poniedziałek, 21 lipca 2014

Capítulo 15 part 2 “Nie zasługuję na Ciebie”


“Szczęśliwi są Ci, którzy widzą piękno w miejscach zwykłych i dla innych nic nie ważnych. Tam, gdzie inni niczego nadzwyczajnego nie mogą dostrzec. Wszystko tak naprawdę jest piękne. Wystarczy tylko dobrze spojrzeć.”

♠♠♠

Miało być tak pięknie. Mieli żyć razem i szczęśliwie... Jak w bajce. Lecz każdy z nas wie, że życie to nie bajka. Życie, to podła rzeczywistość i nie sprawiedliwość. Ona była księżniczką uwięzioną w wysokiej wierzy i w końcu przyjechał królewicz na białym koniu i wyrwał ją z sideł samej siebie, gorszej. Pokazał jej, że może zwalczyć samą siebie i być lepszą dla świata. Mieć uczucia, być kochaną i mieć dla kogo żyć. Miała nadzieje, że tak pozostanie, że już będzie tak na zawsze. Aż do śmierci. Myliła się. Powróciła do rzeczywistości, podłej i złej... W której już nie chce żyć. Nie ma po co. Rzeczywistość tylko sprawia, że bardziej cierpi. Cierpiała, była wredna, samotna... Zjawił się Leon, uratował ją, pokazał jej wiele rzeczy, nauczył ją kochać. Teraz znów cierpi, kolejny raz przez... Nie, to nie przez Niego. Nie mogę tak myśleć. Choć tak bardzo chce myśleć, że to nie przez niego, na jej myśli nasuwa się tylko jego imię, jako winowajcę. Leon. Musiała. Chciała wierzyć, że to nie przez niego, ale sama ukrywała prawdę przed samą sobą, że to jednak on. To prawda... M O G Ł A być szczęśliwa. Miała takie myśli, szanse, nadzieje... Wszystko przepadło. W jej życiu już pojawiało się jasne światło. Mały płomyczek, który miał odmienić wszystko w jej życiu. Świat miał się stawać lepszy, weselszy; ubarwiony... Lecz teraz wszystko się zepsuło. Pojawiła się mgła, która zasłoniła słońce. Pojawiła się ciemność. Wszystko prysnęło niczym bańka mydlana. Jej krótkie jak dotąd szczęście, znikło... I pojawił się smutek i zaniepokojenie, które pojawiło się na jej twarzy. Nie mogła uwierzyć, że Leon to wypowiedział. Tak po prostu... Przemyślał to? Chyba nie. Dla Violetty to zdanie było niedorzeczne i nie pasowało do sytuacji. Bezsensowne. Przez chwilę nasunęło jej się na myśl, że on tylko żartuje, ale gdy na niego spojrzała, zdała sobie sprawę... Że jednak nie. Jest całkowicie poważny i stuprocentowo mów prawdę. Chciała coś powiedzieć, ale bała się... Bała się, że ją znów zostawi. Samotną, bez nikogo. To on był dla niej teraz jedynym człowiekiem, który teraz przy niej był. Przyjaciele nie chcą jej znać. Jest tylko on. Jedyny. To on jest dla niej wsparciem i kimś, dla kogo ma chęć dalej żyć. Ciągle patrzyła się na bruneta. W jej uszach nic nie słyszała oprócz tłumiącego ją dźwięku błogiej ciszy. Za długie wpatrywanie się w bruneta i cisza, która ją przerastała sprawiła, że już nie mogła dłużej siedzieć bez słowa. Musiała coś zrobić, wyżyć się, powiedzieć coś; cokolwiek. Wypowiedzieć swoje zdanie.
- C-czemu tak s-sądzisz? - nie mogła powstrzymać się od łez. Jej głos drżał, a jej serce szybciej biło. Przybliżyła się do chłopaka i odwróciła jego głowę tak, aby na nią patrzył. Miał już otwierać usta i coś powiedzieć, ale Violetta go wyprzedziła.
- Chciałabym cię teraz prosić, abyś mi nie przeszkadzał, dobrze? - czekała na odpowiedź od strony chłopaka. Kiedy kiwną lekko głową, kontynuowała. - Nie możesz tak mówić, rozumiesz? W końcu nam się udało. Jesteśmy razem. Nawet nie wiesz, co u mnie w środku się teraz dzieje. Cała się trzęsę i czuję, że zaraz wybuchnę. Na reszcie połączyliśmy nasze osobne drogi w wspólną drogę. Nie pozwolę ci od tak teraz odejść, nie po tym, co się wydarzyło. Za bardzo mi na tobie zależy, aby na to pozwolić, rozumiesz? Nauczyłeś mnie kochać, pokazałeś co to znaczy przyjaźń, tak samo jak miłość. Pokazałeś mi, że można kochać. Walczyłeś o mnie, chciałeś odzyskać to, co było dawniej. Udało ci się. Pokochałam cię... Jesteś kimś, przez kogo nauczyłam się kochać życie. Jesteś jedną z ważnych dla mnie osób w życiu. I to właśnie ty, skradłeś moje serce, które bije już dla ciebie. Nie nie pozwolę ci od tak ode mnie odejść i mnie zostawić. - Leon po kolei dokładnie analizował każde słowo wypowiedziane przez brunetkę, gdyż mówiła to tak szybko, że prawie by się udusiła. Ale udało mu się rozumieć wszystko, co wypowiedziała. Między nimi znów pojawiła się głucha cisza, która dobijała Violettę. W końcu się odezwał, ale to co powiedział... Nie ucieszyło brunetki.
- Nie zasługuję na Ciebie, a ty na mnie. Nie chcę Cię znów zranić. Wiem, że jestem do tego zdolny, a nie chcę, abyś znów przeze mnie cierpiała. Drugi raz wylewała przeze mnie tysiące łez, których ja nawet nie dam rady otrzeć. Nie chcę tego... - Violetta wpatrywała się w jego oliwkowe oczy. Dostrzegła w nich szkliste łzy, które po krótkiej chwili zniknęły. Wiedziała, że Leon nie lubi pokazywać, kiedy wymięka. Za bardzo go to bolało, żeby pokazał to Violi.
- Leon, głuptasie... Wystraszyłeś mnie. Myślałam, że to coś gorszego, a ty z takim czymś... A teraz, gdybym nie była sobą, nie byłoby kazania, ale cóż... Przez to, co teraz powiedziałeś, jestem gotowa cię zabić. Słuchaj mnie bardzo uważnie, dobrze? Nie masz prawda tak mówić! I nigdy, ale to przenigdy tak już nie mów, dobrze? Nie zasługujesz na mnie? Nie jestem tego taka pewna... Więc po co to wszystko robiłeś? Po co o mnie walczyłeś, skoro na mnie nie "zasługujesz"? - podniosła prawą i lewą dłoń do góry i teatralnie zrobiła palcem wskazującym i środkowym w dwóch dłoniach nawias. - Wiem, że mnie kochasz... Gdybyś tego nie robił, już dawno bym nie żyła. Już dawno by mnie tu nie było. Ale jednak tu jestem. Z tobą. Osobą, którą kocham nad życie. Nie zranisz mnie, rozumiesz? Kocham cię tak cholernie mocno, że nawet jeśli popełnisz błąd, wybaczę ci. Nie dam ci się teraz ode mnie odsunąć, odejść... Za dużo przeszliśmy, aby to był koniec. Nie mów już tak więcej, dobrze? - powiedziała i mocno wtuliła się w chłopaka, który skradł jej serce.
- Dobrze Violu... Obiecuję, że już więcej tak nie powiem - Verdas bardziej ścisnął swoją ukochaną, będącą w jego objęciach. Czuła jego ciepło. Jego rozgrzane jak dotąd ciało. Pragnęła jego całego. Pragnęła jago ciepła. Chciała z nim zamieszkać, aby już nigdy nie musieli się rozstawać. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło. Mało brakowało, a jej mogło już nie być. Lecz zjawił się jej wybawiciel i ją uratował. Jest mu tak bardzo wdzięczna za to, co dla niej zrobił, że jest pewna, że nigdy mu tego nie wynagrodzi i ile mu zawdzięcza.
Będąc w jego objęciach przypomniała jej się jej zmiana. Jej odzywki, które było skierowane do Leona. Wyobraziła sobie, jak bardzo mogło go to boleć. Jak bardzo był na niej zawiedziony... Jak mimo tego, co do niego mówiła i jak postępowała, on nadal walczył. Walczył o ich miłość. Ich wielką do siebie miłość. Miłość, która ma trwać już wiecznie. Na wieki i jeszcze dłużej.
- Nie chcę się już z tobą rozstawać. Już nigdy... Chcę ciągle przy tobie być i czuć twoją obecność i ciepło. Bez ciebie... W moim wnętrzu jest pusto. Brakuje jakieś cząstki, którą jesteś ty - nagle w pustym, od ciszy pokoju rozległ się głos brunetki. Leon słuchał jej uważnie i wsłuchiwał się w jej aksamitny, kojący, uwielbiany przez niego głos, który tak kochał słuchać.
- Obiecuję ci, że już do tego nie nastąpi. Zamieszkamy razem, znajdziemy mały, przestronny domek idealny dla nas i zamieszkamy razem i już nigdy nie poczujesz się samotna. Będziesz ciągle przy mnie i będziesz bezpieczna.
- Dziękuję... - powiedziała prawie nie słyszalnie, ale tak, aby Leon usłyszał. Uśmiechnął się lekko. Właśnie ten uśmiech tak Violetta kochała. Sprawiał, że nogi Violetty stawały się jak z waty. Kochała jego całego. Każdą jego cząstkę, która wywołuje u niej dreszcze.
- Kocham cię, skarbie - nie wiedział, czy dobrze postąpił mówiąc "skarbie". Lecz są razem i uwielbiał się tak do niej zwracać. Wiedział, że właśnie to słowo wywoływało u niej ten cudowny uśmiech. Nie mylił się. Lekko się zarumieniła, a na jej twarzy ujawnił się lekki uśmiech. Skrępowana Viola spojrzała w dół i jeszcze bardziej się uśmiechnęła. Po chwili podniosła głowę i odpowiedziała:
- Ale ja ciebie bardziej - uśmiechnęła się lekko i sprawiła, aby oboje przewrócili się na miękki łóżkowy materac oraz na miękką kołdrę. Oboje patrzyli w swoje tęczówki, w które tak kochali spoglądać. Zbliżyli się do siebie i zatopili w upragnionym przez nich pocałunku. Pierw pocałunek był spokojny, lekki, ale pożądliwy. Potem był coraz bardziej kojący i brutalny. Pocałunek miał w sobie masę emocji. Pożądanie, miłość, radość... Wszystko, co do siebie czuli. Przez ciało Violetty przeszedł lekki dreszcz. Leon to poczuł i przestał muskać jej usta.
- Nie, proszę... Nie przestawaj - cicho jęknęła. Nie chciała, aby przestawał. To był tylko chwilowy z jej strony impuls. Leon, widząc smutek na twarzy Violetty przybliżył się do niej. Umięśnione ręce bruneta powędrowały na kark dziewczyny, a ręce Violetty objęły Leona w talii.


Już nigdy nie wypuszczaj mnie ze swych objęć. 

Będąc nadal do siebie przytuleni, usłyszeli dzwonek. Leon i Violetta w tym samym czasie cicho westchnęli i przeklnęli tego, kto przeszkodził im tę wspaniałą chwilę, w której mogli nacieszyć się sobą. Leon lekko odsunął się od brunetki. Spojrzał na jej dłoń, a następnie przyłożył swoją dłoń do dłoni Violetty i razem zapletli swoje palce. Leon uśmiechnął się lekko w stronę Violetty i razem po schodach ruszyli na dół. Pokonując dokładnie jedenaście schodów myśleli, kto to może być. Podeszli do dość dużych drewnianych drzwi. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo i Leon lekko wysunął się w przód. Jego prawa dłoń spoczęła na zimnej, metalowej klamce, nadal drugą rękę trzymając Castillo. Spojrzał na Violettę. Czuł, że to, co będzie się kryło za drzwiami... Nie wywróży nic dobrego. Czuł nie bezpieczeństwo. Brunetka też miała takie samo zdanie jak jej ukochany. Lekko kiwnęła głową, na znak tego, że jest gotowa. Kiedy tylko dostał od dziewczyny znak, nacisnął lekko klamkę i przechylił je w prawą stronę, aby razem mogli zobaczyć, kto znajdywał się za drzwiami.
Głowę miał skierowaną w prawą stronę i przyglądał się małemu ogródkowi przed domem Leona. Lecz gdy drzwi się otworzyły, spojrzał na nich z uśmiechem ujrzeli twarz mężczyzny, którego oboje nie chcieli widzieć na oczy. Violetta wydała z siebie zduszony okrzyk. Lekko odskoczyła do tyłu. Przestraszyła się osoby stojącej naprzeciw nich. Na twarzy obcego mężczyzny krył się uśmiech. Lecz nie był to zwykły, życzliwy uśmiech. Był to złowrogi, drwiący uśmiech, który przyprawiał o dreszcze. Leon szybko odsuną Violettę za siebie. Przestraszona spoglądała na mężczyznę za drzwiami.
- Witajcie moi kochani - przez ciało brunetki przeszedł zimny dreszcz jego ciemnego i straszliwego głosu. Głos mężczyzny kojarzył jej się ze strasznego horroru. Szybko zamknęła oczy i przycisnęła się mocniej do Leona. Brunet złowrogo spojrzał na dość przystojnego bruneta, który wpatrywał się w dwójkę nastolatków. 
- Witaj, Gryfin... 

♠♠♠

Ta ta... Taki drastyczny koniec, który pisałam w nocy xD Wiem, że dość długo czekaliście na jakikolwiek znak z mojej strony, ale wiecie... Są wakacje i jest FUN! xD Ale dobrze... Dodaję z tego względu, że dostałam w swoje rączki lapka i miałam szansę coś dopisać. Pierwszą część rozdziału miałam już trzy, dwa (?) tygodnie temu napisaną i dzisiaj dopisałam resztę. Lecz mój rozdział nie oznacza tego, że będą częściej rozdziały. Otóż znowu na moje miejsce pobytu, które jest za granicą, wracam za 11 dni. Co znaczy, że do tego czasu nie będzie już nic. Jak wrócę, pojawi się dopiero rozdział 16. Dobrze... Mam nadzieję, że to tyle i nic nie zapomniałam dodać..... *teraz myśli* Aha! Jeszcze na tym blogu coś się pojawi. A mianowicie One Shot, który wysłałam na konkurs u Miśki Verdas. Kiedy? Tego nie wiem... Może za 4-5 dni? Okaże się potem. Okej xD Teraz jestem pewna, że niczego nie zapomniałam xD No to do kolejnej notki w takim razie ;* Pozdrawiam i miłych wakacji, które nadal trwają ;3 
Kocham, 

Cheryl ♥

niedziela, 6 lipca 2014

Mini OS " Czas zaakceptować siebie. " | Autorka: Miśka Vedas


Codziennie zadaję sobie pytanie dlaczego istnieję.
Po co tak właściwie żyję.
Mam momenty w który wydaje mi się że w ogóle nie powinnam się urodzić.
Że cały ten świat byłby piękniejszy beze mnie.
Że nikt by nie tęsknił.
Wmawiam sobie że jestem nikim.
Za wszelką cenę chcę to sobie uświadomić.
Staram się zamknąć w sobie.
Nie rozmawiać z nikim.
Oddalić się od wszystkiego.
Mieć chociaż tą cholerną sekundę spokoju.
Wtedy właśnie pewien głos w mojej głowie nasuwa jedno słowo które wydaje się być genialnym.
Beznadziejna.
Gdy jestem załamana na wierzch wychodzą wszystkie moje wady.
Nie zalety. 
Nie to co w sobie lubię. 
Nie to co mi pasuje.
Wszystko to czego pragnę się pozbyć.
Cały czas patrzę na siebie w lustrze i chcę rzygać.
Na swój własny wygląd.
W tamtej chwili wydaje mi się że jestem ohydna. 
Odrażająca.
Powracają kompleksy. 
Te okropne rzeczy których nienawidzę.
A dlaczego żywię do nich takie uczucie?
To proste.. 
Mam ich zbyt dużo.
Chociaż na co dzień staram się je ukrywać albo chociaż na chwilkę o nich zapomnieć one powracają.
Wtedy gdy chcą.
W najmniej odpowiednim momencie.
Gdy jestem zdołowana.

W takich chwilach dziwię się wszystkim osobom które się ze mną zadają.
Co oni we mnie widzą?
Nie wstydzą się ze mną pokazywać?
Liczy się to co jest w środku nie to co na zewnątrz.
A co jeżeli ja również nie akceptuję swojego " ja " ?
Jeśli nie chcę takiej osobowości, charakteru.
I za wszelką cenę chcę być kimś innym..
Co wtedy...


Moja psychika powoli siada. 
Mam już tego dość.
Powoli tracę siły na cokolwiek.
Mam wrażenie że każda napotkana osoba się ze mnie śmieję.
Mam wrażenie że moje życie to jedna wielka czarna dziura.
Nie mam nic.
A miłość?
Nie.
Ja nie zasługuję na to aby mnie kochać.


Przyjaciele? Rodzina?
No właśnie co z nimi.
Przecież oni są.
Zawsze mnie wspierają, doradzają.
Starają się pomóc mi wstać nawet po największym upadku.
Akceptują mnie taką jaką jestem.
Z wszelkimi zaletami i wadami..
A ja tak po prostu chcę się poddać? Nie. To głupota.
Nie mogę odpuścić.
Muszę walczyć.
Dla nich.
Dla siebie.
 Czas zaakceptować siebie.
Małymi kroczkami dążyć do celu.
Kiedyś go osiągnę. Nie teraz ale w przyszłości.
Spojrzę w lustro i powiem sobie
Jesteś piękna.


*****
Witam wszystkich serdecznie w tą niedzielę ;)
Czy to nie piękne uczucie mieć świadomość że jutro jest poniedziałek a nie idzie się do szkoły? :D
Hihihi..

No dobra... Przepraszam.
Wiem że nie powinnam tego w ogóle publikować i to na tak świetnym blogu.
Mam nadzieję że mi to wybaczycie no i oczywiście Cheryl też...
Przepraszam zawaliłam ;(
Ale nie będę Was już zanudzać.
 Spadam,
 do następnego :D

Buźki,
Miśka Verdas