piątek, 22 sierpnia 2014

Capítulo 16 “Łza strachu”

Rozdział jest dedykowany Kate Verdas ;*
Dziękuję ci ciołku, za te wsparcie, którego teraz tak bardzo potrzebuję ♥


“Jest ta­ka miłość, która nie umiera, choć za­kocha­ni od siebie odejdą.” 
                                                                      ~ Jan Twardowski

♠♠♠

Czemu zawsze tak jest, że gdy już wszystko się ułożyło, to ktoś lub coś musi wszystko zepsuć? Wejść z butami do cudzego życia i zniszczyć wszystko, co zajęło długo do budowania lub odbudowania? 

Dlaczego? 

Życie jest niesprawiedliwe. Okrutne. Zawsze szykuje nam niespodzianki, które wszystko niszczą. Życie czasami kopie nas w tyłek i pokazuje nam magię życia. Zazwyczaj tą złą. Ale czym byłoby życie bez żadnych niespodzianek, czy przeciwności losu? To nie było by to samo życie. Było by inne. 

Nudniejsze?

Każdy z nas chce doznać szczęścia w życiu. Choć nie ważne na ile na nie zapracowali, osiągnął je. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo ile one potrwa. Może dzień, dwa? Miesiąc? Nie ważne... Ale ważniejsza jest satysfakcja, że udało nam się osiągnąć ten etap w życiu. Szczęście. 
"Życie jest okrutne" - chyba każdy z nas zna to zdanie, powiedzenie. Każdemu, kto żyje na tej kuli ziemskiej, kiedyś coś się przytrafiło, że nie chce o tym pamiętać, prawda? Właśnie wtedy używa tego określenia. Inni sądzą inaczej, gdyż taka sytuacja nie zagościła im w życiu. Powiedzą tylko zwykłe dwa słowa "Przykro mi". Ale kto może wiedzieć, czy to było zwykłe "Przykro mi", czy tylko takie o, rzucone na wiatr. 
Zwykle ludzie mówią, że współczują, lecz nie sądzą tego naprawdę. Są tylko zajęci sobą i myślą co dzieje się dookoła nich. Nic innego ich nie obchodzi, niż oni sami i ich osoba. Ta grupa ludzi nie zwraca uwagi na innych. Chce mieć jak najwięcej przyjaciół, aby być popularnym, czy znanym. Lecz przez to ma tylko fałszywych przyjaciół, którzy nic nie znaczą. Czy to tak ma naprawdę wyglądać? Nie. Wykorzystują innych, ciesząc się tylko swoim szczęściem, które myślą, że jest prawdziwe. Ale czy tak jest naprawdę?  Egoizm. Tak to się nazywa. W tych czasach, których teraz aktualnie żyjemy, ludzie odróżniają prawdziwe "przepraszam", od zwykłego "sorry". Fałszywa miłość, fałszywa przyjaźń, fałszywe uczucia, słowa, gesty... Tak teraz jest w dwudziestym pierwszym wieku. Lecz na świecie znajdują się jeszcze osoby, które potrafią prawdziwie kochać, być prawdziwymi przyjaciółmi, mówić prawdę, wyrażać swoje prawdziwe uczucia... Powinniśmy spojrzeć na tych ludzi i spróbować być tak jak oni. Choć w kilku procentach.

Identycznie postąpił Gryfin. Zepsuł możliwości na ich wspólne szczęście. Chciał się na nich zemścić. Sprawić, aby czuli się tak samo jak on. Gryfin był osobą dość specyficzną. Miewał czasami humorki, przez które nie wiadomo było, na co go stać oraz co może postąpić. Przy nim nigdy nie można było być pewnym, czy aby nie popełni jakiegoś głupstwa, czy nie zaatakuje. Potem zazwyczaj żałował swoich czynów i bym przejęty tym, dlaczego to zrobił. Jeśli go coś mocno wkurzyło, nie dawał za wygraną i musiał się zemścić.

Ale czemu akurat na nich?

Diego. To był jedyny powód. Diego specjalnie wygadał Gryfinowi, że Leon chciał wpędzić ich w zasadzkę. Powiedział mu, że Leon chciał ich wydać i powierzyć ich policji, aby zamknęli ich w więzieniu. Sami wiedzieli, że to co robią, jest karalne na dożywocie. W końcu handlowanie nikotyną oraz różnego rodzaju prochami nie jest w porządku, prawda? Diego i Gryfin byli już przegrani. Sens ich życia zaginął gdzieś po ich drodze, przez co robili same głupie rzeczy i bawili się na całego, aby potem nie żałować swoich czynów. Byli okropni, to prawda, ale... Każdy człowiek, choć zgubił po drodze swoje "dobre ja", to... Nadal ta dobra część ich jest ukryta bardzo głęboko. Lecz tacy ludzie jak oni nie chcą tej części odnaleźć...

Tylko dlaczego Diego postąpił w ten sposób? 

Violetta. To była jedyna odpowiedź. Ich spotkanie, pocałunek... Zakochał się w niej.

A może jest to tylko zwykłe zauroczenie i za niedługo odpuści? 

Było go nawet stać, aby ich rozdzielić. Chciał ją mieć dla siebie samego. Ale czy tylko podstępem i okrucieństwem?

Bo jeśli kogoś kochasz, to zrobisz wszystko, aby był szczęśliwy.

Jak widać, Diego nie należał to tych osób. Mógł zrobić dosłownie wszystko, aby Violetta była jego. Brnął by w nieskończoną, aby tylko do niej dotrzeć. On sam twierdził, że nie zasługiwała na Verdasa, tylko własnie na niego. Mówił, że tylko on jest wstanie dać jej wszystko, czego potrzebuje. Bezpieczeństwa, miłości... 

Spojrzał na Violettę stojącą za Leonem i z przerażającym wzrokiem patrzącym w stronę Gryfina. On tylko widząc wystraszoną dziewczynę, uśmiechnął się drwiąco. 
- Rozważałem opcję, aby dać wam spokój, ale zawiodłem się na was, kiedy zostawiliście mnie i Diego w tym samym. A więc zmieniłem zdanie... Myślałem, że naprawdę chciałaś do nas dołączyć i być taka jak my, ale widzę, że Verdas usunął ta myśl z twojej głowy. Hm... A zwłaszcza nie spodziewałem się tego po tobie, Verdas. Że od tak nas zostawić i się nas wyprzesz, było lada wyzwaniem. Myślałem, że nigdy się na to nie odważysz. Jednak myliłem się co do ciebie - po policzku Violetty spłynęła przezroczysta łza. Bała się go, cholernie. Nie wiedziała, na co go stać, ani jaki może być jego kolejny ruch. 
- Oj, nie płacz kochanie. Nic ci nie grozi... Albo wiesz co? Nie mogę ci tego obiecać - zaśmiał się cicho, co wywołało dreszcze na skórze dziewczyny. 
Postanowiła być twarda i nie pokazywać mu, że wymięka. Nie jemu. Nie osobie, przez której jej szczęście może się zrujnować. 
- Po pierwsze, nie żadne kochanie, okej? - wysyczała patrząc wrogim spojrzeniem w brązowe tęczówki mężczyzny, który stał na przeciwko nich. Podniósł brwi do góry i ręce podniósł na wznak obrony, przy czym cicho się zaśmiał i z powrotem spojrzał na dziewczynę. 
- Nie wiedziałem, że możesz być taka agresywna. Już spokojnie. Przyszedłem tylko, aby was ostrzec - spojrzał w lewo, gdzie nieopodal stał Diego. Ręce miał skrzyżowane, a jedną nogę miał zgiętą w kolanie i opierał się nią o mały domek, na posiadłości Verdasów. Na jego twarzy gościł szyderczy uśmiech, którego można było się obawiać. 
Wtem Gryfin znów spojrzał na lekko przerażoną dwójkę nastolatków, którzy wpatrywali się w niego, bez ani jednego mrugnięcia okiem. 
- Od pewnej osoby, której imienia nie mogę wam zdradzić, dowiedziałem się, że właśnie ty - wbił swój wzrok w twarz bruneta - chciałeś zakablować o nas policji. Myślałem, że można ci naprawdę ufać. Myliłem się. Gryfin widział, jak Leon już otwierał usta, aby wyrazić swoje zdanie. Jednak szatyn go wyprzedził i kontynuował. 
- Wiesz... Nie mam ochoty słuchać twoich tłumaczeń, w które i tak nie uwierzę. Przegiąłeś Verdas. Aż za bardzo - Violetta wiedziała, że to nie była prawda. Nawet gdyby chciała, nie uwierzyła by w to. A zwłaszcza w coś, co powiedział ten mężczyzna, którego nie chciała już więcej znać. Wiedziała też to, że Leon nie chciał mieć z nimi nawet jakiegokolwiek do czynienia. Ufała Leonowi w stu procentach. 

W końcu miłość opiera się na zaufaniu.

Leon patrzył z szeroko otwartymi oczyma na Gryfina. Nie wierzył, że mógł coś takiego powiedzieć. To prawda... Były kiedyś czasy, kiedy on, Gryfin i Diego razem się zabawiali, ale to już minęło. To nie jego bajka, aby pakować się w kolejne kłopoty, które były spowodowane przez nich. Już nie chciał się w to wplątywać. Już nigdy nie miał takiego zamiaru. Jednak handlowanie nikotyną i prochami to nie jego bajka. Żałował, że tak wtedy postąpił. Najbardziej żałował tego, że się z nimi zaprzyjaźnił. Tego czynu będzie żałował do końca życia. 
Po policzku dziewczyny zaczynały spływać kolejne łzy. Bała się, że ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi. Obawiała się, co może Gryfin uczynić. Szatyn lubił straszyć ludzi, aby się go bali. Zawsze uwielbiał patrzeć na strach w ich oczach wywołany jego osobą. Każdy kto go znał, w jakimś sensie się go bał. Był on nieprzewidywalny. Nikt nie wiedział, o czym on myśli, ani jakie ma zamiary.
Widząc mokrą twarz od łez brunetki, zrobił skruszoną minę, a po chwili się zaśmiał. Spojrzał na nią i nadal kontynuował konwersację między nimi, która - jak sądziła Violetta - trwa wiecznie i nawet mogłaby trwać w w nieskończoność. 
- Spokojnie. Nic wam jak na razie nie zrobię - Violetta na słowo "jak na razie" wzdrygnęła się lekko, przez co bardziej przysunęła się do bruneta. 
Leon odczuwał jej strach. Sam bał się Gryfina, ale nie mógł tego pokazać. Zwłaszcza nie mógł pokazać, że boi się właśnie jego. 
Gryfin spojrzał na Violettę. Oglądał jej twarz ze skupieniem. Po chwili wzrokiem zaczął wodzić po nie nagannej figurze dziewczyny. Podniósł swoje brwi do góry i uśmiechnął się. 
- Tamtej nocy mogłem jednak kazać tamtemu facetowi, żeby wstrzyknął ci ten zastrzyk i żebyś straciła przytomność i cię wywiózł gdzieś daleko stąd. Byłaby wtedy niezła zabawa - na jego twarzy znów pojawił się ten obrzydliwy, szyderczy uśmiech, którego tak cholernie się bała.

Kolejna łza strachu spłynęła po jej policzku. 

Już nie mógł wytrzymać. Musiał coś zrobić, w jakiś sposób postąpić. Zaczął cały się trząść, a prawą dłoń zgiął w pięść. 

Jeżeli chodzi o Violettę, to on jest w stanie zrobić wszystko. 

Odsunął lekko od siebie Violettę. Głaszcząc ją po włosach. Wiedział, że będzie tego żałował, ale musiał. Już nie mógł wytrzymać. To było silniejsze od niego. Musiał... Nie mógł pozwolić, aby Violetta przez to wszystko cierpiała.

Przez niego?

Zrobił krok w stronę Gryfina. Był gotowy zadać cios. Podniósł dłoń w górę spojrzawszy na szatyna, aby nic nie podejrzewał. Ręka śmignęła z niebywałą prędkością w prost na Gryfina, trafiając jego lewy policzek. 
Jedyne co zrobił, było spojrzenie przepełnione nienawiścią oraz wściekłości na bruneta. Leon ciężko i głośno oddychał, dając znaki, że stać było go na więcej. Gryfin cały buzował od złości, a jego twarz stała się czerwona od furii, która w nim szalała. Był gotowy skoczyć na bruneta i udusić go gołymi rękami. Był do tego zdolny, owszem... Ale nie chciał popsuć sobie całej zabawy. 
Gryfin tylko lekko się uśmiechnął, a następnie zamachnął się i jego pięść trafiła w nos Leona. Violetta wydała z siebie głośny okrzyk, a następnie podbiegła do Leona. Brunet złapał się za bolące miejsce, z którego po chwili zaczęła płynąć strużka krwi. Poczuł ogromy ból i zesunął się na kolana. Ból był nie do wytrzymania. Cholernie bolało. Gdy poczuł jej maleńką dłoń na swoim ramieniu, odetchnął z ulgą w duszy. Czuł ją przy sobie, co dawało mu energii, aby stanąć na nogi i pokazać Gryfinowi, że się wcale nie poddaje. 
Violetta szybko zainterweniowała. Tak, jakby myślała w myślach Leona. Zarzuciła jego lewą dłoń na kark i podniosła go, aby stanął na nogi o własnych siłach. Leon już powoli zginął swoje palce, aby powstała z nich pięść, lecz Violetta szybko go uprzedziła, kładąc swoją dłoń na klatce piersiowej Leona i spojrzawszy mu w oczy, przekonując go, że nie jest tego wart. Verdas jak najbardziej posłuchał Violetty, gdyż czuł, że i tak już dużo narobił. 
- Dobrze - rzekł i uśmiechnął się lekko do Castillo, która odwzajemniła jego uśmiech w ramach odpowiedzi. 
- Oh, ależ to słodkie - oboje usłyszeli znany im głos. Diego, pomyślała i od razu przypomniała sobie o ich wspólnym spotkaniu, kiedy była tą "złą". Doszło też do pocałunku między nimi... Lecz nie był to szczery pocałunek z jej strony. Chciała tylko zapomnieć o Leonie i choć trochę poczuć się lepiej. Oczywiście nie obyło się bez kłopotów, przez własną osobę. Teraz żałowała swoich czynów. Swojej zmiany, przystąpienia do ich "paczki", zmienienia się w strasznego potwora. Był to czyn, którego będzie żałowała. 
- Dziewczyna która podpowiada swojemu chłopakowi, aby nie robił głupstw, bo sam nie może o siebie zadbać... - podszedł do drzwi i oparł się o framugę drzwi, patrząc na dwójkę zakochanych w sobie nastolatków. Violetta wydała z siebie tylko jedynie zduszony okrzyk na widok chłopaka. Castillo wrogim spojrzeniem patrzyła w oczy Diego'a.
- Diego... - jego imię wypowiedziała z odrazą oraz nienawiścią w głosie. 
- Violetta... - odpowiedział z chytrym uśmiechem na twarzy parząc na twarz brunetki. Już nic więcej nie powiedzieli, tylko wpatrywali się w swoje oczy przepełnione złością oraz nienawiścią. Gdyby wzrok mógł zabijać, to Diego byłby już martwy. Między wszystkimi nastała cisza i nikt nie miał zamiaru się odzywać.
Gryfin wzdychnął cicho, a następnie podszedł bliżej Leona i wypowiedział swoje - jak na razie - ostatnie zdanie.
- Jeszcze jedna akcja, a pożałujesz - jego głos był teraz mroczny i przerażający. Gryfin odwracił się plecami do nastolatków, oraz odszedł do swojego czarnego Lamborghini, który stał  na parkingu, tuż za posiadłością Verdasów.
Leon i Violetta patrzyli przerażonym wzrokiem na Gryfina, aż nie znika im z pola widzenia, a następnie patrzą w stronę Diego'a, który nie ruszył się ani o krok. W głowie miał już przygotowane coś, co powinno zadziałać. Coś, co powinno rozbić ich związek. Szatyn podniósł na nich wzrok, a następnie się uśmiechnął.
- Następnym razem uważałbym, - w tym momencie spojrzał na Violettę, która kompletnie nie wiedziała o co mu chodzi. Uśmiechnął się w jej stronę i kontynuował  - kiedy sypia się z pierwszym lepszym facetem, gdzie ktoś może przypadkowo zobaczyć ich miziających się na tyłach klubu nocnego - Diego zaśmiał się ironicznie i spojrzał na zaszokowanego Leona, który nie mógł uwierzyć w to, co powiedział szatyn. Verdas spojrzał na Violettę z nadzieją, że to nie prawda.
- Tak Verdas, chodzi mi tu o twoją dziewczynę - zaśmiał się, a następnie poczekał chwilę, aby zobaczyć, co dalej się wydarzy.
- Leon... -  jego imię ledwo wypowiedziała szeptem, gdyż za każdą kolejną łzą spływającą ciurkiem po jej policzku, pojawiała się kolejna i kolejna, nie dając jej spokoju.
- Powodzenia w dalszym życiu, adiós! - Diego już dalej nie mogąc patrzeć na tą scenę, odszedł. Zostawiając ich samych.
- To nie tak, Leon... - chciała do niego podejść. Spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że Diego kłamie. Lecz to, na jaki ruch odważył się Leon, sprawiło... Że zaczęła jeszcze bardziej płakać. Znów poczuła ból, ukłucie w sercu. Lekko ją od siebie odsunął. Wyparł się jej?

Historia lubi się powtarzać. Wcześniej on, teraz ona. 

- A niby jak, Violu? - spojrzał gdzieś w dół. Jedyne co słyszał, był płacz brunetki, która nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Po dość długiej ciszy spojrzał na Violettę. Gdy widział ją w takim stanie, od razu jego serce zaczynało boleć, kłuć. Chciał wyrzuć z siebie wszystkie emocje, pozbyć się ich.
Po krótkiej chwili spojrzał na jej twarz. Mimowolnie w jego oczach pojawiły się łzy, kiedy zobaczył Violettę w takim stanie.
- Nic już nie mów. Wszystko rozumiem - zgiął swoją dłoń w pięść, patrząc gdzieś na podłogę. Serce zaczęło mu bić coraz mocniej.
- To już koniec, Violu. Żegnaj... - nie wierzył, że to powiedział.

Czy on zdał sobie sprawę z tego, że złamał jej serce na miliony kawałków?

Violetta za nic nie mogła pohamować łez, które teraz spływały coraz szybciej po jej twarzy. Nie wiedziała, że mógł coś takiego powiedzieć.
- Leon... Proszę, nie... - chciała się do niego zbliżyć, powiedzieć całą prawdę. Lecz on z bólem serca sprytnie ją wyminął i podszedł do drzwi.
- Nie Violu... Wyjdź - powiedział patrząc z bólem na Violettę. Brunetka założyła ręce na piersi i spojrzała w dół, powoli kierując się do drzwi. Kiedy przeszła przez framugę wejściowych drzwi, odwróciła się i ostatni raz spojrzała na jej miłość życia.
- Tak będzie najlepiej... - wypowiedział ostanie zdanie i najnormalniej na świecie, zamknął jej drzwi przed nosem.

Co z tymi wszystkimi obietnicami, słowami, gestami  i uczuciami? 

♠♠♠

Nie ma to jak komplikować xD Zdaję sobie sprawę z tego, że już możecie szykować dla mnie grób ;D
Spokojnie, jestem przygotowana xD 
A więc... Nie bijcie mnie za to! Ja chce dobrze dla tego bloga xD *Taaa, ciekawe jak, skoro rozwaliła nam znowu Leonette!* - wyobrażam sobie to, co możecie już myśleć, ale spokojnie... Właśnie przez to, co się wydarzyło, mam plan, aż do samego epilogu ;) Spokojnie... Aż tak szybko go nie będzie ;* 
A więc... Podobał się rozdział? ;> xD Hhahaha, nie ma to jak zmieniać temat ;) 
Dobrze, jak widzicie, zmieniłam też szablon ^^ 
Jak się wam podoba? Bo mi baardzoo *-* Więc tak szybko go nie zmienię xD Hm... Takie jeszcze pytanie. 
Czy chcecie, abym zmieniła muzykę? ;// Jak tak, to piszcie w komentarzach, a ja coś pokombinuję ;3 
Więc to by było na tyle. 

Pozdrawiam i życzę miłych wakacji, 

Cheryl ♥

3 komentarze: