poniedziałek, 2 czerwca 2014

One Shot part 3 ,,Miłość na wieki i jeszcze dłużej..." | Autor: Cheryl

Ja pierdziele... Tak bardzo was przepraszam. Miałam dodać tą część w piątek, a niektórzy czekają, czekają i nic nie ma. Przepraszam... Kiedy rano wstałam, byłam tak nie ogarnięta, nie wiedziałam co się dzieje, i na dodatek nie było internetu -.- Nie mogłam przez to dodać, za co was już trzeci raz przepraszam. Już wróciłam, internet jest i dlatego publikuję część trzecią ;*

Miłego czytania <3

~*~*~*~

Bardzo chciałabym 
was prosić, o przeczytanie notki na samym dole. 
Dziękuję ♥

♠♠♠

Ludmiła wzięła srebrną żyletkę do ręki i przyłożyła ją do skóry. Przedramię. Jej cel. Wbiła lekko ostre narzędzie w skórę i rozcięła ją. Powstała z tego druga kreska, a za każdym nowym cięciem kolejna i kolejna. Krew z jej rozcięć lała się strumieniami. Już za późno, aby naprawić swój błąd. Rany, a z czasem blizny zostaną na jej ciele już na zawsze. Mogła tego nie robić. Mogła go chociaż wysłuchać. Dać mu pięć minut, aby jej wytłumaczył... Byłam głupia. Na jej ręce znajdowało się ponad dwadzieścia krwawych i głębokich rozcięć, z których ciągle leciała krew. Za późno... Już nic nie da się zrobić. Z drżącą ręką przyłożyła żyletkę na swój nadgarstek. Ostatnia kreska. Przyłożyła metalową rzecz do swojego nadgarstka i głęboko wbiła narzędzie. Auuuuuu! Zawyła z bólu. Z jej nadgarstka zaczęła wylewać się krew strumieniami. Przecięła swoje żyły. Jej prawie najważniejszy narząd, przez który żyła. Właśnie przez żyły krew napływała do jej serca i żyła. Bez krwi, jej serce przestanie bić. Umrze. Wykrwawi się na śmierć. Zakręciło się jej w głowie. Nieprzytomnie rozejrzała się dookoła siebie. Tylko krew.
Była słaba, osłabiona. Już na nic nie miała siły. Straciła za dużo krwi. Przymrużyła swoje oczy. Wszystko co widziała dookoła było rozmazane. Traciła kontakt z światem. Sekunda, minuta... A jej już może tutaj nie być. Ze swojej zakrwawionej ręki wypuściła narzędzie, które z cichym dźwiękiem upadło na ziemię.
- Żegnaj Federico... - szepnęła na resztkach swoich sił, a po jej policzku spłynęła jedna łza, która skapnęła do kałuży krwi. Powoli opadła w kałużę krwi. Już nie znajdzie ratunku...

Ktoś pomoże?

♠♠♠

Stał tuż przed jej domem. Chciał zobaczyć jakiekolwiek światło, w jednym z pokoi. Jest. Z pokoju blondynki bił jasny blask światła. Podszedł do głównych drzwi wejściowych. Pukał. Krzyczał. Nikt nie odpowiadał. Klucze. Od dawna wiedział, że za lampką, obok drzwi był haczyk, a na nim był powieszony klucz. Sięgną ręką do miejsca i poczuł cichy grzechot obijających się o siebie kluczy. Chwycił rzecz do ręki i wybrał ten właściwy. To musi być ten. Jego ręka znalazła się na tym samym poziomie, co zamek. Włożył srebrny klucz do środka i przekręcił w prawą stronę. Usłyszał dźwięk otwieranego zamka i bez zastanowienia wszedł do środka. Wbiegł po schodach. Muszę ją znaleźć. Nie wiem co zrobię, kiedy nie zdążę... Znalazł się u góry. Musi przejść koło dwóch drewnianych drzwi i już będzie u progu jej pokoju. Na drzwiach pokoju widniał napis, który sama napisała "Lu". Chwycił klamkę i wparował do środka. Od razu jego uwagę przykuło coś u jego stóp. Coś mokrego i czerwonego. Lało się ciurkiem od jakiejś części pokoju. Spojrzał nieco w górę. Zamurowało go. Na ziemi leżała blond włosa dziewczyna.

Skarbie, coś ty zrobiła... 

Po jego twarzy zaczęły lecieć gorzkie łzy rozpaczy.
- Jak mogłaś... - powiedział szeptem. W środku wierzył, że jeszcze oddycha. Że jest dla niej jeszcze szansa. Musi przeżyć. Nie może umrzeć... Pochylił się nad dziewczyną. Po co? Nie mógł przestać płakać. Nie ukrywał swoich łez. Ma uczucia. Nie jest ze stali. Nie wierzę... Sprawdził jej puls. Słaby, ale jest. Spojrzał na jej rany, które sama sobie wyrządziła. Nie...
 Pochylił się nad Ludmiłą i przytulił ją do siebie. Chociaż to był ostatni raz. Odgarnął jej lśniące blond włosy z twarzy i założył je do tyłu. Cała we krwi. 
- Jak mogłaś mi to zrobić, słyszysz?! Po co?! Kocham Cię... - powiedział, a po jego policzku poleciało kilka słonych łez. Nie ma jej? To nie ma i też jego...



Jesteś zadowolona?
Straciłaś wszystko...
Po co ci to było?

♠♠♠


Szansa.
Szansa na śmierć,
której nie wykorzystała.
Mogło jej już nie być. 
Straciła ją. 
Mogła teraz być szczęśliwsza. 
Bzdura... 
Samotna, załamana, smutna...
Taka by była. 
Pech, czy szczęście? 
Uratował ją. 
Po co? 
Aby dać jej kolejną szansę na zabicie się? 
Żałowanie wszystkiego? 
Męczenie się z życiem?
Ból, który nią władał?
Po co mi kolejna szansa?
Godzina. 
Minuta.
Sekunda. 
Może jej już nie być. 
W każdej chwili może umrzeć. 
Jeden ruch, a może zniszczyć wszystko. 
Federico...
Mogła go stracić. 
Najgorszy błąd, jaki popełniła. 
Czyżby?
Chce mieć nadal z nim do czynienia? 
Chce nadal mieć z nim kontakt? 
Nigdy... Po co mnie ratował? Mogłam zrobić jeszcze jedno cięcie... Mogłam umrzeć... Byłoby po wszystkim. Nie byłoby mnie. Byłoby lepiej. Dla mnie, dla niego... Ja stwarzam same problemy. To moja wina. 


Jedna żyletka. Jedna żyła. Jedno cięcie. Jedna chwila. 
A mogło być tak pięknie...

♠♠♠

Tną się. Żyletka, nóż, nieważne, ważne że coś ostrego. Celowo tworzą rany na swoim ciele kilkoma cięciami. Zazwyczaj stosują wystarczająco dużo siły, aby przebić się przez skórę do krwi. Nie zdają sobie sprawy do czego prowadzi podjęcie takich działań - uzależnienie. Brak wystarczającej siły psychicznej, by poradzić sobie z otaczającym światem, cierpienie, ból wewnętrzny. Chęć utożsamienia bólu wewnętrznego z bólem zewnętrznym. Nikt nie robi tego bez powodu. Tłumią w sobie emocje, uważają że nikt ich nie zrozumie. Problemy miłosne, szkolne, rodzinne, chęć spróbowania, zwrócenia na siebie uwagi, brak akceptacji, samotność. Powodów sporo. Po czasie nawet to już nie wystarcza. Teraz nie zrozumie człowiek błędu, ale jak dojrzeje to będzie żałował. nie dość, że nie pomyśli, to później wstydzi się blizn i stara się je ukryć, jakby to miało odratować sytuację. Tną się, ponieważ potrzebują poczuć, że żyją, a do samego bólu zaczynają się przyzwyczajać. Myślą tylko o śmierci. Chcą zginąć. Pozbyć się problemy. Każdy normalny stawia im czoła i próbuje je pokonać. Każdy pozbywa się problemów na swój własny sposób. My nic z tym nie zrobimy.

Czy to jest normalne?

♠♠♠


Trzy miesiące. 
12 tygodni
90 dni...
2160 godzin.
129600 minut.
Wieczność... 
Sen... 
Ich sen... 


" Siedziała wśród kolorowych kwiatów, z których wydobywał się piękny zapach. Wyciągnęła rękę i zerwała jednego z nich, którego po chwili wsadziła w swoje lśniące blond loki. Wyglądała jak anioł. Bez żadnych białych skrzydeł, ani bez aureoli. Nie potrzebowała tych dwóch rzeczy. I tak nim była. Biła blaskiem, i nikt nie mógł jej przeszkodzić, aby robiła to, co kocha. Nikt nie miał zamiaru stawać jej na drodze do jej szczęścia. Była idealna. Piękna. Jak księżniczka. Może bez korony, ale jednak... Cała jego. I tylko jego. Po chwili usłyszała melodię. Te Creo. Ich piosenka. Wspólna. Napisana przez nich. Usłyszała jego głos, przy którym mogła się uspokoić, wyciszyć... Tylko on tak na nią działał. Mógł ją uspokoić. Nie ważne w jakim była stanie, on zawsze znał na to lekarstwo. Dołączyła do niego. Do ich piosenki. Razem byli całością. Razem na wzajem się uzupełniali. Byli jednością. Jak jing i jang. Czerń i biel. Woda i ogień. Deszcz i słońce. Można powiedzieć, że zupełnie inne charaktery, ale coś wyjątkowego ich połączyło... Miłość. Czy to możliwe? Oczywiście. Nie ważne kim się jest, czy jaki ma się charakter. Zupełnie jak oni. Odmienni, ale miłość nimi zawładnęła. Nie ważne jaki ma się charakter, ważne jest to, co kryje się w środku...
- Powiedziałbyś całemu światu, że mnie kochasz? - powiedziała, leżąc obok niego i podziwiając niebo, bez ani jednej chmurki. Nic zwyczajnego, ekscytującego... A jednak. Uwielbiała patrzyć na każdą rzecz w naturze. Przyglądać się jej, badać ją... Kochała to. 
- Oczywiście... - w tej chwili zbliżył się do ucha blondyny i szepnął. 
- Kocham Cię... - następnie lekko musnął jej usta. 
- Dlaczego mówisz to szeptem? 
- Bo to właśnie ty jesteś całym moim światem... 
Może i nic nadzwyczajnego, ale dla nich znaczył ten gest wiele. Zwykłe dwa słowa na dziewięć liter, a tyle może sprawić radości. Humor od razu może się zmienić. Dzięki zwykłemu ,,Kocham Cię''. Jest to coś cudownego, że takie piękne uczucie, połączyło tą dwójkę w jedność... To jest przeznaczenie... " 

"Stali koło siebie, stykając się czołami. O niczym innym nie myśleli, niż o tym, że są razem. Mogą być ze sobą i cieszyć się swoją obecnością. Nic nie mówili. Słowa dla nich były zbędne. Nie potrzebowali ich. Doskonale się bez nich rozumieli. Ich miłość do siebie, mówiła za nich... Miłość niezwykła, magiczna... O której nie jeden mógłby sobie pomarzyć. Jest jak w bajce. Jeden ruch... Posunięcie, a wszystko może się zepsuć. Pstryk, i może się obudzić. Leżeć w swoim łóżku i zastanawiać się, co właśnie się stało. Pozwalać, aby po jej policzkach płynęły łzy, zdając sobie sprawę, że nigdy go nie poznała. Że to był tylko sen. Realistyczny... Bardzo. Nie. Tak nie może być. To nie jest sen. To jest teraźniejszość. Jest tu. Na łące. Razem. Stoją. Słyszą bicie i oddech drugiej osoby. Chwytają się za ręce. 
- Kocham Cię...
- A ja Ciebie... 
W tej chwili poczuła, jak traci grunt pod nogami. Zapada się pod ziemię, i spada... Głęboko w dół. W ciemną otchłań. Poczuła, jak ktoś ją łapie. Spogląda w górę, a jej oczom ukazuje się twarz bruneta. Trzyma ją. Musi. Nie może jej puścić. Nie może jej stracić. Jej ręka zaczyna się wyślizgiwać z jego uścisku. Traci ją... Jeszcze chwila, a jej nie będzie. 
- Nie odchodź... - mówi brunet przez łzy. 
- Żegnaj... 
Ręka wyślizgnęła się z ręki bruneta, a blondynka spadła. Głęboko w czarną dziurę, z której nie było wyjścia. Spada... Coraz głębiej. Zamyka oczy. Nie krzyczy. Wie, że na nic to się nie zda. Widzi jasne światełko. Jeszcze chwilę, a uderzy w ziemię. Zabije się. Jeszcze parę metrów. Pięć metrów... cztery... trzy... dwa... Jeden... Pięćdziesiąt centymetrów... dziesięć... "

♠♠♠ 

- Nieeeee! - podniosła się nagle z łóżka. Co się stało? Czy to mogło coś znaczyć? 
- To było takie realistyczne... - szepnęła sama do siebie nadal z zamkniętymi oczami. Nie mogła uwierzyć, że taki sen, mógł być tak realistyczny. A jeśli to coś naprawdę znaczy? Nic z tego nie rozumiała. Kompletnie nic. Zatrzepotała lekko rzęsami i powoli jej powieki powędrowały w górę. Jasne światło uderzyło ją tak nagle, że od razu zamknęła oczy. Wszędzie biel. Nic innego. Gdzie jestem? Po chwili zdała sobie sprawę, że znajduje się w szpitalu. Rozejrzała się dookoła, ale nigdzie nie było żywej duszy. Spodziewała się, że koło niej zjawi się chociaż mama, tata... Federico? Tak. Chciała, aby tu był. Nie było go. Nie ma, i nie będzie... Czemu? Przekonacie się sami...

Do sali wszedł mężczyzna w białym kitlu. Trzymał coś białego i prostokątnego w swoich rękach. List? Dla mnie? Od kogo? Wpatrywała się w białą rzecz. Na nic innego nie zwracała uwagi.
- Witamy panią ponownie.
- Co się stało? Dlaczego tu jestem? Gdzie inni? - zadawała tysiące pytań na raz. Nie mogła uwierzyć, co się dzieje. Gdzie Federico? Gdzie rodzice? 
- Miała pani mały wypadek. Straciła pani bardzo dużo krwi, przez co serce zaczęło inaczej funkcjonować.
- Jak?
- Wszystko na samym początku było dobrze, kiedy dowiedzieliśmy się, że pani serce przestanie bić. Szukaliśmy dawcy, ale nikt się nie zgłosił. W ostatniej chwili, kiedy był to pani ostatni dzień, dawca się znalazł. Mówił, że dużo nad tym myślał, ale dla pani zrobi wszystko... - powiedział lekarz. Słowa, które mówił, do niej nie docierały. Moje serce powinno przestać bić. Mnie już powinno tu nie być. Nie mogła w to uwierzyć, że ktoś poświęcił swoje życie dla niej... Nadal spokojnie analizowała każde słowo, które powiedział do niej lekarz.
- Kto to był?
- Nie zdradził swojego imienia, ale kazał wręczyć pani tą kopertę - lekarz podszedł do łóżka, na którym leżała blondynka i wręczył jej ową rzecz.
- I powiedział, aby nie robiła pani nic głupiego - po tym wyszedł z pokoju i zostawił dziewczynę samą, ze swoimi myślami, oraz kopertą, której bała się otworzyć. A co jeśli to Federico? Co jeśli to on był dawcą? Po jej policzkach zaczęły płynąć gorzkie łzy smutku. Drżącymi dłońmi rozerwała kopertę i ze środka wyciągnęła białą kartkę. Rozłożyła ją, a po chwili, kiedy rozkładała kartkę, coś wypadło. Zdjęcia. Trzy zdjęcia dla nich najważniejsze.




Cała jej twarz była mokra od łez. To jednak on. Drżącą dłonią odłożyła zdjęcia obok siebie i chwyciła drugą kartkę, na której znajdowało się pełno liter, słów i zdań napisanych przez Włocha. Dalej Ludmiła... 

"Wiem, że jest już za późno, aby ci to powiedzieć, ale przepraszam Cię... Ja nie miałem nic wspólnego z Francescą. To co mówiła, było kłamstwem. To Ona wysłała Ci tą wiadomość. Ja... Nie wiedziałem, że właśnie o to może ci chodzić. Przepraszam Cię... To moja wina... Wszystko to moja wina. Mogłem nie stać jak słup soli, kiedy Cię odepchnęła i Ci pomóc... Mogłem. Nie zrobiłem tego. Zabrałbym Cię od Niej, a nie musiałabyś słuchać jej kłamstw. Teraz nadal byłabyś przy mnie. Cieszylibyśmy się chwilą, jak to robilśmy. Byłabyś moją księżniczką, którą nadal jesteś. I gdyby pomyśleć, że takie osoby jak my, mogło coś połączyć. Zaskakujące, prawda? Niebywała... Nasza miłość była magiczna... Niepowtarzalna... Myśleliśmy, że nikt nie da rady jej zniszczyć. A jednak... Ja to zrobiłem. Zniszczyłem wszystko. Zniszczyłem nas. Uczycie, które do siebie darzyliśmy. Zniszczyłem Ciebie. Pozwoliłem, abyś zrobiła sobie krzywdę. Cierpiała... Przeze mnie. Nie zasługujesz na mnie, a ja na Ciebie. Taka jest prawda. Wszystko ja zepsułem. Nie obwiniaj się o wszystko, bo ja to zepsułem... Moja wina. Nie twoja. Zapamiętaj, dobrze? Przepraszam Cię, za wszystkie krzywdy, które Ci wyrządziłem. Nie chciałem tego. Nie chciałem, abyś była smutna... Wybacz mi. To ja zawiniłem. To ja pozwoliłem Ci, abyś mi zaufała. Mogliśmy być szczęśliwi, a ja sprawiłem, że ta nadzieja zniknęła. Byliśmy ze sobą już prawie dwa lata, a ja to zepsułem. Pozwoliłem, aby na twoim ciele pojawiły się rany, przez które cierpiałaś. Przepraszam Cię. Za wszystko. Byłaś dla mnie kimś więcej, niż tylko zwykłą partnerką. Byłaś moim słońcem, które pozwalało mi żyć dalej. Byłaś dla mnie jak księżniczka, którą miałem zamiar chronić. Co z tego wyszło? Nic. Tak tego żałuję. Chciałbym to wszystko cofnąć. Zrobiłbym wszystko, aby wskazówki zegara cofnęły się o parę dni, godzin, sekund... Abym tylko mógł wszystko naprawić. Ale każdy dobrze wie, że czasu nie da się cofnąć. Wiesz... Czasami w życiu dzieją się rzeczy, które nas zaskakują, i które nie chcielibyśmy, aby się przytrafiły. Ale takie jest życie. Niesprawiedliwe. Dziękuję Ci za te wszystkie chwile, spędzone razem z Tobą. To było coś pięknego, mieć Cię przy sobie. Chciałbym, abyś wiedziała, że te chwile już nie nastąpią. Nigdy. Teraz zastanawiasz się gdzie jestem, skoro mnie przy Ciebie nie ma. Właśnie dlatego piszę ten list. Chcę ci powiedzieć, że mnie tutaj już nie ma. W ogóle. To ja oddałem Tobie moje serce. Musiałem. Nie wytrzymałbym, kiedy usłyszałbym, że umarłaś. To byłby za duży cios. Za dużo bólu, cierpienia... Musiałem. Nie mogłem na to pozwolić. To jest dowód na to, że zawsze Cię kochałem, kocham i będę kochać. Nie masz pojęcia, jak ja bardzo Cię kocham... Była to dla mnie ciężka decyzja, ale dla Ciebie mogę zrobić wszystko. Oddać wszystko. Życie. Dziękuję Ci za wszystko. Za to, że wprowadziłaś miłość, oraz słońce do mojego życia. Że mnie zmieniłaś. Dziękuję Ci za wszystkie wspaniałe chwile i wspomnienia spędzone z Tobą. Mieć taki skarb koło siebie, było naprawdę czymś wspaniałym. Nie łatwo piszę mi się ten list, gdyż wiem, że teraz płaczesz. Po moich policzkach też płynął łzy. Wiadomość o tym, że mnie już koło Ciebie nigdy nie będzie, boli. Cholernie. Ale musiałem to zrobić. Dla Ciebie... Teraz jestem u góry, w śród aniołów i obiecuję, że będę nad Tobą czuwał. Sprawię, że nic złego już nigdy Ci się nie stanie krzywda, ani nic złego. Już nigdy w życiu. Nie przeze mnie. Chcę Ci powiedzieć, abyś poznała kogoś nowego. Lepszego. Z którym będziecie mogli stworzyć wspaniałą i kochającą rodzinę. Musisz... Obiecasz mi to, dobrze? Nie pozwolę, abyś była nieszczęśliwa przez moją osobę. W końcu o mnie zapomnisz i wszystko w twoim życiu się ułoży. Dopilnuję do tego. Chcę Ci powiedzieć jeszcze jedno. Teraz to ty masz moje serce, które już na zawsze będzie należeć do Ciebie. Będziesz nosiła cząstkę mnie w sobie. Będziesz pamiętała o naszej miłości, która miała trwać na wieki. Cóż... Nie udało się. Może tak miało być? Nigdy się nie dowiemy. Ale wierzę... Że kiedyś się jeszcze spotkamy. Czuję to. Kocham Cię Ludmiło. Żegnaj już na zawsze...


Twój Federico <3 "


Do oczu blondynki napływało coraz więcej łez. Jak on mógł mi to zrobić? Było to nie do opisania, co czuła teraz w środku. Nie wiedziała co ma robić. Lecz wie, że jakiekolwiek dalsze życie bez niego, będzie niczym. Nie będzie czuła tych samych motylków w brzuchu przy innym, niż Federico. To on był tym jedynym i to on miał być przy niej, aż jej życie dojdzie końca. Co mam teraz zrobić? Opadła na swoje łóżko, a z jej ręki wypadł list, który spadł na białe kafelki. Miała cichą nadzieję, że za chwilę się obudzi z tego "snu" i okaże się, że będzie to zwykły głupi żart. Nie chce żyć bez Włocha u swojego boku. Nie uda jej się to. Nie ważne jak bardzo by próbowała. To będzie niemożliwe. Nie będzie sensu. Nie da rady. On dla niej znaczył o wiele, wiele więcej, niż myślała. Nie chce żyć ani sekundy dłużej bez niego. Mieli być przy sobie do końca. Ale nie wiedziała, że ten koniec tak szybko nadejdzie. Zaczęła myśleć. A jeśli umrę? Przecież i tak nikt nie będzie mnie opłakiwał, a ja nie chce żyć bez niego. Zrobię to... 
Zdała sobie sprawę, że nie da rady bez niego żyć. Nie chce, nie ma ochoty... Chce odejść z tego świata i go spotkać. W niebie. Chce być przy nim już na zawsze. Nie myślała długo nad tą decyzją, bo dla niej nie ma o czym myśleć. Włoch znaczył i znaczyć będzie dla niej wszystko. Więc nad tą decyzją nie ma co myśleć. Musi to zrobić. Chce znaleźć się obok jej miłości życia. Teraz...
Chwyciła za kable, które były poprzyczepiane do jej ciała. Za nic w świecie nie wiedziała, do czego one mają służyć. Tylko to, że trzymały ją przy życiu. Szarpnęła je. Wszystkie odczepiły się od jej ciała, a maszyny które zostały przy łóżku, zaczęły głośno piszczeć i hałasować. Będzie już częścią mnie. Na zawsze... 


Jej ciało zostało na ziemi, lecz jej dusza już na zawsze odeszła...

Zaczynało kręcić jej się w głowie. Powoli jej powieki zaczęły stawać się ciężkie i jej powieki zaczynały same opadać. Żegnajcie... Jej serce przestało bić. Zasnęła już na wieki. Teraz może spotkać się z Federico. Mogą być razem ze sobą w niebie. Już nie będą na ziemi, tak jak dawniej, ale będą w miejscu, w którym będzie im o wiele lepiej. Bez żadnych przeszkód, aby ich miłość mogła się zepsuć. Teraz mogą być szczęśliwi. Razem... 

Ich miłość będzie trwała na wieki i jeszcze dłużej... 

Kiedy tracimy kogoś ważnego, kto grał ważną rolę w naszym życiu, zdajemy sobie sprawę, że ta osoba znaczyła dla nas więcej, niż myśleliśmy...

♠♠♠

Nie wiem czemu, ale sama płakałam przez to beznadzieje, podczas pisania.
Naprawdę...
Jak widzicie, jest to już trzecie część i ostatnia :D
Hm... Co by tu jeszcze? Aha ;ccc
Jest jedna sprawa. Komentarze. Wcześniej było ich po 8-15, a teraz? Teraz jest po 3-5. Nie wiem... Nie podoba wam się to co pisze? Nie chcecie już tego czytać? Znudziło to was? Nie mam pojęcia...
Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę musiała zrobić to na moim blogu, ale muszę... Nie mam innego wyboru. Jeśli pod tym postem, nie pojawi się 8 komentarzy, od 8 różnych osób, rozdział się nie pojawi... Przepraszam Was, ale najwyraźniej muszę tak zrobić, bo wiadomość o tym, że prawie nikt nie komentuje, już nie sprawia mi przyjemności ani ochoty, do pisania. Już nie mam tego "powera", co wcześniej. A nowe pomysły się rodzą, ale po co, skoro nie mogę ich wykorzystać, kiedy nikt nie komentuje?A zwłaszcza nie wiem dla kogo mam to pisać, skoro nikt nie czyta. Bardzo mi smutno z tego powodu, ale chyba muszę zacząć tak robić...Wybaczcie mi, tak chyba będzie najlepiej...
Jeszcze długo myślałam nad tą sprawą, ale... Jeżeli dalej tak pójdzie, to nie mam innego wyboru niż nie zawiesić bloga, aż wszystko przemyślę. Nie wiem, ile to mi zajmie. Może miesiąc, dwa... Bo naprawdę... Powrót dla trzech-pięciu osób naprawdę nie ma sensu. Przemyślę to, i się odezwę...


Dziękuję z waszej strony i czekam na jakikolwiek komentarz <3
Cheryl ♥

5 komentarzy:

  1. Zabrakło mi słów.
    Ryczę.
    To piękne, przepiękne.
    Ich miłość... to jak ją opisałaś... to niesamowite...
    W czułam się w nią, wczułam się w niego.
    Jak Ty to zrobiłaś?
    Pierwszy raz czytając jakiegoś OS czułam się jakbym czytała książkę. Naprawdę dobrą książkę.
    I te słowa Federico... wzruszyłam się.
    I to jak opisałaś krok po kroku, cięcie się, krew... to naprawdę piękne.
    Masz wielki talent! *-*
    Podziwiam Cię jako pisarkę <3
    Liczę, że ludzie wezmą się w garść i zaczną komentować.
    Czekam na nexta z niecierpliwością *-*
    NIESAMOWITE, BOSKIE, GENIALNE! <33333333333

    Ściskam i całuję ♥
    ~ Maja.

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG!!!!
    Cudny blog ♥♥♥
    Brak mi słów na ten rozdział, AWWWWWWWWW....!!!!
    Może wspólna obserwacja???
    Odpowiedz zostaw u mnie w komku ;ppp

    ladyfashion-mchanel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana <3
    Znowu, ryczę jak głupia.
    Taki piękny one short.
    Nie jestem w stanie nic napisać.

    Ręce mi sie trzęsą, i nie mogę opanować łez.
    To co napisałaś, piękne, wzruszające, pełne emocji, miłości bólu.
    Gdy Lu się ciela tak wszystko opisałaś że moje ręce zaczęły mnie piec.
    Siedzę i wyje jak głupia.
    Masakra.
    Ale dziękuję ci.
    Od niedawna czytam twojego bloga.
    I muszę przyznać że tak młodych i wspaniałych blogerek jest na tym świecie mało.
    Masz taki wielki talent. Błagam cię nie marnuj go!
    Spełniam swoje marzenia.
    Z rozdziału na rozdział sie rozwijasz.
    Masz tak wielki talent że to byłby grzech zatrzymać go tylko dla siebie.;*
    Błagam zostań.
    Kochana chce ci podziękować.
    Za każdy wspanialy rozdział.
    Pełene emocji, z których az talent literacki sie wylewał.
    Dziękuję ci za to że podarowalas nam co to masz najcenniejszego do podarowania. A mianowicie swoje serce.
    Dawlas z siebie wszystko przy każdym rozdziale.
    Co ja pisze dawałaś z siebie więcej niż wszystko. Oddawalas nam 110%
    Nie każda blogerka tak potrafi.
    Może warto to jeszcze raz przemyśleć.
    Zostań.
    Bądź z mani.
    Wiem, nie spisaliśmy sie.
    Ty dałaś nam cala siebie.
    Swój czas wysiłek i serce, a my jak się odplacamy.... 3 komentarzami.
    Przykro mi.
    Gdybym tylko czytała twojego bloga od początku, ale natrafiłam na niego nie dawno. I myślałam że nie ma sensu komentować starych postów.

    Nawet sobie nie wyobrażam jak musisz sie czuć.
    Bo gdy oddajesz komuś serce, oczekujesz że to osoba, której to serce oddałeś , wypełni pustka swoim.

    Wiec bardzo mi przykro że tak wspaniala blogerka jest nie doceniana.

    Osobiście uwielbiam twój styl pisania.
    Opisujesz tak sytuacje, że mam wrażenie, że jestem obok. Masz niesamowity dar.

    Chce, żebyś tylko wiedziała, że ja jestem i będę czytać, jeżeli tylko będziesz kontynuowąć opowiadanie. ;*
    Te amo
    Madzia<3

    OdpowiedzUsuń
  4. To było.....
    Nie da się wyrazić uczuć jakie teraz duszę w sobie. Normalnie w świecie płaczę ;(
    Oddał jej swoje serce? To w dosłownym sensie. Ona chciała żyć z nim. Ryczę jak bóbr. Potrafisz te wszystkie słowa i emocję tak doskonale opisać. Jesteś niesamowita! Chciałabym pisać tak jak ty jednak takiego talentu nie posiadam. Zawsze czytam Twoje opowiadanie jednak szkoła i ciągły brak czasu nie pozwala mi na komentarze jednak obiecuję ,że to się zmieni wraz z nadejście wakacji!

    Pamiętaj jesteś niesamowita i niezastąpiona!

    Całuję i czekam na następną notkę od Ciebie ;)

    http://naxi-te-amo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne... nie mam słów! Pisz tego więcej...
    Kocham twój blog. Płaczę... :'(

    OdpowiedzUsuń