z tą osobą... 
- Dziękuję Ci, Leon... - odparła natychmiast brunetka i po chwili spojrzała w oczy bruneta. Chciała się lekko podnieś. Lekko mruknęła z bólu, i opadła do tej samej pozycji, co wcześniej. Leżąc obok bruneta, i patrząc mu się w oczy, układała słowa w zdania, które za niedługo miały wyjść niczym potok z jej ust. 
- Mi? Za co? - zapytał zaskoczony. Nie spodziewał się tego słowa, a zwłaszcza teraz. 
-Za wszystko, co zmieniło moje życie... Na lepsze. To właśnie ty nauczyłeś mnie kochać. To właśnie ty, byłeś przy mnie, kiedy nie było przy mnie bliskich. Właśnie ty podarowałeś mi ciepło, którego tak potrzebowałam. Ty pokazałeś mi te optymistyczne strony tego świata. Uratowałeś mnie, gdy byłam w tarapatach. Kiedy miałam głupie pomysły, mówiłeś mi, żebym dała sobie z tym spokój... Zawsze miałeś rację. Zawsze wiedziałeś, co mi jest. Zawsze pomagałeś... Dziękuję Ci, Leon. 
- Ale ty robiłaś to samo. Więc tak jakby... Odwdzięczam ci się za wszystko, co ty zrobiłaś dla mnie. Nie masz mi za co dziękować mała, jasne? To właśnie ja, powinienem dziękować tobie, Violu... - przyciągnął ją bliżej siebie i lekko pocałował w czoło, a na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech. 
- Leż tu, a ja przyjdę po apteczkę, dobrze? - brunetka lekko odsunęła się od bruneta. 
- Nie musisz.
- Muszę... Zobacz na twoje nogi i ręce. Nie mogę pozwolić, aby do twojego organizmu wdało się jakieś zakażenie. Leż... Ja zaraz wrócę - wstał z łóżka, przeszedł przez próg drzwi i zniknął, schodząc schodami w dół. Brunetka chwyciła kraniec białej kołdry, którą była przykryta i zarzuciła ją na bok, aby odkryć swoje ciało. To co zobaczyła, sprawiło ją o łzy, które natychmiast zaczęły lecieć po jej bladym policzku. Krew była wszędzie. Na jej ciele było pełno czerwonych plam, ran i cięć. Nadal z niektórych cięć, spływała ciurkiem strużka krwi, która po chwili robiła plamę czerwonej krwi na białej pościeli. 
- Jaka ja byłam głupia... - powiedziała ściszonym głosem, a z jej oczu wylało się więcej mokrych łez. 
- Wcale nie byłaś głupia - usłyszała głos Leona, który znienacka pojawił się w drzwiach, a w ręce trzymał czerwoną apteczkę. Violetta spojrzała na chłopaka z twarzą świecącą od łez. Spojrzała na niego smutnym wzrokiem, a następnie swoją głowę spuściła w dół. Znów spojrzała na swoje pokaleczone ciało, które mieniło się od czerwonych plam. Lekko wyciągnęła rękę i dotknęła głębokiej rany na udzie. Zamknęła oczy i syknęła z bólu. 
- Piecze... - po policzku Violetty spłynęła samotna łza. Chłopak od razu podszedł do prawej strony łóżka, po której stronie leżała Castillo i położył apteczkę koło ściany. Następnie klęknął, schylił się i otarł łzę, która smętnie spływała po twarzy dziewczyny. 
- Nie płacz... Proszę Cię. Nie znoszę, kiedy płaczesz... Spokojnie. Wszystko już jest dobrze. Opatrzymy rany i po sprawie - wstał, schylił się i lekko podniósł Violettę, aby opierała się o ramę łóżka. Chwycił biało poduszkę, która leżała koło niej i podłożył ją szatynce pod plecy, aby było jej wygodnie. Schylił się w stronę apteczki, otworzył czerwoną rzecz i zaczął szukać w niej potrzebnej rzeczy, aby opatrzyć ranę Violetty. Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną, gazik i bandaż. Violetta z przerażeniem wpatrywała się w rzeczy, które Leon wyciągał z apteczki. Zawsze nie znosiła bólu, kiedy ktoś przecierał jej ranę wodą utlenioną. Ten ból, kiedy ktoś przykładał wacik z wodą do jej części ciała, która została skaleczona. I to jak strasznie piekło... Nienawidziła tego uczucia. Leon do prawej ręki wziął białą buteleczkę, a do lewej biały puszysty gazik. Po chwili przechylił buteleczkę z zawartością, aby płyn wylał się na gazik. Gdy odpowiednia ilość płynu wylała się na gazik, przysuną się do Violetty. Violetta lekko się odchyliła ze strachem w oczach. 
- Spokojnie Violu... To tak bardzo nie boli. Wiem, jak bardzo się tego boisz. Będę robił to lekko i ostrożnie, dobrze? - powiedział spokojnie Leon. W jego głosie czuć było troskę, o Violettę. 
- Yhy... - lekko kiwnęła głową, na znak zgody. Leon przyłożył swoją rękę do krańca łóżka, aby móc czegoś się oprzeć. Violetta spojrzała na rękę chłopaka. Zrobić to, czy nie? 
- L-Leon... - zapytała niepewnie brunetka nadal patrząc na rękę chłopaka opartą o łóżko. 
- Tak? - zapytał i od razu spojrzał na Violettę. 
- C-czy m-mogł-ła, b-bym... 
- Oczywiście - brunet od razu zrozumiał, o co chodzi Castillo. Nie musiał za długo myśleć, co takiego chce powiedzieć brunetka, gdyż wiedział, że i tak się go o to zapyta. Zawsze tak robiła, gdy była na badaniach, w których zawsze towarzyszył jej Leon. Violetta od razu chwyciła dłoń Leona i przybliżyła ją bardziej do siebie. Po chwili swoją bladą i trzęsącą ręką mocno ją ścisnęła. 
- Nie bój się... Musimy to zrobić. 
- D-dobrze... - zamknęła mocno oczy i czekała... 
- Jesteś gotowa? - brunet nie mógł tak od razu przyłożyć wacika do ciała dziewczyny, gdyż wiedział, że bardzo się boi takich rzeczy. Chciał pierw ją troszkę uspokoić i sprawić, aby poczuła się spokojniej. 
- T-tak... - odparła szeptem. Była już gotowa na piekący ból. 
- Liczę do trzech... - odparł, a kiedy zobaczył lekkie skinięcie Violetty, zaczął liczyć - Jeden... Dwa... Trzy... - lekko przyłożył gazę do uda dziewczyny. Nie usłyszał żadnej reakcji dziewczyny, więc przycisną troszkę mocniej. Wtedy usłyszał ciche syknięcie ze strony szatynki. 
- Ćśśś... Jeszcze troszkę - powiedział szeptem brunet i przetarł całe miejsce miejsce dookoła rany. Usłyszał jeszcze dwa razy parę cichych syknięć Violetty, ale dawała radę. 
- Widzisz? Nie trzeba było się tak bardzo bać. Już po wszystkim, Violu... Możesz otworzyć oczy - powiedział, a na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Odłożył gazę na bok i spojrzał na Castillo. 
- Już? - zapytała zdziwiona. 
- Tak - zaśmiał się. 
- Mówiłeś prawdę... Nie bolało - zaśmiała się i przyciągnęła do siebie bruneta, a następnie mocno uścisnęła. 
- Za chwilę przemyjemy resztę ran, aby nie było zakażenia, dobrze? - zapytał odsuwając się lekko od Violetty, aby spojrzeć na jej bladą twarz. 
- Jasne - odpowiedziała z uśmiechem wymalowanym na twarzy. 
- Dziękuję, że się o mnie troszczysz - dodała po krótkiej chwili. Przybliżyła się do bruneta i musnęła jego prawy policzek swoimi malinowymi ustami. W tej chwili poczuł się jak dawniej...


♠♠♠

Tekst w kolorze białym, został napisany przez Miśkę Verdas <3
Dziękuję Ci skarbie za pomoc ♥


Witam was misie :* Rozdział 14... O jeżusie, jak ja już daleko doszłam. Masakra... Nie spodziewałam się. Mimo tego, że pod One Shotem nie pojawiło się osiem komentarzy, dodaję... <3 Jestem taka miła, że się nad wami lituję :* Już nie będzie tam żadnych liczb, czy cyfr, które mówią, że za ileś tam komentarzy pojawi się rozdział, bo i tak tej liczby komentarzy, którą ja bym chciała, nie będzie. Pogodziłam się z tym... I mimo tego, że prawie nikt z dwudziestu jeden obserwatorów, postanowiłam, że będę chociażby pisała dla siebie, lub dla kilku osób, które komentują i przede wszystkim... Dla siebie. Nie obchodzą mnie już ilość komentarzy, czy wejść... Liczą się dla mnie osoby, które chcą to czytać i są moimi prawdziwymi obserwatorami. Dziękuję wam misie ♥
Jak widzicie, szablon został zmieniony, gdyż już ciemny kolor na tego bloga nie pasuje. W ogóle teraz jest szczęście w rozdziałach itepe, więc żadnych ciemnych szablonów teraz nie chcę xD
Podoba się? xD Jak nie, to musicie troszkę poczekać, aż będzie tutaj nowy szablon, który zamówiłam u Nath. Nie wiem kiedy skończy, ale za niedługo go dodam. Czekam na opinię i chociaż jeden komentarz <3
Dziękuję i pozdrawiam, 
Cheryl ♥

6 komentarzy:

  1. To miejsce jest moje i nikt mi go nie odbierze ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział ale jak czytałam na telefonie to tego na biało nie było widać bo było białe tło ale tak po za tym to super
    Opiekuńczy leon aaaww. Jak słodko kończę.pap

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajmuje sobie miejsce.
    Wrócę wieczorkiem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arcydzieło <3
      Jak każdy z resztą.
      Rozdział cudowny, świetny, wspaniały no po prostu zajebisty!!!!!
      Masz wielki talent.
      Tylko zazdrościć;*


      A co do rozdziału.
      No po prostu brak mi słów.
      Leon opiekujący sie Violettą <3
      To takie romantyczne. Ale na szczęście nie przesłodzone.
      Wszystko jest idealnie napisane i dopracowane na ostatni guzik.
      Pierwszy raz miałam takie coś podczas czytania.
      To wszystko było takie... Takie... Prawdziwe?
      Tak prawdziwe to dobre słowo.
      Czytają islam wrażenie że to mnie szczypią dłonie, to ja czułam to poczucie winny, i słyszałam bijące serce.
      To było cudowne.
      Masz wspaniały dar.
      Ja po prostu byłam tam i odczuwałam każdą emocje.
      Uwielbiam Twój styl pisania.
      Jeśli ktoś naprawdę wczyta sie w rozdział, to dostrzeże jaką wspaniałą osobą jesteś.
      Czytajac twoje rozdziały widzę, że jesteś coraz lepsza w rym co robisz.
      W rozdziały wkładasz niesamowicie dużo serca i czuję jak wiele ten blog dla ciebie znaczy. To taki twój mały świat w którym pokazujesz prawdziwą siebie.
      Jesteś wrażliwą wspaniałą osobą, która tym co robi chce uczynić świat trochę lepszym.
      Jeżeli na czymś ci zależy potrafisz o to walczyć.
      Taką osobą właśnie cię widzę. ;*

      Czytając notkę pod rozdziałem ucieszyłam się niemiłosiernie.
      Tak sie cieszę, że chcesz robić to co kochasz.
      Jesteś wspaniałą pisarką i osoby, które cię nie doceniają robią wielki błąd.
      Dużo blogerek odchodzi z powodu małej ilości komentarzy, Ty jednak zrozumiałaś co jest najważniejsze w pisaniu bloga.
      Robić to co potrafi soe najlepiej nawet jeżeli osób które cię doceniają nie jest tyle ile powinno.
      Ale lepiej mieć kilku prawdziwych czytelników , niż nie wiadomo ile, ktorzy tak naprawdę nie doceniają twojej ciężkiej pracy.
      Jest mnóstwo blogów o Leonettcie, i tak naprawdę, dla niektórych czy twój blog istnieje czy nie to nie ma znaczenia.
      Dla mnie ten blog jest wyjatkowy.
      A wiesz dlaczego.
      Starasz sie nas czegoś nauczyć i przekazać co jest najważniejsze w życiu.
      Wczytuje sie w każdy rozdział i staram się wyciągnąć jakieś wnioski. Znaleźć drugie dno w tym co napisałaś.
      Jestem pewna że dajesz z siebie wszystko
      Za co bardzo Ci dziękuję;*
      Jesteś wspaniała.
      Ja będę Cię czytać póki będziesz pisać.
      Nie mogę doczekać sie nexta.


      Nie jestem najlepsza w przelewaniu swoich emocji w komentarze.
      Chciałam Ci tylko powiedzieć że ja zawsze ja zawsze tu będę. Masz wielki talent.
      Te amo
      Madzia<3










      Usuń