sobota, 18 października 2014

Capítulo 17 “Obiecywał”


W sa­mot­ności każdy szmer niesie nadzieję, że być może tym ra­zem ktoś za­puka do naszych drzwi. 


Samotność to uczucie, przez które stajemy się inni. Bardziej wrażliwi, oraz ostrożniejsi. Kiedy ktoś zrani jakąś osobę, ta osoba czuje się samotna, opuszczona... Przez co bardziej uważa na ludzi i rozważa, komu powinna zaufać, a komu nie. Zaczyna powoli się bać osób, które chcą pomóc, lecz ta osoba sądzi, że są wstanie zranić. Po raz kolejny. Ta osoba trzyma się na dystans od ludzi, aby znów nie poczuć tego samego bólu w sercu, kiedy przywiązała się do kogoś, a potem odszedł... Zostawiając tą osobę samą. 

Bez ratunku?

Takie osoby potrzebują pomocy, lecz nie mają odwagi jej przyjąć. Jak najbardziej ją od siebie odpychając, aż potem żałują swojego czynu. Sami chcą próbować wydostać się z tego stanu, lecz nie mogą... Potrzebują kogoś, aby im pomógł. Ktoś bliski, ktoś komu można zaufać, ktoś kto jeszcze nie zranił. 
Na świecie jest teraz trudno odnaleźć osoby, którym można zaufać. Takich osób jest już coraz mniej, a więcej jest tych fałszywych, tych złych... Nie mających uczuć. Być może przez miłość, która ich zawiodła? A może z innego powodu? Ten, kto nie poznał takich ludzi, nie wiedzą, co w ich życiu się zdarzyło iż tacy są. 
Potrzeba czasu, aby rany bo zranionym sercu się zagoiły. Może trwać to miesiąc, pół roku, rok...

Wieczność?

Niektórzy mówią i też twierdzą, że miłość potrafi zabić, zawieść... To prawda. Zostajesz z tym wszystkim sam, nie zdając sobie sprawy z tego, co robisz. Robisz wszystko, bez żadnego znaczenia, co będzie działo się dalej. Już nic dla ciebie znaczy i nie masz sensu życia. Zostałeś zraniony, pozbawiony wszystkich uczuć... Jest to okropne uczucie, którego nikt nikomu by nie życzył. 
Gdy nie ma w pobliżu osoby, która skradła twoje serce, zaczynasz błądzić, cierpieć... Chcesz zginąć, odebrać sobie życie, gdyż wiesz, że życie bez tej jedynej osoby znaczącej dla ciebie bardzo wiele, jest niemożliwe. Nie funkcjonujesz już tak samo, jak wtedy, kiedy byłeś szczęśliwy, zakochany... 
Robisz bardzo wiele rzeczy, przez które - być może - będziesz żałował, lub życie zniszczy cię tak bardzo, że nawet nic już nie będzie cię obchodziło. Już nic nie będziesz czuł, żałował, cierpiał... 
Będziesz próbować popełnić samobójstwo, ciąć się, palić, bawić się prochami... Aby po prostu w jakiś sposób stracić życie. 
Jest parę lekarstw, które mogą pozbierać do kupy złamane na tysiące małych kawałeczków serce, które zostało doszczętne zranione. Zapomnieć... Choć każdy wie, że zapomnienie o tej najważniejszej osobie jest trudne, to jest to do spełnienia. Da się zapomnieć, owszem... Ale jest to trudne to wykonania, gdyż wspólne chwile, pocałunki, gesty, uczucia do tamtej osoby były kiedyś dla ciebie ważne. Nie chcesz zapomnieć o tym wszystkim, lecz wiesz, że i tak będzie dla ciebie lepiej. 
Do wybrania jest też walka. Walka, dzięki której mógłbyś odzyskać swoją miłość życia, oraz jej uczucie, udowadniając, że to nie prawda, lub też z innych przyczyn. Lecz gdy nie uda ci się tego zrobić, popadasz depresje ze świadomością, że to już koniec. Zamykasz się w sobie, cicho szlochasz w kącie myśląc o tym wszystkim co wydarzyło się w twym życiu takiego złego, że Bóg musiał ukarać cię w taki sposób. 
Już nie jesteś tą samą osobą co dawniej. Bardziej przygnębioną tym, że to przez ciebie, że to wszystko twoja wina... Zdesperowana, że tak to wszystko się skończyło. Samotna, gdyż wszyscy cię opuścili, gdy dowiedzieli się, że nie ma już dla ciebie ratunku. 

Nieżywa? 

 Próbujesz w jakiś sposób z tym walczyć, próbować... Krok po kroku próbujesz się podnieść, aby znów być silnym i nadal wierzącym że nadal może być lepiej, szczęśliwym człowiekiem, którego wcale nie interesuje to, co zdarzyło się w przeszłości. Czy ci się uda? Lub może zawiedziesz? To już jest twoja decyzja, oraz szansa na dalsze szczęście...

♠♠♠ 

Wybiegła z posiadłości Verdasów jak najprędzej tylko mogła. Biegła tak szybko, dopóki kondycja (która wcale nie była taka zła) jej na to pozwalała. 
Biegnąc przed siebie w nieznanym jej kierunku, po dwudziestu minutach zatrzymała się, łapiąc w miejsce, gdzie pojawiła się kująca kolka, która po chwili dawała się we znaki. Brunetka lekko skuliła się z bólu, a następnie po upływie kilku sekund podniosła i spojrzała przed siebie. Jednak wszystko było zamazane, gdyż łzy napływały coraz częściej do jej oczu, spływając wąskimi stróżkami po policzku. Poczuła się jak zwykły śmieć, którego należało wyrzucić do śmieci. Została teraz z tym sama, bez nikogo do pomocy. Dosłownie wszyscy ją opuścili, zostawiając ją bez nikogo, kto mógłby pomóc jej się podnieść. 

Osamotniona, zagubiona, pełna żalu, urazy.

A to tylko przez jedną osobę. Osobę, na której znów się zawiodła. Której już nie będzie w stanie zaufać, by nie popełnić tego samego błędu i znów nie zostać zranioną.  Jak ja mogłam mu tak łatwo uwierzyć? zapytała samą siebie, nie wierząc w to wszystko. Czyli to wszystko było zwykłym kłamstwem, tak?! - na te zdanie po jej policzku automatycznie zaczęło płynąć więcej łez, których nie mogła powstrzymać.
Otarła łzy, aby spojrzeć w jakim miejscu się znajduje. Dostrzegła jakiś park, a koło niego białą ławkę. Podeszła szybko do miejsca, aby móc usiąść, odpocząć i racjonalnie pomyśleć.

Czyli to wszystko było na  nic?

Jej serce zakuło, przypominając sobie sytuacje, kiedy stała się tą złą. Laską bez żadnych uczuć i nie zważającą jaki ból sprawiała osobą, które kochała. Przypomniała sobie sytuację, kiedy Leon próbował ją odzyskać, walczyć o nią... A ona go spławiała, raniąc. Widać było, że to go bolało, ale się nie poddawał. Nadal walczył, aby osiągnąć swój cel. Udało mu się. Lecz znów ją stracił. Zupełnie tak, jak kilka lat temu. Obiecywał mi pełno rzeczy, powiedział, że mnie już nie opuści, że nie uwierzy w żadne kłamstwo o mnie. Zrobił to. Zamiast jej, uwierzył Diego. Chłopakowi, który miał zamiar rozbić ich związek. Chłopakowi, który naopowiadał Gryfinowi same kłamstwa o Leonie.
Czyli teraz ona się dla niego już nie liczy, bo uwierzył w jakieś głupie kłamstwo od Diego?

Tak to ma teraz wyglądać? 

Leon po prostu się jej wyparł wierząc w perfidne kłamstwa Diego'a. Obiecywał jej, że jej już nie porzuci samej, zostawi... Obiecywał, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie tak jak dawniej, że będzie lepiej... Kłamał - na to słowo, które pojawiło się w myślach Violetty wybuchnęła histerycznym płaczem.

Obiecywał nie dotrzymując słowa. 

Złamał jej serce na miliony małych kawałeczków, które odnaleźć będzie lada wyzwaniem. Będzie to trwało bardzo długo, aby mogła je odbudować i ponownie kogoś pokochać, lub komuś zaufać.


Aby bez­gra­nicznie ko­muś zaufać pot­rze­ba zarówno od­wa­gi, jak i siły. Po­win­no się bo­wiem zakładać i taką ewen­tual­ność, że za­miast wzle­cieć upad­nie się, i to bar­dzo nisko.


♠♠♠

Siedząc przez te kilka godzin, które już upłynęły, ani o milimetr się nie poruszyła, a żadne słowo z jej ust nie padło. Bez żadnych uczuć, pusto patrząc przed siebie na jedną z witryn kawiarenek, które znajdywały się po drugiej stronie, uświadomiła sobie okrutną prawdę. 
- On już nie wróci. Nigdy - wypowiedziała szeptem, a na ostatnie słowo po jej policzku spłynęła samotna łza. A po niej kolejna i kolejna. Nie walczyła z nimi. Nie miała po co. Już wszystko dosłownie straciło dla niej sens życia. Już nikt jej nie został. A tych których chciała mieć przy swoim boku... Już dawno od siebie odepchnęła. Żałowała i wspominała. Wszystko, co było dla niej niegdyś najważniejsze w życiu. Teraz już nic z tego nie zostało, nie pozostawiając po sobie jakiegokolwiek znaku. Wszystko zniknęło, zostawiając w niej pustkę, którą będzie trudno wypełnić. Nikt nie będzie w stanie pomóc jej się podnieść. Nikt, kogo darzyła nadal uczuciem, sympatią. Z tych grona ludzi już nikt jej nie został. Wszyscy od niej odeszli, pozostawiając ją samą. 

Bezbronną, niewinną i samotną...

Jej wzrok nadal był utkwiony w to samo miejsce i choć ani na chwilę nie spojrzała gdzieś indziej. Nie zważała uwagi na śmiechy oraz krzyczące dzieci, które nieopodal biegały po jednym z przepięknych parków w Buenos Aires i które chlapały się wodą z fontanny, która była umiejscowiona na środku ogromnego i pełnego uroków natury parku. Nie zważała też na różne dźwięki różnorakich ptaków, które wesoło ćwierkały ukryte gdzieś w koronach drzew. Jedyne co słyszała był jej słaby oddech, ciche bicie serca oraz jej myśli, które ciągle kłębiły się w jej głowie i które za nic nie chciały wyjść. 
Niedaleko miejsca, w które patrzyła pojawiła się para zakochanych. Swój wzrok przeniosła w ich stronę, wpatrując się w nich z bólem serca.
W pewnej chwili dziewczyna stanęła na wprost swojego chłopaka i głęboko spojrzała mu w oczy. Patrzyli w swoje tęczówki, aż nagle dziewczyna przybliżyła się do niego, jego twarz wzięła w swoje delikatne dłonie i namiętnie pocałowała. Po policzku Violetty znów spłynęła gorzka łza, która ciurkiem spłynęła po długości policzka. Wyobraziła sobie Leona, oraz siebie samą. Osoby, które darzyły siebie ogromną miłością.

Lecz czy to mogło tak szybko przeminąć? 

Nie... Violetta nadal pamiętała o brunecie, za którym jej serce szalało. Chłopakowi, który zawrócił jej w głowie, a jej życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale czy on darzy ją teraz tym samym uczuciem, które ona nadal do niego żywi? Tego nie wiedziała, ale miała nadzieję, że mimo tego co się wydarzyło, nadal ma ją w sercu.

Nadzieja jest w końcu matką głupich. 

Wszystkie jej myśli które teraz kłębiły się w jej głowie stłumił głośny dźwięk, który niespodziewanie dotarł do jej myśli budząc ją z amoku, w którym kilka chwil temu się znajdywała. Coś ją kusiło, aby udała się w to miejsce skąd dobiegał hałas.
Pierw swoją głowę odwróciła do tyłu, aby spojrzeć na to co znajdywało się za nią. Dostrzegła małe dzieci biegające po całym parku i śmiejące się w niebo głosy. Kątem oka zauważyła coś wyrytego na ławce. Swój wzrok przeniosła w to miejsca, aby móc bliżej się temu przyjrzeć. Dostrzegła napis, który został wyryty przez Leona jeszcze przed jej wypadkiem.
- Violetta plus Leon - wypowiedziała szeptem, lekko przecierając napis palcami. Po jej policzku spłynęło kilka słonych łez, a jej serce mocno zakuło.
Leon... Chłopak był teraz jedyną osobą, z którą chciała rozmawiać, lub mieć do czynienia. Przypominając sobie o awanturze, która zaszła w jego domu i o jego ostatnich słowach, od razu wstała i zaczęła iść w głąb parku, skąd przybył głośny hałas, który zakłócił myśli Violetty.
Idąc przed siebie nadal myślała o tym wszystkim. O tym, czy będzie mogła mu zaufać, znów mieć jakiś kontakt... Lecz było to trudniejsze, niż jej się wydawało. Zaufanie osobie, która nas zraniła, nie jest tak łatwo, prawda?
Idąc przez park, dotarła na tor motocrossowy, gdzie wcześniej jeździł Leon, zanim wypadek zmienił jej życie. Pamiętała, jak przychodziła tu, aby popatrzeć jak Leon się ściga i jak bardzo to kocha.
" - Ta adrenalina, emocje, wiatr we włosach... To jest to, co kocham." - przypomniała sobie słowa Leona, kiedy stali razem objęci właśnie w tym miejscu i patrzyli przed siebie jak inni mogli nacieszyć się wszystkimi emocjami.
Przypomniała sobie ich wspólny piknik, który został przez Leona zorganizowany koło jeziorka, nieopodal toru oraz parku, w którym aktualnie się znajdowała. Spojrzała w prawo, oraz podążyła wzdłuż toru, a następnie skręciła w lewo, do małego lasku, za którym znajdowało się małe jeziorko, które sami odkryli raz spacerując po parku trzymając się za ręce, śmiejąc się... - znów kolejna łza spłynęła po policzku dziewczyny.
Mimo tego, że nie chcemy, to wspomnienia i tak do nas powracają. Nawet w tych niewłaściwych chwilach, w których nie chcemy, aby tkwiły w naszej głowie. Ale tak już jest... Wspomnienia są wszędzie. Znajdują się na każdym kroku i gdy tylko brakuje nam pewnej osoby, te wspomnienia z tą osobą przychodzą do nas, przez co bardziej cierpimy i bardziej tęsknimy. 
Przeszła przez wydeptaną drużkę w lesie i znalazła się w miejscu, które oboje uwielbiali. Spoglądając w miejsce, gdzie znajdywał się gładki teren który porastała trawa, wyobraziła sobie koc, oraz dwoje nastolatków którzy nawzajem karmili się różnymi smakołykami leżącymi na dość dużym kocu.
Violetta prawą ręką lekko opiera się o drzewo, a głowę opiera o gruby pień drzewa i przypomina sobie, kiedy Leon zaśpiewał jej pierwszy raz swoją piosenkę o miłości do muzyce, oraz miłości do jazdy na motocyklu.

Między dwoma światami
Dzisiaj bije mi serce,
Jeden bezpieczny, 
Inny bez kontroli jak adrenalina.
To jakby mieć dwa życia albo więcej
Jedno daje mi wodę, inne powietrze
Chcę pomieszać, dlaczego nie połączyć?
Moje dwie pasje w jednym miejscu.

O! O! O! O! O! O! O! O!

Wsłuchaj się w mój głos
Między dwoma światami podążam

Bije mi serce, kiedy słyszę hałas motorów
I moja gitara wypełnia je duszą za pomocą tej piosenki. 
To jakby mieć dwa życia albo więcej,
Jedno daje mi wodę, inne powietrze.
Chcę pomieszać, dlaczego nie połączyć?
Moje dwie pasje w tylko jednym miejscu

O! O! O! O! O! O! O! O!

Wsłuchaj się w mój głos
Między dwoma światłami podążam

Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech radości, a następnie na to wspomnienie cichutko się zaśmiała. Wiedziała, ile motocross znaczy dla Leona i jak bardzo to kocha. Mimo tego, że nie chciała aby jeździł na tych maszynach, to popierała jego decyzję jak i samego Leona w rzeczach, które kocha. Nie mogła zabraniać mu robić rzeczy, które go zadowalają i które tak bardzo kocha. Sama dobrze to wiedziała, więc nie chciała robić czegoś, co Leonowi by się nie spodobało. Gdy widziała, jak bardzo Leon cieszył się kiedy wygrał jeden z wielu wyścigów, miała przyjemne uczucie na sercu widząc go szczęśliwego.
Dopiero po kilku chwilach które upłynęły spostrzegła, że nie jest sama. Dostrzegła jakiegoś chłopaka siedzącego przy brzegu jeziorka, który pusto patrzył w wodę. Wiedziała, że coś musiało się stać. Miała zamiar już iść w jego stronę, dosiąść się do chłopaka i zapytać, czy wszystko jest w porządku, gdy nagle znikąd pojawiła się jakaś dziewczyna i usiadła po jego prawej stronie. Violetta uważniej przyjrzała się dziewczynie. Miała na sobie t-shirt z jakimś nadrukiem, krótkie, dżinsowe spodenki, które w niektórych miejscach były brudne i porozrywane, wokół tali była zawiązana koszula w kratkę, a na nogach miała czarne trampki. Jej dość długie włosy były związane w kucyka na głowie, a dookoła miała zawiązaną czerwoną bandanę, która na górze miała małą kokardkę. Violetta czuła, że kojarzy dziewczynę, która ubierała się jak ta, która siedziała koło chłopaka.
Gdy usłyszała, jak nastolatek wypowiada imię dziewczyny, jej mina zrzedła.
Lara, pomyślała.
Chciała w jakiś sposób obejść ich i zobaczyć twarz chłopaka, ale nie mogła... Wiedziała, że jeżeli zrobi jakikolwiek ruch, oni usłyszą dźwięk liści i natychmiast odkryją, że ktoś ich śledzi. A tego nie chciała. Więc czekała, aż usłyszy jego głos lub jego imię.
Nagle chłopak odwraca się w stronę dziewczyny. Violetta natychmiast przyglądnęła się jego twarzy, aż zdała sobie sprawę, że jest to...
Leon.
Po jej policzku spłynęła łza. Nie wiedziała już co ma robić. Zawiodła się na nim. I to bardzo, ale... Jak to jest możliwe, że nadal mieli ze sobą kontakt? Mówił, że Lara nic dla niego nie znaczy i że już nigdy nie będzie chciał widzieć jej na oczy. Obiecywał też Violettcie, że już nigdy się z nią nie spotka i nigdy nie wymienią żadnego słowa.

Kolejna obietnica, której nie dotrzymał.

Violetta już chciała do nich podejść, powiedzieć coś. Cokolwiek... Ale tylko żeby dowiedzieć się prawdy. Lecz jej nogi nagle stały się jak z waty i po prostu przysłuchiwała się temu, co mówią.
- Leon, nawet nie wiesz, jak mi przykro... - powiedziała, a następnie nachyliła się do bruneta i lekko przytuliła.
- Mnie też - odpowiedział zupełnie zrezygnowany, ale jej nie odepchnął. Co najlepsze - przytulił ją do siebie jeszcze bardziej. Zobaczyła, jak po jego policzku spływa łza. Jej serce zaczęło szybciej bić.
- Nawet nie wiesz jak ci dziękuję, że teraz przy mnie jesteś - powiedział i spojrzał w oczy Lary.
- Nie ma za co - powiedziała, a następnie pocałowała policzek.
Ostatnie co zobaczyła, było to, że Leon lekko się uśmiechnął. Potem ze łzami w oczach uciekła od ich wspólnego miejsca, które tak bardzo lubili. Lecz teraz, to już nie było ich miejsce. Już do nich wcale nie należało...
Zaczęła biec jak najszybciej potrafiła. Łzy napływały jej do oczu, a następnie spływały po policzku. Czuła, jak jej serce znów rozbiło się na miliony kawałków. Lecz to teraz bardziej bolało. Nawet nie miała pojęcia, że czegoś takiego będzie mogła spodziewać się po Leonie. Nie wiedziała, że będzie zdolny do takiego czegoś.... Znów się co do niego pomyliła.
Wybiegła z lasku, a następnie trafiła do parku, gdzie zaczęła szukać wolnej ławki. Gdy takową znalazła szybko do niej  podbiegła i usiadła. Skuliła się lekko, a oczy zakryła dłońmi i zaczęła kolejny raz cicho łkać tego dnia.
On już dla niej nie istniał. Nie znajdował się w jej życiu. Wyrzuciła go ze swojego prywatnego świata i pogodziła się z tym, że on już nigdy w nim się nie znajdzie.
Niestety - nie mogła. To, co mogło wydawać się dla niej takie proste - wcale takie nie jest. On zmienił tyle rzeczy w jej życiu. Zmienił je na lepsze, dosłownie... Pokazał jej, że świat jest lepszy. Nadał kolorową barwę jej światu. To on zawsze przy niej był, kiedy kogoś potrzebowała. Lecz teraz... Już nie ma nikogo takiego. Została sama. Zagubiona w rzeczywistości, która już ją przerastała. Już nie miała chęci, aby nadal stawiać czoła życiu.

A ciągle sobie obiecywała, że nigdy się nie podda... 


Cza­sem zdra­da coś kończy…Roz­pa­da się jed­ność jak opuszczo­ne szkło. Nie da się poskładać do ku­py zdradzo­nego szczęścia. Nig­dy już nie będzie tak sa­mo. Żal po­zos­ta­nie na zaw­sze, jak wbi­ty w ser­ce nóż, a wspom­nienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dla­tego trze­ba wy­baczyć i odejść… Na zawsze. 

sobota, 4 października 2014

The End?


Już pewnie każdy z was się domyśla o co chodzi, prawda? 
Każdy z was wie, że chyba kiedyś musiało to nastąpić. Szczerze... Teraz mam pustkę w głowie. Kiedy wyobrażałam sobie co w tym poście napiszę, miałam pełno myśli. A teraz? Pustka. Nic. 

Może zacznę od wyjaśnień, dobrze? 

Na bloggerze nie było mnie już dawno. Może z jakiś miesiąc. Bardzo mnie to boli. Przez ten czas nic nie napisałam. Nawet nie pofatygowałam się wejść i spróbować. Dopiero tydzień temu weszłam na bloggera i zerknęłam na ostatnie co napisałam i zostawiłam to niedokończone. 
Lecz jest jeszcze coś, co bardziej zakuło mnie w serce. 
Od tamtej pory nie pojawił się ani jeden nowy komentarz, a wyświetleń doszła mała liczba. 
Bardzo bolesny cios w serce. 
Myślała, że ze mną jesteście. Że lubicie to, jak piszę. Może się myliłam? Nie wiem. 
Lecz tu nie chodzi o to, że zrezygnuję bo jest mało komentarzy i wyświetleń. Tu nie o to chodzi. 
Ja już nie mam ochoty, ani siły. Nie wiem... Może już pisanie mi się znudziło, może już z tego "wyrosłam"? Nie mam pojęcia. Po prostu... Wypaliłam się? Tak. To chyba dobre słowo. Kiedy wczoraj chciałam napisać rozdział, nie mogłam. Siedziałam parę minut z rękami na klawiaturze i nie wiedziałam co napisać. 
Bardzo zabawne, prawda? 
Mówiłam wam, że nigdy nie zrezygnuję z pisania. A tu co? Nie dotrzymałam obietnicy. Zawiodłam was. A co najgorsze... Zawiodłam samą siebie. 
Wierzę, że są tu jeszcze osoby, które mnie czytają i nigdy mnie nie zostawią, za co ogromnie im dziękuję. 
Wybaczcie mi moją decyzję, ale ja już nie mogę... Nie mam już na to siły. To jak dla mnie za dużo. Przepraszam.... 
A więc... Kończę z bloggerem. Teraz. Może wrócę, może nie. Życie pokaże. Przyjdzie pomysł, wejdę i coś może dopiszę. Trochu po trochu, ale nic poza tym. 
Bardzo boli mnie to, że tak muszę postąpić, ale to w tej chwili wydaje mi się najlepsze. Zwłaszcza na tę chwilę. 
Dziękuję wszystkim, którzy chociaż raz weszli na tego bloga i pozostawili po sobie komentarz. To dzięki wam zaszłam aż tak daleko. Rozdział szesnasty. Wow, nie sądziłam, że zajdzie to aż tak daleko. Jesteście wspaniali. To właśnie dzięki wam tyle osiągnęłam. Jestem wam niezmiernie wdzięczna, naprawdę. Kocham was wszystkich. Dziękuję.... ♥ 
Teraz po moich policzkach płyną łzy. 
Czemu? Bo przypomniałam sobie, co przez ten czas w moim życiu się wydarzyło. Gdyby nie blogger... Nie poznałabym tak wielu i wspaniałych osób. Można powiedzieć, że... Blogger odmienił moje życie na lepsze. To dzięki niemu poznałam nową pasję, hobby. To dzięki niemu mam marzenie. Marzenie, które mam nadzieję, że się spełni. 
Napisanie książki. 

Jezu, jak ciężko mi się to pisze. 

Wiem, że teraz bez bloggera będzie... Inaczej. Zupełnie. To będzie coś innego. Nowy początek czegoś nowego? Zobaczymy... 

Nie, ja już dłużej nie mogę tego pisać... 

Teraz wspomniałabym o kilku osobach, ale po prostu nie chcę i nie mogę... Czuję, że te osoby zawiodłam. Nie mogę. Wybaczcie mi, ale... Nie mogę. Tak po prostu. 

Pamiętajcie, że bardzo was kocham, dobrze? ♥ 

Wasza na zawsze, Cheryl/Karolina ♥ 

P.S. Spełniajcie swoje marzenia i róbcie to, co kochacie, dobrze? ♥ 

Żegnam....