niedziela, 25 października 2015

Capítulo 18 “Tam gdzie on, tam i ona.”


Nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale jest ona dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje nam się ją schwycić i przytrzymać tak długo, by wygnała z nas piekło... 
- Jonathan Caroll

♠♠♠

Jej wnętrze wypełniała pustka, którą pozostawił po sobie Leon. Wszystko, co kiedyś wydawało jej się wspaniałe, teraz już nie znaczyło nic. Jej życie znów nabrało smętne kolory, pozostawiając po sobie jedynie ostro zamazany ślad.

Gdy kogoś tracimy, uświadamiamy sobie, jak bardzo kochaliśmy tą osobę. 

Wszystko dla niej straciło jakikolwiek sens w życiu. Już nie patrzyła w ten sam sposób na rzeczy, które niegdyś kochała. Teraz wszystko było dla niej niczym. Straciła wszystko co dobre w życiu. Marzenia, nadzieje, chęci, szczęście... Wszystko przeminęło za pomocą jednego pstryknięcia palcem. To wszystko działo się tak szybko, że nawet nie spostrzegła, kiedy przeminęło. Szczęście w jej życiu zawitało chwilę, a potem tak szybko jak się pojawiło, zniknęło. Pozostawiło w niej jedynie pustkę, której nie ma ochoty wypełnić. Już nic dla niej nie znaczy tyle samo, co wcześniej. Wszystko straciło jakikolwiek sens. 

Bez niego jej życie jest niczym. 

Łzy spływały wzdłuż po jej bladej od zimna twarzy. Nie mogła sobie wyobrazić, że to tak wszystko się skończyło. Nie mogła uwierzyć, że Leon mógł tak postąpić. Może i Violetta jest w stanie go znienawidzić, ale sama dobrze wie, że to jest nie możliwe. Choćby długo się starała, nie może. On zmienił tak wiele w jej życiu. Zapomnienie o nim, jest niemożliwe. Choć nawet chciałaby wymazać niektóre wspaniałe chwile z nim, aby nie czuć tego strasznego i okropnego bólu, który on po sobie pozostawił.
Spojrzała w górę na błękitne niebo.

Czy poddanie się będzie właściwym wyborem?

Chce się poddać, chce o wszystkim zapomnieć. Zamknąć się w sobie i udawać, że wszystko jest w porządku, choć tak naprawdę nic nie jest. Sprawiać, aby na jej twarzy witał fałszywy uśmiech. Sprawiać, aby nie czuła tego okropnego bólu, który jest w stanie ją zniszczyć od środka.
Może Violetta jest osobą silną i na zewnątrz pokazuje, że jest silna oraz twarda, ale w środku.... W środku jest tak naprawdę w stanie się rozsypać na miliony malusieńkich kawałeczków.
Lecz ona jest osobą wierzącą.
Nadzieja, marzenia, szczęście, rodzina, przyjaciele i miłość. 
Dla niej tylko to się liczy. Nic innego. Gdyby mogła, spędziła by resztę życia, aby wszystkie te rzeczy osiągnąć.
Dlatego będzie walczyć. Walczyć, o swoją miłość. Nawet gdyby to kosztowało ją cholernie dużo, to i tak się nie podda, póki nie zdobędzie tego, czego chce. 
Tak postanowiła i już nie ma zamiaru zmienić swojego zdania.

♠♠♠

Nigdy nie jest za późno. 

Nigdy nie jest za późno, aby naprawić swoje błędy, prawda?
Będzie silna, będzie twarda. Będzie nawet wredna, gdy będzie musiała. Wszystko po to, aby odzyskać wszystko, co straciła. Przyjaciół i jej miłość życia. Tylko to jej wystarczy, aby być całkowicie szczęśliwą. Do tego potrzebne jej jest ich przebaczenie, co może być trudne, by osiągnąć. Będzie próbować. Wszystkiego. A co jeśli jej nie wybaczą?
Violetta pokręciła tylko głową. Nie mogła nawet znieść tej myśli, więc zaczęła myśleć pozytywnie.

♠♠♠

Biegła przed siebie a po jej twarzy spływały miliony łez, które z trudem ocierała. Oczy Violetty były zaszklone, co uniemożliwiało jej bieg.
Nie wiedziała gdzie biegnie, ani gdzie w tej chwili chce się znaleźć. Lecz jedno słowo huczało w jej głowie.
Samotność. 
Pragnęła być teraz sama, jak niczego innego. Chciałaby spokojnie usiąść, pomyśleć. Nad wszystkim, co przez ostatnie czasy się wydarzyło. Przemyśleć na spokojnie wszystko i dojść do jakiegoś wniosku, pomysłu lub czegoś podobnego, co sprawi, że będzie wiedziała co robić dalej nad swym życiem. Gdyby tak teraz racjonalnie pomyśleć... Nie ma nikogo. Wszyscy ją opuścili, zostawiając ją samą na pastwę losu. Samą jak palec. Przyjaciele... Nie będą w stanie jej przebaczyć. Leon, on... To już zupełnie inna sprawa. On nawet wcale nie będzie chciał na spojrzeć. Czy nią gardzi? Tego nie jestem w stanie stwierdzić, ale ma do niej uraz. Uraz mimo to, że tego nie zrobiła. Lecz... On nic o tym nie wie. Nawet nie dał jej się wypowiedzieć na ten temat, a już osądza. Chociaż... Nie ma mu się co dziwić, prawda? Zabolało go to. To było po nim widać, ale... Gdyby dał jej szansę... Wszystko byłoby wspaniale. Ich życie byłoby kolorowe z kolorową tęczą i różowymi jednorożcami. Byłoby jak w bajce. Lecz każdy z nas wie, że życie to nie bajka. Znajdujemy się w niesprawiedliwej rzeczywistości, która prawie każdego człowieka na świecie choć raz pozbawiła szczęścia.


Nagle poczuła, jak czyjeś ciało uderza w jej.
A może odwrotnie?
Uderzenie spowodowało, że straciła równowagę i upadła plecami na chodnik. Przy upadku towarzyszył nie miły odgłos, co wcale nie spodobało się dwójce nastolatków.
Chłopak zupełnie nie wiedział co się dzieję, więc szybko podbiegł do dziewczyny kucając obok niej.
- Boże, tak mi przykro! Wybacz, dzisiaj jestem totalnie w chmurach.
I ten zniewalający uśmiech. 
Skupiała się tylko na jego piwnych tęczówkach, od których nie mogła oderwać oczu, jakby... Zatonęła pośród nich. Nagle niektóre obrazy z jej życia zaczęły przeskakiwać jej przed oczami. A każdy pokazywał ją i jakiegoś chłopaka. Raz zobaczyła jak siedzą na ławce i nawzajem z szerokimi uśmiechami na twarzy nawzajem karmią się watą cukrową śmiejąc się przy tym, lub jak idą razem parkiem i układają słowa do ich wspólnej piosenki, albo jak siedzą na czerwonej kanapie przytuleni do siebie i przykryci kocem i oby dwoje toczą walkę, aby ich powieki nie opadły i nie zagłębili się w sen. Trzymali się za ręce i szeptali sobie po cichu słodkie słówka, a gdzieś w tle było słychać głosy bohaterów jakiegoś romantycznego filmu w telewizji.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
Chris. 
To był on.
To naprawdę on! 
Myślała, że zaraz zwariuje z zaskoczenia i radości, na widok jej dawnego przyjaciela.
Wpatrywała się w niego z wielkimi oczyma, nadal nie dowierzając.
- Ch-chris?! - zawołała na całą ulicę, przez co parę zdziwionych oczu odwróciło się w ich stronę.
Chłopak spoglądał w ciemne oczy Violetty. Chciał wyczytać z nich coś znajomego, ale... Nie mógł.
Czy on też zapomniał i mnie nie poznaje? 
W końcu po kilku minutach przyglądania się nastolatce, spostrzegł coś znajomego.
- V-violetta?! T-to naprawdę ty? - pierw podniósł się jego lewy kącik ust do góry, a za chwilę po nim drugi. Nie mógł uwierzyć, że ją tu spotkał. W Buenos Aires. Tak wielkim mieście.
Od razu rzuciła mu się w ramiona i mocno do siebie przytuliła. Znów poczuła jego perfumy, które tak uwielbiała. Była nadal zdziwiona, że ich nie zmienił. Lecz to znaczyło, że o niej pamiętał, że o niej myślał...
Będąc w jego objęciach przymknęła lekko powieki, a po chwili z jej prawego oka spłynęła łza szczęścia. Od tak dawna na jej twarzy nie pojawiły się łzy, przez które była szczęśliwa. Jej serce biło coraz szybciej i szybciej.
Cóż, nie ma co ukrywać. Violetta i Chris kiedyś się w sobie zadurzyli i byli w sobie zakochani po uszy. Ale zaraz, zaraz... Kiedyś? To wcale nie było tak dawno. Dobrze, może trochę było, gdyż jeden i pół roku temu, byli parą. Byli jak magnes. Tam gdzie on, tam i ona. To była wielka miłość, gdzie nie jeden mógł im pozazdrościć. Kochali się niezmiernie, ale nadszedł ten czas, gdzie wszystko prysło. Violetta musiała wyjechać i zostawić Chrisa. To nie była znów ta głupia historia, gdzie jedna osoba cierpi, bo została zraniona. Nie. To było tylko dlatego, żeby nie zranić obojga, gdyż będą dzieliły ich tysiące kilometrów. Violetta wiedziała, że tam gdzie się poznali, czyli w Las Vegas, było pełno ładnych dziewczyn, które Chrisowi by się na pewno spodobały, lecz... Ufała mu na tyle, iż wiedziała, że Chris kocha tylko ją i nie jest w stanie jej zdradzić. Zawsze powtarzał kiedy byli razem, że to ona jest tą jedyną i nigdy z niej nie zrezygnuje. Więc czemu się rozstali? Odpowiedź jest prosta. Tu chodziło o kilometry, tęsknienie za drugą osobą, usłyszenie jej głosu, zobaczenie jej na żywo, komunikację... Dlatego kiedy Violetta wyjeżdżała, wcale nie powiedzieli sobie "żegnaj", tylko "do widzenia", gdyż wiedzieli i mieli nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczą.

Zawsze trzeba mieć nadzieję.

♠♠♠

Jezu witajcie po tak długim czasie. Ile minęło? Rok? Matko, tak wiele się tutaj pozmieniało. Otóż kilka dni temu z ciekawości weszłam na bloggera, aby sprawdzić jak te rzeczy się tutaj mają. I aż smutno na sercu mi się zrobiło jak zobaczyłam że więcej niż połowa osób skończyła z pisaniem. Nawet nie wiem co mam powiedzieć, serio. 

Dobrze, co do tego postu. Po prostu musiałam go dodać. Jest to ostatni rozdział, który pojawi się na tym blogu. To jest już ostateczne pożegnanie z TYM blogiem. (Czujecie tu podtekst? Taa, ahaha. Bo tak jest xd) Już mówię… Więc no. Ten blog jest już zakończony. Już nie czuję tej całej Violetty.
Wiem, że pewnie tu już nikogo nie ma. Ale gdyby się chociaż ktoś znalazł… Niech da znać. Napisze pod tym postem komentarz, że jest. Bardzo byłoby miło. 
Jest też inna sprawa… 
Na blogach http://ludmila-ferro-story.blogspot.com i http://dont-play-with-my-feelings.blogspot.com będzie jakaś aktywność, ale prawie że minimalna. Będę coś pisać, ale dla siebie. Żeby po prostu wypisać moje myśli. Może coś raz dodam, może nie. Jeszcze sama nie wiem co zrobię. Zobaczy się. 

To by było na tyle. Dziękuję osobą, które nadal tu są. Bardzo wiele to dla mnie znaczy. 
Dziękuję wam bardzo. Jesteście wielcy. 
Wasza Cheryl♥︎