piątek, 22 sierpnia 2014

Capítulo 16 “Łza strachu”

Rozdział jest dedykowany Kate Verdas ;*
Dziękuję ci ciołku, za te wsparcie, którego teraz tak bardzo potrzebuję ♥


“Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą.” 
                                                                      ~ Jan Twardowski

♠♠♠

Czemu zawsze tak jest, że gdy już wszystko się ułożyło, to ktoś lub coś musi wszystko zepsuć? Wejść z butami do cudzego życia i zniszczyć wszystko, co zajęło długo do budowania lub odbudowania? 

Dlaczego? 

Życie jest niesprawiedliwe. Okrutne. Zawsze szykuje nam niespodzianki, które wszystko niszczą. Życie czasami kopie nas w tyłek i pokazuje nam magię życia. Zazwyczaj tą złą. Ale czym byłoby życie bez żadnych niespodzianek, czy przeciwności losu? To nie było by to samo życie. Było by inne. 

Nudniejsze?

Każdy z nas chce doznać szczęścia w życiu. Choć nie ważne na ile na nie zapracowali, osiągnął je. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo ile one potrwa. Może dzień, dwa? Miesiąc? Nie ważne... Ale ważniejsza jest satysfakcja, że udało nam się osiągnąć ten etap w życiu. Szczęście. 
"Życie jest okrutne" - chyba każdy z nas zna to zdanie, powiedzenie. Każdemu, kto żyje na tej kuli ziemskiej, kiedyś coś się przytrafiło, że nie chce o tym pamiętać, prawda? Właśnie wtedy używa tego określenia. Inni sądzą inaczej, gdyż taka sytuacja nie zagościła im w życiu. Powiedzą tylko zwykłe dwa słowa "Przykro mi". Ale kto może wiedzieć, czy to było zwykłe "Przykro mi", czy tylko takie o, rzucone na wiatr. 
Zwykle ludzie mówią, że współczują, lecz nie sądzą tego naprawdę. Są tylko zajęci sobą i myślą co dzieje się dookoła nich. Nic innego ich nie obchodzi, niż oni sami i ich osoba. Ta grupa ludzi nie zwraca uwagi na innych. Chce mieć jak najwięcej przyjaciół, aby być popularnym, czy znanym. Lecz przez to ma tylko fałszywych przyjaciół, którzy nic nie znaczą. Czy to tak ma naprawdę wyglądać? Nie. Wykorzystują innych, ciesząc się tylko swoim szczęściem, które myślą, że jest prawdziwe. Ale czy tak jest naprawdę?  Egoizm. Tak to się nazywa. W tych czasach, których teraz aktualnie żyjemy, ludzie odróżniają prawdziwe "przepraszam", od zwykłego "sorry". Fałszywa miłość, fałszywa przyjaźń, fałszywe uczucia, słowa, gesty... Tak teraz jest w dwudziestym pierwszym wieku. Lecz na świecie znajdują się jeszcze osoby, które potrafią prawdziwie kochać, być prawdziwymi przyjaciółmi, mówić prawdę, wyrażać swoje prawdziwe uczucia... Powinniśmy spojrzeć na tych ludzi i spróbować być tak jak oni. Choć w kilku procentach.

Identycznie postąpił Gryfin. Zepsuł możliwości na ich wspólne szczęście. Chciał się na nich zemścić. Sprawić, aby czuli się tak samo jak on. Gryfin był osobą dość specyficzną. Miewał czasami humorki, przez które nie wiadomo było, na co go stać oraz co może postąpić. Przy nim nigdy nie można było być pewnym, czy aby nie popełni jakiegoś głupstwa, czy nie zaatakuje. Potem zazwyczaj żałował swoich czynów i bym przejęty tym, dlaczego to zrobił. Jeśli go coś mocno wkurzyło, nie dawał za wygraną i musiał się zemścić.

Ale czemu akurat na nich?

Diego. To był jedyny powód. Diego specjalnie wygadał Gryfinowi, że Leon chciał wpędzić ich w zasadzkę. Powiedział mu, że Leon chciał ich wydać i powierzyć ich policji, aby zamknęli ich w więzieniu. Sami wiedzieli, że to co robią, jest karalne na dożywocie. W końcu handlowanie nikotyną oraz różnego rodzaju prochami nie jest w porządku, prawda? Diego i Gryfin byli już przegrani. Sens ich życia zaginął gdzieś po ich drodze, przez co robili same głupie rzeczy i bawili się na całego, aby potem nie żałować swoich czynów. Byli okropni, to prawda, ale... Każdy człowiek, choć zgubił po drodze swoje "dobre ja", to... Nadal ta dobra część ich jest ukryta bardzo głęboko. Lecz tacy ludzie jak oni nie chcą tej części odnaleźć...

Tylko dlaczego Diego postąpił w ten sposób? 

Violetta. To była jedyna odpowiedź. Ich spotkanie, pocałunek... Zakochał się w niej.

A może jest to tylko zwykłe zauroczenie i za niedługo odpuści? 

Było go nawet stać, aby ich rozdzielić. Chciał ją mieć dla siebie samego. Ale czy tylko podstępem i okrucieństwem?

Bo jeśli kogoś kochasz, to zrobisz wszystko, aby był szczęśliwy.

Jak widać, Diego nie należał to tych osób. Mógł zrobić dosłownie wszystko, aby Violetta była jego. Brnął by w nieskończoną, aby tylko do niej dotrzeć. On sam twierdził, że nie zasługiwała na Verdasa, tylko własnie na niego. Mówił, że tylko on jest wstanie dać jej wszystko, czego potrzebuje. Bezpieczeństwa, miłości... 

Spojrzał na Violettę stojącą za Leonem i z przerażającym wzrokiem patrzącym w stronę Gryfina. On tylko widząc wystraszoną dziewczynę, uśmiechnął się drwiąco. 
- Rozważałem opcję, aby dać wam spokój, ale zawiodłem się na was, kiedy zostawiliście mnie i Diego w tym samym. A więc zmieniłem zdanie... Myślałem, że naprawdę chciałaś do nas dołączyć i być taka jak my, ale widzę, że Verdas usunął ta myśl z twojej głowy. Hm... A zwłaszcza nie spodziewałem się tego po tobie, Verdas. Że od tak nas zostawić i się nas wyprzesz, było lada wyzwaniem. Myślałem, że nigdy się na to nie odważysz. Jednak myliłem się co do ciebie - po policzku Violetty spłynęła przezroczysta łza. Bała się go, cholernie. Nie wiedziała, na co go stać, ani jaki może być jego kolejny ruch. 
- Oj, nie płacz kochanie. Nic ci nie grozi... Albo wiesz co? Nie mogę ci tego obiecać - zaśmiał się cicho, co wywołało dreszcze na skórze dziewczyny. 
Postanowiła być twarda i nie pokazywać mu, że wymięka. Nie jemu. Nie osobie, przez której jej szczęście może się zrujnować. 
- Po pierwsze, nie żadne kochanie, okej? - wysyczała patrząc wrogim spojrzeniem w brązowe tęczówki mężczyzny, który stał na przeciwko nich. Podniósł brwi do góry i ręce podniósł na wznak obrony, przy czym cicho się zaśmiał i z powrotem spojrzał na dziewczynę. 
- Nie wiedziałem, że możesz być taka agresywna. Już spokojnie. Przyszedłem tylko, aby was ostrzec - spojrzał w lewo, gdzie nieopodal stał Diego. Ręce miał skrzyżowane, a jedną nogę miał zgiętą w kolanie i opierał się nią o mały domek, na posiadłości Verdasów. Na jego twarzy gościł szyderczy uśmiech, którego można było się obawiać. 
Wtem Gryfin znów spojrzał na lekko przerażoną dwójkę nastolatków, którzy wpatrywali się w niego, bez ani jednego mrugnięcia okiem. 
- Od pewnej osoby, której imienia nie mogę wam zdradzić, dowiedziałem się, że właśnie ty - wbił swój wzrok w twarz bruneta - chciałeś zakablować o nas policji. Myślałem, że można ci naprawdę ufać. Myliłem się. Gryfin widział, jak Leon już otwierał usta, aby wyrazić swoje zdanie. Jednak szatyn go wyprzedził i kontynuował. 
- Wiesz... Nie mam ochoty słuchać twoich tłumaczeń, w które i tak nie uwierzę. Przegiąłeś Verdas. Aż za bardzo - Violetta wiedziała, że to nie była prawda. Nawet gdyby chciała, nie uwierzyła by w to. A zwłaszcza w coś, co powiedział ten mężczyzna, którego nie chciała już więcej znać. Wiedziała też to, że Leon nie chciał mieć z nimi nawet jakiegokolwiek do czynienia. Ufała Leonowi w stu procentach. 

W końcu miłość opiera się na zaufaniu.

Leon patrzył z szeroko otwartymi oczyma na Gryfina. Nie wierzył, że mógł coś takiego powiedzieć. To prawda... Były kiedyś czasy, kiedy on, Gryfin i Diego razem się zabawiali, ale to już minęło. To nie jego bajka, aby pakować się w kolejne kłopoty, które były spowodowane przez nich. Już nie chciał się w to wplątywać. Już nigdy nie miał takiego zamiaru. Jednak handlowanie nikotyną i prochami to nie jego bajka. Żałował, że tak wtedy postąpił. Najbardziej żałował tego, że się z nimi zaprzyjaźnił. Tego czynu będzie żałował do końca życia. 
Po policzku dziewczyny zaczynały spływać kolejne łzy. Bała się, że ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi. Obawiała się, co może Gryfin uczynić. Szatyn lubił straszyć ludzi, aby się go bali. Zawsze uwielbiał patrzeć na strach w ich oczach wywołany jego osobą. Każdy kto go znał, w jakimś sensie się go bał. Był on nieprzewidywalny. Nikt nie wiedział, o czym on myśli, ani jakie ma zamiary.
Widząc mokrą twarz od łez brunetki, zrobił skruszoną minę, a po chwili się zaśmiał. Spojrzał na nią i nadal kontynuował konwersację między nimi, która - jak sądziła Violetta - trwa wiecznie i nawet mogłaby trwać w w nieskończoność. 
- Spokojnie. Nic wam jak na razie nie zrobię - Violetta na słowo "jak na razie" wzdrygnęła się lekko, przez co bardziej przysunęła się do bruneta. 
Leon odczuwał jej strach. Sam bał się Gryfina, ale nie mógł tego pokazać. Zwłaszcza nie mógł pokazać, że boi się właśnie jego. 
Gryfin spojrzał na Violettę. Oglądał jej twarz ze skupieniem. Po chwili wzrokiem zaczął wodzić po nie nagannej figurze dziewczyny. Podniósł swoje brwi do góry i uśmiechnął się. 
- Tamtej nocy mogłem jednak kazać tamtemu facetowi, żeby wstrzyknął ci ten zastrzyk i żebyś straciła przytomność i cię wywiózł gdzieś daleko stąd. Byłaby wtedy niezła zabawa - na jego twarzy znów pojawił się ten obrzydliwy, szyderczy uśmiech, którego tak cholernie się bała.

Kolejna łza strachu spłynęła po jej policzku. 

Już nie mógł wytrzymać. Musiał coś zrobić, w jakiś sposób postąpić. Zaczął cały się trząść, a prawą dłoń zgiął w pięść. 

Jeżeli chodzi o Violettę, to on jest w stanie zrobić wszystko. 

Odsunął lekko od siebie Violettę. Głaszcząc ją po włosach. Wiedział, że będzie tego żałował, ale musiał. Już nie mógł wytrzymać. To było silniejsze od niego. Musiał... Nie mógł pozwolić, aby Violetta przez to wszystko cierpiała.

Przez niego?

Zrobił krok w stronę Gryfina. Był gotowy zadać cios. Podniósł dłoń w górę spojrzawszy na szatyna, aby nic nie podejrzewał. Ręka śmignęła z niebywałą prędkością w prost na Gryfina, trafiając jego lewy policzek. 
Jedyne co zrobił, było spojrzenie przepełnione nienawiścią oraz wściekłości na bruneta. Leon ciężko i głośno oddychał, dając znaki, że stać było go na więcej. Gryfin cały buzował od złości, a jego twarz stała się czerwona od furii, która w nim szalała. Był gotowy skoczyć na bruneta i udusić go gołymi rękami. Był do tego zdolny, owszem... Ale nie chciał popsuć sobie całej zabawy. 
Gryfin tylko lekko się uśmiechnął, a następnie zamachnął się i jego pięść trafiła w nos Leona. Violetta wydała z siebie głośny okrzyk, a następnie podbiegła do Leona. Brunet złapał się za bolące miejsce, z którego po chwili zaczęła płynąć strużka krwi. Poczuł ogromy ból i zesunął się na kolana. Ból był nie do wytrzymania. Cholernie bolało. Gdy poczuł jej maleńką dłoń na swoim ramieniu, odetchnął z ulgą w duszy. Czuł ją przy sobie, co dawało mu energii, aby stanąć na nogi i pokazać Gryfinowi, że się wcale nie poddaje. 
Violetta szybko zainterweniowała. Tak, jakby myślała w myślach Leona. Zarzuciła jego lewą dłoń na kark i podniosła go, aby stanął na nogi o własnych siłach. Leon już powoli zginął swoje palce, aby powstała z nich pięść, lecz Violetta szybko go uprzedziła, kładąc swoją dłoń na klatce piersiowej Leona i spojrzawszy mu w oczy, przekonując go, że nie jest tego wart. Verdas jak najbardziej posłuchał Violetty, gdyż czuł, że i tak już dużo narobił. 
- Dobrze - rzekł i uśmiechnął się lekko do Castillo, która odwzajemniła jego uśmiech w ramach odpowiedzi. 
- Oh, ależ to słodkie - oboje usłyszeli znany im głos. Diego, pomyślała i od razu przypomniała sobie o ich wspólnym spotkaniu, kiedy była tą "złą". Doszło też do pocałunku między nimi... Lecz nie był to szczery pocałunek z jej strony. Chciała tylko zapomnieć o Leonie i choć trochę poczuć się lepiej. Oczywiście nie obyło się bez kłopotów, przez własną osobę. Teraz żałowała swoich czynów. Swojej zmiany, przystąpienia do ich "paczki", zmienienia się w strasznego potwora. Był to czyn, którego będzie żałowała. 
- Dziewczyna która podpowiada swojemu chłopakowi, aby nie robił głupstw, bo sam nie może o siebie zadbać... - podszedł do drzwi i oparł się o framugę drzwi, patrząc na dwójkę zakochanych w sobie nastolatków. Violetta wydała z siebie tylko jedynie zduszony okrzyk na widok chłopaka. Castillo wrogim spojrzeniem patrzyła w oczy Diego'a.
- Diego... - jego imię wypowiedziała z odrazą oraz nienawiścią w głosie. 
- Violetta... - odpowiedział z chytrym uśmiechem na twarzy parząc na twarz brunetki. Już nic więcej nie powiedzieli, tylko wpatrywali się w swoje oczy przepełnione złością oraz nienawiścią. Gdyby wzrok mógł zabijać, to Diego byłby już martwy. Między wszystkimi nastała cisza i nikt nie miał zamiaru się odzywać.
Gryfin wzdychnął cicho, a następnie podszedł bliżej Leona i wypowiedział swoje - jak na razie - ostatnie zdanie.
- Jeszcze jedna akcja, a pożałujesz - jego głos był teraz mroczny i przerażający. Gryfin odwracił się plecami do nastolatków, oraz odszedł do swojego czarnego Lamborghini, który stał  na parkingu, tuż za posiadłością Verdasów.
Leon i Violetta patrzyli przerażonym wzrokiem na Gryfina, aż nie znika im z pola widzenia, a następnie patrzą w stronę Diego'a, który nie ruszył się ani o krok. W głowie miał już przygotowane coś, co powinno zadziałać. Coś, co powinno rozbić ich związek. Szatyn podniósł na nich wzrok, a następnie się uśmiechnął.
- Następnym razem uważałbym, - w tym momencie spojrzał na Violettę, która kompletnie nie wiedziała o co mu chodzi. Uśmiechnął się w jej stronę i kontynuował  - kiedy sypia się z pierwszym lepszym facetem, gdzie ktoś może przypadkowo zobaczyć ich miziających się na tyłach klubu nocnego - Diego zaśmiał się ironicznie i spojrzał na zaszokowanego Leona, który nie mógł uwierzyć w to, co powiedział szatyn. Verdas spojrzał na Violettę z nadzieją, że to nie prawda.
- Tak Verdas, chodzi mi tu o twoją dziewczynę - zaśmiał się, a następnie poczekał chwilę, aby zobaczyć, co dalej się wydarzy.
- Leon... -  jego imię ledwo wypowiedziała szeptem, gdyż za każdą kolejną łzą spływającą ciurkiem po jej policzku, pojawiała się kolejna i kolejna, nie dając jej spokoju.
- Powodzenia w dalszym życiu, adiós! - Diego już dalej nie mogąc patrzeć na tą scenę, odszedł. Zostawiając ich samych.
- To nie tak, Leon... - chciała do niego podejść. Spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że Diego kłamie. Lecz to, na jaki ruch odważył się Leon, sprawiło... Że zaczęła jeszcze bardziej płakać. Znów poczuła ból, ukłucie w sercu. Lekko ją od siebie odsunął. Wyparł się jej?

Historia lubi się powtarzać. Wcześniej on, teraz ona. 

- A niby jak, Violu? - spojrzał gdzieś w dół. Jedyne co słyszał, był płacz brunetki, która nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Po dość długiej ciszy spojrzał na Violettę. Gdy widział ją w takim stanie, od razu jego serce zaczynało boleć, kłuć. Chciał wyrzuć z siebie wszystkie emocje, pozbyć się ich.
Po krótkiej chwili spojrzał na jej twarz. Mimowolnie w jego oczach pojawiły się łzy, kiedy zobaczył Violettę w takim stanie.
- Nic już nie mów. Wszystko rozumiem - zgiął swoją dłoń w pięść, patrząc gdzieś na podłogę. Serce zaczęło mu bić coraz mocniej.
- To już koniec, Violu. Żegnaj... - nie wierzył, że to powiedział.

Czy on zdał sobie sprawę z tego, że złamał jej serce na miliony kawałków?

Violetta za nic nie mogła pohamować łez, które teraz spływały coraz szybciej po jej twarzy. Nie wiedziała, że mógł coś takiego powiedzieć.
- Leon... Proszę, nie... - chciała się do niego zbliżyć, powiedzieć całą prawdę. Lecz on z bólem serca sprytnie ją wyminął i podszedł do drzwi.
- Nie Violu... Wyjdź - powiedział patrząc z bólem na Violettę. Brunetka założyła ręce na piersi i spojrzała w dół, powoli kierując się do drzwi. Kiedy przeszła przez framugę wejściowych drzwi, odwróciła się i ostatni raz spojrzała na jej miłość życia.
- Tak będzie najlepiej... - wypowiedział ostanie zdanie i najnormalniej na świecie, zamknął jej drzwi przed nosem.

Co z tymi wszystkimi obietnicami, słowami, gestami  i uczuciami? 

♠♠♠

Nie ma to jak komplikować xD Zdaję sobie sprawę z tego, że już możecie szykować dla mnie grób ;D
Spokojnie, jestem przygotowana xD 
A więc... Nie bijcie mnie za to! Ja chce dobrze dla tego bloga xD *Taaa, ciekawe jak, skoro rozwaliła nam znowu Leonette!* - wyobrażam sobie to, co możecie już myśleć, ale spokojnie... Właśnie przez to, co się wydarzyło, mam plan, aż do samego epilogu ;) Spokojnie... Aż tak szybko go nie będzie ;* 
A więc... Podobał się rozdział? ;> xD Hhahaha, nie ma to jak zmieniać temat ;) 
Dobrze, jak widzicie, zmieniłam też szablon ^^ 
Jak się wam podoba? Bo mi baardzoo *-* Więc tak szybko go nie zmienię xD Hm... Takie jeszcze pytanie. 
Czy chcecie, abym zmieniła muzykę? ;// Jak tak, to piszcie w komentarzach, a ja coś pokombinuję ;3 
Więc to by było na tyle. 

Pozdrawiam i życzę miłych wakacji, 

Cheryl ♥

czwartek, 7 sierpnia 2014

Cheryl ma nowego bloga, tralalalala

Zapraszam was serdecznie na mojego nowego bloga! <3 
Mam nadzieję, że wam się spodoba ;* 
Jaka tematyka? Wątki? 
Dowiecie się, kiedy klikniecie na link, który znajduje się na dole ^^ 

Znasz moje imię, nie moją historię...


Pozdrawiam, 
Cheryl ♥


wtorek, 5 sierpnia 2014

One Shot "Wszystko widać w oczach" |Autorka:Cheryl

Koloru ciemnej czerwieni, są myśli dziewczyny.
A koloru czarnego, chłopaka.

~ ♦ ~


“Żaden dzień się nie powtórzy, 
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch  tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy...”

~♦~ 

Każdego słonecznego dnia, przez żaluzje do naszego pokoju wdzierają się jasne promienie słońca, które sprawiają, że się budzimy.

A co, jeśli byłoby inaczej?

Jak?

Że już nigdy się nie obudzimy. Już nigdy nie otworzymy naszych oczu i już nigdy nasze serce nie zabije w rytm imienia osoby, która jest dla nas ważna? 

Nie, stop.

Przecieramy nasze zaspane oczy, wstajemy z wygodnego łóżka, zakładamy na nasze gołe stopy przytulne kapcie i idziemy do łazienki. Bierzemy poranną kąpiel, odprężamy się, myślimy... Odpływamy. Zupełnie w inny wymiar, gdzie jesteśmy sami. Tylko  my, i nasze myśli. W naszej krainie. Której nikt nie może zniszczyć, bo jest to nasze królestwo. My tam rządzimy i my sami piszemy scenariusz, jaki mamy grać. Wyobrażamy sobie, że tamto życie, jest jak bajka.

A tak nie jest?

Bajka? Nie bądź śmieszny.

A to na ziemi nie jest bajką? 

Nie gadaj głupstw. To jest podła rzeczywistość, która sprawia, że z każdym dniem masz już dość. 

Czemu tak sądzisz? 

Życie mnie zmieniło. 

Na gorsze, czy lepsze? 

Lepsze. Gorsze.

Wierzysz w miłość? 

Tak. Nie. 

Nauczę Cię kochać.

Nie dasz rady. Nie znasz mnie. 

Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz.

~ Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczuciem... Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. 
Vincent van Gogh

Miłość... Słowo, dwie sylaby, sześć liter. Słowo to sprawia, że nasze serce zaczyna bić w rytm imienia osoby, przez które zostało wypowiedziane. Ten wyraz nie niesie w sobie nic nadzwyczajnego, ani ciekawego. Jest to zwykłe słowo, które dla niektórych ludzi niesie szczęście, a niektórych ból. 

Ból? 

Miłość mnie zraniła. 


~ Nie można zbyt wysoko stawiać swoich oczekiwań, ponieważ każde przywitanie, kończy się pożegnaniem...

Każdy z nas cieszy się, kiedy od bliskiej osoby usłyszy zwykłe "Kocham Cię". Słowo nie wnosi, wnosi wiele do naszego życia. Te dwa słowa sprawiają, że rozpiera nas szczęście. Czujemy, jak ciepło napływa do naszego wnętrza. Jak gdy tylko jesteś w złym humorze, lub jest ci smutno, a otrzymasz wiadomość od osoby, na której ci zależy, od razu na twojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Słyszysz to słowo od rodziców, potem od przyjaciół, a z czasem od chłopaka, który zawrócił nam w głowie. Zakochujesz się, chcesz spędzić z nim resztę swojego życia. Cieszysz się, na sam jego widok. Chcesz pozostać przy nim już na zawsze...

A co jeśli ja już tak nie ma i nic nie czuję?

~ Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego siebie. Za­myka się w sobie.
 Jan Twardowski

Każdy dzień tygodnia spędzamy tak samo. Budzimy się, idziemy do szkoły, uczymy się, uśmiechamy się, wracamy do domu, odrabiamy lekcję, włączamy telewizor, oglądamy, kładziemy się spać, zasypiamy... Ale co, jeśli żadna z tych czynności nie ma dla jednej osoby najmniejszego sensu?

Kochałam, zawiodłam się, nie chcę już zasmakować miłości...

On znaczył dla niej zbyt wiele, aby tak po prostu zapomnieć. Każdy mówił jej "Będzie dobrze", ale nic do tej pory nie było dobrze. Każdego dnia o nim myślała. Dzień i noc. Nie ma chwili, bez której w jej myśli nie pojawił się brunet. Nadal pamiętała pierwsze spotkanie ich oczu. Co wtedy czuła, jak w środku krzyczała, jak w środku szalała na jego widok. Ciarki, które były spowodowane jego dotykiem  na jej ciele. Rumieńce, kiedy mówił jej "Ślicznie wyglądasz". Jego uśmiech, ich pieszczoty, które sprawiały, że miłość do niego rosła. Szeptanie sobie do ucha, pocałunki w policzek, usta... Motylki, które wesoło tańczyły w jej brzuchu. Trzymanie się za ręce, w czasie spaceru po plaży. Wspólne karmienie się truskawkami w czekoladzie, randki. Przytulanie się, wspólne wygłupy, nocowanie, dzielenie nawzajem łóżka, tajemniczo skradzione pocałunki, rozmowy przez telefon, esemesowanie do drugiej w nocy, mówienie sobie słodkich słówek, żegnanie się na dobranoc, mówienie sobie "Kocham Cię"...

Było, minęło. Czasu nie cofnę.

Mieli tyle rzeczy razem zaplanowanych. Chociażby nadchodzące wakacje, które mieli spędzić we dwójkę. Tylko on i ona. Sami. Pinezki, przyczepiane na mapie do miejsc, które chcieli wspólnie zwiedzić. Nacieszyć się sobą, być przy sobie. Na zawsze... Zamieszkanie razem w jednym domu, stworzyć kochającą się rodzinę, z gromadką dzieci. Bycie razem, na wieki... 

Nie uszło po naszej myśli tak, jak myśleliśmy. Trudno...

Usiadła na parapecie w swoim pokoju. Podciągnęła swoje długie nogi w górę i objęła je dookoła rękami. Spojrzała na ciemne niebo, na którym widniały miliony jasnych gwiazd. 

 " - Znajdź najjaśniejszą gwiazdę na niebie.
Dziewczyna spojrzała w górę i zaczęła przeszukiwać niebo w znalezieniu tej najjaśniejszej. 
- Znalazłaś? 
- Tak - odpowiedziała z uśmiechem wymalowanym na twarzy nadal patrząc się w jasny punkt. 
- To właśnie ty jesteś tą gwiazdą. To właśnie ty świecisz najjaśniej na świecie. Ty wnosisz do mojego życia blask, dzięki któremu żyję. 

Po policzku dziewczyny spłynęła samotna łza, która skapnęła na białą bluzkę dziewczyny. Tak jak tamtego wieczoru, uczyniła to samo. Chciała znaleźć najjaśniejszą gwiazdę. Przeszukała każdy zakątek nieba, ale jej nie znalazła.

Bo ta gwiazda już wygasła. Już nie świeci tak jasno, jak wcześniej. Nie ma już dla kogo świecić. Straciła swój blask. Na zawsze...

- Przepraszam za to, że byłam. Za to, że się w tobie zakochałam. Za to, że musiałeś ze mną wytrzymywać. Za wszystko, co zrobiłam źle. Za moje nastroje, moje błędy. Za to, że musiałeś się o mnie ciągle martwić. Za to, że wszystko popsułam, jak zwykle zresztą. Już więcej nie będę przeszkadzać - swoją głowę spuściła w dół. Dała upust emocjom. Po jej policzku spływały łzy, płakała... Tyle razy sobie wmawiała, że za nim nie tęskni, że jej go nie brakuje, że da radę o nim zapomnieć, że wszystko będzie dobrze. 

Oszukiwałam samą siebie. Każdy mnie oszukiwał.

~ Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć.
Jonathan Carroll,  Poza ciszą 

Ciągle grała twardą i była w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, ale kiedy przyszło co do czego, zaczęła żałować, że tak postąpiła. Znaczył dla niej wszystko. To on sprawiał, że chciała dalej żyć. To on wnosił do jej życia światło, to on dawaj jej wszystko, czego potrzebowała. To on był dla niej nadzieją. To on ją pocieszał, kiedy było jej źle. Nigdy jej nie zranił.

Nigdy... 

Pomagał jej w każdy możliwy sposób, aby jej humor się poprawił. Zawsze wiedział, co może ją trapić i zawsze znał na to lekarstwo, dzięki któremu czuła się o wiele lepiej. Piosenka... Piosenka, którą ona napisała dla niego i podarowała mu ją w prezencie za wszystko, co dla niej zrobił. Szczególnie robiło jej się ciepło na sercu, gdy pamiętał ją na pamięć i grał ją na swojej gitarze, którą dostał od Argentynki. Dzięki niej wiedziała, że będzie ją zawsze pamiętał, że będzie ją miał w sercu. Już na zawsze... 


To jest odrobinę zabawne, to uczucie w środku
Nie jestem jedną z tych, którzy łatwo mogą coś ukryć
Nie mam dużo pieniędzy, ale chłopcze gdybym miała
To kupiłabym duży dom, gdzie oboje moglibyśmy mieszkać

Więc wybacz mi zapominanie, ale to coś co robię
Widzisz, zapomniałam czy one są zielone czy niebieskie
W każdym razie, to co naprawdę mam na myśli...
Twoje oczy są najsłodszymi jakie kiedykolwiek widziałam

I możesz powiedzieć wszystkim, to jest twoja piosenka
Może jest całkiem prosta, ale teraz kiedy jest ukończona..
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zapisałam to w słowach
Jak cudowne jest życie podczas, gdy jesteś na świecie

Gdybym była rzeźbiarzem, ale wtedy znowu, nie
Lub dziewczyną, która robi mikstury w wędrownym przedstawieniu
Wiem, że to niewiele, ale to najlepsze co potrafię zrobić
Mój prezent to moja piosenka i ta jest dla Ciebie

I możesz powiedzieć wszystkim, to jest twoja piosenka
Może jest całkiem prosta, ale teraz kiedy jest ukończona..
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zapisałam to w słowach
Jak cudowne jest życie podczas, gdy jesteś na świecie...

Uśmiechnęła się na samo to wspomnienie. Tyle włożyła serca w tą piosenkę. Dla niego... Chciała, aby była idealna, przekazywała uczucia, które nosi w sobie dla niego, aby wszystko razem pasowało. Nadal pamięta, kiedy pierwszy raz zaśpiewała ją dla bruneta, jego reakcję, jej łzy, kiedy ją śpiewała.

On był dla mnie wszystkim, co miałam... A ja pozwoliłam mu tak łatwo odejść.

Ten wieczór... Gdy go straciła. Nadal nie może zapomnieć o tym dniu. Ciągle o tym myśli. Że to jej wina, że to przez nią. Osądziła go o coś, czego nie zrobił...


"Spotkała się z nim w parku. W ich miejscu, które, do czasunależało tylko do nich. Widziała sylwetkę Meksykanina, która zmierzała w jej stronę. Jest to pierwszy raz od tygodnia, kiedy go widzi. Nie chciała mieć z nim bliskiego kontaktu. 

Nie po tym, co mi zrobił.

Unikała go. Nie chciała widzieć go na oczy, dopóki wszystkiego nie przemyśli. Nie chciała słuchać, jak się usprawiedliwia.

A mogłam...

Ciągle powtarzał, że mnie kocha, a ja w to wierzyłam.

Zamknęła  lekko oczy i głośno wzdychnęła. Jeszcze parę kroków i będzie z nią w bliskim kontakcie. Podszedł bliżej. Stanęli twarzą w twarz. Czuła jego obecność, słyszała mocne i szybkie bicie jego serca. 


Tak samo było z moim.

Otworzyła swoje powieki. Na widok jego zdezorientowanej, smutnej twarzy, w jej oczach pojawiły się lśniące łzy, które po chwili zaczęły spływać po policzku dziewczyny. Nastolatkowie długo wpatrywali się w oczy osoby, która stała na przeciwko. 



~ Wszystko widać w oczach.

Nie prawda. W moich już nic nie ma.

Brunet patrzył się w czekoladowe tęczówki Argentynki, ale nic z nich nie mógł wyczytać. Jakby nic w nich teraz nie było. Jakby wszystko wyparowało, za jednym pstryknięciem.
- Zdradziłeś mnie... - w końcu przemówiła, po długiej i niezręcznej ciszy. Słowo, którego nigdy nie chciała, ani nigdy nie miała zamiaru wymawiać. Słowo to ja bolało. Okropnie... 

- Proszę cię... Nie mów tak. Nie mógłbym tobie tego zrobić, rozumiesz? Za wiele dla mnie znaczysz, żeby od tak cię zdradzić. Nigdy bym się nie odważył.
- Tak? A jak wytłumaczysz to, że widziałam Cię, jak śpiewałeś dla innej naszą piosenkę? - po jej policzku spłynęło parę nowych mokrych kropel. 


~ Same słowa nic nie znaczą, jeśli nie wypełni się ich treścią.
Stephen King Joyland

Śpiewał naszą piosenkę dla innej.

Ta rzecz ją najbardziej bolała. Ich piosenka, a śpiewał dla innej dziewczyny. LepszejŁadniejszej? Widać było, że od razu, kiedy brunet to usłyszał, zaczął się lekko denerwować, a jego twarz przybrała kolor jasnego różu. Dziewczyna widząc reakcję chłopaka, z niedowierzaniem pokręciła głową. 

Myślałam, że był inny...

- Dobrze... Wiesz co? Udajmy, że Cię nie kocham, że nie potrzebuję, że nie tęsknie i że nie płaczę. Bo tak będzie lepiej. Uzależnienia są złe, a Ty mnie uzależniasz - rzekła, a po jej policzkach zaczęło lecieć coraz więcej łez, które niewinnie skapywały na chodnik.
- Skoro tak wolisz…- spuścił głowę w dół. Nie wierzył, że tak łatwo się poddał. Bez żadnej walki. Nawet nie próbował. 

Koniec...

W tym momencie pękło jej serce. Tak bardzo chciała, aby zaprzeczył... "

~♦~

"Postanowił wyjechać. Oddalić się od niej, aby miała lepsze życie, bez niego. To miasto przypomina mu tylko o niej. Chodząc uliczkami miasta, na każdym kroku, kiedy odwróci swoją głowę w bok, wyobraża sobie ich postacie, całujących się, przytulających, śmiejących się... Chce, aby ułożyła sobie życie z kimś innym, lepszym od niego. Z kim będzie szczęśliwa, założy wspaniałą i kochającą się rodzinę. Chce, aby zapomniała...

Ja pragnę tylko i wyłącznie ciebie, nikogo innego. Bez ciebie nie będę szczęśliwa. 

Chciał się z nią spotkać, aby poinformować ją, o jego wyjeździe. 

Dobrze robię? 

Siedział na białej ławce. Dla innych ludzi ta ławka wydawałaby się zwykłą, ale nie dla tej dwójki. Była to ich ławka. Właśnie na niej po raz pierwszy złożyli na ustach drugiej osoby swój pierwszy pocałunek. Siedział ze spuszczoną głową w dół i przypomniał mu się ten raz, kiedy powiedziała mu, że ją zdradził. Ciągle myśli o tym dniu, kiedy to po raz ostatni się widzieli. Teraz mijają dwa miesiące, od kiedy razem nie rozmawiali. Wszystko między nimi tak po prostu prysnęło. 

Jak zwykła bańka mydlana... 


~ Ludzie uważają, że pierwsza miłość jest piękna i nigdy nie piękniejsza niż w momencie, kiedy ta pierwsza więź się zrywa. (…) A jednak to pierwsze złamane serce zawsze boli najbardziej, goi się najwolniej i pozostawia najbardziej widoczną bliznę. 
Co w tym pięknego?

Stephen King Joyland


Myślał o tym, jak tak szybko mógł się poddać. Bez jakiejkolwiek walki. Pokazał, że mu na niej nie zależy, że go nie obchodzi, że jej nie kocha... Kochał i kochać ją będzie nad życie. Nigdy miłość z jego strony do kogoś nie była tak bardzo silniejsza jak do brunetki. Właśnie ona pokazała mu jak to jest być kochanym. Nawzajem się dopełniali i tworzyli jedność...
Usłyszał cichy stukot koturn, które zazwyczaj nosiła dziewczyna. Podniósł głowę i spojrzał w stronę, z której nadchodził ten dźwięk, a serce zaczęło mu szybciej bić. 

To ona. 

Szła wolnym krokiem i wpatrywała się w bruneta. Mimo tego, że popełnił błąd, ona nadal go kochała. Każdej nocy, odkąd się rozdzielili, płakała... Gdy zasypiała, przypominała jej się każda spędzona chwila razem z nim, a na policzkach ciekły słone łzy. Zawsze co noc chwytała ich wspólny album, i przeglądała zdjęcia z najlepszych i najwspanialszych chwil razem z nim, słuchając jego ulubionej piosenki. Zdarzało się też, że czytała ich esemesy. Lecz nie było żadnej nocy, w której na policzkach brunetki nie pojawiły się łzy. Każdej nocy, każdego dnia, każdego tygodnia, każdego miesiąca, odkąd zerwali. Sprawiało jej to ogromy ból w sercu, a każde o nim wspomnienie, wywoływało samotną łzę na jej policzku. 

Ludzie odchodzą, ale wspomnienia po nich pozostają w naszym sercu. Nie ważne jak bardzo byśmy się starali... I tak nie wymażemy ich z naszego serca.

Brunet od razu wstał, chwycił białą różę, która leżała bezwładnie koło niego i schował ją za swoimi plecami. Stanęli naprzeciwko siebie. Brunet nie słyszał nic innego niż tylko mocne i szybkie bicie jego serca.

Zupełnie tak, jak tamtego wieczoru...

Wpatrywali się w swoje oczy. Brunet wyczytał z oczu brunetki wiele uczuć, których nigdy u niej nie chciał wywołać. Nie chciał widzieć jej takiej, jaka była teraz. Przygnębiona i cholernie zawiedziona na brunecie. Chciała go nienawidzić, ale nie potrafiła. Jej serce należało w całości do niego. 

Skradł je już na zawsze. 

Nienawidził tej głuchej ciszy między nimi. Już otwierał usta, ale się powstrzymał. Spojrzał, na jej twarz. Był tak zapatrzony w czekoladowe tęczówki dziewczyny i nie zauważył, że chciała ukryć przed nim czerwone i podkrążone oczy, nakładając bardzo dużo pudru, na jej bladą twarz. Był na siebie zły, że wywołał u niej taki okropny ból, jak i uczucie. 
- Płakałaś - stwierdził i w końcu przerwał tę dręczącą między nimi ciszę.  
- Nie prawda - odpowiedziała natychmiast. Chciała ukryć przed nim prawdę, ale i tak wiedziała, że nie da się nabrać. 
- Nie musisz mnie oszukiwać, wiem to. I wiem też to, że łzy były spowodowane moją osobą - po tym co powiedział, kompletnie nie wiedziała, co ma powiedzieć. Nie ruszyła się ani o milimetr. Stała i wpatrywała się w oczy Meksykanina. Znów między nimi pojawiła się niezręczna cisza. W swojej głowie układał słowa, które chciałby powiedzieć brunetce. Lecz kiedy znów chciał otworzyć usta i powiedzieć to, czego tak bardzo nie chciał, sama otworzyła usta. 
- Odejdę, ale najpierw muszę to od ciebie usłyszeć. Powiedz mi, że nigdy, choć przez chwile , nie byłam dla ciebie ważna. Że nigdy nic dla ciebie nie znaczyłam. Że te wszystkie obiecanki, były nic nie warte. Że te wszystkie spojrzenia, wymienione słowa, najpiękniejsze chwile były dla ciebie niczym. Powiedz, że każdą chwile ze mną zaliczasz do tych najgorszych, zmarnowanych. Wykrzycz, jak bardzo nienawidziłeś moich uczuć do ciebie, i tego, że byłam nawet wtedy, gdy raniłeś najmocniej. Że w sercu śmiałeś się, gdy opowiadałam ci najsmutniejsze sytuacje z mojego życia. Że nie obchodziły cie moje sprawy. Że wszystkie słowa , które miały dla mnie ogromne znaczenie, były zwykłymi myślami rzuconymi na wiatr. Obiecuję, że zostawię cię raz na zawsze, gdy prosto w oczy powiesz mi, że nigdy nie raniły cie moje łzy. Że nigdy tak naprawdę mnie nie kochałeś. Jednak zanim się odezwiesz, przypomnij sobie, ze martwię się o ciebie bardziej, niż o siebie samą i to, jak bardzo cię kocham... - z tępym wzrokiem wpatrywał się w czerwoną różę, która lekko bujała się na wietrze. Analizował dokładnie każde słowo, które zostało przez nią wypowiedziane, ale nie chciał tego słuchać. Wszystko, co powiedziała, było okropnym kłamstwem, więc od razu, kiedy skończyła mówić, odwrócił głowę w jej stronę i powiedział coś, na co nie była gotowa. 
- Wyjeżdżam - gdy zauważył łzy i twarz dziewczyny, poczuł okropny ból w sercu. Nie chce jej zostawiać, chce się z nią pogodzić, chce być choć jej przyjacielem. Chce po prostu przy niej być. Pomagać, ocierać łzy smutku, szczęścia... Śmiać się, żartować. Zupełnie tak, jak dawniej. 
Z twarzą mokrą od łez, przeszła obok bruneta i opadła na białą ławkę. Swoją zapłakaną twarz zakryła dłońmi i zaczęła głośniej szlochać. Brunet nie miał ochoty patrzeć, jak Violetta płacze. Przez jego osobę. Sprawiało mu to wielki ból. Nie chciał doprowadzać w taki stan brunetki. 

Ale to zrobił.

Ciągle patrzył się na brunetkę i obserwował jej każdy ruch. Po kilku chwilach podniosła głowę, otarła łzy i czarny tusz do rzęs, który spływał niewinnie po jej policzku, a następnie tępo wpatrywała się w czarny asfalt, na którym od czasu do czasu przejeżdżało auto. Usiadł koło niej. 
- N-na ilee? Cz-czemu? P-po c-co? - zapytała, a po jej policzkach znów spłynęły łzy. Już nie miała zamiaru ich ocierać, nie ma sensu, gdyż wiedziała, że i tak będą pojawiać się nowe i nowe... Nie chciał odpowiadać na to pytanie. Nie chciał sprawić jej jeszcze większego bólu, kiedy się dowie. Przyciągnął ją bliżej siebie i otarł łzy spływające po jej policzku, a następnie mocno przytulił. 
- N-nie zostawiaj m-mnie. P-prooszę... B-bez c-ciebie s-sobie n-nie p-poradzę... - wtuliła się w bruneta. Nie chce go puścić, nie chce, aby zostawiał ją samą. Bez niego w tym mieście nie wytrzyma. To on był dla niej wszystkim co miała.
- Nie płacz, ćśśś... - przyłożył swoją rękę do jej włosów i lekko zaczął głaskać ją, po jej brązowych niczym czekolada włosach. 
Cztery godziny przesiedzieli na ławce i rozmawiali. Zupełnie tak, jak dawniej. Śmiali się, opowiadali, cieszyli się sobą i swoją obecnością. Nie brakowało im tematów do rozmów, dzięki czemu się nie nudzili. Ale kiedy chłopak oznajmił, iż musi iść, automatycznie po policzku dziewczyny spłynęła łza. 
- Muszę już iść, wybacz mi... 
- Nie wyjeżdżaj... - powiedziała i rzuciła się na bruneta, aby znów go przytulić. Tuląc go, przycisnęła go mocno do siebie i zamknęła oczy, a otwierając je, uroniła samotną łzę. 
- Proszę... - szepnęła prawie bez głośnie, lecz on zdołał ją usłyszeć. 
- Violu, chcę abyś pamiętała, że kocham cię nad życie. Przepraszam za wszystko, co zrobiłem źle, za wszystkie moje błędy, przez które cierpiałaś. Nie chciałem cię skrzywdzić, ale nikt nie jest idealny. Wybacz mi tą decyzję, ale... Muszę. Podjąłem ją i jej nie zmienię. Bądź szczęśliwa, ciesz się życiem, znajdź kogoś, załóż kochającą rodzinę, zapomnij o mnie...
- Ale Leon... - nie usłyszał jej cichego głosu, gdyż odsunął się na sam koniec ławki i z ziemi podniósł białą jak kreda różę. Następnie znów przybliżył się do Violetty i wręczył jej kwiat. 
- Wrócę, gdy ta róża zwiędnie, a jej płatki wypadną... - nachylił się i lekko musnął jej usta, a następnie odszedł. Dziewczyna tego nie zauważyła, tylko nachyliła się w stronę białego kwiatka, aby go powąchać. Nie poczuła żadnego, lekkiego zapachu kwiatu. Gdy dotknęła jednego z płatków, zdała sobie sprawę, że kwiat był sztuczny. Natychmiastowo zalała się łzami, a z jej rąk wyleciała biała róża, która spadła na ziemię. Wstała z ławki i rozejrzała się. Odszedł... Nie pozostawiając po sobie śladu..."


Zeszła z dużego parapetu w swoim pokoju, podeszła do półki, na której znajdowała się róża, którą podarował jej Meksykanin i wzięła ją ze sobą na dół. Zeszła do salonu i podeszła do dużego, otwartego kominka Nachyliła się w stronę koszyka z drewnem i papierem. Wybrała jego duży kawałek, następnie włożyła do środka. Obok koszyka, na półeczce leżało małe pudełeczko zapałek, które wzięła w następnej chwili do ręki i otworzyła. Wyciągnęła cienki patyczek i otarła go o chropowatą stronę papierowego pudełka, a następnie z zakończenia unosił się lekki płomyczek ognia. Zapałkę, trzymającą w ręku przyłożyła do papieru, który znajdował się w kominku od dawna. Podpaliła papier z różnych stron, a potem zapałkę położyła na sam środek drewna. Chwyciła białą różę, która bezwładnie leżała koło niej i wrzóciła ją do wielkiego kominka. Patrzyła się, jak róża płonie, a po jej policzku spłynęła łza.
- Żegnaj... 



~ Potrzeba czasu by rany zagoiły się.
Często jednak pozostają blizny, które przypominają nam o wszystkim.

Wszystko co było razem z nim związane, już nie istnieje. 

To co było między nami, już nigdy nie powróci. 

U mnie w środku już nic nie ma... 

Człowiek może obejść się bez wielu rzeczy, ale nie może się obejść bez drugiego człowieka
Ludwig Börne

Straciłam go przez mój głupi błąd.

Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiła bym to od razu. 

Dla mnie to już koniec, bez niego, nie ma i mnie...

~ Prawda jest taka, że niektóre wspomnienia, a właściwie ich większa część zawsze zostanie w naszej pamięci, czy tego chcemy czy też nie. I bywają takie wieczory, że rozmyślasz nad wszystkim, rozmyślasz nad swoimi błędami, których nie cofniesz, nad osobami za którymi tęsknisz i nad tym jak bardzo chciałbyś cofnąć czas żeby choć na chwilę znaleźć się znów tam gdzie byś chciał.

Zniszczyła sobie życie,
już nigdy nie dozna szczęścia.
Nikt jej w tym nie pomoże,
tylko on był to tego zdolny. 
Nie ma go,
już nigdy go nie będzie...


♠♠♠

Tak jak mówiłam, pojawił się One Shot mojej twórczości. 
Jest to One Shot, który wysłałam na konkurs do Miśki Verdas. 
Zajął on pierwsze miejsce, za co bardzo jej dziękuję. 
Wiele znaczy dla mnie to, że wygrałam. Nie wierzyłam, że mogłam zająć 1. miejsce, a zwłaszcza u Miśki, gdzie pojawiły się takie wspaniałe prace. Muszę tylko powiedzieć, że na to nie zasługuję. Na prawdę... Lecz niezmiernie się z tego cieszę. 
Właśnie przez ten konkurs mi coś pokazała... Że jestem zdolna dać z siebie wszystko, wykorzystać moje siły, na tyle, żeby mi coś uświadomić... Pisanie stało się teraz dla mnie ważniejsze, niż kiedykolwiek. 
Pisanie jest czymś, co kocham.
Mimo tego, że będzie dużo upadków, ja powstanę i będę jeszcze silniejsza. Bo postanowiłam, że będę robić to, co kocham i nikt mi tego nie zabroni. Bo marzenia i pasję trzeba spełniać, prawda? A własnie ja się w tym spełniam, w pisaniu... Może nie piszę zawodowo, ani tak jak inne bloggerki, ale to kocham i chcę to robić. 
Dlatego... Dziękuję Ci, skarbie ♥ 
Za to, że coś mi uświadomiłaś. 
Jeszcze raz ci dziękuję, Natalio ♥ 

To jak na razie tyle ode mnie,
Cheryl ♥